Posted by: ewiater | luty 22, 2008

Spowiedź i rachunek sumienia

W jednym z katolickich tygodników można przeczytać, że spowiadający się powinien stosować formułkę spowiedzi podaną w książeczce do nabożeństwa i zatwierdzoną przez Watykan. I do tego jest tam sugestia, że brak formułki może oznaczać nawet grzech nieposłuszeństwa papieżowi. Teologicznie to się ładnie określa, że spowiedź jest ważna, ale niegodziwa.

Należę do osób, które lubią jasno określone zasady, formuły i schematy. Jednocześnie nie dogmatyzuję ich, kiedy tylko uda mi się daną praktykę opanować na tyle, że osiągam pewną biegłość i rozumiem, co jest istotą jej praktykowania. I dlatego straszenie penitentów, że brak formułki spowiedzi jest brakiem posłuszeństwa wobec papieża, to dla mnie osobiście przejaw klasycznego terroryzmu liturgicznego. Zwłaszcza, że autor tego tekstu sugerował, że stosować ja powinni zwłaszcza ci, którzy są zaawansowani na drodze rozwoju duchowego.

Jak autor sam zauważył zastosowanie lub nie formułki nie ma wpływu na ważność sakramentu. Wpływ na to mają następujące elementy:

1. Rachunek sumienia.

2. Żal za grzechy.

3. Szczere wyznanie grzechów.

4. Mocne postanowienie poprawy.

5. Zadośćuczynienie za grzechy i pokuta.

Oczywiście do tego osoba, u której sie spowiadamy, musi mieć ważne święcenia prezbiteratu i wydane przez biskupa uprawnienie do spowiadania (tak, tak, nie każdy ksiądz może spowiadać. Pocieszę was - większość może :) Chociaż, jak przypomnę sobie niektóre teksty spowiedników, na których w moim życiu trafiłam, to może akurat jest mało pocieszające, że większość).

Co więc daje formułka? Warto tu ją przytoczyć:

p(enitent): Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

k(apłan): Na wieki wieków, amen.

p: Ostatni raz u spowiedzi byłem/am (podajemy okres), żadnego grzechu na spowiedzi nie zataiłem/am, pokutę nadaną odprawiłem/am i teraz na nowo obraziłem/am Pana Boga następującymi grzechami: (wymieniamy). Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i proszę o zbawienną pokutę i rozgrzeszenie.

k: (nadaje pokutę i udziela rozgrzeszenia - moment wypowiedzenia formuły i znak krzyża jest momentem, kiedy dopełnia się sakrament) Wysławiajmy Pana, bo jest dobry

p: Bo Jego łaska trwa na wieki.

k: Bóg odpuścił tobie grzechy, idź w pokoju!

Jak widać służy ona głównie uporządkowaniu wypowiedzi penitenta i wyręcza kapłana w zadawaniu pytań o życie duchowe osoby po drugiej stronie kratek konfesjonału. W sytuacji, kiedy ktoś poważnie traktuje swoje życie duchowe, na ogół ma stałego spowiednika i informowanie go, kiedy ostatnio było się do spowiedzi, że żałuje się za grzechy, odprawiło się pokutę etc. wydaje mi się bezcelowe. Nie neguję wartości tej formuły - jest ona pomocna, kiedy trudno zebrać myśli albo kiedy ktoś uczy się jak się spowiadać. Tylko, że nadaje ona spowiedzi formę suchego sprawozdania przed przełożonym: otrzymałem takie zadanie, wywiązałem się z niego tak i tak, teraz przychodzę po następne.

I gdzie tu miejsce na doświadczenie miłosierdzia?

Przyznam się, że sama stosuję formułę, której nauczyli mnie ojcowie jezuici: witam kapłana, dziękuję za łaski, które otrzymałam w ostatnim okresie od Boga, przepraszam Go za to, co zrobiłam źle a potem proszę o pokutę, słucham pouczenia i przyjmuję rozgrzeszenie. To dziękczynnienie na początek pozwala mi dostrzec miłość Boga do mnie i daje mi siłę do przyznania się do moich błędów. To już nie jest proces sądowy czy wojskowy raport, tylko przyjście do Osoby, która mnie kocha, a którą ja zraniłam. No i nie ukrywam, że Bóg był dla mnie łaskawy i mam stałego spowiednika (w dodatku dobrego).

Autor tekstu, który komentuję, podał jeszcze jeden element spowiedzi, o którym często zapominamy a jest bardzo istotny: modlitwa. Kapłana za spowiadającego się, żeby nie brakło mu jasności umysłu i pokory oraz penitenta za spowiednika o dar rady i dobre zrozumienie jego często mało zbornej wypowiedzi. Ale ani do tej modlitwy, ani do ważności sakramentu nie jest konieczna formułka. Może być pomocna, ale upieram się, że nie jest konieczna. I upieram się, że jeśli ktoś jej nie stosuje, to nie grzeszy.

Odpowiedzi

To mi przypomina odwieczne konflikty między literą a duchem prawa. I znów najlepszy jest złoty środek, a nie wyrzucanie jednego na korzyść drugiego :) Bez formułki czasem może być trudno (zwłaszcza zebrać myśli…), ale skupienie się na formułce, żeby nie okazać “nieposłuszeństwa papieżowi”, wydaje się jakąś kpiną…
Cóż, nie pierwszy już raz “Niedziela” wypuszcza takie nieprzemyślane do końca teksty, które mają pomóc, a w rzeczywistości sieją jeszcze większy zamęt…
Pozdrawiam!

Odpozdrawiam ;) Dzięki serdeczne za komentarz!

Terroryzm liturgiczny - śliczne określenie. Muszę to zapamiętać.
Pozdrawiam serdecznie!

Dziękuję za uznanie, polecam się na przyszłość :D

Leave a response

Your response:

Kategorie