Złota Dolina

Wstałam przed 6.00, bo i tak sen sobie poszedł – zdrajca. I tak banalnie oraz bardzo wcześnie zaczął się najpiękniejszy, przedostatni dzień mojego wyjazdu. W planach miałam Wiktorówki. Dzień zaczynał się lekko chłodnawo, ale przejrzyście, czyli na pogodę. Bez pośpiechu przyszłam do Zazadniej i weszłam na szlak. I już po kilku krokach zrozumiałam, czemu to Złota Dolina.

20170624_080331

Tu przedostatnie podejście do kaplicy, jak robiłam zdjęcie, nad moją głową siedziała śliczna pliszka o złocisto-żółtym brzuszku i zagadywała do mnie coś w swoim pliszkowym narzeczu.

20170624_081916

Złote światło rozlewało się po całym szlaku. Potoki intensywnie szumiały, pewnie spływała jeszcze woda z burzy z czwartku na piątek. Na drodze było pusto, jako pierwsza weszłam od strony Zazadniej, a w zasadzie jako pierwsza kupiłam bilet wstępu (od o. Marcina dowiedziałam się, że prawie o świcie szli już tamtędy pierwsi turyści, tak ku Dolinie Pięciu Stawów).

Szumiało mi też nad głową. Jak się mieszka u leśnika, to po kilku rozmowach z gospodarzami, zaczyna się widzieć więcej w lesie. Na przykład zauważyłam, że nie każde drzewo z krótkimi igłami to świerk (po czterech latach łażenia tamtędy – brawo ja 😀 ). Co więcej, niektóre z nich mają na korze takie śmieszne porosty, które wyglądają, jakby ktoś w pień wetknął całe stado krasnoludków i wystawały tylko ich brody. W dodatku zielone. Dowiedziałam się, że to jodła i jak tak szukałam jej brodatych pni, to okazało się, że jest ich całkiem sporo, jeśli nawet nie przeważają w niektórych częściach lasu. Od gospodarza dowiedziałam się, że mają bardziej rozbudowany od świerka system korzeniowy i mocniejsze pnie, dzięki czemu halny nie ma z nimi tak prosto. Ale też sobie daje radę.

Jak nie może wyrwać z korzeniami, to złamie tuż przy ziemi albo wyżej, dlatego nie wolno wprowadzać zbyt dużej przestrzeni między drzewami. Z drugiej strony przestrzeń jest potrzebna, żeby jodła owocowała. To dobry przykład tego, że prowadzenie takich lasów wymaga wiedzy i wyczucia. A powrotu do całkowicie dzikiej przyrody nie ma, bo jesteśmy częścią tego ekosystemu od wieków (w końcu to człowiek wprowadził w Tatrach np. takie zjawisko jak hala). Trzeba wziąć to na klatę.

Tak sobie przemyśliwałam, idąc spacerkiem ku Pani Jaworzyńskiej. Weszłam, przywitałam się z Gaździną i zamarzyła mi się herbatka. I tu zonk, bo drzwi zamknięte. Uznałam, że postawię na cierpliwość, przysiądę na ławeczce i poczekam. Okazało się jednak, że drzwi z drugiej strony są otwarte, a ojcowie właśnie jedzą śniadanie. Okazało się też, że razem z moim przyjściem zaczęło wiać. Cóż, nazwisko zobowiązuje…

W ramach podtrzymywania kontaktu werbalnego zagadnęłam o nowy karmnik. Dowiedziałam się, że wszyscy turyści robią mu zdjęcia, więc postanowiłam zachować się prawdziwa turystka i też zrobiłam. Szczególnie że budyneczek dopieszczony, dwa gatunku drewna, daszek pokryty papą z posypką, żeby śnieg się lepiej zsuwał. Jeśli tylko halny się nim bliżej nie zainteresuje, to będzie długo zdobił okolice drewutni.

20170624_084159

Rozmowa zeszła też na temat niedźwiedzia i pewnej padłej owieczki na Rusinowej, dzięki czemu po raz kolejny miałam okazję się przekonać, że o. Mateusz ma niewątpliwy talent do obrazowania i budowania puenty.

Z owieczką było tak, że wbrew przepisom została zakopana w ziemi a nie anihilowana w inny sposób. Jej miejsce spoczynku szybko zwąchał niedźwiedź i postanowił ten spoczynek naruszyć. Co więcej, potem jeszcze długo sprawdzał, czy gdzieś w okolicy znów nie znajdzie tak dobrze skruszałego mięska, przez co baca miał okazję do szczerej skruchy, jeśli chodzi o własne lenistwo. Zapytałam ojców, czy znają tę historię i czy miś tam był, na co usłyszałam z ust rzeczonego OP: „Wszyscy tam byli: niedźwiedź, lisy, pies, kruki a na koniec straż leśna”. Tej ostatniej pewnie tylko kosteczki się ostały… 😀

A drugi raz ojciec zatekścił, jak powiedziałam, że idę na Rusinkę. Dowiedziałam się wtedy, że nie ma tam owiec, bo przepędzono je na Głodówkę. I z głębi kuchni dobiegło: „Do fryzjera”, a jak zagadnęłam, czy będą je strzyc na drwala, padre odparł, że nie, na Kojaka.

I faktycznie, w czasie kiedy owiecki były poddawane zabiegom kosmetycznym na Głodówce, na hali główny przejaw życia stanowili turyści.

20170624_105514

Poszłam i wróciłam spokojnie na mszę. Była w intencji Jerzego Krzemińskiego, młodego biegacza górskiego. Zginął w zeszłym roku w październiku pod Kopą Kondracką, kiedy załamała się nagle pogoda. Jego ciało znaleziono pod koniec miesiąca, jak stopniały pierwsze śniegi. Ta historia utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że tamtejsze szlaki tylko złudnie są proste. Właśnie przez to pierwsze wrażenie mogą być zdradliwe. Zresztą kiedy schodziłam dwa tygodnie temu z Hali Kondratowej, to słyszałam śmigłowiec i potem przeczytałam, że doświadczony turysta pośliznął się, spadł i złamał nogę. Właśnie w tamtym rejonie.

Po mszy było poświęcenie tablicy pamiątkowej Krzemińskiego na ścianie skalnej za kaplicą, gdzie są umieszczone tablice upamiętniające ludzi, którzy zginęli w górach albo byli zapalonymi taternikami. Wiele z nich to prawdziwe dzieła sztuki. Niestety nie mogłam zostać, bo byłam umówiona w MC ze znajomą tercjarką – jedna z krakowskich fraterni miała tu swoje rekolekcje.

Skorzystałam z okazji i pomodliłam się z nimi. To było doświadczenie Dobra, a wieczór potem był tak cudowny, że jeszcze chwilę siadłam na ganku przy kaplicy i grzałam się w słońcu.

20170624_195708

A dziś już jestem w Krakowie. Pierwsze, co mnie uderzyło, to hałas. Całe mnóstwo niepotrzebnych dźwięków. I ciężar powietrza, jakbym była w szklarni. Kocham to miasto, ale pod pewnymi względami Tatry są nie do pobicia. I już za nimi tęsknię.

PS

W sobotę wieczorem na Wiktorówkach było tez pożegnanie o. Marcina, który idzie do Rzeszowa duszpasterzować studentom. Niech Pan mu błogosławi!

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s