Ciemność i nadzieja

Miasto pustoszeje, zwalnia, milknie do szeptów przy konfesjonałach. W kościele gęstniejące oczekiwanie pachnie świerkiem, na ulicach światła połyskujące na pustyawym bruku i sypiąca się z otchłani nieba srebrna kaszka. Kraków znów staje się prowincjonalnym miastem, ze swoim sposobem na przeżywanie, swoim „tak wypada”. Paniami Dulskimi, za którymi pomykają lekko pochyleni mężowie, dźwigając pokornie siatki, choinki, pudła i co tam jeszcze pani żona raczyła nabyć. I resztą populacji, nieco, ale tylko nieco, mniej charakterystyczną.

Tyniec podesłał mi do recenzji książkę i został mi w głowie jeden jej fragment, jedna myśl – Adwent jest ciemnością, skoro czekamy na przyjście Światła. Można też powiedzieć, że Adwent jest ciszą, skoro czekamy na Słowo. To znaczy, że kosztuje, bo jego radość zakorzeniona jest w nadziei, a nie w doświadczaniu. W tym sensie jest czasem ośmiu błogosławieństw, bo zawarta w nich obietnica też jest czytelna tylko wtedy, kiedy jest w nas płynąca z wiary nadzieja. To czas ubogich, płaczących, szukających sprawiedliwości, czyniących pokój, miłosiernych, czystego serca i cichych, których szczęście jest ukryte z nimi w Bogu i którzy powoli dojrzewają w Nim do narodzin w wieczności.

Ale przede wszystkim jest czasem nadziei. Bez niej jest tylko ciemnością i ciszą. Bez niej go po prostu nie ma.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s