Nowenna do św. Jacka – dzień 8

Witaj, Kwiecie nad kwiaty, Jacku, z wszystkich kwiatów najczystszy! Witaj, Kamieniu drogocenny, z wszystkich kamieni najświetniejszy! Witaj, Opiekunie wszystkich, do Ciebie się zwracamy! Witaj, Mieszkańcu niebios; pospiesz troskliwie z modlitwą! O, Jacku najświętszy, o, Wyznawco najsłodszy! 

8

Narodziny dla nieba

 

Tęsknota za Bogiem stawała się coraz cięższa, im bliżej było domu. Serce wyrywało się ku wieczności, ale wciąż tylu ludzi przychodziło do niego po modlitwę i radę. Poza tym u wrót Życia stał anioł śmierci – Jacek przeczuwał, że czeka go jeszcze ostatnia walka, ta w chwili agonii.

Kiedy śpiewali Salve Regina po II Nieszporach uroczystości św. ojca Dominika, w jego sercu pojawiło się delikatne poruszenie. Wydało mu się, że słyszy daleki głos, chociaż nie potrafi rozpoznać jeszcze słów. Jednak sam jego dźwięk wystarczył, by dominikanin poczuł radosne ożywienie z odrobiną obawy jak przed każdą podróżą.

Następnego dnia zasłabł. Kolejne dni mijały na rosnącej słabości ciała i wewnętrznej walce, zmieniali się tylko opiekujący się nim bracia. W wigilię Wniebowstąpienia Jacek nagle się ożywił. Głos powrócił i dominikanin go rozpoznał – słyszał już Ją, tuż przed wyruszeniem na misje. Wtedy nazwała go swoim umiłowanym synem i obiecała wstawiennictwo. Teraz usłyszał to, za czym od tak dawna tęsknił: „Już czas, Jacku”.

Odwrócił się w stronę siedzącego przy nim brata:

– Jutro umrę – i uśmiechnął się radośnie jak dziecko.

Brat zerwał się i pobiegł do przeora. Po chwili w celi zrobiło się jasno od habitów. Odrowąż westchnął.

– Jutro, nie dziś. Ale módlcie się, bracia, żebym pozostał wierny do końca – popatrzył na otaczające go twarze, spojrzał w oczy, niektóre napełnione łzami. Oczekiwali od niego jakiegoś słowa, ostatniej wskazówki.

– Chcę wam jeszcze zostawić to, co usłyszałem z ust ojca naszego, świętego Dominika. Zachowujcie pokorę, miejcie wzajemną miłość i zachowujcie dobrowolne ubóstwo. To wasze klucze do wiecznego dziedzictwa.

Bracia cicho się rozeszli i nadeszła długa noc. Jacek nie mógł zasnąć. W jego głowie zaczęły się cisnąć wspomnienia, ale głównie te złe: zaniedbań, grzechów, słabości. Im bliżej było świtu, tym cięższe było jego serce. Niewielką ulgę przyniosła mu modlitwa – odmówili z socjuszem Matutinum. W porze Jutrzni w celi znów zrobiło się tłoczno. Jacek zmagał się z narastającą pokusą rozpaczy, a towarzyszący mu bracia odmawiali kolejne godziny liturgiczne. Przy psalmie „W Tobie Panie złożyłem nadzieję” umierający wybuchnął płaczem, a wraz z wersetem „W Twoje ręce powierzam ducha mego” Jacek odetchnął po raz ostatni, znów spokojny i radosny. Zapłakany przeor poczuł, jak ktoś ciągnie go za rękaw.

– Bracie Benedykcie, to Nona. Godzina śmierci naszego Pana.

Przełożony drgnął i spojrzał uważnie na leżące przed nim ciało. Wydało mu się, że widzi odchodzące od niego pełne radości, światła i mocy postacie a między nimi brata Jacka. Ten na progu celi odwrócił się i uśmiechnął. Radośnie jak dziecko.

Módlmy się:

Święty Jacku, gdy podziwiamy Twój zapał apostolski i nieugiętą wolę w pracy dla Boga i ludzi, szukamy źródła Twych sił. Znajdujemy je w Twojej głębokiej czci dla Najświętszego Sakramentu. Obyśmy zrozumieli, jak wielkim skarbem jest dla nas Najświętszy Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej. Obyśmy w trudach i cierpieniach naszego życia umacniali się udziałem w Eucharystycznej Ofierze, poprzez częstą Komunię świętą i modlitwę u stóp tabernakulum. Uproś to nam u Boga, święty Jacku, nasz patronie. Amen.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s