Ofiara

I w książce, i w filmie jest to jedna ze scen, które uderzają w odbiorcę jak tłok pieczętny. Zostaje ślad. I nie chodzi wyłącznie o szok wywołany widokiem wykonania wyroku, ergo zabicia z zimną krwią. Przynajmniej mi nie chodzi – dla mnie o wiele ważniejsza jest rozmowa (zaczyna się ok. 2 min. filmu) po wykonaniu wyroku pomiędzy Nedem a jego synem.

 

– Czy rozumiesz, dlaczego to zrobiłem?
– Josef zdezerterował.
– Ale czy rozumiesz dlaczego to ja musiałem go zabić?
– Bo taka jest tradycja?
– Człowiek, który wydaje wyrok, winien także go wykonać (dosł. winien zamachnąć się także mieczem).

Czemu tak? Bo wykonanie wyroku jest ostatecznym wzięciem na siebie odpowiedzialności za niego. Jeśli jesteś w stanie wydać wyrok śmierci, winieneś mieć także siłę (przede wszystkim tę psychiczną) do jego wykonania. Inaczej nie masz moralnego prawa do jego wydania.

I jest tu jeszcze jeden aspekt, gdzieś w tle, sięgający do ideału średniowiecznego feudała: bycie odpowiedzialnym za powierzonych sobie ludzi. Ned nie zabija kogoś obcego, wrogiego – w imię praw gwarantujących stabilność społeczności, której przewodzi, musi zabić jednego ze swoich ludzi. Kogoś, kogo zna.

Analogią, choć daleką, jest to, w jaki sposób pozyskiwano kiedyś mięso: zwierzę, które zabijano, na ogół było znajome, hodowane od małego. Kosztowało nie tylko materialnie – jego hodowla wymagała poświęcenia czasu, zainteresowania, zmęczenia. Co najmniej dwa razy dziennie, bez względu na pogodę, trzeba było mu dać jeść i pić, ogarnąć jego zagrodę. To tworzyło jakąś relację, inną pod względem jakości od tych z innymi ludźmi, ale zaszlachtowanie własnej świni kosztowało też nieco emocjonalnie. A to oznacza, że kiedy starożytny Izraelita składał w ofierze zwierzę ze swoich stad, była to ofiara nie tylko materialna. Wyrzekał się czegoś, co było jego nie tylko na poziomie materialnym.

Ten aspekt nasza cywilizacja gdzieś zagubiła: kupujemy (na ogół) mięso z przemysłowego uboju, widzimy tylko polędwice, kotlety, porcje rosołowe i coraz mniej wiążą się one z jakimś żywym istnieniem, które kiedyś stanowiły, nie mówiąc o powiązaniu tego istnienia jakoś z naszym życiem. Kiedy myślimy „ofiara na tacę”, widzimy monety i banknoty, kto wie – może kiedyś chodzenie po składce będzie polegało na noszeniu czytnika kart kredytowych a my będziemy płacić zbliżeniowo. Ofiara staje się coraz bardziej wirtualna, coraz mniej wewnętrznie związana z ofiarodawcą. A to z kolei, tak się obawiam, oznacza, że z naszej mentalności powoli znika tertium comparationis umożliwiające nam w pełni zrozumienie aspektu ofiarniczego mszy, jako bycia związanym ze składaną ofiarą.

Zresztą zjawisko nie takie nowe, że tak powołam się na autorytet o. Pio z Pietrelciny:

W piątek rano leżałem w łóżku, kiedy objawił mi się Jezus. Był udręczony, w opłakanym stanie. W widzeniu pokazał mi rzeszę kapłanów: jedni z nich odprawiali mszę świętą, inni zakładali i zdejmowali szaty liturgiczne. Widok Jezusa był bardzo przykry. Spoglądał na tych kapłanów przerażony. Odwrócił od nich swój wzrok i skierował spojrzenie na mnie. Wtedy dwie łzy spłynęły Mu po policzkach. Z cierpieniem na twarzy powiedział: „Rzeźnicy!” (cytat za „Głos Ojca Pio”).

Jak wynika z dalszego ciągu wypowiedzi Jezusa, epitet ten wynika z faktu, że ci kapłani sprawują mszę bez wiary i współczucia. Ona ich nic nie kosztuje. Ten, którego składają na ołtarzu, jest dla nich wirtualny, jakbyśmy współcześnie powiedzieli. Nie są świadomi tego, co robią, nie czują się związani z Tym, który tam umiera i zmartwychwstaje. To nawet nie rzeźnicy, czasem msza przypomina ubój przemysłowy. Bezosobowy, sterylny, pośpieszny. Wolę już kapłana, który może i pomyli się przy czytaniu nigiryk z mszału czy realizacji rubryk, ale widać, że jest obecny w tym, co robi. Stara się rozumieć i iść za tym, co rozumie.

Jak to leczyć? Powrót do sytuacji, w której większość społeczeństwa hoduje zwierzęta rzeźne, raczej nie wchodzi w grę. Ale wciąż pozostaje prawda zawarta w słowach Neda Starka: bierz odpowiedzialność za swoje słowa i decyzje, szczególnie za te, które kosztują nie tylko ciebie. Zrealizuj tę decyzję sam/sama, żeby nie była wirtualna. Wtedy składanie Chrystusa na ołtarzu stanie się jak tłok pieczętny, który będzie cię coraz bardziej do Niego upodabniać. Odciskać w tobie Jego podobieństwo: Kapłana i Żertwy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s