Słit focia czy idziemy na wojnę?

Leje. Siedzę na gruzach przedremontowych mojego mieszkania i mam poczucie odcięcia kurtyną wodną od reszty świata. Taka tam prywatna jaskinia za wodospadem.

Przegląd sieci przypomniał mi obserwację sprzed kilku dni – jest moda na zdjęcia i omawianie tematu pt. duża, najlepiej dobrze umięśniona, mężczyzna z dzieckiem, najlepiej noworodkiem, na ręku (tu rozlega się głębokie westchnienie rozczulonych młodych kobiet z załzawionymi oczami). Obserwacja ta się zbiegła z rozmową z moją bliską znajomą, która opowiadała mi o walkach, jakie toczą się między jej mężem a dorastającym synem. Spokojnie, nie dochodzi do rękoczynów, mają miejsce jedynie ustosłowa wyraźnie punktowane. Precyzyjnie wymierzone i z wyczuciem, mistrzem punktowania jest, rzecz jasna, nastolatek.

Cóż, sceny konfliktu i to takiego, w którym dziecko z okrucieństwem specyficznym dla swojego wieku wytyka rodzicom błędy wychowawcze albo swoim zachowaniem je wykazuje, nie nadają się na słit focie. Szczególnie,  że nastolatkowie rzadko się mylą w tych kwestiach. Ale intuicja mi mówi, że to tutaj jest raczej miejsce mężczyzny, nie przy kołysce. Ta walka pozwala synowi (z córkami jest nieco inaczej) sprawdzić jego własną siłę, zmierzyć się z wartościami przekazanymi przez ojca i dokonać wśród nich wyboru, wzmacnia go. A ojcu pozwala dojrzeć, dokonać przeglądu swoich dokonań lub braku dokonań, przejrzeć się w oczach dziecka i zobaczyć siebie. Często bywa to widok średnio przyjemny, więc jest walka. Siłowanie się. Ale to też sposób na pokazanie synowi, jak ma być mężczyzną. W „Królestwie niebieskim” opowiada o tym scena, w której ojciec uczy głównego bohatera walki mieczem. Walczą ze sobą, ale to najlepszy sposób na to, by syn wygrał te walki, które przyjdzie mu stoczyć z przyszłymi przeciwnikami. Już nie z ojcem.

Dla obu stron to wymagająca sytuacja. I mam wrażenie, że niewielu ojców współcześnie potrafi w nią wejść, przyjąć na klatę nie bezradnego noworodka, ale zbuntowanego, zdolnego do zadania realnego bólu nastolatka. A szkoda, bo chociaż z tej bitwy obaj wyjdą poobijani, to jednocześnie silniejsi. A kiedy w życiu dziecka przyjdzie czas zrodzenia własnych dzieci, jako kombatant tej samej wojny coraz lepiej zacznie się dogadywać z ojcem. Albo przynajmniej stanie się zdolny do tego, by mu przebaczyć błędy.

Tak mi jakoś wychodzi z tego mojego kombinowania w jaskini. Zresztą chyba już przestało padać.

Reklamy

2 thoughts on “Słit focia czy idziemy na wojnę?

  1. Przed remontem – nie zazdraszczam. Ja to przechodziłam w zeszłym roku.Powodzenia.
    Co do miejsca/roli facetów przy dziecku, to muszę powiedzieć, ze fakt, iż można ich spotkać również przy kołysce uważam za znak postępu kulturowego. Pamiętam, jak kiedyś moja babcia, która miała twarde życie i nigdy się na nic nie skarżyła, ze smutkiem skonstatowała, że za czasów jej macierzyństwa mężczyźni zachowywali się tak, jakby kobiety dzieci znajdowały w kapuście. A dzisiaj, oczywiście, wymusiły to czasy, mężczyźni i kobiety muszą sobie pomagać, również przy malutkich dzieciach, nie zważając na jakąś sztywność swoich ról. I myślę, że to jest dobre i dla ojców, i dla ich dzieci.
    A natura i tak stawia na swoim: bo gdy dziecko choruje, to wyciąga rączki do mamusi, a gdy ma ochotę na przygodę, to się ogląda za tatusiem:)
    Tak mi się zdaje.

    • Remont to rzecz straszna, brrr. Chcę zrobić go na tyle porządnie, żeby przez następne kilkanaście lat miec go z głowy.

      Nie mam nic przeciwko temu, żeby mężczyźni pomagali przy malutkich dzieciach, ale mam wrażenie, że współcześnie wszyscy chcą się zajmować niemowlakami, a jak już dzieci podrosną i potrzebują bardziej dojrzałej relacji, to nagle rodzice jakby tracili zainteresowanie. To nie jest dobre.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s