[WRW] Skąd się bierze wiara?

Święty Paweł pisze do Rzymian, że ze słuchania (por. Rz 10,17). Ale przecież są też wierzący, którzy są głusi od urodzenia, zresztą wiemy, że wolą Boga jest zbawienie wszystkich, więc tych z ubytkiem słuchu przecież by nie wykluczył. Co to więc jest, to słuchanie?

Zresztą nie tylko słuchanie. W Ewangelii Janowej bardzo ważną rolę pełni także widzenie; twierdzenie, że się widzi, kiedy się nie widzi (por. uzdrowienie niewidomego od urodzenia; J 9), ewangeliści opisują także takich, do których Pan przyszedł najpierw przez dotyk (córka Jaira). Więc nie chodzi o to, że tylko przez ten zmysł.

Tak więc o co chodzi, że tak się powtórzę?

O przyjście. Słowa, obrazu, dotyku, które dotykają nie tylko naszych fizycznych zmysłów, ale rodzą też wewnętrzne poruszenie. Ujawniają przestrzeń głodu, braku. Bo wiara zaczyna się od Boga, Jego inicjatywy. Tak wyglądają i brzmią historie patriarchów, dobrych królów, apostołów, świętych. On przychodzi lub czeka tam, dokąd my idziemy, wiedzeni naszym pragnieniem (przypomnijcie sobie Samarytankę). Czasem przechodzi mimo, jakby udawał, że wcale, ale to wcale Go nie interesujemy (ślepiec pod Jerychem), czy nawet odpycha nas w dość niesympatyczny sposób (a tak eufemistycznie sobie opiszę sytuację z Syrofenicjanką porównaną do nieczystego psa).  Dostosowuje swoje przyjście do przestrzeni wolności, która jest w nas.

Jeśli ktoś jest uwikłany w swoje pożądania jak Samarytanka, ale już dotarł do tej prawdy, że ich spełnienie nie daje spełnienia, Bóg wyświetli na monitorze jego serca krótki komunikat: „Jestem gotowy” (tak, znów skojarzył mi się „Dekalog I”). Będzie czekał przy studni, z której zaspokajaliśmy nasze pożądania, ale bez czerpaka, czekając ze swoim darem, który sprawi, że zostawimy nasz dzban i pójdziemy za Nim.

Jeśli ktoś dokładnie wie, czego pragnie i jest już w nim posiane słowo, nawet jeśli rozumie je zbyt docześnie i namacalnie (uzdrowiciel!), Bóg będzie przechodził. Zbliży się, ale będzie czekał aż w swojej wolności ten człowiek się do Niego zwróci, w ten sposób pozwalając napęczniałemu w swoim sercu ziarnu wypuścić pierwszy kiełek.

Jeśli ktoś jest zdecydowany uwierzyć, brakuje mu tylko potwierdzenia ze strony Boga, Ten będzie kluczył. Nie dlatego, że ma naturę przekornej kokietki, ale ze względu na poszanowanie dla wolności człowieka. Nie wystarczy, żeby człowiek do Niego przyszedł – musi jeszcze potwierdzić swoją decyzję. Osoby przygotowujące katechumenów do chrztu mogą tu sporo opowiedzieć o Bogu znikającym, milczącym, dalekim, nieobecnym w chwili, kiedy jest coraz bliżej przyjęcia sakramentu. On znika w odczuciu katechumenów. Usuwa się, chcąc usłyszeć potwierdzenie. Bo to są wielkie decyzje, które wymagają wielkiej wolności.

I nawet jeśli myślimy, że to myśmy szukali, w ostatecznym rozrachunku dostrzeżemy, że to On zrobił wszystko, co mógł bez naruszania naszej wolności, by nas mieć przy sobie. Podejrzewam, że anegdoty na ten temat będą jednymi z wiodących rodzajów żartów w Niebie i źródłem nieustannej radości. „Bracie Hieronimie, siostro Anastazjo, a słyszeliście jak do wiary doszedł brat Zenobi?”

Advertisements

12 thoughts on “[WRW] Skąd się bierze wiara?

  1. A ja mam ochotę się z Tobą podroczyć 😉
    I spytam wprost: kto to jest B.? Jak poznajesz Jego przyjście, znaki – że to On. Bo kiedy tak wiele orzeczeń – będzie czekał, będzie kluczył, itd. – to mi brakuje wiedzy o Podmiocie, o Jego rozpoznawaniu. Brakuje mi przekonywujących zaświadczeń, skąd ta „wiedza” o działaniu B. się bierze i na ile można jej uwierzyć.

    • To, na ile możesz mi uwierzyć, ocenisz sam 🙂 To, co napisałam we wpisie, to moje interpretacje spotkań opisanych w Biblii i u innych ludzi, którzy się z Nim spotykali. A co do znaków – ogólny opis jest taki sam: wewnętrzny pokój (nie spokój tylko pokój, to różne stany według mnie), poruszenie całej osoby, nie tylko emocji i doświadczenia, które są pomiędzy Nim a mną, a które są nieopisywalne. Po prawie 40 latach wspólnego bycia z Nim narosło takie mnóstwo niuansów w komunikacji, że to ciężko przekazać. Zresztą czasem też się mylę w rozeznaniu, wtedy widzę to wyraźnie po owocach 🙂

      • „poruszenie całej osoby, nie tylko emocji i doświadczenia” – o to bym chętnie dopytał, co znaczy ta osoba oprócz emocji i doświadczenia.
        I tak łatwo – z całym zrozumieniem sprawy – nie poprzestawałbym na tym, że coś jest nieopisywalne. W naszym doświadczeniu nieopisywalne to znaczy nieistniejące – wszystko, czego doświadczamy, możemy opisać; może nie zrozumieć (skąd się to bierze, gdzie to się naprawdę rozgrywa, do czego prowadzi, itp.) – ale opisać tak. Oczywiście, opisywanie to ciężka praca – wbrew pozorom – ale wykonalna; prędzej więc zgodzę się, że coś trudno (zwłaszcza ad hoc) przekazać.
        Inna rzecz, jak ma się nasze doświadczenie do B. – czyli pewnego „pojęcia”, na ile skok między jakimiś doświadczeniami a stwierdzeniem „to B” jest uprawnione, zwłaszcza w przekonywaniu kogoś o tym, że On działa.
        I nie piszę tego, by z czymś walczyć – zależy mi raczej na precyzji głoszenia Ewangelii, na rzetelności i szczerości w relacjach z ludźmi, również tymi, którym „mówi się o B.”.

        A już na pewno nie piszę tego przeciw Tobie 🙂 Chodzi raczej o kościelną frazeologię – mówi się, że B. to czy tamto (np. zbawia) a gołym okiem widać, że jest inaczej… No i w końcu w ogóle nie wiadomo o co chodzi – i trudno się czasem dziwić niewierzącym, że w to wszystko nie wierzą.

        Pzdr. 🙂

      • TO prawda, że doświadczenia opisywalne, ale nie przekazywalne. Tylko, że dla mnie opisywanie, które nie prowadzi do komunikacji a jedynie może wprowadzić nieporozumienia, jest stratą czasu 🙂 Stąd mój opór.
        A przeskok, przy zachowaniu pewnych zasad, jest uprawnione. Ale przyznam, że nie chce mi się teraz dokładnie pisać jakie to zasady 🙂

        pzdr:)

  2. „Bo wiara zaczyna się od Boga, Jego inicjatywy.”
    Jak więc rozumieć tę Bożą inicjatywę/brak inicjatywy wobec ludzi, którzy bardzo by chcieli wierzyć a nijak im to nie wychodzi. Znam takich a jeden z nich nawet mi powiedział kiedyś, ze widać taki na niego przepis u Boga i ze nie wszyscy muszą widocznie wierzyć.

    • Nam na wykładach kiedyś próbowano wytłumaczyć, że a) wiara nie usuwa wątpliwości (czy ja naprawdę wierzę? czy to w co wierzę jest prawdą); b) Pan Bóg każdemu daje znaki, próbuje przyciagnąc do siebie na różne sposoby – kreatywny jest 🙂 (np. przez spotkanie z kimś, wychowanie przez wierzącą babcię, albo piękno Morskiego Oka). To jednak, co się dzieje na lini Bóg-Człowiek jest niesamowicie intymne i ciężkie do opisania. I że nie ma wskaźnika wiary, tzn. X wierzy lepszą wiarą niż Y, bo zarówno X jak i Y i wszyscy inni wierzą „na swoją miarę”. Każdy człowiek jest zdolny do wzrastania w świętości, ale nie każdy musi być o. Pio czy św. Tereską. Myślę nawet, że Bóg nie chce mieć zastępu św. Teresek 🙂
      A reszta jest tajemnicą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s