Gambit, reż. M. Hoffman

gambit

W ramach świętowania zdanego egzaminu teoretycznego na prawo jazy poszłam sobie do kina na wyżej wymieniony film. I nie żałuję. Podstawowy wniosek po obejrzeniu jest taki, że Brytyjczycy zdecydowanie mają talent do scen angażujących wystające na zewnątrz elementy elewacji budynków typu balkony lub gzymsy. Jak dla mnie – numer jeden w tym filmie.

Świetne aktorstwo, Cameron Diaz jako amerykańska kowbojka jest rewelacyjna, chociaż nie ukrywam, że swoim stylem przypominała też polski ideał kobiety, będącej w stanie uratować swojego księcia z prawie każdych pazurów. Tu pazury są bardzo realne, a postać grana przez Diaz ma swojsko brzmiące nazwisko Puznowski, czyli polskie skojarzenia nie są zupełnie bezzasadne…

Genialne dialogi, przydałoby się dwa kluczowe przesłuchać jeszcze raz, bo bazują na rewelacyjnych gierkach słów, a drugi z nich kreuje przezabawną komedię omyłek. Colin Firth w roli macho? Czemu nie… Nawet jeżeli jego obiektem pożądania jest jedynie waza. Z epoki Ming oraz hotelu Savoy.

Ostatnia scena też mi się polsko kojarzy, chociaż nie podejrzewam takich skojarzeń u scenarzysty. Otóż rozmowa pomiędzy dwoma bohaterami przypomina klimatem i nieco tematyką rozmowę Kwinto z Duńczykiem, która zamyka akcję w „Vabank 2”, zanim jeszcze Kramer dostanie swoje szwajcarskie czekoladki. Z tym, że o ile u Machulskiego to była tęsknota za pięknymi latami 20-ymi, tu w „Gambicie” to raczej lata 50-te oraz Bond, James Bond. Ogólnie sporo cytatów z historii sztuki i kina, dlatego ten film dla niektórych może być nudny, podczas gdy inni wyjdą uśmiani do bólu brzucha. Mnie tylko niektóre sceny doprowadziły do głośnej radości, ale i tak seans uważam za udany. Film pewnie lepiej obejrzeć na DVD, niż kupować bilet do kina, ale na tę okazję dla mnie był w sam raz. Firth i Rickman miewali zdecydowanie lepsze role, ale oni nawet grając średnio, wciąż jeszcze są dobrzy.

Tak więc polecam raczej poczekać na domowe kino, a przy okazji sprzedam zapowiedź kolejnego filmu z jednym z moich ulubionych aktorów komediowych, Dany’m Boonem, słynnym listonoszem z „Jeszcze dalej niż północ”. Film będzie nosił tytuł „Wyszłam za mąż, zaraz wracam” i już ostrzę na niego okulary!

Reklamy

4 thoughts on “Gambit, reż. M. Hoffman

  1. Też byliśmy przypadkowo na tym filmie (akurat bilety mieliśmy tańsze, szybko do wykorzystania do końca roku). Mamy podobne odczucia. Dzięki Elu, za Twoją opinię! Zgadzam się stuprocentowo! 🙂 Uwielbiam Dany’ego i też czekam na „Wyszłam za mąż…” – zapowiedź rewelacyjna! A widziałaś go w roli Bazyla? („Bazyl, człowiek z kulą w głowie”?) Jeśli nie, to bardzo polecam! 🙂

  2. To koniecznie nadrabiaj! 🙂 Jeden z moich ulubionych filmów. „Nic do oclenia” też widzieliśmy. Super! W najbliższy piątek już będzie można ruszać do kina. Trzeba tylko jakąś okazję szybko wymyślić;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s