[WRW] Przypadek Bartymeusza, czyli trzy odcienie „credere”

Bartymeusz jest ślepcem. Słyszy nadciągający w stronę Jerycha tłum, wyraźnie ożywiony. Słyszy (być może rzuca w przestrzeń pytanie i udzielona mu zostaje z ciemności odpowiedź), że ludzie ci towarzyszą Jezusowi z Nazaretu. Jezus z Nazaretu. Uzdrowiciel. Zbawca, który może przywrócić mu wzrok, tak przynajmniej o Nim mówią. Zaczyna krzyczeć, domagać się pomocy. Być może ci sami, którzy mu wcześniej powiedzieli, kto nadchodzi, zaczynają go uciszać.

Ale on krzyczy, aż wreszcie słyszy upragnione: „Wstań, idź, woła cię”. Bartymeusz jest posłuszny – porzuca swój żebraczy płaszcz i po omacku idzie po swoje zbawienie. Słyszy z ciemności głos: „Co chcesz, abym ci uczynił?” „Rabbuni, abym przejrzał”. Ciemność ustępuje. Bartymeusz ma przed sobą wysokiego mężczyznę ok. czterdziestego roku życia, widzi Jego twarz o regularnych rysach.

Jezus podejmuje dalszą podróż do Jerycha, a Bartymeusz idzie za nim. Cały jego dobytek, a więc całe dotychczasowe życie, pozostaje pod murem, tam gdzie dotychczas zbierał pieniądze. Jego ocalone życie należy już do Chrystusa.

Opis tej sceny słyszeliśmy w zeszłą niedzielę. Dobry tekst na ten rok, bo można w nim zobaczyć trzy zasadnicze znaczenia słowa: „wierzę”. Tego rozróżnienia dokonał św. Augustyn i od jego czasów jest to klasyczne dla chrześcijaństwa rozumienie tej postawy.

Tak więc pierwsze jest „credere Deum [esse]” – wierzę, że Bóg jest; istnieje. Bartymeusz wierzy opowieściom o uzdrowicielu z Nazaretu, wierzy tym, którzy mówią mu, kto nadchodzi. Dlatego woła, chociaż woła w ciemność, opierając się jedynie na świadectwie innych.

Drugie to „credere Deo” – wierzę temu, co Bóg objawia w historii, zarówno rozumianej szeroko, jak i mojej osobistej. Wierzę temu, co do mnie mówi. Bartymeusz najpierw dowiaduje się, że został wezwany, a potem słyszy z ciemności głos: „Co chcesz, abym ci uczynił?” Wypowiada najgłębsze swoje pragnienie i w jego historię wkracza światło. To głębokie doświadczenie, przenikające całą jego egzystencję, odciskające się w nim, jak tłok pieczętny w miękkim wosku. To jego pascha; wyjście z Egiptu. Także moment rozpoznania twarzy Boga.

Wreszcie trzecie znaczenie to „Credere in Deum”. Zaufanie Bogu, oddanie Mu swojego życia. Rzadko ewangeliści zajmują się dalszym losem uzdrowionych, ale w przypadku ślepca pod Jerychem synoptycy skrzętnie notują, że poszedł za Jezusem. Oddał Mu swoje życie.

Jak widać ten aspekt bardzo mocno jest związany z drugim rozumieniem. Tu widać dynamikę wiary – przyjęcie Bożych pouczeń wyraża się przez zastosowanie ich w praktyce, a zastosowanie ich w praktyce przynosi owoce, które sprawiają, że nasze posłuszeństwo wobec doktryny wzrasta. Widzimy ich mądrość, która była przed nami ukryta, dopóki nie pozwoliliśmy naszemu życiu toczyć się torami wyznaczonymi przez Boże wskazania.

Jeśli więc ktoś będzie próbował wam wmówić, że Kościół przez wiarę rozumie jedynie doktrynę, to mu nie wierzcie (aspekt analogiczny do „credere Deo”) – wiara chrześcijańska to taka, która posiada wszystkie te trzy wymiary. Wiara w istnienie Boga, przyjęcie Jego nauczania i zaufanie Jemu. W tym przypadku musi być trzy w jednym, inaczej nie będzie po katolicku.

Reklamy

4 thoughts on “[WRW] Przypadek Bartymeusza, czyli trzy odcienie „credere”

  1. A mam pytanie: a co to znaczy, ze Bóg objawia w historii rozumianej szeroko? Co objawił? prócz siebie (że wszedł w czas, -wcielił się) Jak to rozumieć/esz?

  2. Tekst kuszący do komentarzy 🙂
    1. Ciekawe, że polskie słowo „wiara” łączy się etymologicznie z niemieckim „Wahrheit”, angielskim „very”, a ostatecznie łacińskim „veritas”; wszystko związane z prawdą i prawdziwością. Łacińskie „credo” pobrzmiewa polskim „kredyt”, za to greckie/ewangeliczne „pistis” niczym nie pobrzmiewa 🙂 a ma nieco inne znaczenie niż „credo”… W różnych językach jest różnie (np. w angielskim „faith”, ale też „believe”) – warto się temu przyglądać, bo chodzi jakby o różne postawy w tym wszystkim… Niby nie etymologia stanowi o aktualnym znaczeniu, ale jej ślad obecny jest w rozumieniu słów.
    2. W Polsce najczęściej myśli się o wierze w pierwszym, z przywołanych przez Ciebie, znaczeń – prawdziwościowym właśnie (bo „wiara”). I ono jest akurat najbardziej problematyczne; stąd te wszystkie dyskusje, kłótnie, debaty, czy co tam jeszcze.
    Ja bym dodał jeszcze podwójny wydźwięk sformułowania „wierzę w”:
    a/ wierzę w kogoś, że mnie nie zawiedzie, deponuję w nim coś (kredyt 🙂 ), żeby z procentem odebrać – mam nadzieję: „skarb w niebie”;
    b/ wierzę w kogoś, to znaczy ja mu darmo dodaję mocy (np. można wierzyć w swoje dziecko i je tym motywować, wzmacniać); to mi trochę pasuje do „Święć się Imię Twoje”, że i ja od siebie mogę coś dać, jeśli chcę, żeby B….
    Piszę pospiesznie, pozdrawiam za to wolno 🙂

    • Po polsku „wiara” to jeszcze określenie wspólnoty ludzi zżytych ze sobą 😀 To sprawia, że określenie „wiara w kościele” może być rozumiane też wspólnotowo.

      Tak po cichu liczyłam, że cię sprowokuję do komentarza. Taka wstrętna jestem 🙂 Chociaż u mnie też wszystko na szybko, muszę dokonać redukcji rzeczy niekoniecznych a pilnych.

      Odpozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s