„Merida Waleczna”, Disney & Pixar

 

 

 

 

 

 

 

Bajka o relacji matka-córka bez finiszu w białej sukni i z obrączkami w roli głównej. Zresztą to nie jedyny wyraźnie feministyczny akcent tej opowiastki. Panowie są tu przedstawieni jako kompletnie nierozgarnięte, naprane testosteronem i chęcią nieustannej rywalizacji postaćki. Do tego są chamscy, prymitywni i w najlepszym razie ofermowaci. No dobrze, czasem też ten testosteron się przydaje do obrony kobiet, ale ostatecznie i tak to one muszą wziąć sprawę w swoje ręce (chociaż w tamtym momencie to są raczej łapy, ale nie zdradzę dlaczego). I główna bohaterka, która zazdrości chłopcom tego, że moga się bezkarnie bawić, a ona ma obowiązki i wobec niej matka ma oczekiwania. I ją wychowuje. Więc jest bunt, głupia decyzja a potem trzeba posprzątać.

Piękna animacja, kilka naprawdę zabawnych scen, w tym jedna pokazująca marzenia o tym, że kobieta swoją ogładą i kulturą może pokonać męskie prostactwo. Bajka, więc na chwilę można uwierzyć, że to możliwe – czemu nie. Dobry film do obejrzenia ze swoja mamą lub córką i przegadania pewnych rzeczy.

I tylko od zwiastuna dręczy mnie pewne skojarzenie. Otóż w filmie „Robin Hood. Książę złodziei” jest scena, w której Mały John zostaje zapytany przez swoją żonę, czy moze ona dołączyć do bitwy. Mężczyzna odpowiada: „Ale tam potrzeba odwagi”, na co słyszy szybką ripostę: „Urodziłam ośmioro dzieci i ty będziesz mówił mi o odwadze?” Merinda jest dzielna (w oryginale „brave”), bo potrafi być taka jak mężczyzna. Jeździ konno, strzela z łuku, włada mieczem. Czekam na bajkę, która pokaże kobiecą wersję dzielności. Na przykład ekranizację „Siostry siedmiu łabędzi” Andersena.

A na „Merindę” warto rzucić okiem, polecam kino, bo efekta są lepiej widoczne. A, i tak na marginesie – strasznie dużo tam przerywników w stylu „Matko Boska!” albo „Jesuuu…” Znak czasów?

Reklamy

14 thoughts on “„Merida Waleczna”, Disney & Pixar

  1. Po prostu dziewczę chciało się wyszaleć i wyjść za mąż za chłopaka, którego sama sobie wybierze, dopasowanego do jej temperamentu, inteligencji i ducha. Każdy tak chce i nie ma co wtrącać się do miłości, bo niczego innego człowiek nie pragnie w życiu jak kochać ze wzajemnością.

  2. Mamuśka powinna wiedzieć, że rozwój jest najważniejszy a dziecko ma swoje życia do przeżycia i nie będzie spełniać oczekiwań rodziny. Musi słuchać serca. Magia jest złudna. Nie wolno odbierać człowiekowi w ten sposób wolności, zmuszać go do realizacji własnych celów. Do rozumienia dobra trzeba dojrzeć, trzeba dać czas rozkwitnąć miłości w wolności, nawet za cenę rozstania…

  3. Dobra lekcja wolności…i konsekwencji używania zła w celu osiągnięcia jakiegoś dobra. Nie tędy droga…Za to zawsze jest jakiś ukryty rachunek do zapłacenia.

  4. Film bardzo mi się podobał, szczególnie, co trochę zabawne krajobrazy 🙂 i celtycki/szkocki klimat. Do strzelania z łuku też mam słabość więc bawiłem się doskonale.
    Drażni mnie natomiast coraz bardziej z wiekiem ta wszechobecna obsesja dążenia do wolności, szczególnie jako ucieczka od wszystkiego czego się nie lubi lub nie akceptuje. Bzdury takie cisną dzieciom do głowy, a potem trzeba je z tego leczyć.

    Na tą Matkę Boską też zwróciłem uwagę, szczególnie zabawne, że to było zrobione w duchu kultury celtyckiej. Jak do tego ma pasować ta przysłowiowa Matka Boska to nie wiem.

    • aG, z którą byłam na tym w kinie, scenę wejścia na skałę przy wodospadzie podsumowała cichym: „Ale nie pokazali już, jak zeszła” 😀 To w temacie krajobrazów.
      A Matka Boska pewnikiem tam jako przejaw opresywnego chrześcijaństwa, nadciągającego wielkimy krokami ;> No dobra, złośliwa jestem.

  5. aG, ślicznie napisałaś na początku, prześlicznie… i gdybym mogła cofnąć film z moim życiem też bym chciała tak… pozdrowienia i życzę wszystkim Walecznym Merindom odwagi w poszukiwaniu, cierpliwości w czekaniu i szczęścia w odnalezieniu tej jednej, jedynej Miłości. Wzajemnej.

  6. Byłem z Żoną i Gabrysiem. Wprawdzie od siedmiu lat, a Gabryś ma 3, ale postanowiliśmy zaryzykować i żadne z nas nie żałuje. Chociaż oczywiście mam ograniczoną spostrzegawczość i nie zauważyłem wszelkich feministycznych akcentów – a były rzeczywiście. Film, jak każda dotychczas moim zdaniem produkcja Pixar, bardzo wart zobaczenia.

    Co do Robina – wreszcie wspominasz o jakiejś wiarygodnej wersji ;). Ale czy przypadkiem John nie był Mały…? Może mnie się pokręciwszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s