Świadomość stawki

Co prawda debata o. Jarosław Kupczak OP – ks. Karol Stehlin FSSPX* odbyła sie jeszcze przed Wszystkimi Świętymi, ale wciąż gdzieś we mnie rezonuje. I nawet nie tyle jej treści (tematem było rozumienie ekumenizmu), co postawa ks. Stehlina. Nie zgadzam się z nim na płaszczyźnie postrzegania nauczania Kościoła od II Soboru Watykańskiego, ale jeśli chodzi o typ kapłaństwa, jaki zaprezentował, nie ukrywam, że jestem pod pozytywnym wrażeniem.

Przyszedł nieco wcześniej, ubrany w sutannę. Pojawienie się przed czasem było dla mnie wyrazem szacunku i dla drugiego dyskutanta, i dla osób, które się zebrały, aby posłuchać. Sutanna to wyrazisty znak tożsamości kapłańskiej, zresztą pisałam tu już kiedyś o tym, że często jednym z pierwszych przejawów problemów z powołaniem jest niechęć do stroju kapłańskiego i ogólnie symboliki powiązanej z byciem kapłanem/ojcem/bratem zakonnym. To przypomina, więc przeszkadza. To nakłada na osobę pewien system odniesień, zobowiązuje i jednocześnie wystawia na atak. Świetnie o tym mówi ksiądz w poniższym filmiku (ukradzione ze ściany na FB kl. Sławka Grzeli):

treść: – ksiądz „Uważam, że kapłaństwo powinno być widoczne. Po prawdzie noszę sutannę dla 96% ludzi, którzy nie chodzą do kościoła. Bo, widzi pan, cały ten tłum, który jest „na zewnątrz”, który do kościoła nie przychodzi, jak pan, chce żeby miał możliwość spotkania z księdzem. Trzeba, aby tam gdzie przechodzę codziennie, na tym wielkim bulwarze, dla każdego było możliwe podejść do mnie, zagadać, powierzyć mi coś z jego zycia. Sutanna jest dla mnie sprawą najwyższej wagi. Uważam, że powinniśmy poważnie zastanowić się (zrobić rachunek sumienia), bo aktualnie mamy 15 tys. księży we Francji. Czy pan zdaje sobie z tego sprawę? 9 tys księży jest aktywnych, mamy też ok. 40 tys. zakonnic. Jestem pewien, że jeżeli wszyscy, jakimś dekretem, który spadnie z nieba, włożą sutannę, ubiorą habit – co się stanie? Każdego dnia ludzie zetkną się z bożym sługą, Kościół znajdzie swoje miejsce w społeczeństwie.”
– dziennikarz: ” Nie zrobi sobie ksiądz przyjaciół tą wypowiedzią?”
 – ksiądz: „Trudno, robię to dla Pana i dla przyszłości chrześcijaństwa.”

A potem, w trakcie debaty, argumentem bardzo często przywoływanym przez ks. Stehlina było dobro dusz wierzących. Co cenne – nie był to chwyt retoryczny, widać było, że ten człowiek mówi to szczerze, że jego troska jest troską zakorzeniona w jego sercu, nie tylko umyśle. I ludzie za takim pasetrzem pójdą, bo czują, że jemu na nich zależy.

I teraz rodzi się pytanie skąd ta szczerość i przede wszystkim głębia troski? Z pewnością z zakorzenienia w Chrystusie, bo inaczej się nie da. Ale jest tu też pewien akcent w doktrynie, który zresztą świetnie koresponduje z dzisiejszą (jesteśmy już pod pierwszych nieszporach niedzieli) uroczystością: wiara w to, czego naucza Kościół o grzechu, realności ryzyka potępienia i wierze katolickiej jako tej, która posiada pełnię środków prowadzących do zbawienia.

Ze świadomości wysokości stawki.

Czasem dręczy mnie myśl, czy w praktyce Kościoła posoborowego gdzieś tej świadomości nie zatracono w imię „nie straszenia ludzi”. Czy gdzieś nie zepchnięto do komórki pod schodami prawdy, że grzech zawsze kogoś krzywdzi i zawsze pociąga za sobą czyjeś cierpienie, które woła do Boga z ziemi o sprawiedliwość? I że Bóg będąc nieskończenie miłosiernym, jest także sprawiedliwy?

*FSSPX – Fraternitas Sacerdotalis Sancti Pii X , Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X, potocznie nazywani lefebrystami, chociaż samo Bractwo nie uznaje tego określenia.

Reklamy

24 thoughts on “Świadomość stawki

  1. ostatnio mam wrażenie, że Pan Bóg przemawia do mnie przez blogi. Nieco upiorne 🙂
    Akurat kilka godzin temu dyskutowałam z zaprzyjaźnionym księdzem na temat tej wypowiedzi pana Cejrowskiego:

    http://www.dailymotion.com/video/xe6zb7_cejrowski-o-koloratkach_lifestyle

    Nie była to pierwsza taka dyskusja w moim życiu, obawiam się, że również nie ostatnia, niestety. Czy nie uważasz, że to dziwne, że my, świeccy, bardzo wyraźnie dostrzegamy konieczność noszenia stroju duchownego przez kapłanów, natomiast dla niech nie jest to takie oczywiste? Wiele razy widok człowieka w sutannie/habicie na ulicy zawracał mnie z drogi, gdy szłam paktować z diabłem – i nie tylko mnie. O ile rozumiem zwyczajny strach przed możliwymi zniewagami, to jednak uważam, że warto zaryzykować.
    To rodzi też – przynajmniej we mnie – zupełnie inne pytanie: czy moja/nasza przynależność do Kościoła, wyrażana w taki czy inny sposób, jest źródłem naszej dumy? Czy sprawia, że chodzimy prosto, bo należymy do Kogoś wielkiego?
    Ostatnimi czasy moje doświadczenie wiary to doświadczenie pytań. Raczej nie tez 🙂
    Pozdrawiam z mroźnego Lublina 🙂

    • Pytania są dobre, oczywiściepod warunkiem, że szuka się do nich odpowiedzi 😉 A co do stroju duchownego, to w pełni się zgadzam co do tego, że z jednej strony jest on bardzo wymagający dla osoby, która go nosi, a z drugiej potrzebny nam, jako wiernym.
      A to pytanie o chodzenie prosto, bo jestesmy dziećmi Króla, dziećmi BOGA! to jest wielkie pytanie, wezwanie do narówcenia. Dla mnie zresztą też 🙂

      Ściskam ciepło, cieszę się, że się odezwałaś, byłam ciekawa co u ciebie.
      Całuję!

  2. Noszenie sutanny czy habitu, znaku przynależności do stanu duchownego jest ryzykowne, to taki coming out, przyznanie się nie tylko do posiadania autorytetu ale też do porażki jaką jest jego utrata w oczach ludzi przez tych, którzy nie potrafią podporządkować się wysokim normom moralnym, stawianym sobie i innym za wzór. Może szata nie zdobi człowieka ale zobowiązuje. Noszenie tego stroju jest niewygodne podczas jazdy na rowerze ale też może być niestosowne gdy kapłan przebywa w miejscach, w których nie wypada być. Nie chodzi o wypad ze znajomymi na piwo, do kina czy na basen ale o udawanie kogoś kim się nie jest, o niestosowne zachowanie w stosunku do przyjętej przez siebie roli społecznej. Niektórzy kapłani sami niszczą swój wizerunek a inni, porządni za nich obrywają.

  3. Ja tylko zgłoszę, że nie potrzebuję, by księża chodzili w sutannach czy habitach. Nie mam też pewności, czy w przestrzeni publicznej jest to zawsze dobry znak. Nie są to rzeczy ważne – moim zdaniem. Ewangelia uczy raczej postawy wewnętrznej niż okazywania jej tego typu znakami na zewnątrz (filakterie, sprawa postów…). Księża są „tylko” księżmi – mają swoją służbę i tyle; kościołem jesteśmy wszyscy i każdy swoim życiem mógłby stawiać pytania innym i na te pytania także móc odpowiedzieć.

    Jeśli już coś bym wolał, to spotkać mojego biskupa na ulicy, bez obstawy, gdzieś w cafe, w tramwaju, w parku, w czytelni, w markecie… Tymczasem mój biskup odrestaurował sobie nowy pajacyk na obrzeżach miasta, bo się chyba z biskupem seniorem w jednej Oliwie zmieścić nie może :/ – ale to insynuacja.

    BTW. Jak już pisałem, Elu, rozmyślam ciągle o Eucharystii i ciągle mnie trafia (i potem boli), że nic z tego, co dzieje się w czasie mszy, nie jest dla nas – ani Chleb/Ciało, to właśnie ofiarowane, ani Wino/Krew. I to JEST PROBLEM, który Ty tak mocno tu postawiłaś. Oto istotny absurd, którego chyba (nie wiem) FSSPX także nie rozwiązuje…

    Pozdrawiam z deszczowego Sopotu 🙂

    • Wreszcie! Tak piszę prowokacyjnie, licząc na twój głos i nic… 🙂 Ciekawa jestem tez twojego zdania na temat mojego bajdurzenia o postmodernizmie 😉
      FSSPX sprawuje ryt trydencki, więc u nich tez komunia tylko pod jedną Postacią. A noszenia sutanny będę bronić, bo ma to wymiar ewangelizacyjny, bardzo jasnego zdeklarowania się po którejś ze stron. I moc świadectwa, o ile oczywiście noszący takie dobre świadectwo daje 🙂

      • 🙂
        O Witkowskim w chwili pauzy wpiszę się we właściwym okienku 🙂

        Tu jeszcze tylko o siostrach karmelitankach (na przykład) spacerujących brzegiem morza, sopocką plażą, w upalny dzień w środku lipca (na przykład), gdy wokół totalny negliż, półtopless (tzn. topless, ale na-leżąco-na-brzuchu; cóż, nie wolno inaczej, ale zawsze coś 😉 )…
        I teraz taka karmelitanka w swym brzydkim brązie może:
        a/ być naprawdę znakiem – ktoś podejdzie i zagada, ktoś pomyśli, ale…
        ale może być też:
        b/ powodem do żartów oraz ironii
        c/ powodem do współczucia
        d/ znakiem negatywnym – tzn. kiedy już ktoś, patrząc na to morze i tych półboskich młodzieńców dokoła, pomyśli, że skoro morze to – może (i zaszumi mu obok tego zwykłego morza wielkie Może?)… i zobaczy tę karmelitankę, to „sobie daruje”, bo przecież „ci katolicy to jednak dziwacy są”…
        e/… f/… g/… h/… i – td.

        ps. W moim poprzednim wpisie był „pajacyk”, nie pałacyk – to był postmodernizm na moją miarę 😉 Ale dzięki, Pani Redaktor, za czujność – może się przydać kiedy 🙂

  4. Był taki fajny Biskup, niestety zmarł już, ks.bp. Albin Małysiak, który pieszo wędrował po Krakowie z teczuszka i każdego pobłogosławił kto tylko Go pozdrowił. To było naprawdę urocze i budujące. Raz spotkałam znajomego Dominikanina w dresie na spacerze i musiał wreszcie zawołać mnie, żebym łaskawie odpowiedziała jego na pozdrowienie bo nie zauważyłam go. Trudno w habicie biegać po parku i raczej to wyglądałoby komicznie. A są tacy, że bez kija nie podchodź, ukryci we własnej transcendencji…

    • Kardynał Macharski tez chodzil po mieście w czarnej sutannie i rozmawial z ludźmi. Ciekawe, ze w żaden sposób to nie odbieralo mu szacunku, mial w sobie coś, co go budziło. Ten szacunek.
      Ech, więcej takich 🙂

  5. Ci co konkretnego ksiedza znają i choć trochę jego szerokie, madre i wyrozumiałe wnetrze, to poznaja go nawet na plazy, a ci co nie znają? a może strój by im wskazał i zachęcił?
    Kiedyś zdjęłam obraczkę slubna, bo mi palce puchły i od razu sie jeden przygarnał i zalecac zaczął.
    A co do symboliki, to chyba coraz więcej spotyka sie (przynajmniej ja) ludzi głuchych na symbole. Bo, myslę, ze do wszelkiej symboliki trzeba dorosnąć, że wymaga ona poczucia abstrakcji i wiedzy, wiąże się, jak piszesz z systemem odniesień, a one niosą treść. I albo się ją zna i przywiązuje do niej wagę albo nie. A dotyczy ona historii, tradycjii, kultury szeroko pojętej, tożsamości, zakorzenienia…Jesli nowoczesny, wyzwolony, także od rodziny tradycyjnie pojętej, wychowywany w rodzinie niepełnej człowiek spogląda jedynie w przyszłość, a najczęściej w teraźniejszość, to z czym ma kojarzyć symbole?

  6. Niedawno mój brat brał -wreszcie!- ślub kościelny. dwa lata po ślubie cywilnym, bratowa w ciąży. Uparła się mieć białą suknię i welon, co spotkało się z wielkim niesmakiem wszystkich zainteresowanych. Oczywiście, K. była oburzona, bo to jest JEJ ślub, ma PRAWO wyglądać jak chce, symbole teraz nic nie znaczą.
    Przestala tak gadać, gdy mój brat zgubił obrączkę.
    Do czego zmierzam: z jednej strony chcemy być wolni od wszelkich schematów, obyczajów, naleciałości kulturowych. Z drugiej natomiast pragniemy stabilnych, jasnych sytuacji, kiedy wiemy, kto jest kim i jak należy się zachować. Obrączka na placu oznacza „spadaj, jestem zajęta”, ale przecież sama w sobie nie ma żadnej wagi, a jej brak nie wpływa na ważność małżeństwa. Swoją drogą, znam kilku księży, którzy noszą cienkie, srebrne obrączki. Czytelny znak, który bardzo mi się podoba 🙂
    A co do biskupów: warmiński biskup senior, Julian, do tej pory zasuwa po mieście autobusami i najnormalniej w świecie rozmawia z ludźmi. Świetny, wielki człowiek. Może po tym rozpoznaje się prawdziwą wielkośc…?

  7. prowokacyjnie – Jezus Chrystus się nie „przebierał”, ale był i jest „Sobą” nie w stroju, ale w Tym Kim BYŁ i Jest. Mniej przebierania, bardziej bycia, bycia człowiekiem, chrześcijaninem, człowiekiem Bożym. Świadectwo dobroci, życia przemawia bardziej niż świadectwo szat, które bardziej budują mury niż zbliżają ludzi. Pamiętam obraz z austriackiego klasztoru podczas celebracji odpustu, kiedy przeor przebrany w znakomite szaty, z mitrą na głowie i białymi rękawiczkami przechadzał się na placu pomiędzy „widzami” i ich błogosławił, co wywoływało zakłopotanie i żenadę,
    A „widzowie” zastanawiali się co On od nas chce… Zresztą sam przeor był przywiązany do stroju przeora (w stroju wyglądał lepiej niż biskup), a że był gwiazdą działu dt. miejscowych celebrytów często pojawiał się na ostatnich stronach lokalnych czasopism, przyznam, że takie cotygodniowe świadectwo stroju przeora na balach, otwarciach, rautach i balach z kielichem w ręku (nie przy ołtarzu), mało przekonywujące. Nie mówiąc o świadectwie ubóstwa. Mnisi z owego klasztoru snuli się po okolicach najnowszymi modelami mercedesa, wszak są posiadaczami rozległych winnic i świetnego wina. Myślę, że najbardziej przemawia autentyzm, prawda – jeśli dla kogoś habit, sutanna jest naturalną drugą skórą to ok… tak jak w cytowanych pozytywnych przykładach kapłanów, w tym i biskupów.

    • Tu ma być i-i. Sutanna jest w tej chwili świadectwem. Oczywiste, że ma sie łaczyć z wlaściwą postawą ducha, ale to strój kapłański (nie mówię, że noszenie koloratki to za mało, chodzi o to, żeby było widać, że dany mężczyzna jest księdzem) jest ważny. On określa miejsce w społeczności i funkcję.

  8. Mój mąż nie nosi obrączki i wcale mi to nie przeszkadza. Ma zaobrączkowane serce. To wystarczy. Zachowanie ludzi mądrych jest jak dostojny strój po którym poznać pozycję i godność człowieka.

  9. Jak nie jest wolny i nie jest chętny do romansów a do tego i uczciwy to daje odczuć to na tysiąc sposobów. Może nie trzeba od razu na każdego faceta lecieć i mizdrzyć się do niego. Poza tym niektórym kobietom wcale to nie przeszkadza, ani koloratka ani obrączka a nawet wręcz przeciwnie, takie mają preferencje. Byle namącić.

    • Romanse, lecieć na faceta, mizdrzyć się do niego…. masz bardzo ubogie spojrzenie na rzeczywistość. Kontakty damsko-męskie (ani w ogóle międzyludzkie) nie zaczynają, ani nie kończą się, na tym o czym napisałaś.
      A najróżniejsze symbole wymyślono także po to, żeby pewne sytuacja były od razu jasne i oczywiste.

  10. akurat trzy dni temu przystawiał się do mnie mężczyzna (na oko 25 lat) w autobusie. Bardzo miło się rozmawiało, i może by ta rozmowa trwała dłużej, gdyby nie to, że 1) położył mi rękę na kolanie, 2) miał obrączkę na palcu. Dla mnie to koniec znajomości. Dla ścisłości zaznaczam, że „nie leciałam i nie mizdrzyłam się” do niego, grzecznie czytałam książkę.
    Dla wielu kobiet obrączka/koloratka nie jest przeszkodą – ale przynajmniej nie mogą sie tłumaczyć że były nieświadome stanu mężczyzny, nawet kiedy on zgłupieje.

  11. Raczka na kolanie? Dostałby w zęby bez względu na to czy wolny, czy nie. Jak tak ma zaczynać się każda, poważna czy jakakolwiek znajomość to już gościu zaliczył falstart. Żonaty dostałby podwójnie mocno w pysk. Wystarczy, że byle kto kiwnie palcem a panienka już jest ugotowana, roi sobie, że spotkała księcia z bajki i kupuje każdy bajer a potem ma pretensje, że dała się wykorzystać. Dała, bo jest naiwna, słucha tylko to, co chce usłyszeć, widzi to, co chce zobaczyć. Każda znajomość wymaga czasu i konfrontacji pięknych marzeń z brutalnym realem.

  12. Monika, jak nie o to chodzi to o co? Skąd to rozczarowanie relacjami jeżeli nie chodzi o uczuciowy związek ale o zwyczajną znajomość bez żadnych ukrytych nadziei i oczekiwań damsko-męskich? Dobra, dobra… Spotykasz faceta, podoba ci się i już zaczyna się kombinowanie jak poznać go bliżej i bardziej szczegółowo, dogłębnie. A potem okazuje się, że nie da rady bo ma żonę, ma jakieś śluby i robi się niefajnie. A mogło być tak miło… Może od razu wystarczy założyć, że znajomość nie musi być aż tak obiecująca i inwazyjna?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s