Filotea dba o dobrą sławę, ćwicząc się w pokorze

Pokora to wybredny ptak – lubi tylko dobrze skruszałe mięsko, które dla innych jest odpychające: „[M]am upodobanie w moich niedostatkach, w obelgach, w prześladowaniach, uciskach z powodu Chrystusa” (2Kor 12,10) jak wyznaje św. Paweł. Franciszek Salezy dodatkowo rozróżnia: „Jest jednak róznica między cnotą pokory a tym, co w nas odpychające dla innych. To ostatnie to coś, co budzi pogardę i poniża nas w ich oczach, podczas gdy nam nawet nie przychodzi to do głowy. Cnota pokory to prawdziwa znajomość i dobrowolne uznanie w sobie tego czegoś”.

Kluczem definicji są słowa „dla innych”. Bo tym, co odpychające, nie musi byc zło czy grzech. Może być np. niemodne ubranie, irytujący tik nerwowy czy skłonność do objadania się czosnkiem generująca oddech zdolny zabić co wrażliwsze węchowo jednostki. Nawet więcej – Salezy podaje przykłady cnót, które w oczach le monde mogą uchodzić za będące passe. Dajmy na to mamy śliczne dziewczę lub przystojnego chłopaka, którzy zamiast korzystać w uroków imprez, w tym uroków obecnych na imprezach kolegów i koleżanek, wolą z nimi pobyć i jeszcze tę ascezę nie korzystania motywują religijnie. Łatwo przez to w pewnych kręgach mogą zostać uznani za śmiesznych i „nawiedzonych”. Upodobanie sobie w tej etykietce jest właśnie przykładem pokory.

Zdarzają nam się też czasem „uchybienia, w których nie ma zła”. Tu zmieszczą się z powodzeniem wszystkie wpadki kulturowe typu pośliźnięcie się i wylądowanie w kałuży, wylanie zupy na ciocię Henię (ciocia jak ciocia, ale sukienka!) czy spacerowanie przez miasto w spodniach z rozpiętym rozporkiem. Salezy poleca ich się wystrzegać, ale jeśli już się stały, mamy szansę poćwiczyć dystans do samego siebie.

A jeśli z rozpędu zdarzy nam się strzelić naprawdę spore potknięcie – klasyczny obraz to Piotr zapewniający Jezusa „Panie, nie przyjdzie to na Ciebie!”  – to o ile zło należy wynagrodzić, to upokorzenie mamy gratis. Taki drobny i poczatkowo uwierający bonusik. Ale czemu by nie zamienić go w perełkę? Pokoropławy wszystkich krajów, łączcie się!

Gdyby jednak nasz czyn powodujący utratę naszej dobrej sławy miał spowodować zgorszenie, zawalczmy o prawdę. Tu chodzi o dobro naszych bliźnich, których plotka o naszym złym postępowaniu może osłabić w wierze. Dobrym przykładem takiej sytuacji są  przypadki niesłusznych oskarżeń o nadużycia seksualne, zwłaszcza oskarżeń dotyczących osób duchownych – lepiej poddać się w takiej sytuacji śledztwu niż milcząc, ćwiczyć się w pokorze, ponieważ oskarżenie może być używane przez innych  jako argument za odejściem od Kościoła.

A skoro o dobrej sławie mowa: św. Franciszek słusznie zauważa, że potrzebne jest tu staranne wyważenie pomiędzy pokorą a zachowaniem dobrej sławy. Mamy być apostołami i świadkami Chrystusa, a kto przy zdrowych zmysłach da sie pociągnąć świadkowi o szemranej przeszłości potwierdzonej nie lepszą teraźniejszością? To napięcie wynika z powszechnego rozumienia dobrej sławy jako wywyższania się, a pokora nakazuje uniżenie. Tymczasem „dobra sława jest powszechnym uznaniem nie żadnej wyższości, lecz tylko prostej i pospolitej prawości i uczciwości czyjegoś życia”. Obrazowo: nie chodzi o księcia na białym koniu tylko opiekuńczego poczciwinę, który mimo to potrafi zawalczyć o swoje i swoich.

Nie chodzi teraz o to, żeby drżeć o to, że pojawi się jakakolwiek plotka czy szemranie na nasz temat. Jak mawiał mój wykładowca teologii moralnej: „Ludzie na to mają te kilkanaście centymetrów języka w ustach, żeby gadali”. I będą gadać.

Chodzi o to, żeby nasza dobra sława miała dobre zakorzenienie w naszym sercu. Jeśli wynika ona z realnie posiadanych przez nas cnót bądź starannej pracy nad nimi, będzie nam łatwo wyważyć, kiedy ludzkie gadanie staje się już zgorszeniem i trzeba zareagować domagając się prawdy, a kiedy jest tylko plotkowaniem, które byc może doprawia nam gębę, ale nie pociąga za sobą strat w duszach.

Trzeba też zwrócić uwagę co powoduje utratę naszej dobrej sławy. Jeśli nałogi, grzechy i złe życie, to ciężko będzie tę sławę przywrócić. Jeśli jednak utrata przychylnej opinii u innych jest spowodowana naszym dążeniem do Boga – „nie przeszkadzajmy psom na księżyc szczekać” [cudna fraza 🙂 ]. Zwłaszcza, że to Jezus jest naszym Obrońcą i jeśli zezwala na to, byśmy uchodzili za zgorszenie dla Żydów a głupców dla pogan (por. 1Kor 1,23), to znaczy, że właśnie odbywamy survival z pokory lub nasz Pan jedną ręką odbiera nam dobrą sławę, aby drugą ręką dać jeszcze lepszą.

Na pocieszenie Salezy dodaje: „Powiedziałem tu wiele rzeczy, które w rozmyślaniu wydają się może gorzkie, ale wierz mi, że w wykonaniu będa ci słodsze niż cukier i miód”.

A więcej o słodyczy i dodatkowo lekarstwie na gniew w następnym odcinku 🙂

Reklamy

7 thoughts on “Filotea dba o dobrą sławę, ćwicząc się w pokorze

  1. Co chcesz od imprez? Są właśnie po to dla młodych chłopców i dziewczyn żeby mogli się poznać. Niekoniecznie bliżej. Jak już znajomość osiągnie drugi stopień zażyłości to mogą razem chodzić do kościoła. Wiara jest prywatną sprawą ludzi i nie jest dobrze widziane gadanie o religii w pewnych sytuacjach, epatowanie religijnością. Traktowanie ludzi religijnych jak oszołomów staje się jakby na ich własne życzenie z powodu natręctwa. Wiara to może bardziej postawa, która wyraża się w byciu na miejscu w rożnych sytuacjach. Także na imprezach. Świecki katolik to ktoś taki do tańca i różańca. A co to ma wspólnego z pokorą?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s