Brak roztropności to duży brak

Cytaty z pewnego forum:

„Żebracy są potrzebni, bo dzięki nim możemy dać jałmużnę i poczuć się lepiej. Dziś próbuje się ich zwalczyć jakby byli czymś złym”.

„myślałam że chrześcijanin daje jałmużnę głównie dla własnego zbawienia i w myśl zasady ‚gdzie skarb twój tam i serce twoje’, tzn żeby uwolnić się od mamony, ale widocznie niektrzy robią to w innym celu”

Przeraziły mnie te teksty, na dodatek potem wytrwale bronione przez wpisujących. Nie ma znaczenia, że dawanie pieniędzy temu człowiekowi na ulicy najczęściej podtrzymuje go w tym stanie, w którym marznie, choruje, często umiera w rynsztoku, przede wszystkim zaś degraduje się jego człowieczeństwo, często także z powodu trybu swojego życia traci wiarę. Nie, ten cały syf jest potrzebny, bo dzięki temu JA mogę rzucić grosz na jałmużnę. Dostanę w plusik w Bożym rejestrze i poczuję się lepiej.

Naoczna realizacja słów św. Pawła: „Choćbym rozdał na jałmużnę całą majętność moją a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic mi nie pomoże”. Zresztą ktoś już w tamtym wątku to zdanie z Hymnu o miłości zacytował.

Dla uczciwości muszę dodać, że widzę swoją małoduszność. Prawdą jest też, że nie daję na ulicy pieniędzy, wolę wrzucić do puszki czy wysłać raz na czas przekaz do zaufanej instytucji i mam wyrzuty, że robię to zbyt rzadko. W tamtym wątku okazało się zresztą, że działających podobnie jak ja jest więcej i oni też bronili spojrzenia na ulicznego żebraka jako na człowieka.

Jednak to poczucie pozostanie. Poczucie, że przedziwne jest, jak dobroduszne maski potrafi przyjąć brak roztropności.

Advertisements

11 thoughts on “Brak roztropności to duży brak

  1. Nikt nie rozdaje kasy żeby nie być frajerem, sponsorem leniów i cwaniaków. Jak już ktoś ma potrzebę dzielenia się z potrzebującymi to chce wiedzieć czy jego pieniądze trafiają do potrzebujących bez opłacania wysokich prowizji dla pośredników. Cała sztuka polega na tym by wzruszać się niedolą ludzi a nie własną hojnością. A nawet jak daje się kasę cwaniakom, bo z żebractwa podobno dobrze można żyć, to dajemy dlatego, że ktoś nas prosi o wsparcie. Jedną Rumunkę z dzieckiem utrzymywała cała nasza dzielnica. Przez kilka lat stała i żebrała.Rano przywoził ją autem jakiś facet, pewnie mąż, wpadał po utarg żeby nie okradli jej inni żebracy. Czasem siedział w barze popijając piwko. A ich darczyńcy nie mają samochodu a czasem nie mają nawet na bilet. Podobno ci biedni ludzie kupili za to mieszkanie. Wszystko jedno. Złożyli się na nie wszyscy szczerze poruszeni ich niedolą. Dokładnie tak samo jak wtedy, gdy wypełnia się kupon lotto sponsorując wygraną jakiegoś nieznanego milionera mając nadzieję, że robi się to dla samego siebie. Dajemy bo sami chcielibyśmy dostać.

  2. 🙂 Coś w tym jest, co pisze aG.

    Ja czasem daję, bo myślę, że sam kiedyś tak będę prosił – wcześniej czy później zostanę żebrakiem (do czego mam profesjonalne przygotowanie).

    Czasem daję, bo mnie ktoś po prostu prosi – dlaczego mam dawać komuś coś tylko na swoich warunkach?

    A właściwie skąd wiem, że to co mam, to moje – bym o tym decydował? Ech, Mamona i przekonanie, że coś sobie zawdzięczam…

    Czasem daję, bo mi tak Jezus powiedział, żebym się nie odwracał, jak kto prosi – i sądzę, że to czasem On; jeśli mnie oszukują, to już nie moja sprawa.
    Ja też oszukuję Jezusa, prosząc lub licząc na to i owo, jak ten żurek, że na chleb – a idę na wódkę…

    Czasem daję ze skrupułów, nerwicy, naiwności być może i z innych powodów – chyba mam więcej powodów do dawania niż niedawania.

    Niestety, nigdy nie zagadam, nie zapytam, czasu na to nie znajdę, odwagi, że może trzeba by przejść z kimś kawałek życia, podzielić się większą częścią tego, co mam i nie mieć razem, zaprzyjaźnić się – ciągle jestem niewolnikiem (świata).

    Itd. Z pozdrowieniem, póki nie zarażam 😉

    ps. A swoją drogą dla nas to może najgorsza wizja – żebrać, prosić, potrzebować pomocy od kogoś, prosić o zmiłowanie, litość (to ostatecznie źródłosłów jałmużny). Najgorszy wstyd. Lecz jeśli tak, to czy my w ogóle potrafimy prosić B., potrzebować Go – być prays/praeis (cichymi), anawim (ubogimi) – a więc i błogosławionymi/szczęśliwymi, wdzięcznymi?
    Zresztą i tak łatwiej uwierzyć w B. niż w człowieka…

      • Zapomniałem napisać, że najczęściej jednak nie daję. (W końcu hasłem naszego świata jest „nie dać się” – podczas, gdy tacy chrześcijanie ponoć głoszą „oddać się” 😉 ).

        Od znajomej ulicznicy (streetworkerki, czyli takiej panny, co to wychodzi zabawiać dzieci uliczne i młodzież) dowiedziałem się, że w czasie warsztatów przygotowujących do tej pracy pierwszym zadaniem było wyżebranie na dworcu paru złotych „do biletu” chyba.

        Masz rację, że to oczyszczające doświadczenie – i wielki temat, myślę, że nawet na Nobla z ekonomii: inny sposób wymieniania się pieniędzmi, dobrami tego świata (zakony żebracze, „co łaska”/zdanie się na łaskę innych – gdy my wolimy, żeby nam nikt łaski nie robił).

        Z nieustającym – wiesz czym 😉 Fajnie, że Ciebie/Was można tu znaleźć w okienku 🙂

  3. Widziałam ten wątek i aż mnie kusiło, żeby się tam dopisać (ale nie mam takiej możliwości).
    To co mnie najbardziej ruszyło, to odpowiedzi na posty, gdzie ktoś pisał że nie daje żebrakom pieniędzy, ale wspomaga Caritas, kuchnię dla ubogich, jakąś fundację, kupuje głodnym coś do zjedzenia. Od razu zaczynały padać zarzuty, że ten kto nie daje ulicznym żebrakom pieniędzy, nie robi tego bo dzięki temu zostaje mu ich więcej w portfelu. Nie ważne że wpłacasz miliony na organizacje charytatywne – nie dasz 1 zł żebrakowi to jesteś skąpcem i nie jesteś chrześcijanką (bo Jezus mówił żeby dawać pieniądze, a nie jedzenie, czy cokolwiek innego).

    Dla mnie dawanie pieniędzy żebrakom, to najprostsza droga do produkcji kolejnych takich żebraków. Swego czasu Kraków nie mógł sobie z nimi poradzić. Zjeżdżali się tu z całej Polski, żebrali, a jak ktoś im odmawiał to go wulgarnie wyzywali, albo chodzili po restauracyjnych ogródkach i wpychali ludziom palce do talerzy. Działały tu wręcz całe mafie, które z tego procederu zrobiły sposób na życie. Pisały o tym gazety, a straż miejska i policja nie miały pomysłu co z tym zrobić.

    Z zasady nie daję pieniędzy nikomu, kto mnie zaczepia na ulicy. Daję pani Sawickiej, daję na różne inne dominikańskie zbiórki, zdarza mi się kupić komuś coś do jedzenia (tyle, że ci strasznie głodni nie zawsze są tym zainteresowani). Z zasady….. bo czasami jednak mięknie mi serce, wyciągam te kilka groszy i daję jakiemuś żebrakowi. Nie dalej jak we wtorek wyszłam z kościoła po nabożeństwie fatimskim, poszłam na Pl. Wszystkich Świętych, wyjęłam książkę i zaczęłam sobie czytać. Książka o taka: http://sanctus.com.pl/szczegoly/3372/dlaczego_klecze_przed_bogiem (rzuca się na kilometr w oczy o czym jest). Obok przechodził chłopak (dwadzieścia parę lat, miły z wyglądu, porządnie wyglądający). Podszedł do mnie i powiedział, że prosi mnie o kilka złotych, bo jest biedny, jego mama nie ma pracy, a do wieczora musi nazbierać na bilet do Sanoka i że w zamian za to może coś dla mnie zrobić. Pytam się co mógłby zrobić, a on na to, że cokolwiek i że np.może się pomodlić. Przyznam, że mnie powalił tym tekstem. Praktycznie bez zastanowienia wyjęłam kasę, dałam mu, a on zapytał jak mam na imię i obiecał modlitwę. No i nie wiem…… czy byłam skrajnie naiwna i dałam się podejść (widział co czytam, a do tego byłam cała rozmodlona po fatimskim), czy rzeczywiście chłopak potrzebował tych pieniędzy na bilet i gdzieś tam pomodlił się za mnie. Nie wiem, ale to już zostawiam Panu Bogu..

  4. Uważa się, że żebractwo jest poniżające bo człowiek powinien utrzymać się ze swojej pracy. Ale co ma zrobić gdy nikt nie daje mu pracy a nie chce kraść? Jednak wielu ludzi woli żebrać niż pracować traktując żebranie jako pracę. Żebranie odwołuje się do litości i solidarności ludzi wobec zagrożenia życia z powodu głodu. Większość żebraków wyłudza pieniądze. Piją, obijają się i zbierają na piwo.Tak jest wygodnie, żyć na koszt innych. Natomiast ludzie, którzy autentycznie potrzebują pomocy wstydzą się żebrać. Gdy umarł z głodu Żyd, bo wstydził się prosić o pomoc okazało się, że wcale nie umarł z głodu tylko z powodu dumy, która nie pozwoliła mu żebrać. Trzeba być solidarnym z tymi, którzy nic nie mają. Hojne serce i roztropny umysł prowadzi człowieka modlitwy tam, gdzie jest prawdziwa bieda, własnymi drogami działania bożej łaski.

  5. Jak czasem dawałam jedzenie to byłam opieprzana przez tych żebraków, bo oni chcą pieniędzy. Z tym, że nieraz moja „jałmużna” była egoistyczna. Nie chcąc jeść słodyczy, te zakupione dawałam żebrakom, więc moja intencja nie była czysta i tego nie uznaję za dobry uczynek. Na razie nie mam możliwości wspierać jakiejś instytucji. Jeśli będę miała to pierwszymi osobami będą dominikanki z Radonii. One nigdy nie odmawiały modlitwy i tak ładnie odpowiadały mailem. Zresztą te ze św. Anny także, ale do tych z Radonii częściej pisałam. Teraz nie jestem już wierząca, ale o dominikankach z Radonii będę pamiętać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s