Filotea poszerza serce

Kiedy św. Paweł pisze o miłości, zaczyna jej opis od cierpliwości. Miłość jest po pierwsze cierpliwa. I od przepisu na doskonalenie własnie tej cnoty zaczyna swoje szczegółowe rady także św. Franciszek Salezy. Kojarzy mi się ono (to doskonalenie) z ćwiczeniami rozciągającymi. Taki pilates duchowy. A skojarzenie bierze się stąd, że po pierwsze cierpliwość polega na poszerzaniu serca; rozciąganiu go, aby mogło przyjąć jak najwięcej z Boga, a po drugie – ćwiczenie cierpliwości odbywa się w napięciu między prawdą a pragnieniem zasługi.

Salezy przypomina na początek, że Jezus zbawił nas wlaśnie poprzez cierpienie i cierpliwość. Tu możemy znaleźć mnóstwo odniesień i w opisach Cierpiącego Sługi Jahwe u Izajasza, i w opisach Męki u Ewangelistów, wreszcie w Listach Pawłowych a nawet w Apokalipsie. Przyjęcie cierpienia, szczególnie upokorzeń i braków dnia codziennego, jest upodobnieniem się do Pana. Nie chodzi tu teraz o to, żeby zabawić sie w Hrabinę z Kabaretu Starszych Panów i za hymn życia obrać „Katuj, tratuj, wszystko ci przebaczę tak, jak bratu”, tylko o przyjęcie upokorzeń i oskarżeń, które przynosi życie. Zarzutów zwłaszcza od ludzi dobrych i mówiących w dobrej intencji: „Bo jak cięcie pszczoły jest bardziej bolesne od kąsania much, tak tez przykrości i przeciwieństwa są bardziej nieznośne, kiedy doznawane sa od dobrych”.

Prawdziwe wyzwanie, prawda?

Ważne jest też to, że nie każde oskarżenie mamy zbyć milczeniem:  jeśli jest ono niesłuszne, należy spokojnie powiedzieć jaka jest prawda. Należne jest to w imię sprawiedliwości. Ale jesli to nie przekona naszego oskarżyciela, trzeba resztę przyjąc w milczeniu.

„A jeśli trzeba się komus poskarżyć – bądź dla zapobieżenia złemu, bądź dla uspokojenia umysłu, wybieraj na to dusze spokojne i miłujące Boga. Inaczej bowiem zamiast ukojenia twego serca, będą je one jeszcze bardziej rozburzały; zamiast wyjęcia ciernia, który cie drażni, jescze bardziej wbiją ci go w nogę”. Od siebie dodam, że warto na słuchacza wybrać osobę, która nie jest właczona w sytuację osobiście – to pozwoli jej na zachowanie dystansu a przez to danie bardziej obiektywnego wsparcia.

Kiedy Filotea cierpi fizycznie, św. Franciszek  radzi jej, aby leczyła się, korzystała z wszelkiej pomocy, zażywała leki i spożywała nakazane potrawy a co do skuteczności terapii zawierzała siebie Bogu. „Pragnij wyzdrowieć, by móc służyc Bogu, ale nie wzdragaj się usychać z posłuszeństwa względem Niego i bądź gotowa umrzeć, jeśli Jemu podoba się, żebyś tym prędzej Go chwaliła i posiadała na wieki”. Jako na źródło siły i motywację Salezy wskazuje na Umęczonego. Bardzo długo nie rozumiałam, czemu praktyka kontemplacji Męki Pańskiej czy Ukrzyżowanego ma mi pomagać w chwilach cierpienia, dotarło to do mnie dopiero niedawno. Odpowiedzi odnalazłam dwie.

Po pierwsze każde cierpienie przyjęte w Jego imię upodabnia mnie do Niego. A jak pisze św. Paweł właśnie to upodobnienie jest naszą wejściówką do zmartwychwstania. Mówiąc obrazowo, w drzwiach raju będziemy mogli podac jako powód starania o wizę „odrzucenie”, „pogarda”, „upokorzenie”, „głebokie cierpienie fizyczne”, „wyszydzenie” etc. Brama nieba działa na te właśnie hasła.

Po drugie: od Wielkiego Czwartku wieczorem do zmierzchu Wielkiego Piątku Bóg nie przestaje mi mówić, jak wielką mam dla Niego wartość. Jestem/jesteś odkupiona/y krwią, łzami, potem, bólem BOGA. Ty, nikt inny. To jest twoja cena, określenie twojej wartości. Mojej zreszta też. To poczucie własnej wartości sprawia, że odnajdujemy swoją godność i to pożądnie podszytą radością.

I to poczucie godności ratuje nas od pułapek, w jakie można wpaść, ćwicząc sie w tej cnocie. Święty Franciszek wymienia kilka rodzajów pseudocierpliwości: na konesera (tylko w wybranych zakresach czy sferach życia), na cierpiętnika („wcale się nie skarżę, ale niech mnie wszyscy żałują”) i wreszcie na herosa („chętnie zniosę krwawe męczeństwo, ale męczacego rozmówcy nie zniosę i powiem mu do wiwatu”).

Podsumowując: cierpliwość to zdolność znoszenia z łagodnością i w milczeniu cierpienia. Nie oznacza ona jednak „duszenia” w sobie żalu i krzywdy, szukania sposobów na samozniszczenie czy potwierdzania swojej heroiczności w oczach innych. Ojciec Michał Zioło użył kiedyś do opisania podobnej sytuacji obrazu poddawania się ciosowi; przyjmowania go w siebie tak, aby go zneutralizować. To pozwala usunąć ze świata tę kroplę zła, która niszczy. I jest możliwe tylko przez nasze włączenie w Paschę Pana, bo tylko On jest Zbawcą świata.

A kiedy juz zaczniemy rozciągać starannie nasze serce, w pewnym momencie odkryjemy, że przydałoby sie w tym sercu posprzątać. I o tej akcji porządkowej, czyli o pokorze, będzie następny odcinek.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s