Kościół i intelektualiści

Na początek: Bożego błogosławieństwa w dniu św. Dominika! Dziś wspomnienie tego wspaniałego Kastylijczyka.

A reszta inspirowana lekturą „(Nie)napisanego arcydzieła” Agnieszki Tomasik. Pisząc o trzecim tomie „Dziennika” Kijowskiego, autorka kreśli szersze tło religijności, a dokładnie stosunku do Kościoła polskiej inteligencji. Sięga aż do czasów przedwojennych, opierając się na wspomnieniach m.in. Miłosza. To, co mnie zastanowiło, to postrzeganie instytucji Kościoła. Obraz ten widziałam już w „Tropach”, ale tu, zestawiony ze zmianami jakie zaszły relacjach Kościół-inteligencja w latach 70-tych i 80-tych, rysuje się ostrzej.

Kościół przedwojenny to masowe spowiedzi, masowe udzielanie sakramentów, masowa katechizacja. Instytucja wprzęgnięta w machinę państwa, gdy tymczasem w chrześcijaństwie zawsze będzie obecna nuta antysystemowości. Chrześcijaństwo to żywy organizm: dynamiczny i nie do końca przewidywalny w swoim dynamizmie. Nie trybik w socjologicznej maszynie, ale giętka, sprytna w swojej witalności i pędzie ku wzrostowi żywinka.  W czasie zaborów polski katolicyzm mocno związal się z ideą polskości i po 1918 roku (jak zgodnie potwierdzają przytaczani przez p. Tomasik autorzy) nadal ten rys pozostał. Czytając opisy tego „mechanicystycznego” chrześcijaństwa, uświadomiłam sobie, że po 1989 roku próbowano wrócić do tego starego, znanego schematu. Msza przy każdej okazji, od otwarcia stadionu po otwarcie kiosku, katecheza w szkołach (chociaż bardziej tam przydałaby się ewangelizacja), biskupi semper et ubique – bardzo to pasuje do wspomnień Miłosza czy Kijowskiego.

Z jedną różnicą: po drodze był Sobór. W Polsce pojawiły się ruchy odnowy charyzmatycznej, wcześniej dzięki działalności ks. Blachnickiego powoli Kościół zaczął przerastać ludźmi, których wiara nie była wyuczona czy społeczno-dulska, zaczęły pojawiać się też pierwsze wiadomości o wspólnotach takich, jak choćby Taize. I mam wrażenie, że to zjawisko przeoczyli zarówno fascynaci przedwojennego wzorca (bardzo wygodnego swoją drogą – wystarczy praktykować, z nawróceniem serca kiedys się zdąży), jak i obecni krytycy Kościoła. Są nimi często intelektualiści, którzy podobnie jak Kijowski odkryli w Kościele przestrzeń wolności pod koniec lat 70-tych i w szarym krochmalu lat 80-tych. I kiedy czytam ich krytykę, mam wrażenie, że odnosi się ona do histerycznie przywoływanego, ale starego schematu „miasto, masa, maszyna”. Może jest też w tym nuta rozczarowania zapowiedziami reformy, której owoce według nich są marne? A może tylko lęk przed tym nieprzewidywalnym obliczem Kościoła, który jest w stanie zmobilizować się i przeprowadzić taką akcję, jak choćby „Stop aborcji”? Lęk przed dostrzeżeniem, że zarzucając schematyzm, samemu się cały czas operuje stereotypami?

Kijowski wracając do Kościoła, wrócił przede wszystkim do Chrystusa. To samo powtarza Benedykt XVI – patrzcie na Niego, wróćcie do Niego. Pojednanie jedynie z instytucją, bez powrotu do odbudowywania relacji z Bogiem, kończy się wysiadką na przystanku „Wolność”.

Advertisements

4 thoughts on “Kościół i intelektualiści

  1. Niestety po czerwcu 1989 zabrakło umiaru i pokory. Wprowadzenie religii do szkół przyczyniło się do wzrostu antyklerykalizmu, katecheza stała się kolejnym przedmiotem a ni spotkaniem z Bogiem. Doświadczałem tego w owym czasie jako praktykujący do 1992 roku belfer w jednym z liceów.
    Dziś wielu księży, z którymi się wówczas zetknąłem w szkole, uważa wprowadzenie religii do szkół za błąd. Katecheza została odarta z sacrum, jakie pojawiało się z kilku powodów:
    – trud wyjścia na katechezę po południu,
    – aura salki katechetycznej przy kościele,
    – manifestacja antysystemowa.

    • Właśnie, zwłaszcza to ostatnie. Dzieciaki lubią robić coś ekstra, poza systemem. Przez to, że katecheza jest w szkołach, uczniom łączy się z systemem, czymś danym z rozdzielnika. To nie jest dobre.

  2. Khy, khy… Z tym Katalończykiem to się Pani Redaktor jednakowoż trochę zapędziła… Kastylijczykiem był i basta 🙂 Nawet dziś Caleruega na terenie prowincji Burgos leży, w regionie Castilla y Leon. Ośmielam się tutaj tak wymądrzać, bo obecnie w tym rejonie świata trzeba uważać na różnice między Kastylią a Katalonią, jeśli się nie chce wpaść pod byka (choć w Katalonii to już trochę trudniej, bo tam zakazano corridy) 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s