Staruszka i żołnierz (posłowie)

Chyba znalazłam klucz do wczoraj zauważonej paraleli. Sara opiera się na obserwacji wyłącznie tego, co naturalne. I w tym zakresie ma rację: kobiety po menopauzie nie zachodzą w ciążę i nie rodzą dzieci. Setnik opiera się na obserwacji rzeczywistości duchowej, dotyczącej praw rządzących czyms więcej niż tylko przyroda. I ma rację.

Oboje mierzą się z sytuacją z zakresu ducha i dlatego Sara ze swoim podejściem „przyrodniczym” popełnia błąd, pomimo posiadania obiektywnej racji.

Piękne zobrazowanie tego, co BXVI napisał wypowiadając sie na temat prób rozstrzygania za pomocą nauk przyrodniczych pytań o istnienie Boga i najgłębszą naturę człowieka – nie ta metodologia. I tak można mieć rację i pomimo to nie mieć racji…

Reklamy

10 thoughts on “Staruszka i żołnierz (posłowie)

  1. Zastanawiałam się czy jak człowiek usłyszy to Słowo/czytanie w niedzielę na mszy to czy może je odnieść do siebie, że sam zostanie rodzicem albo że rozwiąże się coś co wydaje się tak samo niemożliwie jako urodzenie dziecka przez kobietę w podeszłym wieku. Pierwsze moje skojarzenie po wysłuchaniu tego czytania to to, że byłoby super być zaskoczonym swoim dzieckiem nawet jeśli nie jest się w wieku Sary, ale zdecydowanie młodszym. Tu też trochę chodzi o zaskoczenie, choć oczywiście akcent stawia się na dokonanie przez Boga rzeczy biologicznie niemożliwej. Jakby nie było Słowo Boże jest skierowane do każdego i każdy może je sobie odnieść do swojej sytuacji życiowej.

  2. Tylko, że często Słowo, które wpisze się w naszą sytuację jedynie nas krzepi, ale potem wszystko zostaje po staremu. Tak jakby Słowo było miłą chwilą i nie miało mocy stwarzania rzeczywistości. Kiedyś osobiście odebrałam cytat z Księgi Izajasza: „Nie wspominajcie wydarzeń minionych/ nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy./Oto Ja dokonuję rzeczy nowej:/pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?/
    Otworzę też drogę na pustyni,/ścieżyny na pustkowiu. ” Cytat piękny, jednak i roztrząsanie pozostało i nowe drogi się nie pojawiły. To bywa zabawne jak sobie uświadomimy, że Bóg podczas mszy mówi do każdego z osobna, bo jakoś tak na tym polega Jego dialog z nami, choć w zasadzie przeciętny człowiek – w tym ja – nie zawsze rozumie czytania albo zaczyna myśleć o czym innym i treść mu umyka. Pozdrawiam serdecznie.

    • Bóg do zmiany rzeczywistości oczekuje tez naszej współpracy – nie wiem jak było w Twojej konkretnej sytuacji. Czasem tez do tego, żeby słowo zakiełkowało i wydało owoce potrzebny jest czas 🙂

  3. Przypuszczam, że Bóg oczekuje i naszej współpracy i szanuje naszą wolną wolę, która często wybiera głupie zachowania i decyzje, które na tyle rzutują na przyszłość, że być może i sam Bóg nie ma już nic do roboty. Raczej nie spotkałam się w swoim życiu z pozytywnym wysłuchaniem prośby wznoszonej ku Boga, nawet czas nie grał roli. Myślę, że czasem tak bywa. To oddala od Boga, choć nie na tyle, że w Niego przestajemy wierzyć, ale to staje się taki Bóg „innych”.

    • „Raczej” zostawia nadzieję, że jednak, kiedyś.
      Jestem pewna, że Bóg jest także twoim Bogiem, jeśli Go wybierasz i trwasz przy Nim decyzją woli. I warto się z Nim kłócić o czyste oczy, zdolne zobaczyć Jego dary. Albo przyczynę ich braku.

      Ciepło ściskam!

  4. Myślę, że dary czyli choćby talenty jesteśmy w stanie dostrzec i za nie dziękować. Problemem bywa jeszcze coś innego. Ale to już zbyt prywatne. Przyczyna nie tyle nie obdarowania darem, ale przyczyna braku otwarcia ścieżki brzmi „groźnie”, choć jest faktem. Piszę, że to brzmi „groźne”, bo wtedy zawsze nam się wydaje, że jesteśmy źli i mamy się poprawić. I zaczynamy patrzeć na Boga nie jak na Przyjaciela, który wie wszystko, ale jak na kogoś przed kim mamy się kreować na osobę dobrą i ze wszech miar zasługującą na pomoc. I to bywa sztuczne. Może lepiej przyznawać się do własnych słabości i szczerze mówić co jest w nas złego bez ściemniania. Ja tak robię, choć to niczego nie zmienia. W Krakowie jest dość łatwo wpaść do Jezusa na pogawędkę, bo są miejsca wieczystej adoracji. Nie mówię o kościele Mariackim, bo tam adoracja – ze względu na ruch turystów – wygląda jak pobyt w ulu, ale np. u św. Floriana jest całkiem przyjemnie o ile nie wejdą włoscy turyści z potrzebą wzajemnej dyskusji bez względu na to, że obok siedzi Jezus i też słucha. Może rzeczywiście trzeba mieć cierpliwość. Pozdrawiam serdecznie!

    • Bóg wie o nas nawet to, czego my nie wiemy, więc wszelkie kreacje są bez sensu (dla mnie osobiście to bardzo uwalniające przemyślenie 🙂 ) – miałam na myśli to, że czasem warto też wyrzucić z siebie wszystko tylko po to, żeby Go posłuchać jak już opadną nasze emocje.
      A co do adoracji to fakt – w Krakowie łatwo o to. Na szczęście 🙂 U mnie w parafii też jest wieczysta adoracja.

      Odpozdrawiam! 😉

  5. Z tym usłyszeniem Boga bywa problem, bo On do nas nie przemawia wprost. I może dobrze, że nie słyszymy żadnych głosów. Byłoby to krępujące i od razu musielibyśmy zasięgnąć rady psychiatry. Pewnie dlatego doświadczenie Boga jak Pani pisała jest tym doświadczeniem wewnętrznym. To zdecydowanie bardziej praktyczna forma przeżywania kontaktu z Bogiem. Większość ludzi posiłkuje się tzw. znakami. Np. wybiegając z kościoła zobaczymy jakąś kojącą scenę, usłyszymy fragment piosenki z adekwatnym tekstem itp. Nie jest to co prawda złe, choć ja nie jestem zwolenniczką wszelkich znaków, chyba, że bywa to
    Słowo Boże podczas mszy, bo ono jest jakoś tak usankcjonowane. Nie jest to jakieś ludzkie „widzimisie”, ale jakby nie było głos Boga z Pisma Świętego. Na pewno jest miło jeśli to Słowo krzepi a nie dołuje to raz. Zresztą jeśli Słowo odbieramy sercem to instynktownie wyłapujemy rzeczy, które pobudzą nas do życia bądź podtrzymają nadzieję, a nie te, które nas przygaszą lub rozłożą na łopatki. Czasem nawet jeśli nasze zło – większe lub mniejsze nas uwiera, męczy, kiedy oddajemy je Bogu, by je zabrał to nasze wady, problemy mimo wszystko pozostają. Nie chcę zadawać pytania „Jak usłyszeć Boga?”, bo na to nie ma chyba łatwej odpowiedzi. Dobrze, że kiedyś Pani napisała, że Bóg chce naszego szczęścia. Dopowiem, że także tego doczesnego. I że tylko szczęśliwa zakończenia mają sens. To ważne, bo wielu ludzi boi się Boga. Owszem bywają czołobitni jeśli chodzi o modlitwy, ale są właśnie czołobitni a nie przepełnieni spokojną miłością do Boga.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s