Dwóch panów w filmie, nie licząc komentarzy

Żeby zacząć od początku: BBC nakręciła film o tym, że każdy ma prawo zdecydować, kiedy chce umrzeć – główne role w tym filmie zagrali: milioner Peter Smedley, wybierający śmierć w ośrodku „Dignitas” w Szwajcarii, oraz Terry Pratchett, cierpiący na chorobę Alzheimera pisarz. Jeden czynem a drugi słowem wspierają dążenia do legalizacji eutanazji.

Szymon Hołownia skomentował ten film w Newsweeku (tam też można obejrzeć jego fragment), a tekst Szymona został z kolei skomentowany na FB przez Ewę Er. Wiem, że będzie to komentarz do komentarza do komentarza  (postmodernizm floruit), jednak komentarz fejs-zbukowy wg mnie bardzo klarownie pokazuje jedną rzecz. Ale może najpierw zacytuję:

” Widziałam film dwa razy i jestem pełna podziwu dla twórców. (…) Pokazuje tyle, ile trzeba, choc pewnie dla wielu osób widok umierającego człowieka to zbyt wiele. Ale ja wierzę – patrząc – że to wymarzona przez tego Anglika śmierć, ratunek i ucieczka od koszmaru umierania na łasce medyków i maszyn podtrzymujących czynności życiowe. Brawa dla Pratchetta”.

Podkreślenie pochodzi ode mnie – autorka komentarza nie wzięła wogóle pod uwagę, że przy tym człowieku moga być przede wszystkim ludzie, którzy go kochają, a medycy i maszyneria to drugi plan. Istotny, ale nie główny. Przypominają mi się tu historie opowiadane przez ludzi pracujących w hospicjach o chorych terminalnie na raka, którzy zamiast przewidywanego miesiąca żyli jeszcze trzy i umierali spokojnie, w otoczeniu rodziny i co najważniejsze, czując się kochani. Bo to właśnie miłość będąca byciem dla drugiego jest według mnie kluczem interpretacyjnym do kwestii eutanazji.

Miłość nie zabije. Będzie z drugim do końca, ale nie zabije. I to rozpaczliwe błaganie o dobicie brzmi w moich uszach fałszywym tonem pychy – „po raz ostatni udowodnię, kto tu kontroluje sytuację”. Nie pozwolę sobie na zależność od innych. To mylenie godności z brakiem zgody na własną małość i słabość. To niewiara w to, że nie muszę być doskonały, żeby być kochany. Ten sam ton pobrzmiewa w głosach domagających sie prawa do aborcji dzieci upośledzonych – pogarda dla słabych. Jeśli całe życie sie gardzi słabymi, to samemu, zderzając się ze swoja słabością w sposób uniemożliwiający ucieczkę przed nią, zaczyna się podejrzewać siebie o przeistaczanie sie w przedmiot pogardy. Jeśli kochało sie warunkowo, to jak uwierzyć w to, że można być bezwarunkowo kochanym? Jeśli za to zna się bardzo dobrze to uczucie będące mieszanką obrzydzenia, niechęci i pragnienia ucieczki na sam widok, to jak przyjąć je w stosunku do samego siebie?

Jezus powiedział: „Co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, Mnieście uczynili”. I także sobie samym.

PS

Pomijam tu cały szeroki problem tego, że legalizacja eutanazji prowadzi do nadużyć: w Holandii wg oficjalnych statystyk na mocy prawa o dopuszczalności eutanazji rocznie zabijanych jest ponad 1000 osób, u których prośba o „wspomagane samobójstwo” jest zaledwie DOMNIEWYWANA (są nieprzytomni, w śpiączce, etc). Eutanazji ogółem oczywiście jest więcej. To bardzo wygodny sposób na pozbycie sie osób „zbytnio obciążających system ubezpieczeń”. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że przy obecnej sytuacji demograficznej za kilkadziesiąt lat liczba emerytów znacznie wzrośnie i ich szybsze wymieranie będzie na rękę ubezpieczalniom, sytuacja robi się bardzo nieciekawa. Legalizacja eutanazji w takiej sytuacji to bardzo prosta droga do eksterminacji słabych i to w mocy prawa.

Advertisements

9 thoughts on “Dwóch panów w filmie, nie licząc komentarzy

  1. Co prawda to nie na temat, ale skoro o Szymonie Hołowni mowa, to przy okazji zapytam: czy to, że jest Pani konsultantem teologicznym jego książek wynika z pewnej wspólnoty poglądów, podobnego sposobu widzenia chrześcijaństwa i teologii, z podobnych fascynacji – słowem z, że tak to określę, przyjaźni teologicznej, czy też tak się po prostu złożyło i przyjaźń nie ma tu nic do rzeczy? Czy to jest tak, że Państwo sobie rozmawiają o teologii i Bogu nie przy okazji omawiania książki?
    A blog ciekawy.
    Pozdrawiam
    Robert

    • Dziękuje za dobre słowo o blogu 🙂

      Zostałam konsultantem teologicznym Szymona z powodu mojego niewyparzonego języka i upierdliwości, nie ma to żadnego związku z przyjaźnią. Praca nad książkami najczęściej polega na tym, że sie wzajemnie na siebie wyzłośliwiamy, grając w grę „kto kogo złapie na większej ilości pomyłek”. W pewnym zakresie mamy podobne poglądy, w innych jestem o wiele bardziej konserwatywna. W każdym razie kibicuję mu w niektórych kwestiach.

      Odpozdrawiam 🙂

      • A jeśli przyjaźń rozumieć tak jak W. Blake, który sądził, że prawdziwa przyjaźń to jest sprzeciw, że nie jest nią zgadzanie się, że jest to pozostawanie w stanie pewnego „oporu wobec”, że to, co nas łączy w relacji przyjaźni, to nie jest zgoda, to jest jak gdyby stan napięcia, wyjściowy głęboki konflikt, z którego się rodzą rzeczy – to czy wtedy może Pani nazwać waszą relację przyjaźnią? I czy te konsultacje teologiczne najczęściej odbywają się za pośrednictwem internetu, czy również w „realu”?

      • Wie Pan, przyjaźń zakłada bezinteresowność, a mi za redakcję merytoryczną książek Hołowni wydawnictwo dobrze płaci. Więc to byłoby tyle, jeżeli chodzi o moją relację z powyższym autorem 🙂

  2. Bardzo dziękuję za ten wpis. Tekst Hołowni mnie jakoś nie przekonał. Nie wiedziałem, z której strony ugryźć problem. A to pogarda dla looserów odbija się czkawką, gdy pasmo zwycięstw się kończy. Jeśli nie będę już pisarzem fantasy, to znaczy, że jestem śmieciem do utylizacji, nie wspaniałym, lecz chorym człowiekiem.

    • Amen. Na szczęście instynkt samozachowawczy w narodzie jeszcze zyje i ludzie po eksperymencie holenderskim aż za dobrze widzą, jakie będa konsekwencje legalizacji eutanazji. O ile przy aborcji jeszcze można udawać, że dziecko w łonie to nie dziecko, to tutaj nie da się zaprzeczyć człowieczeństwa zabijanego, ponadto ma się perspektywę stania się samemu takim zabijanym. I tu zaczyna sie już strach. I oby ten strach nie zostal przez media zagłuszony.

  3. Rozumiem tych, co chcą eutanazji. Dla nich długie umieranie nie ma sensu ani zmuszanie bliskich do czekania na ich agonię. Nie dla wszystkich ludzi śmierć i życie ma wymiar religijny. Żal odchodzić ale też nie ma co przedłużać tego udając, że każdy kolejny dzień życia ma jakieś znaczenie, bycie tu, pośród żyjących tak długo aż śmierć sama wkroczy z kosą przerywając nić życia łączącą duszę z ziemskim ciałem. Dopraszanie się śmierci to jak wyręczanie jej w tym, do czego została powołana przez Boga, by zerwać więzy życia łączące duszę z naturą człowieka. To nieładnie decydować o tym samemu. Na swoje urodzenie człowiek nie ma wpływu. Ale może dać, przekazać życie i może je zabić, odebrać je innym i sobie gdy nie chce już żyć. Jest samobójcą a pomaganie mu w tym morderstwem, wyręczaniem śmierci w jej powinności i przed postanowionym czasem. Ale jak można ludzi zmusić do kochania? Nie można. Skoro ktoś tego całe życie nie nauczył się to czy te kilka miesięcy, dni, tygodni wystarczą, by pojąć jej znaczenie do czasu bycia jeszcze z własnym ciałem, w nim, pośród innych ludzi i dla nich?

  4. Jak skazańcy, którzy mają ostatnią minutę życia daną jako cierpienie po to, by ocalić swoje wieczne istnienie wyznając wiarę w Boga by móc pełnić do końca Jego wolę , nie zabijając się. Nic już nie naprawią ale będą żyć znowu, wiecznie przechodząc tą ostatnią próbę woli. Czyli przed zamknięciem winnicy załapią się na dniówkę, którą wypominają im inni czyniąc Panu Bogu wyrzuty o miłosierdzie. Jeżeli jest to czas na spotkanie z Bogiem i pojednanie z ludźmi to cierpienie ma sens. A jeżeli ktoś tego nie chce? Są tacy, którzy nie chcą i do niczego ich nie zmusisz. Ani ja, ani Ty, ani Prorocy, ani sam Bóg. Ani protest opinii publicznej, ani prawo. Wola człowieka jest ostatnią instancją nawet gdy pragnie zła. Jej wolność ogranicza się wtedy, gdy zagraża życiu innych ludzi. Ale ciekawe, że tyle aborcji wykonuje się w imię wolności sumienia a za zabicie psa idzie się do więzienia. Można zamknąć wszystkich ludzi do więzienia, ukarać ich za zło a do miłości i tak nikogo nie zmusisz. Można zachęcić. Albo jeszcze bardziej zniechęcić nie starając się zrozumieć w czym rzecz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s