„Podróż Wędrowca do Świtu”, reż. Michael Apted

Czekałam na ten film zachęcona bardzo udaną ekranizacją „Lwa, Czarownicy i starej szafy” i dobrą „Księcia Kaspiana”. Niewiele brakowało, a nie doszłoby do nakręcenia „Wędrowca…”, gdyż wytwórnia Walta Disneya wycofała się z projektu. Oficjalnie dlatego, że oceniono go jako zbyt mało opłacalny. Ostatecznie jednak film produkował Fox i Walden Media.

W porównaniu do poprzednich dwóch ekranizacji jest o wiele więcej różnic pomiędzy filmem a pierwowzorem literackim. Przede wszystkim Kaspian nie podróżuje aby odnaleźć wszystkich baronów, pierwszy jakby mu wystarczył. Ciemna Wyspa pojawia się nie na trasie, ale jako jedno z kluczowych miejsc i brak mi było mojej ulubionej sceny z szepczącym albatrosem – sam ptak się pojawia, ale jakoś tak od czapy, nie wiadomo po co. Nie ma świetnej sceny wystrychnięcia na dudka Węża Morskiego i zamiast odradzającej się gwiazdy i jego córki, mamy błękitną gwiazdę rodzaju żeńskiego.

Jest też parę niedoróbek praktycznych: jak tylko zbliża się sztorm na żaglowcu od razu zwija się żagle, inaczej wiatr zrobi ze statkiem co zechce i połamie maszty. Zalewa się też palenisko oraz gasi wszelki ogień, żeby nie doszło do pożaru. Tymczasem tu w najlepsze żagle są napięte (przynajmniej na początku) i w kajutach beztrosko palą się świece. Do ekipy na statku zostaje dopisana rola małej dziewczynki, która razem z ojcem i resztą głównych bohaterów wszędzie chodzi. Dość absurdalne, żeby zabierać dziecko w niebezpieczne miejsca.

I brak mi też Ciemnej Wyspy i ukrytej w jej obrazie idei myśli i snów, których realizacji się boimy. Tak wspaniale jest marzyć, wydaje się w tym rozdziale pisać Lewis, ale mamy też sny, które nas niszczą i których spełnienia nie chcemy z całych sił. To zaplątanie we własnym umyśle; utknięcie w klatce własnych projekcji jest Ciemną Wyspą. Wezwanie Boga jest jedyną szansą na ucieczkę z tej pułapki. Tu scenarzysta rozwiązał to inaczej i uważam nieskromnie, że gorzej. Chociaż chyba rozumiem o co mu chodziło: potrzebna była scena kulminacyjna. W książce jest to moment, kiedy Ryczypisk i dzieci docierają na Najdalszy Wschód i spotykają baranka, który okazuje się być Aslanem. Tu nie chciano pewnie dawać tak ewidentnego odwołania do chrześcijaństwa, więc kulminacja musiała być inna.

Męczy mnie też powracanie wciąż Białej Czarownicy. Aslan ją pożera w pierwszej części i tyle. Nie ma sensu jej wskrzeszać, a tu scenarzyści się uparli. Trudno.

Świetne efekty specjalne, dobrze zagrane postacie i także kilka celnych tekstów. Bardzo fajna scenografia. Szkoda, że mimo wszystko treść jednak traci na rzecz estetycznych fajerwerków. Nie żałuję, że widziałam. Warto się przejść, ale jedno obejrzenie myślę, że mi wystarczy. Chociaż parę zdań, które tam pada, wydaje się być skierowana do mnie. Może kiedyś skuszę się na płytkę.

Reklamy

10 thoughts on “„Podróż Wędrowca do Świtu”, reż. Michael Apted

  1. Czesc 🙂
    Jak dla mnie to szkoda tylu slów dla tego filmu… Bylismy, przez przypadek na wersji 3d i to jeszcze pogorszylo sprawe. Zastanawiam sie, czy wersja normalna ma te sama tresc, ale jak widze z twojego opisu, raczej tak. Moja zona zauwazyla krotko, gdybysmy nie znali ksiazki nie wiedzielibysmy o co w tym filmie chodzi. W przeciwienstwie do poprzednich dwoch czesci.

    Albatros zupelnie od czapki, Ryczypisk i cale piekno jego opowiesci zniknelo, nikt z filmu nie bedzie bedzie wiedzial o jego historii na wzor Eliasza.

    Co do efektow specjalnych – ledwo sie moglem polapac co sie w niektorych scenach dzieje. Wiec moim zdaniem nie sa dobrze zrobione, bo za malo czytelnie.

    • też byłam na 3D, ale z tego co wiem, to te wersje się od siebie nie różnią treścią
      co do treści – scenarzysta nie rozumiał chyba, że ta książka to moralitet, a nie tylko bajeczka dla grzecznych dzieci, no i trzeba było przykroić pod gusta, albo pod to, co się ludziom mass mediów gustami widowni wydaje

      też uważam, że dużo słabsza adaptacja niż poprzednie, tyle że jest kilka fajnych rozwiązań (tu się będę upierać), np. wyspa Łachonogów jest rewelacyjnie wg mnie zrobiona

  2. Przed Świętami coś mnie wzięło, żeby sobie przypomnieć „Opowieści z Narnii”. Właśnie skończyłam „Podróż…” i zaraz będę się zabierać za „Srebrne krzesło”. 🙂
    Przyznam się za to, że do tej pory nie widziałam ani jednego filmu z tej serii. W młodości niechcący trafiłam na jakąś adaptację (chyba angielską) „Lwa, czarownicy, i starej szafy”, która strasznie nie pasowała do moich wyobrażeń narnijskiego świata. Od tamtej pory po prostu boję się oglądać takie rzeczy (choć wiem, że niesłusznie, bo raczej wszyscy chwalą).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s