Zapętlenie czasoprzestrzeni, wersja divina

Tak dokładnie to w historii Jezusa takie zapętlenia są dwa. Ale zacznijmy od początku, a ów tkwi w komentarzach pod poprzednim wpisem – Bohjan zapytał po co historia Jezusa, skoro Bóg mógł sobie tak, od ręki, stworzyć człowieka wolnego od grzechu. Wystarczyło powtórzyć stworzenie zamiast kombinować z krzyżem i zmartwychwstaniem.

Dobre pytanie.

Otóż Maryi nie byłoby, gdyby nie krzyż i zmartwychwstanie. Tu, podobnie jak w Wieczerniku, dochodzi do spożywania owoców zanim jeszcze wydające je drzewo zakiełkowało i wzeszło.

Jest to olbrzymia tajemnica zaufania Boga do człowieka i ślad wszechmocy, która rodzi harmonię. Bóg przechodzi granicami. Miejscami, które nam wydają się tak ryzykowne, że w ogóle nie bierzemy ich pod uwagę. On, jak dobry ojciec uczący swoje dziecko, ocenia ryzyko i mówi: „Dasz radę”, a na nasze spanikowane spojrzenie, rzucone Mu po usłyszeniu tej kwestii, odpowiada: „Jakby co, to Ja zawsze jestem w pobliżu”.

Maryja rodzi się jako niepokalana, bo Jej Syn ma być zbawcą. Bóg ma do Niej (a wcześniej Jej rodziców) zaufanie, że będą szukać i pełnić Jego wolę. Święty Bernard z Clairvaux pisze o tym, że cały świat zastygł w oczekiwaniu w chwili pomiędzy pytaniem Gabriela a „Fiat” Maryi. Bo to jest moment, kiedy kobieta (kobieta!) decyduje o losie ludzkości. I wybiera życie: dla Syna, dla siebie, dla świata. Ale może podejmować tę decyzję tylko dlatego, że Ona już uczestniczy w owocach Jego śmierci i zmartwychwstania. Jej wolność jest owocem Jego męki.

Drugi taki moment to Wieczernik. Jezus daje swoim uczniom do spożycia ofiarę, która dopiero będzie złożona. Tam, na paschalnym stole, odbywa się to, co będzie się działo przez następne trzy dni. Znów zostaje zapętlona chronologia; rzeczy późniejsze mają owoce, zanim się dokonają.

Jeden i drugi moment to chwile, kiedy w naszą rzeczywistość dotykalnie wkracza wieczność. I coś dzieje się z czasem, coś dzieje się z przestrzenią. A my potem to kaleko i bełkotliwie próbujemy rozjaśnić. Wypowiedzieć. I potykamy się o nasze własne słowa.

Reklamy

21 thoughts on “Zapętlenie czasoprzestrzeni, wersja divina

  1. Maryja rodzi się jako niepokalana, bo Jej Syn ma być zbawcą. Bóg ma do Niej (a wcześniej Jej rodziców) zaufanie, że będą szukać i pełnić Jego wolę.
    Wydaje się, że jest to interpretacja ex post i troszkę naciągana. Ten-Który-Jest będąc poza czasem i przestrzenią zna wszystko, co było-jest-będzie, ale czy w tej jego wiedzy nie ma przymuszania Marii do oczekiwanego zachowania? Przecież świętości Jezusa nie ubędzie poprzez brak niepokalanego poczęcia, które dla wielu jest pewnym abstraktem teologicznym. A mogła Maria powiedzieć NIE. Czy wtedy cały plan spaliłby na panewce? Przecież nadzwyczajność sytuacji polega na tym, że zwykła kobieta przyjęła propozycję Najwyższego, a uświęcona była nie przez brak poczęcia w inny sposób niż reszta ludzi, ale poprzez swój wybór i wiarę.

    Mariologia w wydaniu katolickim pachnie trochę gnozą, bo teologowie starają się wyinterpretować rzeczy, które tak naprawdę w Piśmie nie ma. Myślenie hebrajskie jest spekulacji greckiej obce, a teologia jest formą myślenia charakterystyczną dla filozofii greckiej. Obecność jej widoczna już jest podczas pierwszych soborów i sporów choćby o Theotokos (Θεοτόκος)[Sobór Efeski 431 p.Chr.]. Przykładów myślenia greckiego można znaleźć więcej, ale greczyzna sprawiła, że prosty przekaz przepowiadania Jezusa został uwikłany w abstrakty.

  2. Moim zdaniem, to nie są dobre wpisy (ten i poprzedni). Jedynie motyw kobiety, która – w przeciwieństwie do Ewy – mówi tak aniołowi, miast diabłu, i przynosi dobry Owoc jest poetycko ładny 🙂
    Temat na książkę – grubą – ale postaram się krótko:

    1. Znów jesteś apologetką, co tym razem znaczy, że usilnie chcesz poruszać się w ramach dogmatów i gotowych ustaleń, próbując je z wdziękiem sobie właściwym „sprowadzić na ziemię” – problem w tym, że jest to wtórne do Biblii; za łatwo godzisz się na pośrednictwo nauczania Kościoła, a właściwie jednej jego wersji – przynajmniej jako teolog.
    2. Zupełnie nieprzekonujące są próby pisania „naukawego”, co już ustaliliście poprzednio, choćby z Tajemniczą Panią Doktor 🙂 Powyżej z kolei niepotrzebnie wdajesz się w rozważania czasu i wieczności – to jednak nazbyt powierzchowne wobec wagi zagadnień i – powtarzam – bez żadnej mocy wyjaśniającej i przekonującej.
    3. Nauczanie Kościoła grzeszy moim zdaniem niedyskrecją – tu zgadzam się z Waszą dyskusją pod poprzednią notką; ba, można wręcz powiedzieć, że jest to grzech przeciwko Pierwszemu Przykazaniu w jego pełnym, biblijnym brzmieniu. Mówiąc dosadnie – naprawdę nie jest rzeczą człowieka „zaglądać między nogi” Marii, albo podglądać moment poczęcia Jezusa. Biblia zawiera opowieść o Zwiastowaniu, Hymn o Słowie – kilka jeszcze zagadkowych fragmentów – i to wystarczy.
    4. Zgadzam się z caddicusem – i sam ciągle o tym pisuję u Ciebie, że problem bierze się z błędnego, moim zdaniem, naginania Ewangelii do kategorii filozofii greckiej, ale też rzymskich reguł prawniczych; jeszcze bardziej z woli wiedzy, pożądania wiedzy o B., co wiąże się z zatratą zmysłu wiary. Wierzy się Jezusowi i B. – a nie „w coś”. Urzeczowienie wiary kończy się próbami wyjaśnień Orędzia poza nim samym ( np. transsubstancjacja – a kto rozumie w ogóle pojęcie substancji? tłumaczenie ignotum per ignotum…)- czyli Ewangelia niepotrzebna, bo można sobie wyjaśnić tajemnicę Jezusa właściwie niezależnie od Ewangelii…
    5. Kończy się wszystko na dogmatach, które zresztą były, o ile wiem, różnie rozumiane w różnych czasach (tzn. powaga tego, czym jest dogmat). Nie miejsce tu, by to w pełni wyjaśnić (czy są na sali logicy? 🙂 ), ale dogmat o nieomylności papieża zdaje się czymś, co w ramach logiki niszczy cały system dogmatów… Cóż zresztą można powiedzieć o takich próbach wykładania nauki Kościoła w kontekście wiary?

    6. Nie znaczy to, że nie należy myśleć i rozumieć. Wystarczy z uwagą interpretować Biblię, zachowywać pokorę… Kwestia, jaką postawiłem, jest do spokojnego i przyziemnego rozstrzygnięcia, o ile – w zgodzie z Biblią i bez roszczeń do absolutnej wiedzy – przedefiniujemy nasze rozumienie stworzenia, miejsca w nim człowieka, raju, grzechu pierworodnego, dziewictwa Marii, ofiary Jezusa… W chrześcijaństwie istnieją takie sposoby reinterpretacji – i nie trzeba wtedy odwoływać się do zapętleń w czasoprzestrzeni 🙂 ani genetyki 🙂 – to m.in. koncepcja łaski i Nowego Stworzenia, która, jeśli się nie mylę, jest żywotna w Kościele Wschodnim. Mówiąc najkrócej – możliwe, że Chrystus i tak przybyłby na ziemię, choćby „pierwsi rodzice” nie zgrzeszyli, a zbawienie nie polega na „naprawie”, tylko nowym darze (dzięki czemu w Wielką Sobotę możemy śpiewać „Błogosławiona wina…”)
    Kilka ciekawych tekstów można znaleźć na Deon.pl.

    • Cieszę się, że mnie krytykujesz – to zawsze jest jakiś punkt do rozwoju 🙂

      Tak, niewątpliwie to, co napisałam, jest apologią. Przynajmniej drugi wpis. Bronię tych poglądów, bo w nie wierzę. Nikt mnie do tego nie zmusza. Że te koncepcje są wtórne do Biblii? Nowy Testament jest wtórny do Starego, a księgi mądrościowe do prorockich, te zaś do Tory. Sama Biblia też została określona w swoim kształcie przez Kościół, nie spadła z nieba w całości. Czy to znaczy, że mamy prawo ją przycinać do naszych poszukiwań, jak zrobił to Marcin Luter?

      Moje naukawe wpisy sa próbą, niewątpliwie nieudolną, poszukiwań nowych aspektów mojej wiary. Genetyki nie używałam do uzasadniana czegokolwiek – to wiedzieli już Ojcowie Kościoła, że ciało Chrystusa było ciałem całkowicie z ciała Maryi. Zakrzywienie wydało mi się dobrym obrazem, ale widocznie tylko mi się wydało 🙂

      Bez Ewangelii nie da się poznać Jezusa i te wszystkie „grecyzmy” o jakie oskarżacie z cadiccusem teologię łacińską bazują na Ewangelii. Sposób mówienia czy przybliżania się do tajemnicy tego, co dzieje się na ołtarzu, czerpiący z filozofii greckiej bez Biblii w ogóle by nie zaistniał (skąd byśmy wiedzieli, że trzeba błogosławić chleb i wino, gdyby nie Ewangelie?). Aleteż trzeba pamiętać, że jest to tylko i aż sposób mówienia, dlatego Tomasz zaczyna swoją drogę opisywania Boga od teologii apofatycznej. Dopiero z doświadczenia bezradności, i zachowując je w sobie, można zacząć mówić o Bogu.

      Dogmat o nieomylności papieża paradoksalnie ograniczył jego nieomylność do ściśle określonych przypadków. Tak, być może jest to przejaw zachodniego legalizmu, ale mi osobiście daje poczucie bezpieczeństwa w wierze.

      Co do 6. punktu: mnie interesuje to, co jest, nie to, co byłoby jeśli. Przedstawiona przez ciebie hipoteza zresztą w niczym się nie kłóci z prawdą o grzechu pierwszych rodziców. Tyle, że wtedy Niepokalana nie byłabym kimś cudownie ocalonym 😀 W doktrynie KK zbawienie jest nowym darem. Także tym. Jest nowym życiem i wejściem w relację ojciec-dziecko z Bogiem. Ponieważ jednak nosimy w sobie zarówno zdolność do zostania świętymi, jak i demonami, Jezus od tego ostatniego nas wykupuje i broni. On jest goel – naszym obrońcą i odkupicielem.

      Przyznaję się bez bicia, że w mariologii jestem rozpaczliwie cienka. Maryja jest dla Kimś Bardzo Ważnym i głeboko wierzę, że jest taka, jak naucza o Niej Kościół. Może dlatego nigdy nie wchodziłam głębiej w te treści, bo są dla mnie jakby oczywiste. Że poczęła, urodziła i jest Dziewicą, że jest Matką Boga, że urodziła się jako Niepokalana i że została wzięta do nieba. Ale może wasze obiekcje są właśnie znakiem, że powinnam się tym treściom bliżej przyjrzeć 🙂

      W każdym razie dzięki!

      • Wiesz, że lubię z Tobą i u Ciebie dyskutować i Ty tu inspirujesz :)Dziękuję za to, za ten spokój rozmowy i śnieg padający w kierunku, który można sobie wybrać myszką 🙂
        Tym razem już nie kontynuuję, bo za wiele by – przy czym i tak idziemy przecież w Jednym Kierunku (choć ja to chodzę jak pies, jeśli ktoś wie, jak psy chadzają – zataczając kręgi wokół swego pana na różne sposoby, węsząc po kątach i żywiąc się nie wiadomo czym 😀 – trochę to domini-kańskie 🙂 ).

        Napięcie między dogmatycznymi wykładami z mariologii a „niedogmatycznymi” z chrystologii było jednym z powodów, dla których jako młody bardzo człowiek przerwałem swoje studia teologiczne, czego trochę żałuję, bo trudno mi teraz śmielej dzielić się swoimi przemyśleniami 🙂

        Z szacunkiem pozdrawiam 🙂

    • Czuję się wywołana do tablicy 🙂 . Wcale nie jestem tajemnicza, jestem po prostu lekarzem, który wierzy w Boga (=wierzy Bogu 🙂 )i któremu ta wiara nie kłóci się z nowoczesną wiedzą, jaką ma obowiązek posiadać. Na teologii nie znam się kompletnie.
      Niedyskretne pytania o poczęcie Jezusa są konsekwencją rozwoju nauki i ciągle je ktoś zadaje. Bóg przyjął człowieczeństwo we wszystkich jego aspektach (poza grzechem), także więc biologicznych, z całą genetyką, z koniecznością rozwoju prenatalnego i narodzin, i noszenia pieluch. A to nie jest poetyckie, jest piękne, ale nie poetyckie. Poprzedni wpis Szanownej Gospodyni pewnie nie przekona zatwardziałego biologa, ale potrąci kilka ważnych strun w jego głowie. A dalej będzie już działać Łaska.
      Nawet jeśli człowiek sobie coś w głowie „naukawo” wykombinuje, poukłada i dopasuje, natychmiast pojawia się większe wymaganie co do jego wiary. A potem przychodzi myśl: no tak, przecież Bóg to wyraźnie powiedział, tylko ja nie umiałem odczytać.

      • Miło poznać 🙂
        Racja, jeśli chodzi o „naukawe” kombinacje – zresztą sam to robię. Najpierw sobie coś na bazie wiedzy wyobrażam, a potem… to wymazuję – wystarcza mi przekonanie o niesprzeczności wiary i wiedzy, o możliwości. To zresztą gigantyczny problem – zahacza o niego caddicus – którego nie da się chyba przegadać na blogu, a tylko się w naszych rozmowach będzie ujawniał.

        Podobnie sprawy teologiczne. Nie chcę już w to wchodzić za bardzo, ale np. problem dziewictwa Marii i poczęcia wziął się, jeśli nie błądzę, z prób wyjaśnienia Synostwa B. Jezusa – po części także z tłumaczeń, i to proroctw ST – a bodaj nawet B16 głosi (może raczej kard. Ratzinger) że do zrozumienia tajemnicy Synostwa nie tędy droga, choć oczywiście papież nie wypiera się nauczania Kościoła 🙂

        Po mojemu, zadaniem teologii jest bardziej rozumienie wiary niż jej wyjaśnianie – czyli raczej pytanie o sens prawd objawionych, co znaczą dla nas, a nie ich wyjaśnienie na poziomie jak to możliwe. Tym bardziej, nie jest jej zadaniem tworzenie twierdzeń quasi-matematycznych, na zasadzie „tak, bo tak, nie, bo nie”, bez ukazania ich sensu. Ale to prywatny pogląd. Jak wszystkie 🙂

        Dziękuję za trop do wizualizacji pracy komórki. Fascynujące 🙂 I zazdroszczę wiedzy 🙂

        Pozdrawiam, ciesząc się ze spotykania tu wszystkich i rozmów 🙂 Niskie ukłony dla Eli 🙂

  3. …te wszystkie „grecyzmy” o jakie oskarżacie z cadiccusem teologię łacińską
    Ależ PT Gospodyni tego miejsca!!! Nie oskarżamy, tylko podnosimy wątpliwości. Nie czujemy się w żaden sposób mądrzejsi, czy lepsi. Po prostu lubimy tu wpadać na dyskusje. [bohjan: przepraszam za liczbę mnogą, zakładam – choć mogę się mylić – że podzielasz mój osąd].

  4. DORO
    Może tutaj w ewiaterowej przestrzeni jest czadowy ten śnieg, ale u mnie wokół domu i na podjeździe do garażu to już niekoniecznie 😀

  5. Ad Suzet
    Kontradykcja nauki i wiary jest pozorna w moim odczuciu. Swego czasu wpisem Teoria ewolucji kontra inteligentny projekt wyraziłem swój pogląd nt. pochodzenia świata i życia. Przyznam, ze postawy skrajne typu antyreligijny ewolucjonizm Dawkinsa, czy fundamentalizm chrześcijański, który odrzuca wszelkie pozabiblijne tezy są mi obce.
    W moje postawie jest coś w theillardyzmu poszukującego syntezy nauki i wiary. Czy to możliwe? Nie wiem… Uważam jednak, że zawsze warto szukać tego, co łączy i zbliża.

    • Obie skrajne postawy są wynikiem bardzo dosłownego traktowania Pisma świętego – a odrzucenie wiary lub nauki jako źródła rozumienia świata jest konsekwencją braku rozwoju w jednej z nich. W środowisku lekarzy na przykład bardzo to widać.
      Syntezę nauki i wiary postrzegam inaczej, rozumiana tak „teoria wszystkiego” jest mi obca. Nauka i wiara są wzajemnie niesprzeczne i raczej przenikają się niż jednoczą. Są potrzebne człowiekowi jak prawa i lewa ręka.

      • Właśnie przeczytałam u Ratzingera o relacji między dwoma poznaniami: naukowym i teologiczno-moralnym. Nie da się ich sobą zastąpić, ale jeśli pozostaniemy tylko przy jednym z nich, świat się sypie. To teologiczno-moralne jest uprzednie: bez niego nauka i technika stają się sposobem na produkcję narzędzi tortur. Budowa bomby jądrowej była pod względem naukowym bardzo ciekawym wyzwaniem (Ratzinger przywołuje Oppenheimera), ale ostatecznie rozpętało dziesiątki lat histerii. Podobnie zresztą pisze Testart, który jako pierwszy dokonał we Francji udanego in vitro: to był bardzo ciekawy problem techniczny, nie myśleli o skutkach społecznych i etycznych.

  6. Odezwę się z marginesu snutych tu refleksji. Ale bardzo bym chciała polecić przepiękny fragment eseju ,,Uśmiech Demokryta” Ryszarda Przybylskiego. Traktuje on o ikonach Bozego Narodzenia chrześcijanskiego Wschodu, a dokładniej o przedstawianym na nim …dramacie rodzinnym. W jego centrum? znajduje się Józef, rozdarty w roli ojca, nie-ojca. Temat inspirowany apokryfami, tak przejmująco zinterpretowany przez ikonopisów, potem Przybylskiego, że w trakcie lektury rzeczywiscie ,,powoli przenika nas prawosławna czułość, którą na Wschodzie otaczano człowieka, co go sam Bóg raczył wtrącić w rozpaczliwą sytuację”.
    Na ikonach tych przedstawiano m.in. kąpiel noworodka (demonstracja przeciw herezjom, jakoby Jezus nie miał w sobie nic z człowieka)- to do Suzetowych pieluch itp.:), a także jednoręką Salome, która wymuszała na położnicy intymne badanie, za co spotykała ją kara (to do Bohjanowych refleksji na temat ludzkich niedyskrecji…)
    Esej kończy się piękną refleksją na temat niełatwych relacji małzeńskich Józefa i Marii…

  7. Suzet
    Nauka i wiara są wzajemnie niesprzeczne i raczej przenikają się niż jednoczą. pewnie masz rację, ale dążenie do syntezy jest naturalną potrzebą i kierunkiem działania człowieka. Zarówno religia jako taka, jak i nauka – wychodząc z całkiem odmiennych przesłanek – próbują z uniwersalizować swoje przesłanie. Religia włącza w swój opis rzeczywistości naukę, druga zaś opisuję ze swojego punktu widzenia religię. Tak się składa, że każda z nich upraszcza drugą.
    Pogląd, że [nauka i religia]Są potrzebne człowiekowi jak prawa i lewa ręka jest twoim poglądem wyrażanym z pozycji człowieka wierzącego. Wiedz, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, ęe nie wspomnę wcześniejszych postaw Magisterium Ecclesiae, taki pogląd byłby nieuprawniony i narażana byłabyś conajmniej na inderdykt.

    • Upraszczasz, Caddicusie. Interdykt nie dotyczył poglądu, że nauka i religia się nawzajem uzupełniają, ale konkretnych poglądów naukowych. Już Augustyn w V w. pisał, że jeśli jakaś treść w Biblii nie zgadza się dosłownie z naszym poznaniem, to trzeba ją czytać symbolicznie, bo jest tylko jedno źródło prawdy, więc prawda ludzkiego poznania i prawda Objawienia nie mogą być ze sobą sprzeczne. Często się zapomina, że to prostestanci (m.in. Newton) używali Boga do zatykania dziur w swojej interpretacji fizykalnej świata. A oberwało się katolikom. Wielu naukowców było zakonnikami lub kapłanami (choćby o. Grzegorz Mendel od genetyki czy ks. Julian Woods, jeden z australijskich przyrodoznawców), a zmiana w mentalności pozwalająca na badanie przyrody wyrosła właśnie z nauczania Kościoła, które pozbawiło świat boskości. Można było badać zwierzęta i przyrodę, bo ona nie była już światem bóstw, ale stworzeń.
      To prawda, że w XIX w. bardzo mocno zarysowała się w nauczaniu Kościoła nieufność do treści przychodzących z zewnątrz i nie zawsze potrafiono dostrzec różnice między negowaniem nauczania Kościoła a szukaniem naukowej prawdy, ale z tym interdyktem za samo stwierdzenie, że nauka i religia się uzupełniają, to przesadziłeś IMHO.

    • Może zabrzmiało niezręcznie… nie miałem na myśli interdyktu za tezę wygłoszoną przez Suzet. To ferwor dyskusji. Tak więc podpisuję się pod Twoim dookreśleniem.

      • @ewiater – dziękuję za to uściślenie 🙂
        @caddicus – wszystko, co tu piszę, to moje własne poglądy wyrażane z pozycji człowieka wierzącego. Pisząc cokolwiek, mam nadzieję, że Opatrzność czuwa nad moją głową, sercem i duszą, żebym jakiej herezji nie popełniła 🙂

        Pozdrawiam serdecznie wszystkich piszących i czytających.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s