Modlitwa (nawiedzonego) psychoanalityka

by abp Fulton Sheen (tłumaczenie moje więc proszę o miłosierdzie):

„Dzięki Ci, o Panie…

że nie istnieje coś takiego jak wina,

że grzech jest tylko mitem,

że Ty, o Ojcze, jesteś tylko projekcją wynikającą z kompleksu ojca.

Być może jest coś nie tak z moimi stłumionymi popędami,

ale z pewnością z duszą jest wszystko w porządku.

Uiszczam dziesięcinę na Stowarzyszenie do Walki z Religijnymi Przesądami

i ze względu na dbałość o figurę poszczę trzy razy w tygodniu.

O, dzięki Ci, że nie jestem jak reszta ludzi, tych okropnych osobników

choćby jak ten chrześcijanin stojący u wejścia do świątyni, który myśli, że jest grzesznikiem,

że jego dusza stale potrzebuje łaski,

jego sumienie jest obciążone wyrzutami

a jego serce przygniata poczucie bycia niesprawiedliwym.

Ja być może mam kompleks Edypa,

ale z pewnością nie jestem grzesznikiem!”

Niewątpliwie inspiracją była Ewangelia wg św. Łukasza i przypowieść o modlitwie celnika i grzesznika. Ciekawe rozwinięcie, a żeby było jeszcze ciekawiej – piękne ukazanie dwóch elementów myślenia ukrytych w psychologizacji życia duchowego: zastąpienie grzechu (za który grzesznik jest odpowiedzialny) skomplikowanymi kompleksami i zranieniami (za które odpowiedzialności, jako ofiara, nie ponosi) oraz projekcja na chrześcijan swojej własnej depresji.

Bo w chrześcijańskim życiu doświadczenie własnej grzeszności splata się z doświadczeniem Bożego miłosierdzia tak ściśle, że nie da się rozdzielić żalu za grzechy od uwielbienia Boga za Jego miłość. To dlatego słuszność jest po stronie stojącego w wejściu do świątyni chrześcijanina, a nie dlatego, że dokonuje samobiczowania. Dlatego też jego doświadczenie własnego kalectwa uwalnia, a nie koncentruje go na nim samym. I dlatego rachunek sumienia jest czymś zupełnie innym niż psychoanaliza dla ubogich. I tego aspektu spotkania z konsekwetną i wszechograniającą Miłością psychoanalitykowi wzięło i zabrakło.

Reklamy

8 thoughts on “Modlitwa (nawiedzonego) psychoanalityka

  1. Chrześcijanin wie, że psychoanaliza służy uwolnieniu od lęków i zranień aby samamu nie ranić i nie dręczyć innych ludzi sobą. Bez porządnej terapii religijność ludzi zaburzonych wygląda jak Zamek Hauru, jest nieustanną ucieczką przed odpowiedzialnością i pragnieniem posiadania boskiej mocy, magicznej siły do rządzenia światem, który wzbudza lęk i agresję. Zło karmi się i lękiem i pychą.

    • Dlatego dałam (nawiedzonego) w tytule – terapia dobra rzecz, ale pomylenie duchowości z psychiką daje fatalne efekty. Dokładnie takie, jak je opisał abp Sheen. To musi iść równolegle, a nie jedno zamiast drugiego.

    • Nie moge sie zgodzic. Po pierwsze sama psychoanaliza jest pradem myslenia sprzecznym z chrzescijanstwem. To, ze w psychoterapii i w teoriach niektorzy przywoluja elementy psychoanalizy jest inna sprawa, bo niektore metafory psychoanalizy sa przydatne. Ale jako system myslenia jest nie do pogodzenia z chrzescijanstwem. Takie glosy zdecydowanie przewazaja w psychologii jako nauce, podobnie w filozofii, nie mowiac o teologii – w tej ostatniej na ile sie orientuje, bo zdecydowanie mniej.

      Nie zgodze sie tez z twierdzeniem, ze „uwalniajac sie od lekow i zranien nie bede ranic”. Po pierwsze od zranien nie uwolnie sie faktycznie – wydarzyly sie a my czasu nie umiemy cofac, po drugie zaleczenie w sobie ich skutkow nie gwarantuje mi bezgrzesznego, czy chocby w miare przyzwoitego zycia. Prawdziwe uzdrowienie zranien – czyli ich skutkow – niesie tylko wybaczenie i milosierdzie. I pisze to jako psycholog. Nie ma takiej sily ani procesu psychicznego, ktory moze cofnac przeszlosc, ani nasze zranienia. Ale wybaczenie moze je nazwac inaczej i przerobic w nas w nowa rzeczywistosc – rzeczywistosc milosci. A ta jest tez laska. Psychoanaliza i laska – dwie zupelnie odrebne rzeczywistosci. No chyba, zeby wziac pod uwage to, ze Bog i nad psychoanalitykami sie lituje.

      Co do religijnosci ludzi zaburzonych – owszem. Ale i bywa inaczej. Bywa tez tak, ze niektorych „zaburzonych” religijnosc trzyma w jakichkolwiek jeszcze ryzach.

    • Hm, nie widziałabym tego w ten sposób. Częściowo dlatego, że wobec Sheena nie jestem obiektywna 😀 a częściowo dlatego, że tu wchodzi kwestia prawdziwości przemyśleń psychoanalityka. Teraz nawet w terapii mówi się o potrzebie uwzględnienia Siły Wyższej; Boga, Kimkolwiek On się wydaje pacjentowi. Kiedy Sheen pisał tę modlitwę, psychoanalizę traktowano jak Objawienie. I przeciwko temu własnie protestuje ten tekst. Świat naprawdę nie zaczyna się i nie kończy na naszej psychice.

  2. Dobre tłumaczenie. Zapewne w tekście Sheen nie był do końca konsekwentny: Nawiedzony psychoanalityk nazwałby duszę ‚ego’, poszczenie ustąpiłoby miejsca diecie, itp. Jednak wówczas mniej oczywista byłaby analogia do faryzeusza. Obecnie ta modlitwa mogłaby zaczynać się od słów: Dzięki ci, o, Poprawności Polityczna, o, Ekologio, etc.

  3. Dziękuję Ci Panie Boże, że nie stworzyłeś mnie gojem i kobietą… – to zasłyszana modlitwa prawowiernego Żyda.
    W modlitwie abpa Sheena pobrzmiewa mi jednak powyższy passus, choć wyrażony może bardziej oględnie. Sama forma modlitwy super. Ciekawy zabieg stylistyczny i pobudzający do refleksji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s