Wprawka z obalania

Myślałam, że argument ten dawno już padł i skonał, jednak ku swojemu zdziwieniu odkrywam, że wciąż funkcjonuje na różnej maści forach. Więc tak dla poćwiczenia intelektualnego nadgarstka w małej próbce słownego fechtunku rozpiszę powoli i spokojnie, czemu stwierdzenie prof. Jacka Hołówki, iż embrion nie jest człowiekiem, bo przecież nikt o żołędziu nie powie, że to dąb (parafrazuję), jest błędnym argumentem.

Zastosowana przez profesora metoda argumentacji to analogia. Konstrukcja jej polega na tym, że dwa elementy (określmy je tutaj jako C[złowiek] i D[ąb]) posiadają pewną wspólną cechę. Większość ich cech to różnice, ale jest sfera dla obu elementów wspólna, co pomaga zobrazować tezę wysuniętą przez argumentującego.

Teza brzmi: embrion nie jest człowiekiem.

Uzasadnienie: jak żołądź nie jest dębem, tak embrion nie jest człowiekiem.

Uzasadnienie zakłada jako część wspólną elementów C i D: oba elementy są organizmami żywymi, oba się rozmnażają, żołądź i embrion występują jako etap rozwojowy, cykl rozmnażania się dębów i ludzi przebiega tak samo.

Błąd w rozumowaniu tkwi w ostatnim założeniu, mianowicie iż cykl rozmnażania się dębów i ludzi przebiega tak samo. Pod względem systematycznym oba gatunki różnią się już na poziomie królestw: D to roślina, C to zwierzę. Oznacza to, że ich cykl rozrodczy znacząco się od siebie różni, a mianowicie u zwierząt nie występuje etap owocu. A żołądź jest owocem. Oznacza to, że nie ma podstaw do zbudowania analogii, bo zakładana część wspólna nie istnieje.

Nawet jeśli zamiast dębu wstawimy w tę analogię kurę (bo z taką wersją też się spotkałam),ta analogia nadal będzie bezpodstawna. Tu w systematyce rozejście dokonuje się na etapie gromady: kura jest ptakiem, człowiek ssakiem. Dla ptaków specyficznym etapem rozwojowym jest jajko. Ssaki nie znoszą jajek.

Co oznacza, że profesor Hołówka po prostu zbudował błędną analogię, która kupili wszyscy, dla których była wygodna. A że nie zgadza się ona z wiedza biologiczną? Cóż…

Advertisements

20 thoughts on “Wprawka z obalania

  1. Celnie sparowałaś pana profesora. Oczywiście sedno kwestii nie zasadza się na tym porównaniu, z natury swej odległym i z lekka demagogicznym. Można jednak z grubsza przyjąć, że w tej analogii – jakkolwiek nieściśle wyartykułowanej – chodziło p. Hołówce o ‚potencjalność’: z żołędzia może rozwinąć się dąb, z embrionu zaś – człowiek. Filozofowie lubią takie porównania i póki wspomagają one wyobraźnię odbiorcy w celu uzmysłowienia sobie istoty rzeczy, są przydatnym narzędziem. Problem jest jednak znacznie poważniejszy. Oto w swoim artykule w Rzepie p. prof. Hołówka bardzo niebezpiecznie zbliża się do założeń eugeniki, twierdząc, że dopiero osobę w pełni rozwiniętą, świadomą, mogącą całkowicie stanowić o sobie można nazwać człowiekiem. A zatem ‚potencjalność’ bycia człowiekiem przedłuża się w jego systemie myślenia do momentu osiągnięcia dojrzałości umysłowej i społecznej…A stąd już prosta droga do wszelkich manipulacji istotą ludzką.

    • Tak, ale to jakby kwestia dalsza i w światku medialnego przekazu mniej skuteczna, dlatego zajęłam się tym bon motem. Zresztą te eugeniczniczne kwestie powracają ostatnio coraz częściej – widocznie II wojna światowa powoli odchodzi w społeczne zapomnienie. Niestety 😦

  2. Ostatnio rzadko zaglądam, ale jak już zajrzę, to trafiam na arcyciekawe notki :).

    Swego czasu koleżanka – nieco wyzwolona katoliczka prowyborcza – podrzuciła mi artykuł pana Hołówki, właśnie z zastosowaną ową argumentacją. Uznałem, że jest „głupia” ale nie wiedziałem, jak ją odeprzeć. Twój argument mnie urzekł :).

    Nie zgadzam się jednak z kwestią ssak vs. ptak. Rzeczywiście kwestia roślin posiadających owoce (a żołądź jest owocem) i zwierząt ich nieposiadających jest słuszna. Jednak znamy ssaki znoszące jajka – dziobak i kolczatka – a wciąż należą do gromady ssaków. Ja ująłbym to znacząco inaczej. „Jajko nie jest kurą, tak jak embrion nie jest człowiekiem” – „Nieprawda. Jajko nie jest kurą tak, jak worek owodniowy nie jest człowiekiem. Embrion kury rozwijający się w jajku jest przedstawicielem gatunku kury, tak jak embrion człowieka jest człowiekiem”. Chodzi raczej o kategorie pojęć „jajko” i „embrion”, które są bez wątpienia różne.

    A z dębem i człowiekiem również zagłębiłbym się raczej w kwestie kategorii pojęć. Żołądź, w mojej argumentacji, jest dębem we wczesnym stadium rozwoju tak, jak embrion jest człowiekiem we wczesnym stadium rozwoju. Żołędzia nie nazwiemy dębem, ponieważ jako dąb wyobrażamy sobie tylko rozwiniętą roślinę. Wówczas również embrionu nie nazwiemy człowiekiem, ponieważ nie jest on człowiekiem dorosłym.

    Tyle ode mnie :).

    • Dzięki za uzupełnienia 🙂 Zapomniałam o dziobaku i kolczatce, zresztą mi też przyszła myśl, że jest etap pt. jajo płodowe, ale jedyne co różni człowieka od wymienionych zwierzaków to to, że w rozwoju ssaka nie ma momentu „zamrożenia” (poza in vitro) – jak embrion zaczyna się rozwijać, już się rozwija. No nie ma porównywalnej do roślin fazy owocu. Widaomo, że zasadniczy poziom dyskusji to poziom o którym piszesz dalej: embrion jest człowiekiem od początku i nawet jeśli potem dochodzi do podziału zygoty i masz bliźniaki, albo jeden z płodów obumrze i drugi go wchłonie i masz człowieka-hybrydę, to i tak są to ludzie. Kwestia jest w ilości, nie jakości.
      Argumentacja drugiej strony jest bardzo niebezpieczna, bo jak wyżej pisała Agnieszka, jest to myślenie eugeniczne, które uzasadniło krematoria i Holokaust. Niebezpieczne nawet dla profesora Hołówki, bo będzie, jeśli rzeczywiście uznamy użyteczność jako kryterium człowieczeństwa i ktoś dojdzie do (zdroworozsądkowego zresztą wniosku), że filozofia to marnowanie czasu a filozofów należy odstrzelić, bo zabierają tylko czas? Jeśli kryterium człoiwieczeństwa nie jest moment poczęcia możemy go sobie dowolnie przesuwać i to już kreuje bardzo nieciekawą sytuację. I to dla nas wszystkich :/

  3. Hm…
    „Błogosławiony owoc żywota Twojego”…
    Pozwolę sobie nie zgodzić się z przedstawioną argumentacją. Co do meritum – pełna zgoda: pan profesor Hołówka jest w błędzie, uprościł sobie sprawę.
    W biologii roślin i zwierząt jest mnóstwo analogii, chociażby dalekich. Odpowiednikiem owocu (żołędzia czy jabłka)i całego jajka nie jest zarodek – ale zarodek z otaczającymi go wodami i błonami płodowymi. Tak jak miąższ jabłka chroni nasiona, jak żółtko i białko karmią, a skorupka chroni rozwijającego się kurczaka, tak rozwijający się zarodek ludzki karmi się substancjami odżywczymi z pęcherzyka żółtkowego i wód płodowych, póki nie wytworzy się łożysko i pępowina.
    Jajko kurą nie jest, ale zarodek kurzy – tak. Zarodki wszystkich kręgowców są do siebie podobne w pierwszych stadiach rozwoju – wszystkie przypominają robale z wielkimi oczyskami i różnej długości zakręconym ogonem ;-), a przecież każdy z nich rozwija się zgodnie z przynależnością gatunkową.
    Argumentacja profesora jest oparta na błędnie założonej analogii.
    Na szczęście definicja człowieka wymyka się nam, zwłaszcza na poziomie genetycznym, a tak chciałoby się ją tam zakotwiczyć. Ludzki materiał genetyczny od ojca i matki mają tkanki powstające w nieprawidłowym zapłodnieniu, skutkującym nie rozwojem dziecka, ale groźną dla kobiety ciążową chorobą trofoblastyczną. Rodzą się też dzieci ze zwielokrotnioną liczbą chromosomów albo z ciężką wadą mózgu, dzieci które nie spełniają podstawowego wg profesora Hołówki warunku definicji osoby. Umierają zaraz po urodzeniu, niezdolne do życia, albo w wyniku wcześniej wywołanego poronienia czy porodu – ale przez wiele tygodni ich mamy mówiły do nich i głaskały jeszcze niewidoczny brzuch. Te kobiety nie tracą ciąży, zarodka, płodu, one tracą dziecko.
    Z artykułu profesora Hołówki eugenika mocno wystawia rogi.
    Instrukcja „Dignitas personae” nie trafi do przeciętnego bezpłodnego małżeństwa, podobnie jak do wielu innych. Mam wrażenie, że wymiana zdań pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami in vitro odbywa się po dwóch prostych równoległych: obie strony słyszą tylko odgłosy. Tymczasem muszą się one skrzyżować (coś jest w tym symbolu). Trzeba zacząć mówić o tym samym, o czym mówią bezpłodne małżeństwa – o ich cierpieniu i na tym się skupić, ponieważ podstawowym zarzutem do „Dignitas personae” i Kościoła jest to, że Kościół nie rozumie cierpienia małżonków…
    Praktycznie wszystkie opinie na temat in vitro, z jakimi się spotkałam wśród księży, sprowadzały się do określenia „spełnienie zachcianki”, zdarzyło mi się usłyszeć porównanie do operacji zmiany płci, a to już jest kompletna bzdura. Powyższy zarzut w takim kontekście jest bardzo uzasadniony. Trzeba sięgnąć po wiedzę medyczną i wysłuchać choć raz niespełnionej matki po nieudanych zabiegach, żeby zmieniła się optyka i żeby dostrzec o wiele więcej niż porusza „Dignitas” – zagrożeń dla zdrowia, moralnych, psychicznych.
    Im bardziej nad tym się zastanawiam, tym więcej zachwycam się Bożym pomysłem ukrycia przed człowiekiem chwili poczęcia i decydujących o całym życiu dalszych godzin rozwoju zarodka. Błogosławiony owoc żywota. O!
    Przepraszam, że się rozpisałam i na dwa tematy jednocześnie, ale tak jakoś mnie naszło…

    • Suzet, bardzo dziękuję, że się rozpisałaś! Dużo ważnych usupełnień jest w twoim wpisie 🙂 No i ty, jako lekarz, jesteś tu lepszym specjalistą od biologii niz ja 😀

      I popaw mnie, jeśli się mylę, ale masz na myśli (pisząc o skrzyżowaniu) wszystkie kwestia psychiczne związane z przeżywaniem ciąży, utraty etc.? Że dla filozofa to tylko choroba, ale matki utracone dziecko?

      To jest mocny argument, ale ma też tę słaba stronę, że wiele kobiet wypiera ból związany z poronieniami. Także tymi w trakcie programu in vitro. Jeśli w UK są przypadki, że kobiety zachodzą w ciążę w programie a potem ją usuwają, bo np. pokłóciły się z partnerem albo przestraszyły odpowiedzialności, to widać, że argument z psychologii jest nie zawsze słuszny.
      Teksty niektórych księży, khem, pomińmy. A co twojego zachwytu na ukryciem poczęcia, to tez ostatnio o tym myślałam w taki sposób jak ty 🙂 I tylko nie potrafię znaleźć drogi jaką można dotrzeć z tą myślą do ludzi, którzy są tak zrozpaczeni, że sięgają po takie metody. I to mnie męczy.

  4. No i zagalopowałam się w tych analogiach, i głupotę napisałam! Rumienię się i przepraszam, bo nie powinno mieć to miejsca.
    Oczywiście pęcherzyk żółtkowy u człowieka nie pełni funkcji odżywczej, a bierze udział w tworzeniu krwinek i naczyń krwionośnych; na tym etapie rozwoju dostaje składniki odżywcze od matki (już jest po implantacji), a rozwijające się błony i wody płodowe pośredniczą w wymianie. Nie można rozdzielić rozwoju zarodka od rozwoju wód płodowych, tak jak nie można powiedzieć, z której komórki w stadium czterokomórkowym (są omnipotencjalne) ani później, aż do stadium blastocysty, rozwinie się ciało, a z której błony płodowe. Jeśli potraktujemy błony płodowe jako swoiste zewnętrzne narządy (bo nimi są!), które w pewnym momencie przestają być potrzebne, problem początku człowieczeństwa znika.
    Tak mocno przyzwyczajeni jesteśmy do integralności naszego ciała ograniczonego skórą, że nie przechodzi nam to przez myśl.
    Prof. Hołówka odmawia embrionowi człowieczeństwa na każdym etapie jego rozwoju, to jest bardzo niebezpieczne.
    Tyle autopoprawki i uzupełnienia.
    Pisząc o skrzyżowaniu myślę nie tylko o przeżywaniu ciąży i jej utraty przez matkę; poszłabym dużo głębiej.
    Przede wszystkim nie należy zapominać o ojcu, który w przypadku in vitro jest dużo bardziej zaangażowany i psychicznie, mentalnie i wbrew pozorom fizycznie niż w przypadku poczęcia naturalnego. Stwierdzenie, że jest sprowadzony tylko do roli dawcy nasienia jest nadmiernym uproszczeniem. Mężczyzna doskonale orientuje się w cyklu żony, musi przez wiele dni znosić zmienne humory otrzymującej kosmiczne dawki hormonów (często sam jej te hormony podaje, bo jej ręce się trzęsą i zastrzyku sobie nie zrobi) musi być dla niej cały czas oparciem psychicznym, a po transferze po prostu nią się opiekować i przejąć jej obowiązki. Jest to o wiele więcej niż sam od siebie wymaga mąż starający się o dziecko w sposób naturalny – jego troska często ogranicza się do pytań typu „jak się czujesz?”, „brałaś już dzisiaj kwas foliowy?”, „a herbaty byś się nie napiła?”. I już. Cała reszta jest przed nim zakryta.
    W przypadku in vitro oboje przeżywają bardzo mocno wszystkie elementy procedury, oboje też płaczą po stracie dziecka, a żałoba jest tym większa, że tracą dwoje dzieci na raz. Opłakują embriony które się źle rozwijają i nie będą wszczepione. Powstaje coś w rodzaju spirali cierpienia. To wszystko dzieje się poza gabinetem lekarza.
    Oboje mogą wypierać ból, to nie znaczy, że go nie ma. Podobnie ze świadomością ciężkości grzechu – część będzie wypierać, część ma pełną świadomość i tym bardziej cierpi, i tęskni za Bogiem.
    Kolejna sprawa to konsekwencje biologiczne dla organizmu – pewnie o nich mówił dr Wasilewski (nie mam kiedy wysłuchać jego wykładu). Naturalna ciąża jest dla kobiety nie tylko wielką radością, ale i wielkim niebezpieczeństwem. Kobieta nie tylko daje, ale i oddaje życie. Powikłania stymulacji jajników mogą skończyć się śmiercią; wiąże się ona też ze zwiększonym ryzykiem raka jajnika, a być może i zaburzeń endokrynologicznych, leki stosowane w trakcie procedury in vitro mogą wywołać nadciśnienie i cukrzycę. Czy mąż, głowa swojej żony, który ma naśladować Chrystusa, oddającego życie za Kościół, swoją Oblubienicę, ma prawo wymagać od żony większego poświęcenia niż wynika to z natury? Czy ma prawo żądać jej życia za życie dziecka?
    Pewnie, że tam, gdzie dostęp do in vitro jest łatwy, będą się zdarzać aborcje z braku odpowiedzialności. Tak samo nie uniknie się in vitro dokonywanego z niskich pobudek . To też jest argument przeciw refundacji. Podobno większość zabiegów w Polsce jest finansowana z kredytów – to też świadczy o determinacji tych ludzi. Najtrudniej w sytuacji, gdy NaPro nie jest w stanie pomóc małżeństwu, tych nie trzeba przekonywać do piękna poczęcia naturalnego, a pomóc przemienić cierpienie.
    Adopcja i zastępcze rodzicielstwo są bohaterstwem, a współcześni dorośli raczej w większości nie są przygotowani do podejmowania takich wyzwań.

    • Chylę czoła wobec Twojej umiejętności przyznania się do pomyłki i to tam, gdzie i tak nikt pewnie nie jest w stanie jej dostrzec 🙂

      Bardzo ciekawe jest to, co piszesz o tym jak te starania wyglądaja od strony pary. Nie spojrzałam na to w ten sposób

      Dr Wasilewski mówił o ryzyku hiperstymulacji oraz o ciążach mnogich. Myślę, że w Polsce największy problem dotyczy kiepskiej często diagnostyki – na in vitro wysyła się pary, które można leczyć. I potem sa takie kwiatki, jak para, u której lekarz zdiagnozował poważny czynnik męski, a po wizycie u konsultanta NaPro okazało się, że wystarczyła kuracja antybiotykowa bodajże i poczęli naturalnie dziecko. Ten mężczyzna potem pisywał na Frondzie, stąd kojarzę ten przypadek.
      Obawiam się, że refundacja in vitro może prowadzić do takich perełek, jak w UK, gdzie tę metodę stosuje się zdecydowanie zbyt często (robienie 7 podejść do in vitro u kobiety z chorą tarczycą i nieuregulowanymi hormonami obwodowymi było bez sensu, bo ona i tak nie była w stanie tych ciąż donosić – podobny przypadek opisywał dr Boyle na konferencji chyba w Lublinie) i blokowane są badania nad leczeniem niepłodności, bo w razie czego wyśle się pare do programu.

      • Ja też nie miałam pojęcia, dopóki ktoś mi nie zaufał i powoli, strzępami opowiadał. Specjalista od in vitro nie jest partnerem do takich rozmów – bo trzeba zamknąć się i słuchać. A lekarz przerywa pacjentowi jego opowieść o dolegliwościach średnio po 18 sekundach. Ginekolog po tych 18 sekundach zwali wszystko na hormony.

        Myślę, że in vitro jest ze strony lekarza pójściem na łatwiznę – która w dodatku przynosi ogromne dochody i bardzo podbudowuje zawodowe ego specjalisty. Stąd kiepska diagnostyka niepłodności i także brak zainteresowania obserwacją i publikacją powikłań, przede wszystkim tych odległych. Kiedy ktoś odważniejszy napisze, że in vitro może grozić rakiem jajnika, natychmiast musi dopisać, że brak jest na to przekonujących dowodów. Bo brak i pewnie jeszcze długo nie będzie.

      • To już rozumiem dlaczego dr Hilgers postawił na tak długie wywiady przed diagnozą – w NaPro powinien taki wywiad trwac ok. godziny, jest specjalny formularz z pytaniami i to o wszystko, łącznie ze stylem życia i chorobami dziedzicznymi.

        Tak, ten brak badań rzuca się w oczy. Zresztą podobnie jest z antykoncepcja hormonalną i rakiem piersi: obecnie już podawana jest inforamcja o tym, że jest to powiązane, ale od razu dodaje się informację, że pigułki zpobiegają rakowi endometrium (bo de facto je likwidują). Tyle, że nikt się nie zająknie, że rak piersi jest drugim, co do częstotliwości występowania, powodem śmierci z powodu choroby nowotworowej.

      • Dokładnie tak!
        Dobrze zebrany wywiad to 80% rozpoznania. Dłuższy wywiad pozwala na zbudowanie dobrych relacji lekarz pacjent, buduje zaufanie. Ma ogromną wartość marketingową w marketingu szeptanym 😉

        Antykoncepcja hormonalna zmniejsza ryzyko raka jajnika (bardzo silne dowody), za to zwiększa ryzyko zakrzepicy żylnej i zatoru tętnicy płucnej (dowody równie silne). Ogromna większość ginekologów nie pyta o inne czynniki ryzyka zakrzepicy ani nie sprawdza czynności wątroby, praktycznie nikt nie wysyła kobiety na bardziej skomplikowane badania. Od ręki recepta na pigułkę – najlepiej tę najnowszą.

      • No tak, w lekarskim zawodzie wiedza psychologiczna tez się przydaje 😀 i umiejętność komunikacji 😀

        Powodzenia na Twoich egzaminach i wszystkiego najlepszego z okazji św. Łukasza Ewangelisty – to patron służby zdrowia. Był lekarzem, na to wskazuje wspomnienie w Kol 4,14, stosowane przez niego w Ewangelii specjalistyczne słownictwo i dokładne opisywanie chorób leczonych cudami. I do tego wszystkiego jest nazywany Ewangelistą Jezusowego Miłosierdzia, bo ten rys Jezusa jest w jego Ewangelii najmocniej zaznaczony. Myślę, że to też dobrze łączy się z Twoim fachem 🙂

  5. Kwestie podniesione przez Hołówkę i użyta analogia – choćby błędna – nie są w stanie przekonać tych, którzy wierzą w człowieczeństwo od momentu poczęcia. Tak samo wykazany błąd nie jest w stanie zmienić poglądów wyznawców tezy, że zarodek nie jest człowiekiem.

    To wszystko rozgrywa się na gruncie światopoglądu, tak więc gdzieś na obrzeżach tego, co naukowe… wchodzi w sfery filozofii i religii. Zdania i tezy tam wypowiadane są intersubiektywnie komunikowalne, jednakże jawi się problem z ich naukowym charakterem. Z racji swego szczególnego charakteru nie można ich poddać naukowej weryfikacji.

    O wiele klarowniejsza wydaje mi się opinia na temat embrionu wyrażona przed laty przez fizyka (niestety nazwisko czas przykurzył). Cytuję z pamięci:

    Z punktu widzenia fizyki od momentu poczęcia, aż do śmierci mamy do czynienia procesami przebiegającymi w jednym obiekcie, który podlega zmianom, zachowując tożsamość.

    • Doskonale sobie zdaję sprawę, Caddicusie, z tego, co napisałeś w pierwszym akapicie. Dlatego tez ujęłam całość jako wprawkę argumentacyjną, a nie rozstrzyganie czegokolwiek. To, co powiedział zacytowany przez ciebie fizyk to zdroworozsądkowy wniosek, do tego nie trzeba nauki. Ale są ludzie, dla których wygodniej jest przyjąć to, co mówi prof. Hołówka, nawet jeśli jest to naciągany wniosek. A ponieważ jest im wygodniej, to będą tej tezy bronić do upadłego. Brak im wyobraźni, aby dostrzec, że manipulowanie przy definicji człowieczeństwa jest niebezpieczne, bo zawsze wcześniej czy później prowadzi do dramatu. I zawsze może do władzy dojść ktoś, kto tę definicję ustali tak, że ci, którzy to manipulowanie popierali, znajdą się poza definicją.

      Jak mawiano w NKWD: „Dajcie mi człowieka, paragraf się znajdzie”.

      • Światopogląd, czyli oglądanie świata. Jak oglądać świat gdy ma się zamknięte oczy? Prawda oczywista: żołędzie mogą sobie długo być żołędziami póki nie spoczną w ziemi, nie zostaną obficie nawodnione i nie zaczną kiełkować. Embrion zaś to już kiełkowanie, rozpoczęty proces rozwoju – od poczęcia do śmierci, nie ma tu naturalnej postaci przetrwalnikowej. To człowiek we wczesnej fazie rozwoju. Tożsamość, a nie potencjalność. I kropka. Fullstop.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s