U Filotei się przejaśnia

Znajomy Ksiądz Od Ciężkich Przypadków mawiał, że jego penitenci często po spowiedzi generalnej, a już zwłaszcza po tym jak udało im się pokonać dzięki regularnemu życiu sakramentalnemu skłonność do grzechu ciężkiego, popadają w stan „śniętości”. Jest to świętość, ale niestety postrzegana wyłącznie przez śniętego, charakteryzująca się skłonnością do moralizatorstwa, osądzania innych i sennego nieróbstwa w stosunku do rozpoznawania stanu swojej duszy. Unosi się taki delikwent na powierzchni życia duchowego jako ta śnięta ryba i z wysokości fali poucza plankton.

A tu potrzebne jest pełne zanurzenie, które Franciszek Salezy opisuje innego porównania:

W miarę jak dnieje, coraz jaśniej widzimy w lustrze plamy i skazy na naszej twarzy; podobnie też w miarę jak wewnętrzne światło Ducha Świętego coraz jaśniej oświeca nasze sumienia, coraz też jaśniej i dokładniej widzimy nasze grzechy, złe skłonności i niedoskonałości, jakie mogą nam stanąć na przeszkodzie w dojściu do prawdziwej pobożności.

Czy to zachęta do skrupulanctwa i duchowego liftingu? Nie. Święty wyraźnie mówi: to są twoje grzechy powszednie i skłonność do nich. Nie pozbędziesz się tej skłonności do końca życia. Ale możesz nie znajdywać w niej upodobania i o wypracowanie takiej postawy chodzi. Te skłonności mają jedną wspaniałą cechę: właściwie przyjęte uczą pokory. Osoba, która wobec nich staje, ma do wyboru dwie postawy: nerwicowe zacieranie śladów i histeryczne reagowanie na każdy błąd, albo uznanie własnej kruchości i nabranie dystansu do „tego panoszącego się wszędzie czegoś, co się nazywa moje „ja””, że Morusem pojadę. To rodzi też nieustanną prośbę do Boga o Jego miłosierdzie i zamyka nam usta, kiedy budzi się w nas chęć moralizowania.

Ważne jest jedno: dostrzeżenie, że Bóg daje nam margines błędu, jednak nie po to, byśmy się w nim osiedlili. To nawet nie miejsce na biwak – to ziemia niczyja między granicami, czasem tam wchodzimy, nie powinniśmy tam pozostawać.

Są też w naszym życiu, pisze dalej Salezy, rzeczy, które same w sobie są obojętne, jednak nasze serce może do nich przylgnąć tak, że staną się naszym zniewoleniem. Tak więc, Drogie Panie, zakupy rzecz przyjemna, jednak kiedy celem całego dnia jest popołudniowa rundka po galerii handlowej kosztem czasu dla bliskich, to coś tu zaczyna brzydko pachnieć. Tak więc, Drodzy Panowie, hobby rzecz ważna dla równowagi psychicznej, ale jeśli zabiera ono całą uwagę i sporą część domowego budżetu, to zanim wkroczy żona/kolega/współbrat warto posłuchać tego cicho pikającego w sumieniu czujnika siarki. Bo może coś być na rzeczy.

Wreszcie trzeci element, na jaki należy zwrócić uwagę, to nasze wrodzone wady. Trzeba je nazwać i starać się nad nimi panować. Taki choleryk, jeśli nie nauczy się panować nad swoją wybuchowością, może być niebezpieczny dla otoczenia, z kolei zbyt sentymentalny i uczuciowy melancholik może swoim nieustannym wracaniem do przeszłości i roztkliwaniem się nad każdym zdarzeniem doprowadzić bliskich (szczególnie cholerycznych) do białej gorączki. Pamiętliwy flegmatyk może mieć olbrzymie problemy z przebaczeniem i być mściwy, a fircykowaty sangwinik może nie posiadać życia duchowego głębszego niż podkoszulek z pobożnym napisem. Takie dostali geny, do nich należy teraz pracować nad tymi zasobami, tak aby ich negatywne cechy nie urosły do absurdalnych rozmiarów i nie zaczęły prześladować bliźnich.

I jak już ogarniemy nieco poziom duchowej konserwacji powierzchni płaskich, możemy pójść dalej, w stronę rozwoju w nas tego, co duchowe. Od tej pory Franciszek daje już konkretne rady dotyczące życia modlitwy. Których nie omieszkam przekazać w następnych odcinkach.

Reklamy

8 thoughts on “U Filotei się przejaśnia

  1. Ale to chyba nie od Św. Franciszka:
    „Bóg daje nam margines błędu, jednak nie po to, byśmy się w nim osiedlili. ”
    Bardzo dobry tekst !
    U mnie tak to właśnie jest.

  2. A ja lubię normalnych ludzi, którzy nie dążą do doskonałości a przynajmniej nie molestują innych urojoną perfekcją moralną. Człowiek dobry zachowuje umiar we wszystkim i jest życzliwy ludziom i samemu sobie. Najtrudniej pogodzić się z tym, że po prostu trzeba być normalnym bez żadnej ideologii. To jest tak, jak z cud-dietą, która polega na zajmowaniu sie wyłącznie sobą, na jakiejś patologicznej autokontroli.

  3. No tak, ale umiar pozwala także na tolerancję błędów i niepowodzeń. Myślę, że miłość jest sztuką kochania zła w nas, zła które zostaje zneutralizowane wtedy gdy miłością zostaje poznane. Nie można stale uciekać przed sobą… Ucieczka w religię to wyjątkowo perfidna sztuczka zła, sztuka dyskretnego zamiatania pod dywan różnych form agresji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s