Gościnnie

Starszy brat to dobry „wynalazek”: zacinające się baterie w łazience zaczęły poruszać się płynnie a kontakt w pokoju, dotychczas wykonujący smętny zwis na kabelkach, nagle elegancko przywarł do ściany 🙂 Cieszę się, że mnie odwiedzili i to wcale nie z powodów remontowych – dobrze jest po prostu poczuć czasami, że ma się na kogo liczyć, tak ogólnie. I został tylko niedosyt, że za mało porozmawialiśmy.

Dziś na kazaniu o. Jakub mówił o wartości bycia gościnnym. Że najcenniejsze, co możemy dać drugiemu, to nasz czas. Prosto i głęboko, jak to ujęła żona mojego brata. I niesłychanie celnie, jeśli chodzi o moja sytuację na tamten moment 😀 Goście przyjeżdżają, wybijają z rytmu codzienności, motywują do wysiłku i pozwalają odkryć prawdy sprytnie zakamuflowane w monotonii codzienności. Dobrze jest tak podzielić się tym, co się ma i czym się jest. Dobry czas.

Reklamy

10 thoughts on “Gościnnie

  1. Gdy czytałam Twój wpis, przypomniało mi się, gdy mój Tata przyjechał do mnie 2 lata temu do Warszawy. Kiedy wróciłam z pracy, okazało się, że naprawił mi i drzwi od prysznica, i kurki w kuchence, i skrzypiące drzwi naoliwił… To jest fajne w facetach, że oni właśnie okazują bliskość i zaangażowanie, robiąc dla ciebie coś konkretnego.

    Fajnie to ujęłaś – że w gościnności najważniejszy jest czas poświęcany dla kogoś, a dopiero potem te kolejne konkretne czynności. Mi znajomi pozwolili odkryć, że bardziej niż zaplanowanie im całego pobytu wypełnionego niezliczonymi atrakcjami, liczy się to, aby pobyć razem, posiedzieć, spokojnie porozmawiać. I to była cenna nauka.

    • To o czasie to nie ja – to ojciec Kruczek 😉 Tak, mądrze powiedział. Jak zaczął mówić, to przypominały mi się moje wizyty w Poznaniu, kiedy dzięki jego gościnności mogłam nocować w OP klasztorze. Też zawsze znalazł chwilę, żeby usiąść i pogadać.

  2. O goscinnosci pieknie pisal Newman, o przestrzeni udostępnionej ale w granicach, ktorych nie mozna naruszac i zbyt swobodnie przekraczac.
    Przychodza goscie i chca wszystko penetrowac, kontrolowac, wscinaja sie w czyjes zycie, chca je przemeblowac wedlug wlasnych upodoban, udzielaja rad i pouczen. Zawlaszczaja nasza przestrzen bo nie rozumieja, ze goscinnosc jest darem a nie przejeciem na wlasnosc wszystkiego co nalezy do nas.

  3. No to ciekawostka 🙂

    Jeśli dobrze jestem poinformowany, słowa „gospodarz” i „gość” mają – we wszystkich językach wywodzących się z indoeuropejskiego – wspólny rdzeń. Wspólną rodzinę – szeroko pojętą – tworzą więc razem takie słowa jak gospoda, szpital, hostessa, itd.

    Słowo gospodarz często rozumiane jest jako pan (władca) – ale prawdą jest, że nikt nie jest gospodarzem, dopóki kogoś nie ugości. Z drugiej strony synonimem słowa pan bywa słowo gość („to dopiero gość”, „ale z niego gość”).

    Wychodzi na to, że słowa gospodarz/gość to dwa aspekty jednej sytuacji. Jeśli pamiętam, odnosił się do tego znany współczesny filozof, Derrida – myśląc etykę gościnności (może bardzo na czasie w dobie uprzejmości jako jedynej już wartości uniwersalnej…), ale rymuje się to z całą filozofią dialogu.

    No i zbliżamy się tu do „teologii gościny”. Począwszy od „gość w dom – B. w dom”, a skończywszy na pojmowaniu B. jako Gospodina (i Marii jako Gospy), ale czasem też gościa, który – jak złodziej – może przyjść w nocy, tudzież stoi u drzwi i kołacze… My zaś też jesteśmy na gościńcu, u B., a zarazem możemy być gospodarzami (również w sensie bycia dzierżawcą talentów)…

    Teraz to już jesteśmy w samym centrum Ewangelii, która mówi o posyłaniu apostołów, mających spokojnie przyjmować gościnę im oferowaną i jedynie na nią liczyć. My wszyscy właściwie, chrześcijanie, o ile nie jesteśmy „świeckimi katolikami”, ni też „duchownymi katolickimi”, winniśmy żyć jak bezdomni, którzy nie mają swoich gniazd ani nor, ale wszędzie, nawet w miejscu zameldowania, zachowują się jak goście i gospodarze, kiedy trzeba – jak nietutejsi, obcy, przechodnie…

    I tak naszym miejscem jest dach, by na nim oczekiwać Przyjścia…

    A jak ktoś nie wie, jakie to uczucie, niech pomyśli o dwóch sytuacjach: o pobycie w toalecie publicznej (gdzie jest, z jednej strony, najbardziej u siebie, a zarazem, najbardziej nie u siebie) oraz samotności w obcym kraju… 🙂

    Napisał to niegościnny i niegospodarny, ale za to włóczęga 🙂

  4. Pees.
    Napisane jest przecież, że kiedy Gospodarz przyjdzie i zastanie sługi czuwających, sam będzie im usługiwał… (Łk 12, 35nn – ale warto zacząć od 12, 13nn – w ogóle, to najlepiej od początku 🙂 ). Być gospodarzem to gościć… Z kolei być gościem, to jednak sporo ryzykować – jak Jezus, zresztą…

    Nie ma jednoznacznych, binarnie opozycyjnych pojęć, by zrozumieć Rewelację, jaką jest Ewangelia 🙂

    No to już nie przesadzam z pisaniem – dzięki za gościnę, Gospodyni tego miejsca 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s