Prasówka

Przeczytałam sobie właśnie wywiad z ks. Dragułą  opublikowany w „Arce Noego”. Jedna rzecz mię uderzyła: narzekanie na brak czasu „bo katecheza” (między innymi), ale potem, kiedy mowa o tym, że świeccy mogą wykonywać dużą część obowiązków , które obecnie wykonują księża, ani słowa o tym, że w Polsce jest wiele bezrobotnych świeckich katechetów.

Jak  już oddawać świeckim obowiązki, to oddawać. Wszystkie, które są możliwe do oddania, nie tylko te bezpłatne. Aha, i sprawowanie pogrzebów przez świeckich tez nie przejdzie: zapomniał ksiądz, że za pogrzeb jest ofiara i to spora. I to przekonanie, że oto musimy ocalić Boga, bo On sobie nie da rady. Da sobie radę, o to jestem spokojna. Chociaż może to nawet oznaczać, że Kościół w Polsce zmieni się bardzo.

I jestem już zmęczona tym wciskaniem, że w Polsce jest dyktatura kleru. Nasze społeczeństwo jest bardzo antyklerykalne. Ale może o tym ciśśśśś, bo to nie pasuje do wizji…

Reklamy

9 thoughts on “Prasówka

  1. pojechałam na KUL zdawać egzamin wstępny na teologię. I padło pytanie, cytuję z pamięci: „po co normalna, zdrowa na umyśle, świecka kobieta chce studiować teologię?” moja odpowiedź została przyjęta dosyć dziwnie, że jeżeli rzeczywiście jest to moje powołanie, to ksiądz życzy mi szczęścia, bo z pracą będzie ciężko. Pewnie, że będzie ciężko, zwłaszcza, że nie widzę siebie w roli katechetki w podstawówce. Może gdybym została na uniwersytecie… Ale, jakby nie patrzeć, struktury K-ła są bardzo zmaskulinizowane, secudno, klerykalne aż do wypęku. Na uczelniach gro przedmiotów wykładają księża, w szkołach uczą księża i siostry, organistkami często są siostry, jak również zakrystiankami. W kancelariach siedzą księża, nauki przedmałżeńskie, wszelkiego rodzaju poradnictwo, konferencje etc – księża. Z całym szacunkiem dla kapłanów, ale są sytuacje, kiedy wolałabym posłuchać mądrej kobiety, lub też świeckiego człowieka, który dany problem zna z doświadczenia a nie książek, niż jakiegokolwiek księdza.
    Finał jest paskudny: mentalność ludzi, którzy uważają że ksiądz stanowi „jednostkę usługową”, jak również zwyczajne przemęczenie kapłanów, ich zniechęcenie, gdy muszą robić coś, na co nie mają ochoty (sama znam paru, którzy uczą w szkole, chociaż wyraźnie nie jest to ich działka). Plus olbrzymia ilość katechetów/teologów/psychologów/etc, którzy chcieliby swoją pracą służyć Kościołowi, ale tej możliwości nie mają.
    Gorycz przyszłego bezrobotnego przeze mnie przemawia :/

    • Najważniejsze, że po pierwsze – rozpoznajesz teologię jako swoje powołanie (Bóg dając komuś powołanie, daje tez drogi jego realizacji (nawet kasę, jeśli to potrzebne) i mówię ci to z mojego doświadczenia 😉 ), po drugie – wiesz, w co wdeptujesz. Struktura Kościoła się zmieni i w tym ks. Draguła ma rację. Wzrośnie rola świeckich, bo maleje liczba powołań. Żeby jeszcze tylko ci powołani zajmowali się duchowością a nie administracją 😦 Brat Morris powiedział kiedyś, ze w Polsce nei ma wzorca mężczyzny-mistyka i to jest prawda. Pewnie trzeba się o takich panów pomodlić 🙂 I naciskać księży, żeby zajmowali się duchowością a nie wszystkim, tylko nie tym. Dla nich to bardzo trudne, bo faceci lubią konkretne, namacalne efekty a tu konkretów najczęściej brak.

  2. Katechetą nie kazdy moze zostac. Trzeba spodobac sie temu, ktory rozdziela etaty. Ale to jest ruletka, ryzyko po obu stronach. PO TEOLOGII NIE MA PRACY W TYM ZAWODZIE. Mozna robic wiele innych rzeczy ale zeby byc teologiem trzeba miec pasję tzn. interesowac sie teologią bezinteresownie lecz nie mozna tym zarabiac na chleb. Nie dotyczy kleru. Dają swoim zarabiac i nie rozdaja etatow swieckim bo kasa ma zostac w Firmie.

  3. To wszystko jest bardzo dziwne.

    ps. ja też jestem po kierunku, po którym nie ma pracy; człowiek nigdy nie zostaje z niczym, ma różne możliwości działania. Szkoda tylko, że w Polsce musi na głowie stanąć, żeby coś z tego było.

    • Tischner napisał, że Kościół najlepiej sie rozwija, jak jest umiarkowanie prześladowany. Zgadzam się z tą tezą oraz myślę, że ona pasuje też do naszego życia: najlepiej się rozwijamy, jak jesteśmy umiarkowanie prześladowani, czyt. musimy zawalczyć o to, co ważne. Np. o to, żeby żyć według tego, co nosimy w naszym sercu.
      Kościół jest, jaki jest: trzeba wykorzystywać wszelkie luki i dawane nam możliwości. Ufam Duchowi Świętemu i Jego obecności w Kościele. Jak w tej anegdocie o Napoleonie, który w furii krzyczał, że zniszczy Kościół, na co jeden z biskupów mu odparł: „Najjaśniejszy Panie, my [hierarchia] próbujemy go zniszczyć już od ponad tysiąca lat i wciąż nam się to nie udaje”.

  4. No to ja znowu swoje, że kościół można POMINĄĆ. Moim zdaniem trzeba po prostu robić swoje: szukać B., starać się kochać, realizować swoje powołanie, tworzyć wspólnotę z bliskimi ludźmi, otwierać się na każdą konkretną wspólnotę z innymi… Kościół jako instytucja może się „przydać”, ale nie trzeba się ciągle nim zajmować. Wystarczy tych, którzy zajmują się ciągle kościołem…

    Tym bardziej, że – jestem o tym coraz bardziej i coraz głębiej przede wszystkim przekonany – Kościół Katolicki w praktyce zachowuje się jak bardzo światowa organizacja, co ma się NIJAK do ideałów Królestwa B., jakie winien głosić. My wszyscy, katolicy, często żyjemy nade wszystko według standardów „świata” (egoizm, zbytnia troska o swój byt, rywalizacja z innymi, żądza zysku, chciwość „(u)życia”, zadomowienia się w „tym świecie”…) – świetnie funkcjonujemy w korporacjach, podtrzymujemy swoimi decyzjami chore instytucje świata, nie wspieramy się realnie, tylko okazjonalnie…

    Myślę, że same studia teologiczne są przykładem pomieszania porządków. Nie pojmuję na przykład, jak komuś, szukającemu B., może zależeć na stopniach naukowych z teologii, albo na pracy uniwersyteckiej w formie, jaka obowiązuje. Nie wyobrażam sobie apostołów, uczniów Jezusa, którzy zajmowaliby się w odosobnieniu swoimi habilitacjami :)Ale, to tylko moje fochy, być może :)Pzdr.

    • Bo zasadniczo to chodzi o zajmowanie się teologią a nie habilitacją z teologii 😛 Poza tym uczelnia ma też zadania dydaktyczne i w tym sensie praca na uczelni ejst formą głoszenia.

      • Pisanie rozpraw naukowych z teologii ma sens. Nawet jeżeli nikt tego więcej nie przeczyta poza recenzentem…Badania prowadzone w teologii przy zastosowaniu metod naukowych pozwalają lepiej zrozumieć wiarę. Tylko, że teolog ma obowiązek żyć tym, co głosi a np. matematyka nie ma wpływu na życie matematyka chociaż też on poznaje jakąś prawdę. Poznawanie prawdy o Bogu jest zobowiązujące w sumieniu i ma wpływ na życie moralne. Od filozofa tego nikt nie wymaga i pod tym względem każda inna nauka może być odseparowana od życia moralnego czy duchowego człowieka. Wiara i sumienie jednak mają wpływ na to, w jaki sposób człowiek używa rozumu, jakie są moralne konsekwencje różnych ludzkich działań.
        Teolog jest w tym niekomfortowym położeniu, że musi mówić głośno o tym, co jest dla wielu ludzi niewygodne lub nieoczywiste, ma obowiązek prowadzić dialog: musi uważnie słuchać innych ludzi i mówić o tym, co sam uważa za prawdę.
        Wielu ludzi żyje wiarą nie znając ani filozofii ani teologii. Oni też głoszą Ewangelię całym swoim życiem a znają Ewangelię bo znają Jezusa.
        Może ich myślenie jest proste i nieco naiwne ale prawda żyjąca w nich sama się obroni. Świat a zwłaszcza człowiek w tym świecie potrzebuje drugiego człowieka oraz prostej i zwyczajnej miłości bardziej od teoretycznych rozważań na jej temat. Dlatego teologia bez zastosowania w życiu jest nieprzydatną nauką i o tyle ma sens o ile przybliża ludzi do Boga i służy nawróceniu, zwłaszcza samego teologa.
        Studia teologiczne zazwyczaj kończy się i zajmuje czymś innym, żeby jakoś godnie przeżyć do pierwszego.
        Ośrodki naukowe oblegane są przez kler (oraz mężczyzn) a świeccy ( a zwłaszcza kobiety) mają niewielki dostęp do kariery naukowej czy możliwość publicznych wypowiedzi.Pisze się do szuflady albo prowadzi blog.
        Mistycy zawsze walczyli z arogancją kleru podążając bardzo żmudną i samotną ale skuteczną drogą: modlitwy, posłuszeństwa i pokory. To jest charakterystyczny znak działania Chrystusa, który zawsze zwycięża.

      • Możliwość publicznej wypowiedzi mamy, a kariera naukowa nie jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Bogu dzięki! Tylko czasem pracy dydaktycznej mi brak, ale mam niejakie przeczucie, że utrata możliwości jej prowadzenia miała sens. Jest dobrze, jak jest.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s