Filotea się modli

Nie ma to tamto – jeśli chcemy się rozwijać duchowo, musimy się modlić. Regularnie, często i wytrwale. Tego Franciszek Salezy nie pisze, bo dla niego to oczywiste. Podaje za to sposób modlitwy oraz konkretne treści do przemodlenia.

Ale zanim skrzętnie je od niego przepiszę – najczęstszym argumentem za zaniedbaniem modlitwy jest brak czasu. Jest to argument z gruntu fałszywy. Przykro mi, ale naprawdę tak jest. De facto jest to powiedzenie: „Modlitwę uważam za czynność luksusową/nudną/niekonieczną”. Na rekolekcjach zamkniętych usłyszałam od towarzyszącej mi siostry, że dzień jest jak dzban, do którego wrzucamy większe i mniejsze kamienie a potem nalewamy wodę. Jeśli nalejemy wody, nic więcej już się nie zmieści – obrazuje ona wszystkie czynności-zapełniacze (z siedzeniem w necie włącznie, khem…). Ale jeśli najpierw zaplanujemy te duże (czyli dla nas najważniejsze) czynności, to i średnie da się dorzucić, potem dosypać żwir, piasek, a i woda się dać nalać na koniec. I brak czasu może oznaczać albo zalanie dnia bezczynnością polegającą na nadaktywności (funkcjonujemy jak robotnik biegający po budowie z pustą taczką, bo „taki, panie, zap…l, że nawet nie ma czasu załadować”), albo że modlitwa nie jest dla nas tym dużym kamieniem, który planujemy na początek.

Czas modlitwy zawsze się zwraca. Jak wszystkie dary Boga owocuje niemal bez końca: siłą, pokojem, usłyszeniem intuicji ostrzegającej przed problemami, kryzysami zmuszającymi do rozwoju. Także poznaniem Jego, wyczuleniem na Jego głos. Ktokolwiek chce się rozwijać duchowo, nie jest w stanie tego zrobić bez praktykowania modlitwy. I jeśli ktoś szuka duchowego rozwoju, a na instytucje typu duszpasterstwo akademickie jest za stary, powinien zacząć od tego, że będzie codziennie przeznaczał konkretny czas na modlitwę. Ona go poprowadzi, szczególnie ta polegająca na rozważaniu słowa Bożego. Bardzo ważny tutaj jest także jak najczęstszy udział w Eucharystii – bardziej blisko i intymnie, niż w komunii, na tej ziemi z Bogiem nie będziemy. Dlatego warto.

O tematach do przemodlenia w następnej notce sponsorowanej przez Ctrl C&V 😉

Advertisements

5 thoughts on “Filotea się modli

  1. Rano, o 4 najlepiej. Potem kawa i net, khm…potem roznie bywa- w tramwaju, w drodze do pracy Plantami pod rozpostartym nad glową zielonym namiotem kasztanow. Czasem przylapuje sie na tym, ze zaczynam modlic sie… palac na przerwie papierosa. Potem w nocy modle sie zasypiajac a modlitwę tę konczę nad ranem, gdy budzac sie znowu tą samą modlitwą zaczynam nowy dzien.
    Modle sie za rozne osoby, bo prosza o modlitwe, za rodzine, przyjaciol, znajomych z pracy, z baru, z kosciola. Za wrogow, by poznali prawde i dobro. A za siebie modle sie modlac wlasnie za nich.
    A gdy juz koncze modlic sie wtedy zazwyczaj grzeszę na rozne mozliwe sposoby- glupią myslą, złą mową, niegodziwym uczynkiem i zaniedbaniem dobra, o ktore tyle proszę…

  2. Zaś święta Teresa Wielka dopowie, że największą pokusą, jaka na nią spadła w życiu było właśnie zaniedbanie modlitwy wewnętrznej: „Najstraszniejsza zdrada, jaką mógł mnie podejść duch ciemności była ta, że pod pozorem pokory nie śmiałam już odbywać modlitwy wewnętrznej, widząc siebie tak grzeszną”.

    Przy okazji komentarza aG o modlitwie przy papierosie przypomniała mi się anegdotka. Pewien ksiądz pytał spowiednika, czy może zapalić papierosa podczas modlitwy brewiarzowej. Oburzony spowiednik wybił mu to oczywiście z głowy. Jednak po pewnym czasie ów kapłan spotkał innego duchownego, który odmawiał nieszpory z papierosem w ustach. Zdziwiony, zapytał jak mu się udało zyskać na coś takiego pozwolenie? Odpowiedź była prosta: otóż nie pytałem spowiednika czy mogę palić podczas modlitwy, ale czy mogę się modlić podczas palenia…

    Jak widać nie ma niewłaściwego czasu na modlitwę 🙂

  3. Nigdy nie rezygnuję z modlitwy myśląc: non sum dignus…Nie chowam się po krzakach jak Adam bo świat poznał już kim jest Jezus. Poznałam Jego miłość. Nic mnie od Niego nie odzieli, nic…
    To typowe dla chrześcijan. W świecie wiary rodzi się więź i zaufanie między człowiekiem a Bogiem. To świat, który dla ateistów jest czystą abstrakcją – modlitwa – spotkanie z jakimś „Bardzo Niewidzialnym Przyjacielem”. Zapewne wymyślonym sobie…
    To wciąga i zmienia nas. Tak, jak kaizen, zasada małych kroków. Modlitwa zmienia świat bo zmienia nas. Nawet gdy zawzięty ateista zaczyna rozmawiać z Bogiem i zaczyna pytać o prawdę to zawsze dostaje odpowiedź.
    Nigdy nie wiemy co jest między ludzką duszą a Bogiem, jaki toczy się między nimi dialog. Lepiej w to nie wcinać się, nikogo nie osądzać, nie pytać, nie przechwalać się własną wiarą aby przypadkiem nie zgasić tego, co może w sercu zaczyna się tlić.
    Ela, chyba nie jesteś zazdrosna…Jakby co, to moderuj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s