…i dalszy ciąg dalszy…

Jednak arcybiskup Gądecki nie złożył rezygnacji: http://www.archpoznan.pl/

Przemyślenia po wczorajszej wściekłej gonitwie myśli w temacie poznańskim mam dwa:

1. Nie wolno zapominać, że nad hierarchią jest Chrystus i to w Jego rękach jest Kościół. To praktycznie oznacza, że należy się modlić i zachować pokój serca. On sobie poradzi, tylko trzeba Go słuchać.

2. Ostatnio na jednym z kazań u OP usłyszałam fajną metaforę: tylko złoto wrzucone w błoto nie wchodzi w reakcję. Wszystkie pozostałe substancje, mniej szlachetne – korodują. Wniosek praktyczny? Właśnie znów wybiło szambo w Kościele, nota bene na własne życzenie hierarchii, bo nie zadbano o jednoznaczne  wyjaśnienie całej sytuacji, tylko ją przyklepano. I to jest dobry moment, bo moment szansy na przereagowanie tego, co nieszlachetne z szambem. To, co szlachetne, przetrwa.To po prostu kolejny etap oczyszczania się Kościoła. I oby sięgnął głęboko, co niestety może oznaczać, że nieco w tym szambie potkwimy, bo na pełne przereagowanie potrzebny jest czas.

Potrzebna jest modlitwa i jednoznaczność w zachowaniu. I zaufanie Panu, to najważniejsze. Zobaczymy, co zrobi Watykan.

Reklamy

26 thoughts on “…i dalszy ciąg dalszy…

  1. Elka, przy całym szacunku, ale gdzie Ty tu widzisz oczyszczanie się Kościoła? Bo na razie Kościół hierarchiczny cały czas w to szambo brnie.

    • W tym, że wybiło. Jesteśmy teraz na etapie reakcji, więc nie widac raczej efektów, ale mam nadzieję – nie tyle widzę, co mam nadzieję, że reakcją nastąpi i przyniesie oczekiwane efekty.

  2. Widzisz, jako filolog nie mogę się tu zgodzić na to SIĘ :-). Strona zwrotna czasownika sugerowałaby, że to oczyszczanie wyszło od Kościoła, a tego przy najszczerszych chęciach powiedzieć się nie da. Wybiło siłą ciśnienia i obawiam się, że jeśli Kościół w ogóle się tu oczyści to tylko z pewnej części wiernych, którzy od niego odejdą. Tak jakoś pesymistycznie to widzę. Jeśli idą w zaparte, to znaczy, że nie mają woli przyznania się do błędów i zapłacenia za nie.

    • Ale wierni to tez Kościół i myslę, że ci, dla których bycie we wspólnocie wynika z więzi z Chrystusem, jednak nie odejdą. A co do wybicia, to niestety masz racje 😦 Nie zauważyłam tej zwrotności 😀

  3. Jeżeli ktoś się zgorszy na tyle, że odejdzie, to znaczy, że nie ma więzi z Chrystusem? Mogą odejść ludzie słabi, ale też mocni, bo nie będą zgadzać się na to, co się robi także w ich imieniu.

    • Można głośno protestować. Niestety, czy może stety, Kościół jest wspólnota a nie stowarzyszeniem, ja go współtworzę a nie tylko jestem płacicielem składek. Mogę odejść do innej wspólnoty w ramach Kościoła, znaleźć swoje miejsce w jakimś duszpasterstwie zakonnym, nie muszę odchodzić z Kościoła.
      Osobiście nie mam zamiaru pozwolić, żeby niekompetencja pasterzy i ich nieetyczne zachowanie oderwało mnie od mojej wspólnoty. A doskonali merytorycznie i etycznie to oni nigdy nie będą, bo są ludźmi. Jak ja i ty. Kiedy przestaniesz grzeszyć, możesz ich ukamienować. Oczywiście to nie znaczy, że będe milczeć, jeśli zobacze, że nie zgadzam sie z ich metodami działania.

      • Włączę się, niechętnie, bo powoli mam dość takich dysput na boku…

        Elu, rzecz w tym, że ja chyba nie współtworzę Kościoła – mój głos nie ma żadnego umocowania w Kościele: może, ale nie musi być wzięty pod uwagę (nie mówię nawet, że wysłuchany). Nie ma nawet takiego REALNEGO forum. Decyduje hierarchia – biskupi, a ostatecznie papież. To po pierwsze.

        Po drugie, rodzi się proste pytanie do teologa – na marginesie tej sprawy, bo o niej samej za mało wiem, by się wypowiadać – jak wytłumaczyć ludziom działanie Ducha Św. w kościele, wagę sakramentów (w tym kapłaństwa), „świętość” kościoła? Bardzo proste i zbyt prosto zbywane zwykle pytanie.

        Po trzecie, mam nieodparte wrażenie, utrzymujące się coraz dłużej, że Kościół jest instytucją samo-zachowawczą w najgłębszym sensie tego słowa, dbającą o własne trwanie, chlubiącą się dwu tysiącletnią tradycją, zachowującą ją z najwyższym pietyzmem… Tymczasem nie o Kościół chodzi (nie o liturgię, zwyczaje, prawo kanoniczne, instytucje, trwanie zakonów, ilość wiernych, itd. itp.), a o głoszenie Królestwa B. i czuwanie wobec B. właśnie, bez zbytniej troski o jutro – także „jutro Kościoła” ( z całą frazeologią „wiosny kościoła”).

        Nawiązując do tego, co pisze matamata – już zresztą mogłem Tobie o tym mówić na żywo: poważnie się zastanawiam, czy więź z Chrystusem (no, nie mówię o własnej – bo wątpliwa ona…) może domagać się wystąpienia z Kościoła. Nawet nie tyle gestu apostazji – raczej takiej postawy, która zrodzi ekskomunikę, podobnie, jak to się stało z samym Jezusem, który sam z siebie nie wykluczał się z synagogi, a jednak został ukrzyżowany. Zresztą Jezus zdaje się przewidział podobne sytuacje. Zamiast protestować, może lepiej „strząchnąć proch tego miasta ze swoich stóp” i iść za Jezusem?

        Ciągle wracam do linii sporu z Tobą – jak sądzę; Ty: że ludzie grzeszni, ja: że grzeszna instytucja/system.

      • Widzisz, bohjan, ja widzę Kościół podwójnie. I to sprawia, że np. zgadzam się z Twoim trzecim akapitem a jednocześnie nie zgadzam.
        Ty piszesz o tym, co widzisz w praktyce – i tu niestety masz rację. Często nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jedyne miejsce, w którym przetrwała komuna, to urzędy i właśnie Kościół 😦 Z drugiej strony widzę olbrzymią siłę i żywotność w Kościele i jestem głęboko przekonana, że jego kształt w dużej mierze jest zależny ode mnie a precyzyjniej: od mojego nawrócenia. Księża i świeccy są, jacy są. Wszyscy święci mieli w swojej biografii etap krzyżowania przez instytucję, myslę, że tego uniknąć się nie da. I jestem pewna, że da się to unieść – Józef Kalasancjusz tuż przed śmiercią stał się swiadkiem tego, jak jego zakon ulega kasacji. Odnowienia zgromadzenia nie dożył, ale umierał pewien, że do tego dojdzie. W swoim życiu tez już miałam możliwość doświadczenia, że jeśli coś rodzi się z Ducha, będzie żyło. Wbrew wszystkiemu, jak drzewko wyrastające ze szpar w chodniku. I dlatego wierzę w Kościół, chociaż coraz mniej ufam biskupom 😦 I to boli.

  4. Ksiądz arcybiskup Stanisław Gądecki zaprzeczył dzisiaj informacji zamieszczonej w GW i powiedział, że nie zrezygnował. Słyszałem nagranie z poznańskim radiu Merkury.

  5. Niefortunne porównanie,ale przyszło mi do głowy po przeczytaniu powyższych komentarzy….
    Nauczycielka języka polskiego,podyktowała klasie mojej córki ( klasa V ) :
    „wyraz wziąć
    piszemy wziąć
    mówimy wziąść”

    Takich kwiatków w różnych kolorach:-) (czytaj : przedmiotach ) mam kilka.
    Powinnam zatem wypisać córkę ze szkoły i uczyć Ją sama ?
    😉

  6. Boję się tego rodzaju „oczyszczeń” w Kościele. Bo zwykli ludzie też są jak te metale: jedni bardziej szlachetni, inni zdecydowanie mniej. Jedni trwają blisko Boga i żaden wiatr ich nie przewróci. Drudzy balansują nad przepaścią, chwieją się i wystarczy drobny podmuch który zrzuci ich w otchłań. I często jest tak, że ci co stoją na granicy, nie do końca są winni tego że właśnie tam stoją. Winę za to w wielu przypadkach ponoszą ci ze stałego lądu.

    Widzisz Elu…. dzisiaj jestem na takim etapie, że nawet bardzo niemoralne zachowania ludzi którzy powinni innych prowadzić drogą wiary, nie byłyby chyba w stanie odciągnąć mnie od Boga i Kościoła. Nawet gdyby w naszym kościele wydarzyło się coś co nie pozwoliłoby mi ze spokojnym sumieniem chodzić tam do spowiedzi i na Msze (tak teoretycznie tylko piszę, bo jakoś trudno mi to sobie wyobrazić 😉 ), to zawsze dałoby się znaleźć kościoły i księży którzy będą wierni swojemu powołaniu. Po prostu poszukałabym takiego miejsca, a nie zamknęła się w domu.
    Cała rzecz w tym, że ja nie zawsze byłam taka jak teraz i niestety za dobrze pamiętam jaka wtedy byłam. Był okres (i to nie taki krótki) gdy nie po drodze mi było z Kościołem. Główna przyczyna to oczywiście była moja własna głupota, ale byli też księża którzy bardzo się „starali” żeby mnie w tej mojej głupocie utwierdzić. Dzisiaj inaczej patrzę i na siebie z tamtych lat i na tamtych księży, ale wiem że wtedy chyba nic nie byłoby w stanie przekonać mnie że to ja się mylę. Bo to przecież ja miałam rację uważając że skoro księża są głupi, to cały Kościół jest głupi. Najgorsze, że znałam też wspaniałych księży i wspaniałych świeckich (dziś myślę, że w dużej mierze to im zawdzięczam gdzie teraz jestem), to jednak obrazem Kościoła byli dla mnie ci najmniej „wspaniali”.
    Obecna sytuacja wielu ludzi nie ruszy, ale będą tacy dla których będzie to przysłowiowa kropla przepełniająca czarę. Ilu odejdzie od Kościoła i od Boga? Jeśli odejdzie choćby jeden, to będzie to aż jeden. I może się zdarzyć tak, że już nigdy nie wróci.
    Czasami (od pewnych rekolekcji) zastanawiam się nad tym czy swoim zachowaniem nie powoduję czyjegoś odchodzenia od Boga. O ile we własnym przypadku mogę się jednak starać żeby do takich sytuacji nie dochodziło (czy mi to wychodzi to już inna sprawa), to w takich jak ta obecna historia z abpem Paetz’em ręce po prostu opadają z bezsilności. Tu żadne nasze starania nic nie dadzą. Jedyne co zostaje to modlitwa, zwłaszcza za tych słabych których najbardziej to wszystko porani.

    • No, łatwe momenty to nie są i masz rację, że stają się przyczyną zgorszeń :/ Ale już Jezus zapowiedział, że zgorszenia muszą przyjść i biada tym, przez których przyjdą. Te chwile kryzysu są potrzebne, bo one zmuszają ludzi z pogranicza do decyzji: odchodzę albo idę w głąb. Nie da się trwać całe życie na granicy, bo to blokuje rozwój.
      Jeśli chodzi o modlitwę przyklaskuję wszystkim czterema odnóżami. I się modlę i staram się pościć. Tyle mogę dać i dam chętnie.

  7. @Julka
    Owszem – powinnaś, jeśli zależy Ci na wiedzy i wykształceniu swojego dziecka i masz na to dość odwagi, a nie chodzi tylko o łatwiznę i zachowywanie zwyczajów. Oczywiście – zależy jakiej mocy są te wszystkie „kwiatki”; rzecz w tym, by tego nie wykluczać. Równie dobrze – zakładam, że jesteś osobą wierzącą – mogłabyś pozwalać jakiemuś nauczycielowi indoktrynować własne dziecko ateizmem; i co – dla spokoju światowego i ogólnie przyjętych norm, pozwoliłabyś na to?

    @Ela
    Nie wiem (przynajmniej w tej rozmowie 🙂 ), co znaczy „widzieć podwójnie” – kojarzy mi się z podwójnymi standardami. Jeśli pamiętasz, co pisałem na przykład o Eucharystii – ja zakładam, że za Jezusem idą GRZESZNI. Problem w tym, że część grzeszników uważa, że ponad ich osobistą grzesznością (co do której nie wydają się chyba szczególnie przekonani)działają „świętą” mocą, co zezwala im na niewzruszoną pewność posunięć, myślenie w kategoriach „dobra Kościoła” (a wystarczyłoby: Dobra – nie prościej?), itp. Samo założenie kościoła – moim zdaniem – jest grzeszne i zupełnie przeciwne nauczaniu Jezusa: władza, „ojcowie” (wspólnota hierarchiczna, „kościół-matka”, itp.), szczególny i wywyższający charakter powołań duchownych w opozycji do „reszty”, wygoda i niemyślenie w kategoriach ewangelicznych, wiedza (ujęta w całkiem opasłe tomy) miast wiary… – kościół jest nade wszystko rzymski, a nie powszechny. Już mi się nie chce ciągle przywoływać tu odpowiednich wypowiedzi Jezusa a ten temat – czy naprawdę nie czas zobaczyć dojrzale sprawy tak, jaka ona jest? Czy ciągle, jak dziecko, trzeba okopywać się w apologii? Piszę to, bom smutny i sam pełen winy – ale i miłości, o której charakterze kiedyś Ci wspominałem, na Szpitalnej w deszczu 🙂

    • Nie chodzi mi o podwójne standardy, ale o to, że widzę grzech w Kościele, a jednocześnie też spotykam wciąż kapłanów i świeckich, którzy pozwalają się przeniknąć głęboko Ewangelii i widzę, jak dawane przez pośrednictwo Kościoła łaski ich budują. I widzę, patrząc na nich, że to ma sens: istnienie Kościoła, kapłaństwo, taka właśnie struktura a nie inna. To jak z rodziną: jeśli masz niedojrzałych rodziców z domu wyniesiesz doświadczenie mówiące ci, że rodzina jest do d… Ale jeśli tę rodzinę będa tworzyć ludzie otwarci na rozwój, potrafiący przyjąć swoją omylność i starający się unikac raz popełnionych błedów, to nagle rodzina staje się świetnym pomysłem na życie i rozwój. I ludzie wychodzących z takich domów maja bardzo pozytywny obraz małżeństwa i rodziny.
      Kościół tu, na ziemi, nigdy doskonały nie będzie. NIGDY. Bo to nie jest wspólnota doskonałych, raczej przypomina on terapeutyczną grupę wsparcia AA, w której ci, którzy wyszli z nałogu sponsorują tych, którzy dopiero są na początku drogi. I w takiej grupie naturalne jest to, zę są prowadzący i prowadzeni, oraz że prowadzeni mają ufac prowadzącym. Problem zaczyna się, gdy prowadzącym zostaje manipulator, który nie wyszedł z uzależnienia a jedynie potrafi sprawiać dobre wrażenie. Ale to nie neguje samego pomysłu na terapię, ale jak już wyżej wspomniałeś opisując moje stanowisko: zły dobór osób.
      Kościół jest powszechny nie w tym sensie, że wszyscy do niego należą, ale że wszyscy są do niego zaproszeni. I jeśli nie potrafisz się odnaleźć w KK, to rozejrzyj się po innych wspólnotach. I obstawiam, zę wszędzie zobaczysz te same mechanizmy, słabiej lub mocniej obecne. Bo wszędzie są ludzie, z nasza naturą i jej słąbościami.

  8. Kosciol zawsze daje sobie rade. Oczyszcza sie krwia wlasnych meczennikow. Duch Swiety wiele moze zdzialac ale chce ofiary sprawiedliwych bo tylko tak mozna walczyb ze zlem, pokuta,postem i modlitwa. Gadaniem niekoniecznie.

  9. Toczy się tu gorąca dyskusja zatroskanych ludzi Kościoła, ale z tego co czytałem rzecznik Watykanu ksiądz Federico Lombardi oświadczył, że nie zdjęto restrykcji, nałożonych na arcybiskupa Juliusza Paetza, nie rozumiem więc całego zamieszania. Stwierdzenie, że Kościół brnie w szambie, nawet gdy ktoś ogranicza Kościół do hierarchii, jest wysoce przesadzony i niestosowny, i obrażający nie tylko hierarchię, ale i wszystkich wierzących. Grzech robi wiele hałasu i już wszyscy o nim słyszą, a dobro, które jest ciche i pokorne, nie ma miejsca na stronach internetowych i na pierwszych stronach niektórych gazet. A to nie znaczy, że go nie ma. Zatem starajmy się zło dobrem zwyciężać.

    • Hans, sam właśnie dokonałeś niechcący manipulacji tekstem: napisałam, że szambo wybiło a nie, że Kościół brnie w szambie. Takie sprawy, jak abp. Paetza, pedofilii, układów kurialnych jeśli nie zostają całkowicie i natychmiast wyjaśnione z czasem zamieniają się właśnie w taki szambo, przez które rozumiem cierpienie wielu ludzi i medialną nagonkę na Kościół. Po co dawać niechętnym argumenty do ręki? Po co siać zgorszenie?

      A Kościół z natury brnie w grzech i ciemność, ale powinien to robić, aby zanieść tam światło i nadzieję – przecież jesteśmy posłani. Dlatego to tak boli, kiedy zamiast światła zanosimy kolejną cegiełkę grzechu i niejasności 😦

  10. Elu, tylko nie myśl, że się bardzo spieram 🙂

    Podoba mi się Twój obraz grupy AA – choć praktyka tego nie potwierdza; nie potwierdza jej na przykład sposób, w jaki „budzi” się powołania, a potem je prowadzi w ramach ekskluzywnej formacji. Wciąż słyszę – na marginesie obecnych „afer” – że trzeba jeszcze pilniej „przesiewać” kandydatów, robić im testy psychologiczne… Czyli ideałem jest nieskażona czystość… Jak ma się to do powołań Jezusa? Np. Mateusza, czy żonatego Piotra? Właściwie dlaczego homoseksualista nie mógłby być biskupem, przy obecnym założeniu celibatu? To nie o homoseksualizm chodzi – w całej tej aferze, której w sumie nie ma – ale o obłudę.

    A propos rodziny. Owszem – bywa tak, i tak. Tylko skąd są Ci „niedojrzali rodzice”? Czy – w wielu wypadkach – nie z tzw. „zdrowych rodzin”? Nie chodzi o „obraz rodziny”, tylko Miłość. Zaryzykuję coś więcej – w odniesieniu do Kościoła, bo masz rację na temat różnych wspólnot. Ja nie chcę „reformy struktury” – ani jej odrzucenia. Ja chcę (tzn. proponuję w otwarciu na dialog) jej POMINIĘCIA, bo nie ona jest ważna. Z mojego punktu widzenia, wolę myśleć o wielości kościołów chrześcijańskich niż o jednej i jedynej, ziemskiej instytucji. Oczywiście, w Duchu jesteśmy jedno – ale jest istotna różnica między byciem w Duchu a tymi wszystkimi urzędami kościoła…

    Kończę, bo otwiera się duży temat. I jest sens o tym ROZMAWIAĆ – bo to niekoniecznie jest gadanina. Za to (@aG i Ty ze swoim „amen”) – nie mam pewności, czy B. chce krwi męczenników – i jak się to ma do Pełni Ofiary Jezusa.

    I jeszcze jedno (też @Monika) – nie chodzi o to, by Kościół dał sobie radę, ale o Królestwo B. i wolę Ojca. To może być niekiedy różnica. Ja też nie chcę nikogo gorszyć, nie chcę, by przeze mnie ktoś odchodził od B. – ale wyobrażam sobie, że ktoś może odejść od B. dlatego, że ja nie odejdę kiedyś od kościoła; że w nim trwam, nie ryzykuję „wychylając się”, nie reaguję, itp. Jeśli ktoś rozumie różnicę między B. a kościołem – z zachowaniem szacunku dla kościoła przecież! – to rozumie też, o co mi chodzi.

    Z niezauważalną może 🙂 – ale pokorą!

    • Nie czystość tylko stabilność emocjonalna. Ale z pewnością wiele rzeczy potem pada lub rodzi się już w trakcie realizacji powołania.
      A co do krwi męczenników: jesteśmy ciałem Chrystusa a tu, na ziemi, było ono ciałem umęczonym. Dlatego napisałam Adze „amen”. Wciąż są ludzie do tej drogi powoływani a jeśli tak, to znaczy, że jest oan potrzebna.

  11. Myślę, że nie dokonałem żadnej manipulacji, nawet niechcący. Tak dla małego wyjaśnienia nigdzie nie stwierdziłem, że to Ty jesteś autorką zdania, że Kościół hierarchiczny brnie w to szambo. Autorem jest osoba o nicku matamata z pierwszego komentarza. Tak dla jasności. I masz absolutną rację takie poważne sprawy trzeba klarownie i sprawiedliwie wyjaśniać. A nie podmiatać pod dywan. Pytanie, jest czy ta cała sprawa o „rehabilitacji” abpa poznańskiego – emeryta miała mieć miejsce, czy też jesteśmy świadkami faktów medialnych, czyli wyprodukowanie sztucznych faktów. Jestem teraz blisko spiskowej teorii dziejów, haha. A może coś w tym jest, a może się mylę?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s