Kaninche z Ravensbruck

Wracając z Tertionu przeczytałam a właściwie połknęłam w pociągu książkę Wandy Półtawskiej „I boję się snów”. Są to jej wspomnienia z pobytu w gestapowskim więzieniu a potem w obozie Ravensbruck. Próbuję sobie poradzić jakoś wewnętrznie z tą książką i nie bardzo potrafię.

Jak silnym trzeba być, by to przetrwać, pozostając wewnętrznie wolnym człowiekiem, jak to się pani Wandzie i pozostałym „Kaninchen”* udało? Te dramatyczne pytania, jak wiele może znieść ludzki organizm i kiedy wreszcie nadejdzie śmierć-granica, poza którą jest wolność? Jak nieme są słowa „głód”, „zimno”, „wszy”, „ból” kiedy nie ma się punktu odniesienia we własnym doświadczeniu?
A przecież wśród nich były niesłychanie wrażliwe kobiety – pani Wanda opisuje marzenia obozowe stosując odniesienia specyficzne dla osób obdarzonych umiejętnością widzenia wszystkiego w określonym kolorze: srebrne marzenia o Bogu, zielone marzenia o odpoczynku…
I jednocześnie ostra, bardzo ostra prawda, że to nie zło wybiera człowieka – to człowiek wybiera zło. Kiedy władze obozowe wydały na Kaninchen wyrok śmierci wśród więźniarek były takie, które domagały się rozdania wszystkim przydziału chleba przewidzianego dla „skazanych” (po co im, skoro zginą?), ale też były takie, które oddały swój przydział żywności mówiąc: „Wam potrzeba teraz sił, musicie przetrwać”. Człowiek to zadziwiające stworzenie, zdolne do stania się demonem lub aniołem, z przyszłością opartą o archimedesowy punkt wolnej woli. Nie lubimy tej prawdy, uwiera jak kamyk w bucie, bo nakłada na nas odpowiedzialność, jednak ta książka wyraźnie pokazuje, że człowiek jest bydlęciem, ale wcale nie musi się zachowywać jak bydlę.
I kobieta, która to wszystko przeszła, poświęciła życie walce o poszanowanie godności człowieka. A przecież widziała tam, w obozie, tłumy zawszonych, wygłodniałych i wzajemnie się poniżających ludzi. Widziała ludzkie bydlęta. I nie zwątpiła w to, że człowiek jest więcej niż bydlę. Nawet pomimo tego, że potraktowano ją jak zwierzę laboratoryjne, okaleczono na całe życie, nie wyrzekła się swojej godności.
Pomyśleć jak bardzo współcześnie jest niepoprawne politycznie to słowo na „g”. Może po prostu równie nieme dla współczesnych, jak „głód”, „zimno”, „wszy”, „ból”, bo podobnie jako one nie mające odbicia w życiowym doświadczeniu?
* niem. króliczkom, kobietom na którym wbrew ich woli dokonywano eksperymentów medycznych w obozie w Ravensbruck.
Reklamy

4 thoughts on “Kaninche z Ravensbruck

  1. Aż ciarki przechodzą… waham się, czy wybrałam wystarczająco cienką igłę do zastrzyku dla kota, żeby go nie bolało a co dopiero planować i robić coś takiego! Nie ogarniam …

  2. Bo to jest chyba ten typ książki,który ma się nie ułożyć w człowieku.
    Jakby się ułożyła oznaczałoby,że gdzieś w środku zgodziliśmy się na wszystko w niej zawarte.
    Tak patrzę na książki które we mnie długo pozostają takie właśnie – jak i ja to nazywam – niepoukładane.
    Być może się mylę….

    Pozdrawiam
    🙂

    Pięknie piszesz,dziękuję….

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s