Robin Hood, reż. Ridley Scott

Zawstydził mnie, ale nie żaden marny Turbodymomen, tylko don Simon. A to dlatego, że wcześniej niż ja obejrzał i zrecenzował kolejnego scotta. Pozazdrościłam i dziś nadrobiłam to niedoobejrzenie.

Mmmmm.

To jest to, co tygryski lubią najbardziej.

Rzecz jasna wypatrzyłam parę scen, które mogą drażnić naiwnością albo naśladowaniem np. formuły filmu sensacyjnego (szpieg kanclerza podgląda lądowanie francuskich wojsk na wybrzeżu, znika w trawach i aż brak radiostacji, którą by powiadomił swojego pana o inwazji. Radiostacji w XII w. jeszcze nie było, ale scenarzysta znalazł rozwiązanie: były gołębie pocztowe – to ok., tyle, że gołębie w nocy nie latają, panie Helgeland 🙂 ). Albo scena w której Marion (w tej roli rewelacyjna Blanchett, która z Crowem stanowi duecik genialny) rzuca się z mieczem na rycerza, aby pomścić zamordowanie jej teścia. Khem, zarzuty trzy: po pierwsze ten facet jest od niej cięższy, zwłaszcza w zbroi, po drugie: ma większą wprawę w walce mieczem, po trzecie: Marion nie wyglądała na osobę z zaburzeniami instynktu samozachowawczego a rzucanie się na takiego pana z jej strony to było usiłowanie samobójstwa. Zdecydowane. Z dwóch wymienionych wcześniej powodów. Tu akurat mam brzydkie podejrzenia, że scenarzysta przesadził z polityczną poprawnością (jak wszyscy się nawalają, to pani tez musi. A co!) i wyszedł mu bezsens. A właściwie to chyba niechcący pokazał, że są działki na których panie lepiej, żeby jak już chcą walczyć to np. strzelały z łuku, a nie machały ciężkim mieczem.

I jeszcze tylko się przyczepię do tego, że jak już w ataku była ciężka jazda, nikt nie wysyłał lekkiej, bo groziło jej, że zostanie stratowana przez własne oddziały. Ale to już tak tylko w ramach czepliwości.

Bo poza tym film perełka! Świetne zdjęcia, rewelacyjna muzyka, lekkie, a celne scottowskie dialogi. Konwencja opowieści łotrzykowskiej z jej specyficznym, lekko jarmarcznym humorem i przymrużeniem oka. Krew, głód, ogień, brud – naturalizm z całym rozkwicie, a jednocześnie wiele niesamowicie subtelnych scen. I bardzo staranna scenografia – ponad dwie godziny w rzeczywistości tamtej epoki. Czas, którego upływu się nie czuje.

A o czym jest ten film? Jak dla mnie o braku dobrego ojca i tym, co się dzieje, kiedy on wraca. O tym, że społeczność potrzebuje siły, że ta siła może być źródłem życia a nie wyłącznie śmierci. Robin przyjeżdża do Nottingam i do Nottingam wraca życie i ład. Patrzyłam na ten film i widziałam w nim piękno realizacji męskości, dodajmy: pełnej realizacji, chociaż sceny miłosnej tam nie uświadczysz – ta sfera pojawia się w niedopowiedzeniach, aluzjach, czyli pozostaje tam, gdzie pozostać powinna: w alkowie. Za to jest do realizowania siebie, jako mężczyzny, jeszcze cała przestrzeń publiczna: troska o ziarno na siew, godzenie zwaśnionych, obrona słabych, udzielanie rad, bycie mędrcem i tym, który potrafi bronić dobra wspólnego. Genialna jest scena nocnego siewu: małe poletka i idących po nich powoli mężczyźni rzucający w skiby ziarno. Piękna scena, życiodajna. Wyglądają, jakby tej ziemi błogosławili.

Jak tylko będzie dostępny ten film, to kupię. Podoba mi się, nawet jeśli miejscami jest naiwny, co wynika częściowo z konwencji. Niebanalny i dobrze pomyślany – to wystarczy do jego nabycia.

PS

Przypomniało mi się, że jest scena łóżkowa – próżny i niesłowny król Jan Bez Ziemi i jego kochanka, późniejsza żona. Ciekawe, że właśnie on: porywczy, ale przy tym słaby; bezmyślny, lecz łaknący łatwej sławy; smutna postać, choć pozornie odnosząca sukces.

Reklamy

15 thoughts on “Robin Hood, reż. Ridley Scott

  1. Nie zastanawiałem się nad wizytą w kinie, ale po tak dobrej recenzji chyba się aż zastanowię. Ogólnie lubię Robin Hooda, np. tę wersję z rewelacyjnym przebojem Briana Adamsa. Czy ta wersja jest lepsza?

    • Zdecydowanie inna. Mniej zadęcia, głębszy też jest. Mnie ujęło tak, jak bardzo zmienia się świat Nottingham w momencie, kiedy wracają tam dorośli mężczyźni. Jak bardzo brakowało ich siły, witalności i poczucie bezpieczeństwa. Wątek kobiecy jest ważny, ale zupełnie inaczej ujęty.
      No i inny rodzaj humoru, bardziej inteligentny 🙂 Miejscami 😀

  2. Don Simon jak tylko dostrzega na afiszach nazwisko Blanchett to najpierw mu nogi miękną (to jest to, co Prosiaczki lubią najbardziej), a zaraz potem leci kurcgalopkiem na film już w dniu premiery 😀

    Co do samego obrazu, to wątek zrealizowanej męskości jest dla mnie zdecydowanie najpiękniejszy. Czuć tu echo „Dzikiego serca”. I nawet wojownicza scena z Marion ma tu dla mnie swoje miejsce i sens (choć tylko w części przypomina rewelacyjną scenę walki Eowiny z Nazgulem z „Powrotu króla”) – widzę tu niewiastę dzielną, która wiernie staje do walki u boku mężczyzny. Nie zastępuje go, ale wspiera.

    Po seansie od razu miałem ochotę zobaczyć ten film ponownie, zatem na DVD też już czekam z radością.

    • 😀 Mi też się skojarzyła Eowina. I jednak będę oponować, że jednak tu jest próba zastąpienia mężczyzny na polu walki. Ona naprawdę nie miała szans z Godfrydem a dać się zabić to żaden heroizm. Choć wygląda medialnie 😀

      • Pewnie nie miała szans, no ale chęć pomszczenia męża była w tym momencie zapewne silniejsza od zdrowego rozsądku. Mimo wszystko bardzo lubię takie postaci kobiet walecznych niczym „Judyt wojująca”.

      • To nie męża mściła, tylko teścia… taka podstępna 🙂 Wyraźnie mówi, że za Waltera. Swoją droga zabić ślepca to żałosne. Okropna jest ta scena.

    • To jest prequel do historii o Robinie, więc kończy się tam, gdzie pozostale się zaczynają. Z definicji więc nie mogli go wykończyć 😀 Chyba, że tobie chodzi o śmierc prawną – w tym sensie tak, wykończyli go ;>

  3. Jestem fanką Robinów, po takiej interesującej recenzji to obejrzę na 200%!
    Kilka lat temu byłam miejscu, gdzie ponoć był las Szerłud, ale może mnie ktoś wkręcał? 😉 teraz to park dla mam z dziećmi 😉

  4. Pingback: Robin who? « Studencki blog teologiczny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s