Pośpiewalim se, pomodlilim Bogu

Chorał ma to do siebie, że lepiej się go śpiewa niż słucha. Jakoś tak. Właśnie wróciłam z nocy czuwania u OP – śpiewaliśmy liturgię godzin, częściowo po łacinie (antyfony), a częściowo po polsku (teksty psalmów i czytań – to było dobre rozwiązanie, łatwiej było przyswoić sobie ich treść). Było po Duchowemu.

Chorał chwyta i niesie, to właśnie w chórze chorałowym najłatwiej poczuć, co to znaczy, że Kościół ma być jak organizm. Wszyscy mniej więcej równo oddychają, nawet jeśli ktoś się pomyli, to wspólnota i tak go utrzyma. I ten brak lęku, że jak sfałszuję, to poleci cała harmonia.

Tu można sobie pozwolić na melizmaciki, one zresztą same przychodzą. Chorał to śpiew intuicyjny, emocjonalny, pomagający się modlić przez stworzenie przestrzeni na ekspresję. Improwizację.

Było pięknie. Mam nadzieję na powtórkę 😀

Reklamy

One thought on “Pośpiewalim se, pomodlilim Bogu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s