Tłumaczę się

Przyznaję, poniosło mnie wczoraj nieco. Dziś spróbuję wyjaśnić o co mi poszło.

Nie neguję pragnienia przyjmowania Ciała i Krwi Pańskiej oraz tego, że to pragnienie może rodzić ból. Jestem też jak najdalsza od szydzenia z cierpienia ludzi odsuniętych od Stołu Pańskiego. Z tym, że warto zwrócić uwagę na kilka kwestii:

1. Osoba trwająca w grzechu ciężkim i przyjmująca komunię popełnia świętokradztwo. Oznacza to, że komunia nie działa na nią jak lekarstwo, ale jak trucizna. Przyjmując ją staje w jednym szeregu z tymi, którzy wydali a potem kazali ukrzyżować Jezusa – tak to określa w 1 Liście do Koryntian apostoł Paweł. Stoi w tłumie na dziedzińcu pretorium i krzyczy swoim zachowaniem: „Ukrzyżuj Go!”.

2. Głód komunii ma prowadzić do nawrócenia, a nie do zmiany Bożego prawa.

3. Bardzo łatwo idzie nam potępianie księży za ich grzechy, ale bardzo trudno przyłożenie tej samej normy do naszego życia. Ateista patrzący z boku na grzeszącego księdza i grzeszącego wiernego świeckiego, który pomimo swojego postępowania podchodzi do Stołu Pańskiego, oceni ich podobnie. Obie postawy przekonają go o jednym: że Bóg i Jego potęga to jedna, wielka ściema. Że i tak w życiu najważniejsze to dobrze zarobić, zjeść i mieć z kim sypiać (opcjonalnie przedłużać gatunek). A chrześcijaństwo to jeszcze jedna niewiele mówiąca etykietka, ułatwiająca przyporządkowanie ludzi do właściwej szufladki.

4. Współcześnie kwestia krzyża została sprowadzona do instalacji w galeriach sztuki współczesnej i prowokacyjnego designu. Jest niepopularna, kaznodzieje boją się o tym mówić, żeby broń Boże nie zrazić, ale czy tego chcemy, czy nie – chrześcijaństwo jest religią krzyża; religią nadziei płynącej z krzyża. Nadaje sens cierpieniu, nie szuka go, ale też przed nim nie ucieka. Daje siłę, żeby się z nim zmierzyć. „Kto nie bierze swojego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien” Twarda mowa. Ale uczciwa.

Reklamy

9 thoughts on “Tłumaczę się

  1. Z tym krzyżem w galeriach to prawdziwy dramat jest. Sztuka stała się obrzucaniem wszystkiego wszystkim. Nie musi być dobra, wartościowa, z puentą, byleby ktoś na blogach i w gazetach o tym napisał.

    • Pamiętam jak spytałam znajomego architekta, jak definiuje sztukę i on stwierdził, że to jest coś, co powoduje reakcję emocjonalną, szokuje. Załamałam się i zaczęłam szukać własnej definicji. Myślę, że sztuce bardzo zaszkodziło zerwanie z rzemiosłem, z którego wyrosła. I potem dziełem sztuki jest wsadzenie krucyfiksu do sedesu 😦 To już większy artyzm wykazuje szewc naprawiający buty, czy producent biżuterii z gotowych półproduktów.

  2. 1. Temat ten wraca tu już. Nie wiem, w odniesieniu do jakich wypowiedzi piszesz teraz to, co piszesz, ale ja powtórzę to, co myślę i na co nie znalazłem dotąd dobrej „kontry”:

    a/ Z tekstów ewangelii opisujących ustanowienie Eucharystii wprost (Mk, Mt, Łk) i z modlitwy liturgicznej wynika, że Eucharystia jest Ofiarą za GRZESZNIKÓW, z której „brać” mają WSZYSCY. Z ww. Ewangelii, zwłaszcza Łukasza,wynika, że brał w niej pełny udział także Judasz. Na pewno zaś Piotr, który zaparł się za moment Jezusa, oraz cała grupa apostołów, w tym ten od uciętego ucha i Tomasz niedowiarek, którzy pouciekali, a potem tygodniami siedzieli w strachu (wcześniej zaś żaden – na co zwrócił mi uwagę Kwiecień OP, nie próbował nawet zatrzymać Iskarioty)…

    b/ Twierdzenie, że spożyte Ciało Chrystusa może działać w jakichś wypadkach jak trucizna (i lekarstwo) brzmi nieco magicznie i heretycko. Nie sądzę, by zapis z 1Kor mógł być w ten sposób odczytywany, ani że Paweł, pisząc o „niegodności” myśli o dzisiejszym rozumieniu wykluczenia niektórych osób z Uczty Miłości.

    c/ W moim obecnym przekonaniu, dostęp do Eucharystii winni mieć wszyscy wierzący w Chrystusa i uznający swoją GRZESZNOŚĆ (w końcu to ofiara za grzeszników). Nie ma sensu przystępować do Eucharystii jeśli się „w nią” nie wierzy lub nie chce wierzyć, bądź uznaje się swoje życie za zupełnie czyste i samowystarczalne – a więc także we własnej opinii świętości… Jest to rzeczywiście zguba, bo co, jeśli ta wiara wróci? – można być już niezdolnym do niczego (sól straci swój smak…).

    d/ Uważam więc, że Eucharystia należy się także osobom, które dziś często są wykluczane – np. niektórym rozwodnikom i innym grupom. Rzecz w tym, czy szczerze uznają swą niedoskonałość i szukają drogi do zbawienia i Królestwa B. – co nie równa się od razu życiu w „białym małżeństwie”, czy innej absolutnej bezgrzeszności. Nawrócenie także nie jest magiczną sztuczką i przemianą w jednej chwili!

    e/ Myślę, że Kościół dość magicznie podchodzi do tego sakramentu, traktując go jak „nagrodę za dobre sprawowanie”, a wręcz „cukierek dla grzecznych i czystych dzieci”, podczas, gdy jest to zapowiedź „darmo danego” Krzyża właśnie, poniesionego za tych, co potrzebują lekarza… Poza tym, Kościół czasem zdaje się uznawać, że Eucharystia jest czymś magicznie działającym już tu – a wiele temu przeczy (podobnie jak temu, że Bierzmowanie to tu i teraz powtórzenie Zesłania Ducha na tych tu obecnych).

    f/ Innymi słowy – Eucharystia jest wspólną Ucztą Miłości, zgromadzonych wokół Chrystusa, głoszących jego śmierć i zmartwychwstanie, aż przyjdzie. Jak można z niej wykluczać mocą własnej oceny, albo – tym gorzej – gotowych, urzędowych (rytualnych) przepisów (czystości)? To myślenie starotestamentowe. I wlecze się w tym „odwieczny” problem utożsamiania grzechu z człowiekiem – podczas, gdy w Zbawieniu chodzi raczej o coś zupełnie przeciwnego…

    2. Problem „złego świadectwa” bierze się m.in. i także stąd, że Kościół – a zwłaszcza kler – wciąż sam o sobie wypowiada się w kategoriach świętości i działającego w nim Ducha, co dla postronnych musi być czymś niezrozumiałym i trudno się temu dziwić. Kościół winien głosić Ewangelię – a Ewangelia to głoszenie bliskości Królestwa B. (nie kościoła), wymagającego nawrócenia i czuwania (zwrotu ku Przyszłości, nie tradycji)…

    3. W sprawie sztuki, moim przewodnikiem w rozumieniu, czym ona (i nie tylko ona) jest ok.80 stronicowy esej H-G. Gadamera, Aktualność Piękna. Sztuka jako gra, symbol i święto. Polecam.
    Z pozdrowieniem.

    • Jeśli ktos mi mówi, ze mnie kocha, a za chwilę dostaję od niego w twarz, to mam prawo wątpić w jego miłość.
      Jeżeli ktoś mówi, ze kocha Jezusa a nie przyjmuje Jego nauczania na temat małżeństwa, to tez wybacz, ale to jest szemrane kochanie.

      • 1. Elu – być może to jest szemrane kochanie, niedoskonałe. Jednak o to właśnie chodzi – Eucharystia nie jest dla doskonale kochających; pamiętaj o Piotrze! On dokładnie zrobił to, o czym napisałaś.

        2. Znów pojawia się problem słów/czynów (a w innej perspektywie wiary/uczynków), zatem jeszcze raz zwrócę uwagę: nieprzypadkowo wiarę i miłość (oraz grzechy)przede wszystkim się WYZNAJE. Nie wystarczy wierzyć, kochać czynnie i nie grzeszyć – a słowa/ślub (którego przecież bronisz) bywają ważniejsze od aktualnych czynów (na tej podstawie ja też bronię małżeństwa jako zasady; jeśli tak nie jest – to uderzenie w twarz automatycznie kończy małżeństwo…). Pomyśl, dlaczego.

        3. Moim zdaniem jesteś „zbyt surowa” – jeśli kochasz, to nie wątpisz, bo „miłość wszystko znosi, we wszystkim pokłada nadzieję”. Jeśli oczekujesz, że ktoś Cię będzie kochał na miarę Twoich oczekiwań, od razu genialnie, to nie kochasz – to dopiero jest postawa „ja chcę” (i trochę, opisana poprzednio, „miłość”/idolatria); toksyczna, apodyktyczna „miłość”. Czy tak kocha B.? Czy przykazania są narzuconym ludziom przez B. scenariuszem igrzyska?

        4. Można uznawać nauczanie Jezusa – i ja uważam, że jest to warunek sensowności przystępowania do Stołu – a jednak nie umieć go przestrzegać, nie radzić sobie z tym, wchodzić na drogę, ale iść nią dopiero lub nawet się czołgać. Ludzie znają fizykę i ludzką głupotę, a i tak jeżdżą samochodami za szybko… – choć to nie jest najlepsze porównanie.

        5. Praktyka jest taka, że Jezus mówi o tym, że ludzie stają się jednym ciałem, a Kościół o tym, że obowiązuje małżeństwo. Co, kiedy ktoś stał się jednym ciałem bez małżeństwa? Co jeśli ktoś został porzucony w takim stanie? – Kościół go nie chroni. Jego partner może się wyspowiadać, choćby tych ciał było dziesiątki – wybieranych bez zobowiązań – a jemu np. zależy na ślubie w białej sukni i z organami. Za to, jeśli ktoś naprawdę kochał i w dramatyczny sposób nawet pobłądził, ale już „po ślubie” – to już do końca życia ma żyć w celibacie, albo wara… Itp. Czy rzeczywiście zawsze jest możliwy powrót do „stanu sprzed grzechu”? – czy przebaczenie i zbawienie polega na „naprawie”, czy jednak na „wyzwoleniu”? Nikt nie mówi, że złamanie przysięgi jest dobre – pozostaje kwestia, czy wolno to rzeczywiście ODPUŚCIĆ. Jezus, zalecając, by człowiek nie rozdzielał tego, co połączył B., nie powiedział, by tego nie przebaczać.

        6. Nie chcę tu w żadnym razie nikogo urazić. Każdy jest indywidualnym człowiekiem, żyjącym w konkretnych relacjach, mającym swoją historię. I ja się właśnie po jego stronie opowiadam – w opozycji do odgórnych sądów, które wielu ludziom w ogóle „nie pozwalają” podejść do konfesjonału lub wejść do kościoła… Jezus za to sam do nich chodził i z nimi rozmawiał, jak w ulubionej mojej scenie z Samarytanką (zob. J, 4) – i w wielu innych.

        7. Przepraszam, że znów tak dużo piszę – też wiem, że to przesada, a jednak w dobrej woli…

      • Cieszę się, że piszesz i wiem, że temat cię dotyka.

        Małżeństwo jest deklaracją i to publiczną, a dlatego publiczną, że zobowiązujesz się nie tylko wobec Boga, drugiej osoby, ale także społeczności, że ten oto drugi człowiek będzie twoim małżonkiem do końca życia. Jezus mówiąc o byciu jednym ciałem ma na myśli małżeństwo, bo oddalenie kobiety to semityzm dotyczący rozwodu. To jedno z najtrudniejszych zaleceń Jezusa, ale z pewnością od Niego pochodzi. I tym się różni twoje prywatne bycie z kimś jednym ciałem od małżeństwa, że małżeństwo to DEKLARACJA. Jednoznaczne określenie się w tej sytuacji i prośba do Ducha Świętego o łaskę wytrwania.

        I o ile komunia jest dla słabych, to słabość tutaj polega na tym, że odczuwasz pokusę i upadasz, ale powstajesz, a nie na tym, że trwasz w stanie grzechu. Judasz owszem, spożył Ciało Pańskie, ale jak pisze Jan, po tym spożyciu wyszedł na zewnątrz, a na zewnątrz była noc. Tego życzysz ludziom żyjącym w drugich związkach – aby odchodzili w noc potępienia? Samarytanka się nawróciła, bo odczuwała pragnienie i kiedy spotkała Pana, On zaspokoił jej pragnienie. Zabierz tym ludziom ich pragnienie, a nigdy nie wyjdą do studni i nie spotkają Pana.

        Potrzebny jest wysiłek przemiany – jak napisała o tym aG – ofiara z siebie. Taki dar jest centrum Ewangelii, to udział w Jego krzyżu. Sama do tej prawdy dorastałam bardzo długo, tak jak do przyjęcia ciężaru mojego krzyża. Ale paradoksalnie czuję, że ten ciężar daje mi wolność.

        Wiem, że w tej kwestii się różnimy i to raczej się nie zmieni, ale dyskusja z Tobą zawsze jest ubogacająca 🙂

        Pozdrawiam!

  3. Drugi punkt jest dla wielu ludzi okropnie ciężkim krzyżem. Porzucenie wszystkiego do czego człowiek jest już przyzwyczajony, na co godzi się (układ z sumieniem) to krwawa rewolucja. Sama znam przypadek, że pewna osoba jest tak zmanipulowana przez swój własny lęk, że atakuje Kościół, Szafarza świętych sakramentów mówiąc, że Kościół zawłaszczył sakramenty, przywłaszczył sobie Ewangelię (nauczanie Pisma Świętego, Tradycja)a przez ustanowienie własnego prawa kościelnego, UNK, KPK, KKK)”durne zakazy i nakazy” (etyka seksualna, zakaz udzielania rozwodów, etc.) uczynił Chrystusa niewolnikiem Kościoła…
    Nie bardzo wiem jak mam z takimi poglądami polemizować. Z tego wynika, że wszystko jest umowne. A skoro tak, to po co komuś sakrament komunii św. skoro nic on nie znaczy, nic człowieka nie kosztuje, żadnej przemiany woli, żadnej ofiary z siebie, ze swojego życia, żadnego trudu szukania prawdy?

  4. @ Ela
    Nie ma między nami sporu o wagę małżeństwa, ani o wagę nawrócenia. Z mojego punktu widzenia chodzi chyba o RÓWNE, a zarazem indywidualne traktowanie każdego człowieka oraz równe traktowanie każdego grzechu – może też o to, na czym polegają niektóre grzechy. Nim skończę – dwie uwagi do namysłu:
    1. Osobliwe, że wspomniany przez Ciebie Jan – może najbardziej „eucharystyczny” Ewangelista – nie pisze o samym ustanowieniu Eucharystii.
    2. Jeśli coś mnie dotyka, prócz znanych mi dramatów ludzi, to także przestroga Jezusa (Mt 23, 13), z której wynika, że jest możliwe, iż przewodnicy ludu uniemożliwią komuś wejście do Królestwa.

    Dziękując za wymianę myśli, kończę wszak dalsze wywody z otwartością – będę się trzymał swoich przekonań dopóki mnie nikt nie przekona, że jest inaczej, a jest to możliwe 🙂
    Pozdrawiam pokornie 🙂

  5. ps. Bardzo mi się spodobało zdanie o zabieraniu ludziom pragnienia – głębokie jak ta studnia, przy której odbywała się rozmowa 🙂 Dzięki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s