Miłość platoniczna przechodzi na ciemną stronę mocy…

To była jedna z zagwozdek, którą najtrudniej było zrozumieć niektórym z uczestników seminariów o teologii ciała: dlaczego nie każda czysto emocjonalna miłość jest czysta? Czemu Wojtyła ostrzega także przed miłością (wyłącznie)uczuciową? Gdzie jest ten myk, z powodu którego miłość platoniczna może stać się wampiryczna? I straszyć?

Najpierw soczysty cytacik z „Miłości i odpowiedzialności”:

Uczuciowość wydaje się być wolna od pożądania w tym znaczeniu, w jakim pożądania tego pełna jest zmysłowość.(…) Miłość uczuciowa ma wpływ na wyobraźnię i pamięć, a żyje równocześnie pod ich wpływem. Tym się chyba tłumaczy fakt, że w przedmiot swej miłości „wkłada” się różne wartości – wartości, których on sam w sobie nie musi koniecznie posiadać. Są to wartości idealne, nie realne. Żyją one w świadomości osoby zaangażowanej uczuciowo, a często też dzieje się tak, że miłość uczuciowa wydobywa je z ukrycia w podświadomości i stawia w polu świadomości. Uczucie jest płodne wewnątrz podmiotu: ponieważ podmiot chciałby, pragnąłby i marzy, ażeby te różne wartości znalazły się w tej osobie, która jest przedmiotem jego miłości, przeto uczucie wywołuje wszystkie i obdarza nimi tę osobę, do której się zwraca, ażeby w ten sposób zaangażowanie emocjonalne było tym pełniejsze.”

A tłumacząc z polskiego na nasze: Shrek wyniósł już Fionę z zamku, zjechali na drugą stronę góry pozostawiając za sobą jezioro pełne lawy oraz chlipającą żałośnie Smoczycę i wtedy księżniczka zmusza swego rycerza do ściągnięcia hełmu. Bardzo nierad rycerz to robi i, tu clou programu, mamy zbliżonko na zniesmaczona buzię księżniczki a z jej nadobnych ust korali pada: „Ale ty jesteś… ogrem!” „A co? Ty księcia z bajki się spodziewałaś?” pada błyskawiczna riposta. Scena ta wywołała długotrwały napad śmiechu u Znajomej Świeżo Poślubionej, z którą oglądałam ten film. Jak już doszła do używalności aparatu mowy wykrztusiła: „To jak ze mną i Zenkiem” i otarła łzy niewątpliwego wzruszenia.

Miłość uczuciowa ma to do siebie, że potrzebuje a) niejakiej tajemniczości i niedopowiedzenia u Obiektu Westchnień, b) idealizacji ze strony Wzdychającej/cego, c) Wzdychającego interesują przede wszystkim/wyłącznie jego uczucia a nie poznanie drugiej osoby – jest na nią w dużej części zamknięty. Tylko niestety zawsze jest ten moment zdjęcia hełmu i jęku w temacie bycia ogrem…

Karol Wojtyła pisze dalej o tym, że jeśli idealizacja Obiektu Westchnień dojdzie do etapu, kiedy obraz w głowie Wzdychacza będzie miał tyle wspólnego z Obiektem, co hollywoodzka ekranizacja książki z pierwowzorem literackim, to miłość uczuciowa w momencie pt. „Zdejmuj ten hełm!” może zamienić się natychmiast w nienawiść. Nienawiść równie głęboką, jak uprzednia „miłość”.

Cały ten proces „kochania” odbywa się wyłącznie wewnątrz głowy i serca Wzdychającej/ego i dlatego jest tak niebezpieczna. Ofiarami jej były i są te wszystkie fanki różnej maści idoli popełniające samobójstwa na wieść o śmierci swoich Obiektów. A tym, co jest tu najbardziej szemrane wcale nie jest ogrowatość Obiektu, ale fakt, że te uczucia karmią się fałszem, nie maja nic wspólnego z rzeczywistością drugiej osoby, są celebrowaniem własnego ego Wzdychającego. Jeśli Obiekt jest cwany, to będzie używał swojej tajemniczości i złudzeń Wzdychającej/ego do manipulowania. Jeśli Obiekt się zakocha i odsłoni swoją prawdziwą twarz, ryzykuje głębokie odrzucenie i pogardę, bo oto „nie dorasta”…

Co ważne: wszyscy przechodzimy ten etap w każdej naszej miłości (sama zaliczyłam go coś z …śćie razy) i to jest normalne. Trzeba przez to przejść, żeby potem móc sie z tego pośmiać i mieć co wspominać. Bo to tez piękny czas jest, takiego szczenięcego zaświergolenia. Przy okazji też można się dużo dowiedzieć o swoich emocjach i tym, czego szukamy w relacjach z innymi. Bo tak naprawdę najtrudniej jest, kiedy hełm został już dawno zdjęty z głowy rycerza, zaklęcie z księżniczki również, a mimo to rycerz i księżniczka widzą w sobie unikalną wartość. I wraz z tym, co widzą, przychodzi do nich wiedza, jak wiele stracą, jeśli nie uszanują.

Na szczęście to wszystko jest dla ogrów, khem, ludzi 🙂

PS

Dziękuję Ci, larix, za komentarze pod poprzednim postem, które mnie zainspirowały do tego posta 😉

Reklamy

8 thoughts on “Miłość platoniczna przechodzi na ciemną stronę mocy…

  1. Właściwie „nic dodać…”, ale kilka uwag na marginesie marginesu (słuchając „ukochanej” 🙂 Lisy Gerrard od larix – dzięki).
    1. Zainteresowanym tematem polecam… IV cz. „Dziadów”, znaną zapewne i Wojtyle 🙂 Szczególnie godna namysłu jest symbolicznie przełamana gałązka i to, co się z nią potem działo. III cz. jest właściwie kontynuacją tej „miłości” w odniesieniu do Polski – co stanowi przykład „platonicznej” (zob. Państwo 🙂 ) miłości do ojczyzny – czyli totalitaryzmu. Dodałbym od siebie część V 🙂 , w której byłoby o… „platonicznym” pożądaniu B., które równie niebezpieczne (zresztą, zarówno totalitaryzm, jak i „platoniczna miłość” do B. jest właściwie w Wielkiej Improwizacji).
    2. Świetnie, Elu, że pojawiło się w Twoim wpisie słowo „idol”; poddałbym jeszcze rozwadze fantazmaty (tu: obrazy poszukiwane, np. nieuświadomione lub uświadomione poszukiwanie kobiety na wzór matki, albo pierwszej szkolnej wychowawczyni, bądź dziewczyny z reklamy, kojarzącej się ze szczęściem – podobnie „ojca” itp.). Strasznie to jednak trudny temat, bo idol i fantazmat (także tzw. anima/animus) sam w sobie (bez idolatrii) nie wydaje się niczym złym, a wręcz czymś istotnym – w końcu coś nas kieruje w stronę kogoś innego, bo inaczej to właściwie można byłoby wiązać się z pierwszą osobą z brzegu… A może o to by chodziło?
    3. Wielki temat został tu otwarty – Miłość, piękno… Przypominają mi się niedawne tu uwagi o brzydkich kobietach – może się okazać, że istotnie nie ma takich, bo piękno jest tylko kwestią eksploatowania lub nie pewnych obrazów w kulturze.

    Swoją drogą, w noc Zesłania ktoś mi opowiadał, że na ciemną stronę mocy przechodzi się właśnie z miłości… Ciekawy rym.
    Pozdrawiam w dyskusyjnym niespełnieniu 🙂

    • 🙂 jak publikowałam ten wpis po cichu liczyłam, ze dasz się sprowokować – na szczęście się nie pomyliłam 😀

      miłość uczuciowa, szukanie idoli, idealizacja wreszcie to dobre paliwo do budowania relacji, ale jak to paliwo – musi się wypalić i w zasadzie niebezpieczeństwo jest w tym, kiedy ktoś szuka tylko tego „koksu”

  2. Miałam coś napisać, ale ,,wykpię się” cytatem. Ktoś kiedyś dokonał takiego skrótu utworu Promethidion Norwida, że aż sobie go z nabożeństwem przepisałam.

    -Kto kocha -widzieć chce choć cień postaci…

    Kto kocha widzieć chce choć cień obrazu,
    Choć ślad do lubej wiodący mieszkania…

    I wszelka inna Miłość bez wcielenia
    Jest upiorowym myśleniem myślenia-.

    Zgadzając się z pointą, dodałabym tylko, że i ten cień jest wszakże niczym…

    Dziadowski:) Gustaw upiorem? -nie dziwi nic.:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s