Cele strategiczne (reguły wojny – zakończenie)

Należę do tej części ludzkości, która woli marchewkę od kija – bardziej mnie motywują cele, które mam osiągnąć, niż gorący oddech pogoni na karku. Dlatego na koniec reguł wojny nieco o tym, co mamy w niej wywalczyć.

Znamy smętną litanię siedmiu grzechów głównych: zawiasów, na których umocowana jest brama do przegrania naszego życia. Każdy z nich ma na szczęście swoje przeciwieństwo – cnotę. I teraz będzie nieco o tym, jak te cnoty tłumaczą się na „współczesne”.

Pycha –> pokora: wiedza o tym, jaka jest moja prawdziwa wartość. Aby ją osiągnąć potrzeba poznania siebie, odbywa się to przez słuchanie swojego serca i osób wokół nas. Ci niechętni nam lub wrodzy świetnie wypunktują nasze wady, nasi przyjaciele dostarczą nam wiedzy na temat tego, co jest naszą mocną stroną. Zasadniczo chodzi o to, żeby słuchać i przyjmować, co jest nam mówione i ofiarowywane. Tu mieści się także trudna sztuka przyjmowania porażek jako szans na rozwój, a nie powodu do użalania się nad sobą.

Chciwość –> hojność: umiejętność dzielenia się sobą, swoim czasem, stanem posiadania. Rzecz nie jest w tym, ile zarabiamy, ale na ile potrafimy się dzielić. I czy potrafimy mądrze gospodarować posiadanymi dobrami, czy pamiętamy, że mamy je dane w zarząd a nie w wieczyste posiadanie.

Nieczystość –> odpowiedzialność: widzenie w drugim podmiotu a nie przedmiotu. Widzenie w sobie wartości: wiecznej, nieśmiertelnej i niepowtarzalnej i takie samo traktowanie innych.

Zazdrość –>wdzięczność: dziękowanie za siebie i swoje zalety, dziękowanie za to, że inni też są piękne stworzeni i obdarowani. To Bóg jest Dawcą dobra we mnie i w drugim – czemu mam mieć mu za złe, że jest dobry?

Łakomstwo –> radość: z własnego życia, poczucie go do granic samego siebie, wsłuchanie się w swoje ciało i jego zaakceptowanie. Pozwolenie sobie na odczuwanie – wtedy nie trzeba będzie tracić umiaru, żeby wreszcie coś poczuć. Dobrze robi poranne spojrzenie w lustro i stwierdzenie: „Lubię cię”. Szczere!

Gniew –> opanowanie: opanować sztukę „najpierw myślę, potem działam” (to dotyczy także mówienia 😉 ), nauczyć się rozluźniać bez stosowania środków chemicznych czy agresji. Głęboki oddech, długi spacer lub bieg, posłuchanie muzyki, upieczenie ciasta, narąbanie drew na opał, etc. Oraz troska o poczucie humoru z naciskiem na poczucie humoru na własny temat. Dużym naciskiem.

Lenistwo –> cierpliwość: jedna rzecz na raz, jeden dzień na raz, jedna godzina na raz. Sporządzić listę działań, zawrzeć ze sobą umowę co do potrzebnego na dane rzeczy czasu. Nie wybiegać myślą w przyszłość ponad to, co jest konieczne do zaplanowania działań na dziś i pamięć o tym, że to, co nam się wydaje oczywiste co do przyszłości, wcale takie być nie musi. Życie dzieje się teraz, kiedy siedzę na kanapie w Trambarze i piszę bloga. Jeśli stracę ten moment o gorzko-słodkim posmaku kawy, stracę go nieodwołalnie a życie składa się przecież właśnie z „teraz”. Nie „wczoraj” i „jutro” – teraz. Tracąc „teraz”, tracę życie.

A wszystkie te cnoty bazują na miłości. Ona jest darem, nie ma żadnej techniki, która pozwala ja wypracować. No, może jedynie umiejętność rozluźniania kołnierzyka w uniformie „wcale się nie boję, nikogo nie potrzebuję”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s