Od teologii do parytetów

Autorami tekstu są: Kazimierz Bem (przyszły pastor luterański) i Jarosław Makowski (katolicki teolog). A tekst napisany z okazji Dnia Kobiet i w związku z tym mówi o wyzwoleniu tychże. Jako kobieta już wyzwolona pozwolę sobie sama przyczepić się do paru kwestii w tym artykule.

1. „Nawet zakonnice nie są godne tego, by zostać szafarkami Eucharystii – to przywilej zarezerwowany dla mężczyzn.”

W Kościele katolickim istnieją tylko zwyczajni szafarze Eucharystii, czyli ważnie wyświęceni prezbiterzy i biskupi. Świecki może być szafarzem Komunii Świętej – to dość istotna różnica, ale podejrzewam, że w tekście pojawiło się to w sposób niezamierzony, bo często potocznie mówi się na Komunię Eucharystia.

Zasadniczy błąd w tym zdaniu to przekłamanie polegające na stwierdzeniu, że nawet siostry zakonne nie mogą być nadzwyczajnymi szafarkami Komunii. Otóż mogą, sama takie znam – najczęściej pracują na misjach bądź w szpitalach i pełnią tam funkcję szafarek, aby odciążyć księży. Podejrzewam, że stwierdzenie to wzięło się z faktu, że nadzwyczajnymi STAŁYMI szafarzami w Polsce mogą być tylko mężczyźni. To, że nie ma się posługi na stałe, jeszcze nie świadczy o tym, że nie może się jej sprawować w ogóle.

2. „Mężczyźni nauczają, kobiety słuchają” – cały fragment to jeden wielki chaos.

Po pierwsze: nie da się na jednej płaszczyźnie postawić święceń kapłańskich w rozumieniu katolickim z ordynacją na pastora luterańskiego. Ze względu na odmienne rozumienie Eucharystii, odmiennie postrzegane jest kapłaństwo. Dla katolików jest to uczestnictwo w mandacie danym Apostołom (stąd znaczenie sukcesji apostolskiej – każdy kapłan katolicki jest w stanie podać swoją kapłańską „genealogię” aż do jednego z Apostołów) i od nauczania ważniejsza jest moc sprawowania sakramentów wynikająca właśnie z tego uczestnictwa. Dla protestantów nacisk w funkcji pastora jest położony na nauczaniu, zaś obecność Chrystusa w Komunii trwa, dopóki trwa zawiązana wspólnota eucharystyczna. Jeśli po nabożeństwie zostanie np. błogosławione wino, to wylanie go do zlewu nie jest świętokradztwem.

Nieprawdą też jest, że kobieta w Kościele nie może nauczać – sama jestem teologiem, głosiłam rekolekcje, prowadziłam i nadal prowadzę zajęcia dydaktyczne z teologii. Nawet więcej: jako doktor teologii mam misję kanoniczna, która uprawnia mnie do nauczania w imieniu Kościoła. I szczerze mówiąc, nie widzę powodu, dla którego ta misja miałby się realizować przez mówienie kazań na mszy. Jest mnóstwo innych przestrzeni, gdzie taka posługa jest potrzebna – wolę ambonę zostawić księżom.

3. „Dzisiejsze kobiety, świadome swej ludzkiej godności i roli, jaką mogą i powinny odgrywać w wolnym społeczeństwie i Kościele, nie zadowoli już fakt, że mężczyźni w sposób kontrolowany łaskawie dopuszczą je w końcu do władzy i urzędów.” (podkr. moje)

I tu jest według mnie clou problemu: postrzeganie kapłaństwa jako władzy i urzędów, a nie służby. Myślenie w kategoriach: „Wyświęcą mnie, to dorwę się do decydowania”. To nie jest ewangeliczna definicja kapłaństwa. Tak, zdaję sobie sprawę, że tak na kapłaństwo patrzy się od wieków, ale nie tak ono zostało określone przez Jezusa. On objawił je myjąc nogi Judaszowi i wydając swoje ciało i krew do spożycia. Bez względu na socjologię i nastroje społeczne, nas obowiązuje definicja Jezusowa.

4. „Ale nawet gdy kobieta jest uparta, zmusza do zrobienia obdukcji i składa doniesienie na męża, to dopiero początek jej drogi przez mękę. W polskim prawie ciężko skatowana przez męża żona lub „tylko” regularnie bita może wycofać doniesienie o pobiciu i śledztwo jest umarzane. Tłumaczy się to „świętością miru domowego”. Nikt nam jednak nigdy nie był w stanie wytłumaczyć, co jest świętego w biciu żony przez męża.”

Nie ma nic świętego, jednak w tym przypadku panowie popisali się brakiem wiedzy z zakresu psychologii – radziłabym poczytać o związkach toksycznych, może wtedy autorzy zrozumieliby, czemu bita kobieta, kiedy się staje w jej obronie, potrafi zaatakować obrońcę. To nie jest tak ślicznie, ładnie, jak panom się wydaje. I prawo o „mirze domowym” niestety jest uzasadnione.

5. „Czy damski bokser powinien korzystać z bezkarności, bo za każdym razem udaje mu się udobruchać lub zastraszyć żonę, która potulnie wycofuje skargę na męża, a państwo udaje, że nic takiego się nie stało?”

Państwo niczego nie udaje, bo państwo jako byt abstrakcyjny zasadniczo nie posiada zdolności czucia, udawania i innych takich. Państwo nie zdejmuje także z nikogo odpowiedzialności za jego własne wybory – to próbowała robić nieboszczka Komuna, ale jak widać po jej historii, niezbyt ciekawie to się skończyło. Tu należy stosować inne metody, głównie wiążące się z kształceniem i uwrażliwianiem społeczeństwa na takie kwestie, ale odgórne, prawne rozstrzygnięcia niczego nie dadzą, a nawet mogą zaszkodzić.

Pod koniec tekstu pojawia się także sprawa parytetów: powiem to jasno – uważam, że wprowadzenie parytetów jest dla mnie, jako kobiety, upokarzające. Jestem równie dobra jak mężczyźni, nie muszę otrzymywać forów na starcie.

Mój wewnętrzny szyderca podpowiada mi, że to całe zachęcanie i wspieranie ma na celu tylko jedno|: żeby panie wzięły na siebie męskie obowiązki i wreszcie pozwoliły panom radośni tyć na kanapie.

O, nie, tak dobrze nie będzie, Drodzy Panowie… 😛

Reklamy

7 thoughts on “Od teologii do parytetów

  1. Pani Elu, tak to mądrze brzmi, że aż żałuję ze nie mieszka Pani bliżej Kętrzyna – przydałaby się jakaś mądra niewiasta dla dziewcząt w naszej Oazie – stanowią 99% wspólnoty i widzę, że jako dorastające młode kobiety są strasznie pogubione…

    • Dzięki za dobre słowo 🙂 Myślę, a nawet jestem pewna, że nie jestem jedyną mądra kobietą w Polsce, poza tym mają Ciebie, a Tobie też nic nie brak! 🙂

  2. Przez takie bzdurne teksty odechciało mi się czytania jakiejkolwiek prasy. Nie wiem, co się dzieje. Nawet ludzie legitymujący się doktoratami nie potrafią posługiwać się podstawowymi zasadami logicznego i naukowego myślenia. To oczywiście aluzja nie do Eli, tylko do pewnego wykładowcy, którego bełkotliwego i demagogicznego referatu miałam okazję wysłuchać w ostatni piątek. Tomiści zwrócili mi uwagę, że jedną z największych zasług Kościoła katolickiego dla ludzkości było uratowanie rozumu (ratio) i racjonalnego podejścia do rzeczywistości. To jest nadal potrzebne…

  3. Dobrze prawisz.
    W tym temacie polecam też wywiad z rzecznik ds. likwidacji nierówności zamieszczony w jednym z dwóch ostatnich numerów „TP” (nie pamiętam, którym, czytałam dwa naraz). Emanujący zdroworozsądkowym, racjonalnym podejściem w tej sprawie. Takim, pod którym mogę się podpisać rękami i nogami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s