O ulicznych zagrożeniach i pożytkach z tradycji

Dziś chodzenie po Krakowie, zwłaszcza Starym Mieście, to forma ćwiczeń dla kamikadze: nie dość, że błoto śniegowe zalega wszędzie, to jeszcze u końcowek dachów, szyldów i wszystkiego, na czym miał szansę zaczepić się śnieg, wiszą sople. Duże, soczyste i histeryczne. Wiszą i dybią na przechodniów.

Co za wredne wisielce, no.

Tylko żarówka firmy o nośnej nazwie „Osram” może się z nimi równać w poziomie generowanego u przechodniów napięcia…

Tak więc ćwiczę się w zaufaniu, że nic na mą cenną głowe nie spadnie i w międzyczasie mielę w niej treści, jakich ostatnio sie naczytałam. W ramach przygotowań do piatkowego seminarium o teologii ciała w Poznaniu, czytam ostatnio namiętnie Wojtyłę. Tekst jest trudny, ale koncepcja człowieka uderza niesamowitą złożonością i głębią. Widać też, jak duży wplyw na myśl Autora miała praktyka duszpasterska oraz to, jak bardzo był wewnętrznie zintegrowany. Jak każdy mężczyzna myśli pudełkowo (nie mylic z pudelkowo 🙂 ), ale pomiędzy pudełkami w jego głowie są wyraźne połączenia i sensowny porządek. Tu chciałam wyciagnąć jedną z analiz, tą dotyczącą grzechu pierwszych rodziców. 

Wojtyła (uogólniając) uznaje, iż problemem nie była nagość sama w sobie: problem był w spojrzeniu pierwszych rodziców. Dopóki patrzyli na siebie dostrzegając swoje ciała jako przejaw drugiej osoby służący wzajemniej komunikacji a nie przedmiot używania, nagość była w porządku. Kiedy spożyli owoc z drzewa życia, ich spojrzenie się zmienia – dlatego robią sobie przepaski na biodra i chowają się przed Bogiem. Ciało samo w sobie jest dobre, jednak można na nie spojrzeć tak, że staje sie przekleństwem.

I ten obraz nałożył mi się na równolegle czytaną książkę Coatsa na temat nowej interpretacji Księgi Rodzaju. Autor jest protestantem, wyrósł w rodzinie baptystów a więc w tradycji dosłownej interpretacji Biblii. I widać, że im bardziej próbuje się z tej interpretacji wyplątać, intepretacji intywidualistycznej i dosłownej, tym bardziej sie w niej plącze. Chce bronić wartości ciala i jego pragnień, jednak z jego analizy skutków spożycia owocu poznania dobra i zła wynika, że to nagość jest zła i że pierwsi rodzice nie mieli problemu pierwotnie z nagoscią nie dlatego, że była właściwa, tylko dlatego, że byli jak dwulatki niewidzące nic złego w bieganiu nago po plaży. Spożycie owocu z drzewa poznania dobra i zła w tej interpretacji zaczyna się później  niebezpiecznie jawić jako jedyna właściwa droga do dojrzałości.

Wojtyła sięga w głąb, omijając interpretacje dwuznaczne, mogące prowadzić do błędu, bo wystarczyło mu sięgnąć do tradycji interpetacji Pisma w Kościele – popełnianych w niej błędów i zaliczonych fałszywych ścieżek.  W porównaniu z nim Coats proponuje wykład tego, jak odnajduje prawdy zawarte w Pismie w historii swojego życia i rodziny, ale brak w tym głębi a podane treści są podatne na błędne tłumaczenia.

Już rozumiem czemu Amerykanie są tak zafascynowani teologią ciała a Weigel napisał, że jest to tykająca teologiczna bomba zegarowa: jeśli oni wyrośli w świecie o tej mentalności, jaką widzę u Coatsa, to pisma Wojtyły i JP II z pewnością są dla nich jak objawienie.

Reklamy

6 thoughts on “O ulicznych zagrożeniach i pożytkach z tradycji

  1. Jakkolwiek „otwarcie oczu” następuje tuż po spożyciu owocu, to warto zwrócić uwagę, że postrzeganie „rodziców” zmienia się wcześniej (trudno oddzielić postrzeganie od zmysłowego oglądu – może było to postrzeganie za pomocą innych zmysłów?; nie ma co jednak przesadzać z interpretacją, skoro to mit).

    Czytamy w Rdz 3, 6 „WTEDY niewiasta SPOSTRZEGŁA, że drzewo to ma owoce DOBRE do jedzenia, że jest ono ROZKOSZĄ DLA OCZU i że owoce tego drzewa NADAJĄ SIĘ DO ZDOBYCIA WIEDZY.” [podkreślenia moje; można porównać inne przekłady, ale mniej więcej chodzi o to samo]

    Można z tego wysnuć przynajmniej dwa ciekawe wnioski. Po pierwsze, postrzeganie Ewy zmieniło się pod wpływem słów węża (por. też Rdz 3, 11: „Któż ci POWIEDZIAŁ, że jesteś nagi?”). Po drugie, w jej oczach owoce drzewa pojawiły się jako dobre, piękne i prawdziwe…

    Z obu tych wniosków i wokoło nich rodzi się całe mnóstwo ważnych myśli – m. in. o istocie skażonej relacji człowieka do bytu (którą, być może, prostował Jezus swoim „przypatrzcie się liliom…” i Paweł swoim „widzimy niejasno…”), która jest znacznie głębsza, niż tylko w odniesieniu do ciała…

    Swoją drogą, jedną z cech istotnych żądzy, jeśli nie najważniejszą, jest zaślepienie na spojrzenie drugiego człowieka. Oczy może i się „otworzyły”, ale spojrzenie zamknęło – podczas gdy oczy „zamknięte” pozwalają otworzyć się na Relację, rodzącą się z wymiany spojrzeń; czy jest coś bardziej erotycznego, a zarazem nieprzemijającego, niż spojrzenie w oczy?

    Ponieważ nie wiem, czy to okienko na komentarze wytrzymałoby dwieście stron tekstu :), tu kończę i pozdrawiam 🙂

    • Niestety, nie wytrzymałoby 🙂

      Myslę, że te owoce były dobre, piękne i co tam jeszcze – szatan zawsze podsuwa cos pozytywnego, inaczej nie dalibysmy się nabrać (fajnie to analizuje Lewis w „Listach starego diabła do młodego”). Podobno muchomor sromotnikowy to smaczny grzyb – co z tego, skoro zabija?

      Wojtyła pisze, ze to skażenie polega na spojrzeniu wyłącznie użytkowym, gubiącym aspekt kontemplacji – nie ukrywam, ze bardzo mi ta interpretacja odpowiada 🙂

  2. Ech… Niezwykle ważne przesunięcie znaczeniowe nastąpiło między grecką theorią (o ile się nie mylę, Kościół Wschodni wciąż używa tego właśnie określenia, wywodzonego z bardzo złożonych relacji w Grece, m. in. z samym B. i widzeniem B. [theos]) a łacińską kontemplacją (con/templatio), która niestety może być rozumiana także jako zamykanie, ujmowanie czegoś w jakichś ramach (Całości, Jedności, „świątyni”).

    Podobny problem jest z tym dobrem, pięknem i prawdą, dojrzaną wedle ukierunkowania węża; dobro, piękno i prawda okazują się ważniejsze niż Słowo B. – i tak są zresztą często traktowane w KK, za sprawą różnych greckich filozofów i ich kontynuatorów… Tymczasem, kontemplacja DPP może być zamknięciem przed B.! Podobnie kontemplacja człowieka może nie zauważyć jego samego…

    Ciekawe, że Jezus wzbraniał się przed nazywaniem Go Dobrym i w tym samym niemal miejscu objawiał, że jest Coś Więcej niż ludzkie „dobro” wypełniania przykazań (Mt 19, 16nn). Dużo by pisać, ale warto pomyśleć o tym, że chrześcijaństwo w istocie różni się od myślenia greckiego i naszego, Zachodniego, w sposób radykalny – czy nie dość słuchać o błogosławieństwach i „patrzeć” na krzyż?

    • Nie odbieram tych słów Jezusa jako zaprzeczenia, że On nie jest Dobrym – przecież to Wcielony Bóg! Słysze w nich raczej nadzieję, że może oto ktoś przeniknął Jego tajemnice i dostrzegł w twarzy zmęczonego Wędrowca oblicze Najwyższego.
      DPP to są oblicza Boga, choć to prawda, że zawsze dochodzi się do etapu na drodze duchowej, kiedy trzeba je odrzucić a przynajmniej odrzucić swój prywatny ich obraz.
      Ostatniego Twojego zdania nie rozumiem – możesz objaśnić? 🙂

  3. Ostatnie zdanie jest pytaniem. Tak w ogóle, nie chodzi o niszczenie czegoś (DPP), ale otwieranie. Ludzkie rozumienie tych „wartości” (na sposób, uformowany przez zgreczałe umysły – a Grecja wszak to Skończoność, gdy Izrael – Nieskończoność) utrudnia niezwykle zrozumienie świata, w którym „tyle zła”, w którym nie każdy jest „piękny” ( i kończy się to często jego samotnością, bo się nie podoba nawet najbardziej świątobliwym istotom), a „prawda” i „wiedza” nie zabezpieczają przed nieszczęściem, nie wspominając, że często prowadzą na manowce…

    Często mamy pretensje do B., gdy należy raczej pytać „któż nam powiedział, że…?” i słuchać zadziwiających słów, np. „Błogosławieni, którzy płaczą…” (JUŻ błogosławieni! JUŻ szczęśliwi!), albo „Oto się POWIEDZIE mojemu Słudze, wybije się, wywyższy i wyrośnie bardzo. Jak wielu osłupiało na jego widok – tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd…” (Iz 52, 13n – i dalej).

    Mam wrażenie, że „naginamy” sobie Ewangelię do świeckiego życia, stąd potem trudno się zorientować, kto jest chrześcijanin właściwie – i ciągle to rozczarowanie „A nam się wydawało…” (por. Łk 24, 21).

    Pytam się, szukam (m. in. za Levinasem, albo Heschelem), mam wrażenie (że B. Inny – ŻYWYM B. po prostu, a nie syntezą platońskich idei – choć właściwie wolę milczeć na ten „temat”)… – zaledwie. I dziękuję Ci, Elu, za myśli i inspiracje, które wskazują mi drogę, jaką winienem podążać 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s