Wyobraźcie sobie…

… wielką, pustą scenę, na której ktoś porzucił kawałek białej tkaniny i laskę. Aktora na tej scenie. Półtorej godziny monodramu na podstawie sztuk Szekspira w błyskotliwych i lekkich przekładach Kamińskiego, Gałczyńskiego i Barańczaka zagrane wyłącznie mimiką, ciałem i światłem, przy nikłym współudziale Desdemony w roli kukułki o bardzo ponętnych bioderkach oraz psa (również grał świetnie).

Przed spektaklem próbowałam sobie wyobrazić co musi czuć człowiek wychodzący na ten pusty wielościan, naprzeciw tłumowi wpatrzonych w niego oczu. Wychodzi i wie, że przez następne kilkadziesiąt minut te oczy będą się wpatrywać tylko w niego w oczekiwaniu na to, żeby coś poruszył na ich dnie, coś obudził bądź sprawił, że na chwilę utracą kontakt z codziennością. Andrzej Seweryn wyszedł i nie wiem, co czuł, ale przeszedł przez wszystkie postacie z płynnością srebrzystej rtęci przepływającej z naczynia do naczynia. Arcydziełem był przedostatni fragment, pogrzeb króla z „Ryszarda III”, bo grał w nim Ryszarda, Annę a na początku także sługi. Nie mogłam oderwać od niego oczu.

Bez zbędnego dramatyzmu, krzyku czy histerii, za to świetnie ustawionym głosem i z nienaganną dykcją. Kpiąco puentując współczesną kulturę (co zresztą – jak okazało się we foyer – oburzyło licealistów, którzy przyszli na ten spektakl ze swoją polonistką). Będąc przekonującą lady Makbet a później przewrotnie zagraną Julią.

Jedyną wadą spektaklu była scena, w której jako Tymon Ateńczyk Seweryn się rozbiera. Po obejrzeniu kilku spektakli Lupy mam przesyt nagości na scenie, zresztą uważam, że Seweryn jest tak dobrym aktorem, że naprawdę nie potrzebował tego typu środka artystycznego, żeby poruszyć widownię. Kiedy recytował słynny monolog Hamleta stojąc z przyłożoną do nadgarstka szyjką stłuczonej butelki, czułam lęk, że jednak sobie te żyły przetnie, choć wiedziałam, jak ten monolog się kończy. I to było dla mnie o wiele bardziej poruszające niż widok jego nagich pośladków.

Spektakl świetny, na widowni komplet, bilety rezerwowane dwa miesiące wcześniej. Czemu się temu nie dziwię?

Było warto.

Reklamy

12 thoughts on “Wyobraźcie sobie…

  1. Zazdroszczę, musiało być świetnie! Chyba mam głód teatru. Ostatnio widziałam Peszka w „Sanatorium pod Klepsydrą” i byłam równie oczarowana.
    pozdrawiam serdecznie

    • 🙂 Też byłam na głodzie a ostatnio w Słowackim jest kilka ciekawych spektakli. Niestety kupno jednego biletu to wydatek na jaki mogę sobie pozwolić tylko raz na miesiąc, ale myślę jeszcze o „Beatrix Cenci” Słowackiego: podobno genialne rozwiązania w scenografii i samej inscenizacji. Może jeszcze będą grali.

      odpozdrawiam serdecznie

  2. Spektakl porywajacy,pełen niesamowitych gestów,zachowań,wspaniałej mimiki.Nagość na scenie,może niekonieczna,ale dopełnia całości Aktorskiego Kunsztu Mistrza.Przedstawienie fascynujące,godne polecenia.Oby więcej takich!!

    • Oj, zdecydowanie więcej! Teraz tak pomyślałam, że bardzo duża role w tym spektaklu grało światło – to był jakby równoległy aktor.

      A Seweryn powala, już dawno chciałam go zobaczyć na zywo i wreszcie sie udało 🙂 Jestem jego wielbicielka od czasu, kiedy obejrzałam „Ziemie obiecaną” Wajdy.

  3. Po „płynności przelewającej się rtęci” przekonałem się, żeś pod wrażeniem :)Ech, zazdrość… – Ty sobie możesz pójść do kasy, a stąd trzeba dokonywać rezerwacji, przelewów, organizować sobie pociągi i noclegi, żeby zobaczyć coś dobrego… W Warszawie niedługo startuje „Persona. Simone Weil” (wczoraj były jej 101 urodziny) Lupy…
    Co do czucia aktora – jest tradycja, w której aktora rozumie się jako Ofiarnika, który oddaje siebie roli, a zarazem schodzi do głębi widza, by za niego dokonać właściwych aktów…

    BTW. Nie wiem, czy już tu nie zdążyłem napisać, że można w ten sposób METAFORYCZNIE rozumieć Chrystusa – człowiek, który zagrał B. i „nie wyszedł z roli”, ale – w przeciwieństwie do zwykłych aktorów – po zejściu ze sceny pozostał bardziej w niej, niż ludzkim „sobie”…

    Pozdrawiam

  4. ps. Można też METAFORYCZNIE odwrócić sprawę i uznać, że to B. zagrał człowieka – wreszcie „porządnie”…
    Piszę o tych metaforach, bo to sposób przybliżania się do Tajemnicy – zwłaszcza dla osób, którym się wydaje, że chrześcijańskie pojmowanie Chrystusa jest zupełnie niewyobrażalne i nierozumne…
    (tu, oczywiście, należałoby dać link do Balthasara!)

    • Metafora mi leży bardziej po odwróceniu 🙂 A rezerwacje ja tez musze wykonywać – tłumy wala na takie spektakle, trudno kupic bilet. No i sa tanie pociągi… 🙂 Mi marzy się jeszcze „Wiera Zeleznowa” Jandy, ale to w Wawie i ciężko tez kupić bilet 😦

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s