Damsko-męsko z sorkowitzem na pierwszym planie

Tytułowy sorkowitz to autor bloga na portalu Fronda, kapłan, chrystusowiec. Niedawno popełnił wpis o kryzysie macierzyństwa, z którego generalnymi założeniami się zgadzam, jednak dyskusja pod wpisem poszła w takim kierunku, że postanowiłam „dać głos”:

Bóg jako pierwszego stworzył Adama i jemu powierzył Ewę. Przykro mi, że przywalam tak teologicznie, ale z opisu stworzenia wynika, że to do faceta należy wychować siebie, zadbać o żonę i wychować dzieci. A kiedy tego nie robi, to powiela dokładnie zachowanie Adama w raju. Chrystus zachował się zupełnie inaczej…

Kryzys macierzyństwa wyrasta z kryzysu ojcostwa, nie odwrotnie.

 Najistotniejsze dla mnie było ostatnie zdanie. Autor notki odpowiedział następująco:

…”z opisu stworzenia wynika, że to do faceta należy wychować siebie, zadbać o żonę i wychować dzieci”. Gdzie tak jest napisane?…

Przepraszam, ale Bóg wyznaczył osobne role kobiecie i mężczyźnie, i nawet prawdziwy facet, który umierał za nas na krzyżu, czyli Jezus miał wytrawną matkę i ojca, sam siebie nie wychowywał (raczej)…

Bóg zresztą nie tylko Adamowi Ewę powierzył, ale i Ewie Adama, bo widział, że chłopisko zupełnie bezradne, hehe…

I tym samym wziął mnie i sprowokował. Ha!

Czemu uważam, że z  opisu stworzenia (tu istotne uścislenie: chodzi mi o drugi opis) wynika to, że to facet przede wszystkim ma wychować siebie, zadbać o żonę, etc.? Ano z tego prostego faktu, że Adam zostaje stworzony jako pierwszy, to on sam słyszy na czym polega pierwsze przymierze (chodzi o zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła) a więc to jemu Bóg przede wszystkim stawia wymagania. Ewa zostaje Adamowi powierzona: Bóg ją Adamowi daje. Tu warto wejść głębiej w obrzędowość Izraela związaną z małżeństwem: za znalezienie synowi żony odpowiedzialny był ojciec, tu mamy ten schemat u samego początku istnienia człowieka. Bóg, jak dobry ojciec, znajduje Adamowi odpowiednią żonę, przygotowuje ją i przedstawia.

Taka interpretację potwierdza sposób, w jaki Bóg wygłasza wyrok po grzechu pierworodnym. Bóg woła ADAMA, do Adama zwraca się jako do pierwszego i od niego oczekuje odpowiedzi. I Adam robi dokładnie to, co powielają schematy prawie wszystkich dysfunkcyjnych rodzin: zrzuca wine na Ewę, jednocześnie też przerzucając część winy na Boga („niewiasta, którą TY postawiłeś przy mnie”).

Ten schemat odwraca Chrystus – przyjmuje na siebie grzech swojej Ukochanej i chociaż sam jest niewinny, mówi swoimi czynami Ojcu: „Ona zgrzeszyła i winna jest śmierci, ale pozwól mi umrzeć zamiast niej”. I tak to opisuje św. Paweł w Liscie do Efezjan, w V rozdziale. Tylko na takiej podstawie można zbudowac dobre małżeństwo, a potem rodzinę.

Ale żeby mężczyzna był zdolny do takiego życia-umierania, musi mieć silny charakter, musi nad soba pracować. Musi podejmować codziennie, nieustannie decyzje na pozostanie wiernym, troskliwym, odpowiedzialnym. Musi zaliczać Ogrójec: nie raz, nie dwa, ale codziennie. I to mam na mysli mówiąc o wychowaniu siebie. Decyzje i konsekwencję w ich realizowaniu.

A twierdzenie, że nie dorosnę, bo mi mamusia nie pozwoli, prosze wybaczyć, ale w ustach mężczyzny jest żałosne.

Reklamy

7 thoughts on “Damsko-męsko z sorkowitzem na pierwszym planie

  1. Ciągle mnie konfudujesz swoim nauczaniem o męstwie i kobiecości – książką by trzeba na te poglądy odpowiedzieć 😦 Bądź jednak uważna.

    1. Pamiętaj, że interpretujesz MIT (czego wobec dwóch opisów Stworzenia nie trzeba nawet tłumaczyć), który sam jest interpretacją. Zarówno ona, jak i Twoja są ciekawe – ale to tylko pewne myśli, nic, o czym trzeba by przekonywać.

    2. Zadziwiające jest, powtarzające się, używanie takich słów jak „ma”, „musi”, itp. – i pewny siebie ton, za nimi stojący. W „ustach” kobiety, napominającej mężczyzn, brzmi to nieprzyjemnie – myślę, że podobnie, kiedy mężczyzna mówi kobiecie, co ona powinna, albo jaka być musi. A ona nie musi – ani on – wystarczy, że są. (Chciałabyś, by jakiś facet, spotykając Cię, mierzył Cię swoim katalogiem potrzeb, a w momencie niezgodności zbywał, nie słuchając wcale? Na przykład facet, który szuka żony dla swojego syna…)

    3. Kiedy interpretujesz schematy, panujące w rodzinach dysfunkcyjnych, zważ, że „branie na siebie grzechu Ukochanej” – jako przyjmowanie na siebie nieswoich win – jest jak najbardziej dysfunkcyjne…
    Ostrożnie proszę – wydajesz się poruszać idealnie w schemacie, który nazywam toksyczną opowieścią chrześcijaństwa, która dla wielu ludzi kończy się piekłem już na ziemi: życie w cieniu dawnych grzechów, za które ktoś cierpiał zanim przyszliśmy na świat i wyzwolił nas od słusznej kary śmierci za niepopełnione błędy, komu winniśmy się teraz podporządkować, bo się za nas poświęcił, a my tacy niewdzięczni… „Mamusią” jest wtedy osoba lub instytucja, która takie opowieści głosi.

    4. Listy św. Pawła, choć są częścią NT, to choćby przez ewolucję różnych poglądów, nie mają charakteru wiążącego do końca. Paweł doradza, ale wreszcie pisze „W końcu więc niechaj także każdy z was tak miłuje swą żonę jak siebie samego!” (Ef 5, 33) – w czym nie przekracza przykazania Miłości ani nie krępuje żadną normą, skoro odniesieniem jest miłość własna.

    5. Wybaczam :), ale nie podoba mi się ton, w którym piszesz o czymś, że jest żałosne i zasadniczo jesteś nastawiona na pewien „ideał” życia rodzinnego. Mam WRAŻENIE (czyli nie będę za to umierał), że patrzysz na świat przez pryzmat jakichś swoich doświadczeń, albo filtrów ideowych, podczas gdy Miłość chrześcijańska odnajduje się we wszystkim, również tym chorym i poranionym, cierpiącym, i to z wielką delikatnością – mniej więcej taką, z jaką wyjmuje się źdźbło z czyichś oczu (ten obraz, w jaki sposób otwierać się na innych i im pomagać, zawdzięczam pewnemu kazaniu z zakopiańskiej Górki, autorstwa M. Konenca SJ).

    6. Do Miłości nie trzeba zmuszać ani przedstawiać jej jako obowiązek lub jakieś zagmatwanie (po kobiecemu :)) Miłość jest Miłość – można ją jedynie okazywać, rozjaśniać… Tu Paweł akurat napisał bardzo pięknie.

    7. Kończę wymądrzanie, bo żony nie mam. Wiem tylko, że (moja) Miłość jest żywa wtedy, kiedy wykracza poza wszystko, co o niej napisano i lepiej w tym wszystkim być Twórczym, niż wyrabiać jakieś normy 🙂

    Pozdrawiam

    • Oj, bo to dyskusja i prowokacja jest 🙂 Na tym polega sztuka pisania felietonów, że są one ostre, prowokacyjne – mieszczę sie więc w granicach gatunku.

      Ale odpowiadając na Twoje wątpliwości:
      1. Motyw, który tu przywołałam – miłości aż po śmierć za drugiego przewija się przez całą Biblię i bardzo często to jest motyw włąsnie oblubieńczy. Tym samym kontekst w jakim umieszczony jest mit o stworzeniu wskazuje na kierunek intepretacji.
      2. „Ma”, Musi – rzeczywiście może to brzmieć zbyt ostro, ale ja pokazuję tu pewien ideał i jestem świadoma, że po świecie chodzą ludzie a nie ideały 😉 Dlatego nie szukam ideału, tylko kogoś, kto ma taki ideał. I do niego konsekwentnie dąży.
      3. W przypadku Jezusa i Kościoła ten schemat nie okazał się dysfunkcyjny. Kluczem tu jest dostrzeżenie, że jesteśmy wolni, możemy być niewdzięczni. Tyle, że to, co nazywasz niewdzięcznością w ostatecznym rachunku okazuje się być autodestrukcją. Prawo nadane rpzez Boga nie jest torem przeszkód, tylko drogowskazami do osiągniecia pełni człowieczeństwa. Jeśli ktoś nie jest posłuszny Bogu po prostu niszczy sam siebie. Zanim Jezus umarł nikt nei był w stanie wypełnić prawa doskonale – Jego śmierć i zmartwychwstanie sprawiło, że zstąpił Duch i to jest clue programu.
      Nota bene sama nie cierpię wymuszania na mnie poczucia winy i żerowania na moim poczuciu obowiązku. Jesli tak zabrzmiało to, co napisałam, to przepraszam 🙂
      4. „A któż nie miłuje swojego ciała i nie troszczy się o nie?” czyli norma jest – jest nią prawo naturalne.
      5. Wszyscy patrzymy przez jakieś filtry, ja też. Czysty, bezideowy badacz to fikcja. A jest to żałosne, jak żałosny jest widok kilkudziesięciolatka w krótkich porciętach na szelkach i w dzieciecej czapeczce z falbaneczkami. To jest chłopiec, nie mężczyzna i im jest starszy, tym jest bardziej smętny.
      Też kończę się wymądrzać.

      Odpozdrawiam:)

      • Przespałam się z Twoim komentarzem i teraz myslę, że pojęcie „żałosny” rzeczywiście tu nie pasuje. Jest to raczej przerażające, podobnie jak widok duetu bardzo stara matka – podstarzała samotna córka, gdzie matka traktuje córkę jako zastępczego partnera.

        Tym, co jest przerażające w takim widoku jest fakt, że obie strony są niedojrzałe a jedyną droga do ich dojrzałości jest rozluźnienie tej więzi, czego jednak żadna ze stron nie zrobi, bo się boi. I rosną sobie takie dwa egoizmy przebrane za miłosierdzie. Tak, to jest przerażające a nie żałosne :/

  2. Jakoś tak czytając komentarze pod wpisami widzę często, że mogę się podpisać pod tym, co pisze Bohjan :-). Interesujące.
    Wydaje mi się, Elka, że czasami piszesz o ideale, który trudno przykroić do sytuacji, jakie w życiu napotkać można. Życie ma to do siebie, że łamie brutalnie wszystkie teorie, choćby nie wiem, jak były przemyślane. A szczególnie dotyczy to, moim zdaniem, miłości, relacji damsko-męskich, w ogóle – relacji. Gdy przydarza się konkretne, prawdziwe spotkanie dwojga ludzi, wtedy często z hukiem upadają wszelkie wcześniejsze poglądy i przemyślenia. Można analizować męskość i kobiecość, odnosić do tego, co ktoś powiedział, gdzieś napisał, choćby nawet była to Biblia, a potem staje przed Tobą mężczyzna, albo kobieta, ze swoją jedyną i niepowtarzalną historią życia. I okazuje się, że to wszystko nie tak. Nie da się go przyłożyć do wzorca, choćby nie wiem jak, na wszystkie strony, przemyślanego i przemyślanie mądrego nawet, bo wychodzi łoże Prokrusta :-). I dopiero wtedy można sobie układać na nowo swoje poglądy i na nowo przemyśliwać relacje międzyludzkie na swoim własnym przykładzie, zbierając cięgi za swoje błędy i ucząc się cały czas.

    • Ale Ewuś, napisałam przecież w odpowiedzi Bohjanowi, że jestem świadoma, że ideałów nie ma w stanie realnym 🙂 Sama przecież tez nie jestem ideałem pod żadnym względem! Tyle, że to nie oznacza, że nie wyznaczam sobie jakichś celów i ideałów.

      Rzecz nie jest w tym, czy ktoś pasuje do wzorca, ale jakie ma wzorce i na ile jest zdecydowany dążyć do nich. Nawet nie na ile je osiągnął, ale nie ile chce do nich dążyć i to robi. Jesli ktos jest nałogowym seksoholikiem i uważa, ze to jest ok. to raczej trudno go okreslić jako ideał mężczyzny czy kobiety, bo krzywdzi siebie i ludzi wokół. Ale jesli ten sam seksoholik podejmuje decyzje, że zaczyna o siebie walczyć, to nawet jeśli upada i przegrywa, ale znów sie podnosi, to staje się kims innym. I ten drugi przypadek to przypadek, który mieści się w moim zakresie ideału.

  3. … a mi wczoraj coś się z netem działo i mój następny głos do rozmowy nie poszedł. Dziś już tylko (ładne „tylko” hi, hi), że:
    a. Tradycyjne „mówię bom smutny i sam pełen winy” jeśli chodzi o język i delikatność – z miesiąc temu na pewnym blogu okazałem swoją „delikatność” 😦
    b. Widzę, że (w pkt. 3 pierwszej odpowiedzi) podtrzymujesz „toksyczną opowieść chrześcijaństwa”, a mnie ona bardzo niepokoi. O ile wiem, nie jest ona zgodna z Nauczaniem – pisali o tym i Ratzinger we „Wprowadzeniu w chrześcijaństwo” i … niejaki Korek z FF, polecany nam tu przez Geoffreya (pozdrawiam 🙂 ) – pamiętasz?
    c. Teraz z kolei ja się podpiszę pod wypowiedzią Matamata 🙂 – mianowicie: „…staje przed Tobą mężczyzna, albo kobieta, ze swoją jedyną i niepowtarzalną historią życia…”; w ogóle zgadzam się z całością. O to właśnie chodzi, o tę Jedyność i Historię.
    Jeśli człowieka porównać do wielodaniowego obiadu, to skrypty psychologiczne są przydatne jak nóż, ale do zjedzenia całości trzeba też widelca (znajomości historii i kontekstów życia tego człowieka), łyżki (umiejętności słuchania, otwartości…), kieliszka (jakiejś duchowości…), szklanki (jakiejś filozofii…) i wielu innych jeszcze narzędzi i naczyń 🙂
    Jeszcze inaczej – cenię umiejętność rozeznawania różnych sytuacji, podziwiam zdecydowanie, ale myślę, że jedną z pierwszych i pewnych oznak Miłości jest ta, że wobec jakiegoś człowieka jesteśmy skłonni zrezygnować z jakichś naszych wyobrażeń, oczekiwań, marzeń, standardów…
    d. Porównywanie człowieka do posiłku nie jest przypadkiem 🙂 Jeśli powołujesz się na Chrystusa, to zauważ, że Jego Miłość była większa niż troska o swoje ciało – i to jest DOPIERO chrześcijaństwo! – on się dał ludziom zjeść…

    Ok, już, koniec. Nieskończone tylko pozdrowienia.

  4. Oj, to dobre z tym jedzeniem w całości. Zwłaszcza w kontekście Jezusa i powszechnie panujących praktyk, których nawet Ratzinger ruszyć nie chce, choć są niezgodne z nauczaniem samego „Dania Głównego” 😀

    Wiem, wiem, nudna już jestem z tym krwiopijstwem… Ale to ciągle boli, bardziej niż dziwne konstrukcje teologiczne…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s