Lourdes, reż. Jessica Hausner

Określenie, jakie mi się nasunęło po wyjściu z kina na określenie tego obrazu, to „bez-Duszny”. I nie jest to krytyka tego filmu – sam w sobie jest to rzeczywiście świetna rzecz. Zagrana obrazem właśnie, mnóstwem detali i długich ujęć historia pielgrzymki, bo nie wyłącznie głównej bohaterki. Chora na stwardnienie rozsiane, sparaliżowana tak, że wymaga karmienia przez drugą osobę, jedzie na pielgrzymkę, bo to jej jedyna szansa na wyrwanie się spośród czterech ścian. I ten motyw – samotności osób chorych – powraca w tym filmie nieustannie.

Film stawia pytania i nie udziela odpowiedzi, pozostawia widza bez puenty, ale to nie stanowi o braku Ducha. Brak ten rodzi z pustki ludzi, bo nawet ksiądz nie wierzy w to, że uzdrowienie fizyczne jest możliwe. Jego odpowiedzi na teologiczne pytania brzmią gładko i są dogmatycznie poprawne, ale nie ma w nich… prawdy. Są prawdziwe, ale są jednocześnie martwe. Sceny modlitwy czy adoracji są puste, magiczne rytuały, które sprawdzają się w niektórych przypadkach. I te pytania po uzdrowieniu: „Jak ty to zrobiłaś?” a przecież to nie bohaterka zrobiła cokolwiek. Otrzymała dar. Zostaje wyróżniona z tłumu, część pielgrzymów jej zazdrości, inna jest zawistna a dla jeszcze innych jest przyczyną cierpienia, bo oni przecież co roku a ona tylko raz i proszę… Wstrząsająca jest też sprawa siostry Cecille, ale nie będę zdradzać tego wątku – niech każdy, kto zechce zobaczyć tę historię, sam tego doświadczy.

Dla mnie obejrzenie tego filmu było doświadczeniem spojrzenia na świat wiary i doświadczeń religijnych oczami agnostyka: świetne studium psychologiczne, mnóstwo pytań i lęk przed udzieleniem odpowiedzi. Chociaż może nie lęk, ale rzeczywisty brak w pejzażu tego puzzla, który dopełnia całość. Puzzla wiary a przede wszystkim miłości, która dotyka i pielęgnuje nie tylko ciało. Która jest – otwarta, współodczuwająca, obecna, a na pewno nie jest litością. Nie, cień tej miłości się pojawia: w „moherowej” współlokatorce głównej bohaterki. Jedynej osoby szczerze wzruszonej i szczerze szczęśliwej z powodu uzdrowienia. Milczący anioł 50+

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s