Nagość kapłaństwa

Myślę, że cielesnym odpowiednikiem pokory jest nagość. Nie ma w niej miejsca na zafałszowania czy grę pozorów: pozostaje tylko to, kim fizycznie jesteśmy. Paweł z Tarsu pisze: „Nie będe się chlubił z niczego innego, jak tylko z moich słabości” Czemu? „aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (por. 2 Kor 12,9). Odsłonię moją nagość – stanę w prawdzie o mojej sile i ograniczeniach, aby nikt nie mial złudzeń, że Tym, Który naprawdę działa, jest Pan.

Stąd ten fragment z Sądu Ostatecznego Hansa Memlinga – lewy panel, przedstawiający wchodzących do chwały. Kiedy zmartwychwstają, są nadzy, ale otrzymują od aniołów bogate szaty. To Bóg nadaje im godność, podnosi ich człowieczeństwo.

Przyszło mi to na myśl w kontekście kapłaństwa, po wczorajszej rozmowie ze znajomym. Opowiadał, jak po wizycie w ich domu znajomego księdza, jeszcze jakiś czas trwal pokój. Ten kapłan go ze soba przyniósł i nie była to kwestia jego osobowosci, ale obecności Chrystusa. To mi przypomniało jak w zeszłym roku machnęłam już ręką na wizytę kolędową księdza, bo musiałam później wrócić do domu. Stwierdziłam, że jak go raz nie przyjmę, to świat się nie zawali. Okazało sie jednak, że od moich drzwi zastukał ministrant, w pędzie przygotowałam mieszkanie i wizyta się odbyła. Kiedy zamykałam drzwi za księdzem dotarło do mnie, że to nie był przypadek, że on mnie jeszcze odwiedził. Przyszło do mnie bardzo jasne przeświadczenie, że to Chrystus chciał przyjść do mojego domu. To On mnie odwiedził w osobie tego człowieka wyświęconego do sprawowania sakramentów.

Nie, nie był to przejaw egzaltowanego zachwytu księżmi – kilkanaście lat w róznych duszpasterstwach i kilka lat studiów na teologii skutecznie odarły mnie ze złudzeń.  To było duchowe doświadczenie Jego obecności.

Często patrząc na kapłanów widzimy tylko ich nagość, ale oni są nosicielami Chrystusa. Nawet kiedy o tym zapominają, próbują uciec od podobieństwa do Niego, zerwać więź, kiedy nie wierzą w to, że przez nich działa Jego moc. Może za rzadko my, świeccy, oczekujemy od księży dóbr duchowych? Może za często oceniamy ich po tym, co zewnętrzne, administracyjno-kaznodziejskie a zapominając o sednie – Duchowym sednie – ich posłannictwa?

Nie wiem.

Reklamy

9 thoughts on “Nagość kapłaństwa

  1. Ktoś kiedyś celnie zauważył, że o kapłaństwie wyświęconych za dużo się myśli, mówi i pisze – zresztą sami biskupi i księża „strasznie” celebrują swoje powołanie i misję, skupiając się w istocie nie na Ewangelii, a na głosicielach… Rzeczywiście, to Chrystus jest tu Ważny – jeśli więc nagość, to aż przezroczystość, milczenie, pokora.

    Opisane doświadczenie „obecności” szanuję, ale nie przekonuje mnie ono (i nie musi przecież!), lecz budzi wątpliwości; wszystko zdaje się bardzo subiektywne (równie dobrze – mi się zdarzało – poczuć po wyjściu księdza złość, podważającą sens jego misji; jeśli niesłusznie wyciągać aż takie wnioski ze złości, to i z pokoju).

    W świetle Ewangelii wszystko wydaje się szersze, bo „gdzie dwóch lub trzech…” i „cokolwiek uczynicie jednemu z tych…” i – jak słusznie zauważył w czasie pewnych rekolekcji Tomasz Kwiecień OP – wszyscy jesteśmy powołani do bycia Chrystusem/Chrystusami. Bez żadnych dodatkowych poręczeń emocjonalnych.

    To osobliwe, że Jezus z jednej strony zachęca do naśladowania siebie i B., a z drugiej uczy właśnie, że nasze uczynki wykonujemy Jemu samemu (który nb. jest jednością z Ojcem). Oto możliwa boskość – bycie „jak B.” wobec innych „jako B.”. Tu i teraz.

    Miłość – jak to opisał dzisiejszy bohater, św. Paweł.

    Z pozdrowieniami…

    ps. Pamiętam, jak w dzieciństwie wagarowałem i jeździłem w tym czasie do Gdańska, oglądać obraz Memlinga, zastanawiając się trochę nad ogniem, który mnie czeka za te wagary 🙂

    • Ale widzisz, ta złość pewne miała jakieś zakorzenienie w zachowaniu księdza (jeśli niesusznie tak myslę, to mnie popraw) a ten pokój był niezależny od tegoż zachowania. Nie neguję swojego kapłaństwa, tego wypływającego z chrztu, jednak tamto odczucie nawet mnie samą zaskoczyło. I jak znam tego księdza, który wtedy był u mnie, to jakbym mu o tym powiedziała, to tez pewnie by był zaskoczony 😀 Mistykiem to on nie jest 😀
      Święcenia zmieniają coś w człowieku, jak ślub kościelny czy inne sakramenty. Cos sie otwiera i cos sie zamyka, jeśli oczywiscie człowiek jest otwarty na udzielaną mu łaskę. Uważam, że gsybym temu zaprzeczała – kłamałabym.
      Celebrowanie swojego kapłaństwa jest przegięciem: po pierwsze żaden z wyświęconych, nawet sam papież nie ma SWOJEGO kapłaństwa tylko uczestniczy w kapłaństwie Chrystusa – On jest jedynym kapłanem. Po drugie: jeśli to jest swoje kapłaństwo to szemrane, nie-Boskie więc nawet za bardzo nie ma czego celebrować.

  2. Nie polemizuję z odczuciami – jestem tylko daleki od wyprowadzania z nich mocnych wniosków i Twojej interpretacji (moja „dalekość” jej wszak nie podważa 🙂 ). Co do mojej złości to – pamiętaj 🙂 , że ja, mimo sympatii do ludzi, myślę „systemowo”, tzn. konkretny ksiądz to pewien „format” bycia księdzem także, system kolęd np., Kościół… Zdarza się, że księża są ok, po ludzku, ale głębiej reprezentują coś, co dla mnie nie jest ok, a co wiąże się z formacją i utrwalanymi wzorcami – i to ostatecznie złości. Dla mnie bardzo wiele, systemowo, jest nie ok w byciu księdzem (nawet bardziej „księdzem” niż „kapłanem”) choć bardzo wielu indywidualnych mężczyzn może być nawet świętymi.

    Co do sakramentów – kluczowe słowa „…jeśli oczywiście człowiek jest otwarty na udzielaną mu łaskę”. Można by wtedy rozumieć sakrament jako pewną daną możliwość – rytuału, współdziałania z Łaską – a nie „automat”, jak zdaje się rozumiany jest sakrament w oficjalnym nauczaniu (Pani Doktor poprawi, jeśli błądzę 🙂 ).

    Znów wielkie tematy…

    • To jest „automat” w tym sensie, że Pan Bóg jest wierny, więc jeśli kogoś ochrzczono a on nie żyje zgodnie z tym chrztem, to i tak o strony Boga ta szczególna więź wynikająca z chrztu pozostaje. Podobnie jest z kapłaństwem: dlatego sakramenty sprawowane przez niegodnego szafarza i tak pozostają ważne. Bóg jest wierny swojej obietnicy, stąd to się bierze. Każdy sakrament to wejście w szczególną relację – niektórzy nie dorastają i nie chcą/potrafią/chce im się tego zmienić. I wtedy jest dramat.

      • No, tylko pytanie, czy B. „składa obietnicę” również „widząc”, że ci, którzy przystępują do sakramentu, nie są otwarci, nie zdają sobie z tego sprawy, itd. A tak przecież bywa w wielości przypadków chrztu (tu rodzice nie bardzo wiedzą, o co chodzi, często będąc praktycznie niewierzącymi), bierzmowania, eucharystii, małżeństwa, namaszczenia chorych – wydaje się, że największą świadomość mają pokutnicy i przyjmujący święcenia, ale też niekoniecznie.

        To ważne – czy B. działa niejako „ponad głowami” przystępujących do sakramentu? Czy nie obciąża ich wbrew ich realnej woli, o której On akurat być może wie (chrzest, bo teściowie chcieli, ślub, bo się „mleko” wylało, albo pięknie grają na organach i wygląda się w sukience, namaszczenie, bo trzeba się ubezpieczyć na wypadek śmierci lub własnych wyrzutów, że się nie zrobiło wszystkiego).

        Nie podobał mi się film „33 sceny z życia” – z różnych powodów (tu pozdrawiam właścicielkę kina, gdzie go widziałem 🙂 ) – ale sceny z namaszczeniem oddają, nieco przerysowanie, stosunek „większości” do sakramentów. I co wtedy się dzieje?

      • A co się dzieje kiedy dwoje nastolatków deklarując sobie na fali uczuć (i w ich przekonaniu całkowicie szczerze!), że będa ze sobą już do końca życia, ląduje w łóżku? Ano oboje mają za soba inicjację seksulaną i nie są tego juz w stanie w żaden sposób cofnąć. Obraz nie jest doskonały, nawet jest bardzo niedoskonały, ale próbuję ci pokazać, że Bóg traktuje poważnie nasze deklaracje. Jeśli dwoje ludzi prosi o chrzest dla dziecka, to jeśli proboszcz spróbuje im odmówić, bo nie widzi podstaw do udzielenia sakramentu, bo szanse na religijne wychowanie potomka sa niebezpiecznie bliskie zeru, to jest wojna i oburzenie – jak on śmie! A potem pojawiaja się takie głosy jak Twój. Jeśli chodzi o małżeństwo to uważam osobiście, ze Kościół zbytnio szafuje tym sakramentem – co najmniej połowie par bym nie pozwoliła pójść do ołtarza, nawet jeśli sa w ciąży. Ale idą do ołtarza, proszą Boga o łaskę a Bóg traktuje nas poważnie, nasze prośby też i tę łaskę daje. On jest Szaleńcem – przecież umierając na krzyżu wiedział, że przyjdą tacy, którzy z tym krzyżem na sztandarach będą mordować i palić (jak choćby w ostatnich dniach w Afryce). Ale umarł, bo wiedział też, że umierając daje szansę. Udzielając łaski proszącym, nawet tym nieświadomie czy w złej woli, daje tak naprawdę szansę, ma nadzieję, że oni ja odnajdą i z niej skorzystają. Skoro zdeklarowali… Jeśli są dorośli i mają pełną używalność rozumu, wiedza przecież co mówią.

        Łaska to nie obciążenie – to szansa. Z tym, że jesteśmy wolni – możemy się jej zaprzeć.

      • Przekonuje mnie to, że B. poważnie traktuje nasze deklaracje – nawet wtedy, jeśli do końca nie rozumiemy, o co prosimy (por. Mk 10, 35nn). Przekonuje mnie, że daje szanse również tym, którzy tego nie rozumieją i wybacza grzesznikom ich niewiedzę (choćby słynne „Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią…”). Rzecz w tym, że ludzie często – moim grzesznym zdaniem – nie wiedzą, co mówią, albo wiedzą, że myślą inaczej; w tych przypadkach trudno przychodzi myśleć, że B. – niczym diabeł, czekający na podpisanie cyrografu – czyha na ich zewnętrzne słowo i gest…

        To w ogóle jest sprawa słów i gestów zewnętrznych – już kiedyś tu pisałem w jakiejś gadule, że mnie osobiście zastanawia przekonanie wierzących, że msza „jest skuteczna” mocą wypowiadanych słów i gestów, dokładnie wedle zapisów w księgach – zastanawia osobliwa „pewność”, że wszystko działa, poniekąd niezależnie od przytomności celebransa i wszystkich zgromadzonych. Magia? – idealnie pasuje.

        Tak sobie szukam i błądzę, niewierny.

        ps. Obraz nastolatków mocny, ale właśnie kościół lekce go sobie waży, mimo całej „gadaniny” o „czystości” (znów „rytualna czystość” kontra „miłość” – miast uczyć, jak kochać, nauczanie negatywne, czego nie robić). Ok, już się zapędzam.
        ps. 2 Może i jest w tym „automacie” jakaś pedagogia, ale jeszcze nie dojrzałem do jej zrozumienia. Tylko dlaczego o tym pisać na Twoim blogu? Odzywa się stara choroba – grafomania 🙂

  3. W kontekście P.S. nr 1 Bohjana chciałabym wziąć Kościół w obronę:). Wydaje mi się, ze na tej płaszczyźnie robi dobrą robotę, od której uchylają się inni (zresztą, nie oszukujmy się, tu ławka jest krótka). Bo to, czego naucza Kościół, w moim odczuciu, nie jest,,czystością rytualną”, czystością od… (chociaż być może samo to słowo jest nacechowane, o czym tu już kiedyś pisałeś), ale czystością ku…, czystością ze względu na perspektywę dojrzałej relacji, wraz ze wszystkimi jej wymiarami. A tych ani się przed młodymi nie ukrywa, ani się im nie obrzydza.
    A jak można uczyć o tym, ze możliwe jest zbudowanie czegoś dobrego i pięknego bez mówienia czym jest miłość? Nie można. Pozdrawiam mojego katechetę sprzed lat.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s