Jak na trwałe pozbyć się facetów ze swojego życia

Ponieważ ciśnienie jest niskie a pogoda raczej zachęca do kontemplacji jesiennego słońca niż pracy stwierdziłam, że pójdę dziś na łatwiznę i napiszę o czymś, na czym świetnie się znam, bo mam w tym wieloletnią praktykę. A więc, Drogie Panie:

1. Zaniedbaj się fizycznie: noś niedobrane ciuchy, ignoruj modę, nie dbaj o higienę. Rozmiar w tym przypadku naprawdę nie jest najistotniejszy – liczy się ogólne wrażenie zaniedbania. Aha, nie używaj dezodorantu lub używaj go w zbyt dużej ilości (najlepiej jakis duszący zapach, kojarzacy się z szafą babci). Pioronujące wrażenie robi zestawienie nieumytego ciała i dusznego deodorantu – nawet Napoleon, lubiący wszak woń nieumytej Józefiny, nie zniósłby takiej mieszanki. Do tego dołącz namolność oraz emocjonalne „przyklejenie” do pana.

2. Garb się, pochyl, sprawiaj wrażenie niepewnej siebie a jednocześnie bądź w zachowaniu agresywna. Nie chodzi mi o kopanie po kostkach czy inne równie subtelne objawy namiaru zlości – lepsze są złośliwe, celne przytyki. Ten typ kobiet panom nieodmiennie kojarzy się z jędzą. Może tak tego nie nazywają, ale to te rejony.

3. Udowadniaj mężczyznom, że są idiotami albo nie mają pojęcia o tematach, w których się wypowiadają (to z kolei wyposaży cię w dumną etykietkę wiedźmy). Rób to PUBLICZNIE – niewielu panów przyjmie „na klatę” fakt, że traci własnie twarz i że tę twarz odbiera im kobieta. Równouprawnienie równouprawnieniem, ale rozpacz w okrzyku „Kobieta mnie bije!” jest jego nieodłącznym i wyjątkowo szczerym elementem. Aha, i udowadniaj to posługując się męską logiką. Mężczyźni nienawidzą czuć się bufonami. Szczególnie, jesli nimi faktycznie są.

4. Popisuj się swoja wiedzą. Jeśli cie nie spławią, otrzymasz szlachetną pozycję kumpla. Uwaga: z kumplem się nie chodzi a stanowisko jest dożywotnie.

5. Nigdy, ale to NIGDY nie mów niczego pozytywnego. Krytyka dźwignią wyrzucającą z twojego życia kolejnych facetów! Aha, porównuj ich z innymi i wykazuj, że są gorsi. I że nic z tym nie mogą już zrobić. Oraz stawiaj niebotyczne, nierealne wymagania. Tak, to koniecznie.

6. Nie śmiej się z ich dowcipów, za to obdarzaj pana opowiadającego taki spojrzeniem pt.: „Zrozumiałam, ale to jest idiotyczne a nie śmieszne.”

7. Ogólnie niewiele się uśmiechaj. Od tego robią się zmarszczki.

8. Nie słuchaj tego, co do ciebie mówią, za to mów bardzo dużo o sobie. Szczególny nacisk połóż na szczegóły danej historii oraz opisywanie z detalami emocji (uwaga, pan po 3 sekundach się wyłączy, bo nie bedzie wiedział kompletnie o czym mówisz. Chyba, że to twój terapeuta). Narzekaj! Nieustannie!

9. Patrz na pana spojrzeniem z gatunku taksujące i po czym zgadzaj się na kontakt z miną pt.: „No, ostatecznie… niech będzie”.

Skuteczność gwarantowa przetestowaniem na własnej biografii (nieskromnie przyznam, że punkty 2. i 3. doprowadziłam do perfekcji 🙂 )

Advertisements

29 thoughts on “Jak na trwałe pozbyć się facetów ze swojego życia

  1. Tylko bardzo proszę – nie doprowadzaj do perfekcji punktu 1! Chciałbym jeszcze od czasu do czasu wpaść do Krakowa. Co prawda miasto tchnie przeszłością, ale woń babcinej szafy byłaby już przesadą 😉

  2. Wcale nie trzeba się aż tak starać. Wystarczy mieszkać na wsi i pracować w szkole. Wtedy prawie nie widuje się mężczyzn, a jeśli już, to wyłącznie żonatych.

  3. Z męskiego punktu widzenia wyglądają te punkty trochę inaczej:
    1. Możesz być modna, ale nigdy w życiu nie ubieraj się jak kobieta. Odrzuć wszelkie spódnice, sukienki, wysokie obcasy, przytnij płasko paznokcie (a nawet obgryzaj je, to da lepszy efekt), obetnij włosy najlepiej na jeża, przysłoń oczy wielkimi, przyciemnianymi okularami. Ubrania powinnaś mieć nieco przykurzone i zmięte, jakby wyciągnięte z dusznego mieszkania. Co do mody – pójście za nią da Ci dodatkowe punkty ujemne, zwłaszcza jeżeli będzie to moda największych kreatorów (wskazane, żeby ów kreator był gejem; nietrudno jednak w tej dziedzinie chybić).
    2. Daj już na wstępie znaki, że zamierzasz dominować nad mężczyzną, z którym się zwiążesz. Jednak od prostej agresji dużo lepsza będzie subtelnie wita „mamusiowa” sieć. Najlepiej obrazuje to pewien satyryczny rysunek: żona przyjmuje gości, obok mąż – cały czerwony, a ona mówi: „Wiecie co, to jest takie zabawne, kiedy mój Fredziu co rano onanizuje się w toalecie”.
    3. Zachowuj się oschle i po męsku. Żadnego romantyzmu, chyba, że pod postacią omdlewającej konwalio-mimozy o głosie tak cichym, że prawie go nie słychać.
    4. Skutecznie daj do zrozumienia mężczyźnie, że nie możesz mu ufać w żadnej sytuacji. Gdy tylko nie daje sobie z czymś rady lub się męczy, od razu wyręczaj go („daj, ja to zrobię”) i nie odpuść sobie przy okazji złośliwej uwagi.
    5. W prezencie kup mu radosny krawat z łosiem albo różową piżamkę w niebieskie ciapki. Jeżeli jesteś jego żoną, do łóżka także zakładaj taką samą różową piżamkę w niebieskie ciapki.
    6. Zadawaj mężczyźnie ciągle pytania z cyklu „czy oddałbyś za mnie życie, gdyby napadło na nas dziesięciu dresiarzy”, albo jeszcze lepiej „czy oddałbyś życie za nasze dziecko, gdyby groziło mu trzech dresiarzy z nożem” (zwłaszcza wtedy, kiedy tego dziecka nie macie). Nigdy nie zadawaj mu tych pytań, kiedy jest w dobrym nastroju, bo dasz mu możliwość do pokazania swojej męskości.
    7. Sprowadzaj mężczyznę zawsze na ziemię, kiedy zaczyna mówić o rzeczach zbyt abstrakcyjnych lub wzniosłych. Najlepiej to się robi rozpaczliwym wzniesieniem oczu do nieba (czyt. „Boże, co on znowu pie…..”) lub złośliwą uwagą.
    8. Zwracaj na siebie szczególną uwagę wtedy, kiedy on jest zmęczony lub chce na chwilę zostać sam – nie pozwól mu na to pod żadnym pozorem. Szantażyki różnego rodzaju mile widziane.
    9. Zawsze obrażaj się, nawet na drobne rzeczy. Niech nigdy nie czuje się pewnie, czy cię czasem nie zranił – ale broń Boże nie mów mu o swoich uczuciach, on musi się wszystkiego domyślić. A najlepiej, żeby się nie domyślił – wtedy trzeba mu to równie subtelnie dać do zrozumienia.

    W następnym odcinku: jak mężczyzna może skutecznie zniechęcić kobietę.

  4. Obiecany odcinek 2, czyli co mężczyzna może zrobić, żeby skutecznie pozbyć się kobiet ze swojego życia:

    1. Ubieraj się w rzeczy szare, brudne, noś ciągle ten sam powyciągany sweter (tylko musi być w tym odpowiednia dawka kiczu, żebyś nie daj Boże nie sprawił wrażenia zbuntowanego artysty). W żadnym wypadku nie używaj żadnego dezodorantu ani wody kolońskiej (jeżeli coś takiego posiadasz, natychmiast wyrzuć do śmieci). Przy tym stawaj zawsze bardzo blisko kobiety, dotykaj ją z byle powodu i byle jak, no i rzecz jasna chuchaj jej w twarz. Bardzo korzystny jest wcześniejszy obiad z dużą ilością cebuli.
    2. Najlepiej od razu powiedz kobiecie o swoich kompleksach i wadach, dając przy tym do zrozumienia, że nie zamierzasz z nimi walczyć, bo raz, że już się z tym nic nie da zrobić, a dwa, że w sumie ci całkiem z nimi wygodnie. Śmiej się przy tym trochę nieśmiało, trochę głupkowato, ale udając wielkiego cwaniaka („no co? w końcu się przyznałem”)
    3. Daj kobiecie do zrozumienia, że dobrze wiesz, iż nie masz u niej żadnych szans. Trzeba to zrobić bardzo poważnie, żeby nie wkradł się w to żaden element żartu czy absurdu. Pokaż, że od związku z nią zależy dla ciebie wszystko, że jeżeli ona z tobą nie będzie, to potniesz się lub zrobisz coś jeszcze gorszego. Wykaż jej, że jest boginią, która ma nad tobą absolutną władzę, i że chcesz, żeby poprowadziła cię w życiu i się tobą zaopiekowała.
    4. Zamiast śmiać się, głośno rechocz. Gadaj głośno, nieskładnie i niewyraźnie.
    5. Opowiedz wulgarny dowcip. Jeszcze lepiej punktowany jest dowcip niewulgarny, ale obrzydliwy, o pluciu, sikaniu czy innych wydzielinach. A jeszcze wyższą punktację uzyskuje śmiertelna powaga, wynikająca jednak wyraźnie z nieśmiałości i usztywnienia.
    6. Popisuj się swoją wiedzą, co chwilę nerwowo zerkając, czy ona cię podziwia. Gap się na nią przy tym ostentacyjnie, ociekającym wzrokiem.
    7. Nigdy nie słuchaj tego, co ona ci opowiada. Mów jak najwięcej o sobie, jednocześnie robiąc z siebie durnia co kawałek i kryjąc to stłumionym chichotem.
    8. Nie zapomnij o niewyszukanych komplementach, mówionych wprost i bardzo ciężko („Ale masz ładne nogi”). Kwiatów kupuj w pierwszej fazie dużo, ale najtańszych i najbrzydszych, pożądane są też produkty seryjne z supermarketów jako prezenty.
    9. W żadnym wypadku nie odwoź jej taksówką do domu („nie stać mnie na to, więc cześć”).

  5. Oj Jarema, Jarema… Za duże wymagania masz odnośnie punktu pierwszego. Obcasy, długie paznokcie. Sam załóż obcasy i spróbuj w nich pochodzić oraz zapuść sobie paznokcie i zobacz, czy jest to wygodne. Ja uważam, że paznokcie powinny być przede wszystkim czyste i zadbane. A buty takie, aby dało się w nich chodzić, nie kalecząc stóp ani nie nadwerężając kręgosłupa. A jeśli ktoś tego we mnie nie akceptuje, to jego miejsce jest na palmie w Al. Jerozolimskich (palma ciągle niezasiedlona) ;->
    Co do punktów jak mężczyzna może zniechęcić kobietę. Trudno zgeneralizować. Ja nie trawię gości, którzy próbują się mną wysługiwać (znane Ci ostatnio przypadki szuwarkozy), ale są kobiety, które zrobiłyby dla takich wszystko 🙂

    • Cóż – jeżeli chodzi o paznokcie czy wysokie obcasy (czy np. długie włosy) to piszę o nich, gdyż są to pewne elementy wyglądu, które jasno wskazują na kobiecość. Wystarczy wyobrazić sobie mężczyznę z długimi czy pomalowanymi paznokciami, w sukience czy też na wysokich obcasach. Naprawdę nie należy tego traktować jako wymagania czy warunki, nie każda kobieta, która mi się w życiu podobała, zbierała w sobie wszystkie te elementy. One są istotne wtedy, kiedy są wyrazem stanu duszy – znam wiele kobiet, które noszą owe obcasy i sukienki, a nie mają w sobie za grosz kobiecości. Natomiast mam słabość do Pań, które od czasu do czasu lubią poświęcić swoją wygodę dla piękna. Podobnie jest zresztą z nami. Nieraz wolałbym z punktu widzenia wygody założyć bluzę i dżinsy, ale sam fakt, że mogę włożyć na siebie wyprasowaną koszulę, garnitur i krawat (wcale nie jakoś strasznie wygodne), budzi we mnie rodzaj radosnej ekscytacji.
      Są oczywiście pewne przypadki, kiedy np. kobieta nie może ze względów zdrowotnych nosić wysokich obcasów. Zresztą podobnie typowo męską cechą jest np. broda u mężczyzny (rzecz jasna elegancka, nie rozkudłana czy kozia). Sam chętnie bym ją zapuścił, ale niestety ze względu na ten mój nordycki typ broda rośnie mi bardzo powoli i nierówno, i musiałbym mieć dobry miesiąc, zanim by to zaczęło jakoś wyglądać.

    • Andalo, dlaczego tak jest, że zawsze piszesz to, co ja mam na myśli? 😀

      Podobno Indianie mieli takie powiedzenie: „nie osądzaj swego brata, dopóki nie przechodzisz rok w jego mokasynach” (czy jakoś tak). A zatem, Jaremo, zapraszamy na obcasy! 😀

  6. Moja babcia mawiala: kazda potwora znajdzie swego amatora (czy tez adoratora). Wiec bym otoz w zwiazku z tym nie generalizowala. Jednemu spodoba sie taka bez paznokci, drugiemu z dlugimi i fioletowymi. Jednego urzeknie zwiewnosc i kobiecosc, drugiego rzeczowosc i nie strojenie sie w cudze piorka. I dobrze. I tak winno byc. A moj brat kiedys powiedzial, ze cieszy sie z tego iz jego zona nie jest piekna ani zgrabna, bo dzieki temu ma ja tylko dla siebie, a nie dla rzeszy panow, dla ktorych uroda i zgrabnosc sa najwazniejsze.

  7. Cóż, komentujące Panie skupiły się tu na zewnętrznych sprawach i – obawiam się – potraktowały mój punkt pierwszy jako jakieś konkretne wymaganie. Zupełnie nie w tym rzecz. Wydaje mi się, że w odpowiedzi na komentarz Andalo wyjaśniłem w miarę wyraźnie, o co mi chodziło. Chodzi mianowicie o zrobienie tego kroku od wygody w stronę kobiecości czy piękna, jak najbardziej indywidualnego, choć nie rozumianego jednocześnie w sposób egoistyczny (na zasadzie: jestem najpiękniejsza w żołnierskich spodniach, butach i włosach obciętych na zapałkę, bo tak MI się podoba (i ewentualnie koleżankom)). Owszem, wygoda jest ważna, ale czy najważniejsza? Wiele osób wolałoby stać niż siedzieć np. w czasie wykonywania hymnu narodowego, albo siedzieć, a nie klęczeć w kościele (widok liturgii na Zachodzie nieraz upewnia, że wygoda wygrywa…). Wygodniej jest też chodzić do pracy w bluzie, w krótkich spodenkach czy w znoszonych trampkach niż w garniturze, który zwłaszcza w lecie bywa wyjątkowo nieznośny. Ale, jak to powiedział mi pewien mądry dominikanin, dbałość o własny wygląd jest także formą miłości do innych ludzi. Skoro mężczyzna może chcieć wyglądać jak najbardziej elegancko i męsko dla kobiet (a zwłaszcza dla ukochanej kobiety), to czemu kobieta nie miałaby zrobić tak samo? Czy nie jest to rodzaj powiedzenia mu: „Tak, chcę wyglądać pięknie, ale tak, jak MI się podoba!”

    PS B-m: akurat do długich i fioletowych paznokci wcale nie mam zaufania 😉 proszę także nie brać mnie za zwolennika kobiet ubierających się w sposób wyuzdany czy przypominających Dodę…

  8. A może by tak, proszę państwa, krótki pozytywny poradnik?
    Nie wystarczy robić dokładnie odwrotnie, aby stworzyć udany związek ( np wyciągać dezodoranty ze śmietnika zamiast je wyrzucać 🙂 )
    Jarema – w sprawie krawatów i obcasów całkowicie się zgadzam. Kobieta w swej mądrości doskonale wie, kiedy ubrać trampki, a kiedy szpilki. Kiedyś mówiło się pozytywnie o kandydatce na towarzyszkę życia : „do tańca i do różańca”. A do tańca, do wieczorowego stroju obcasy są obowiązkowe 🙂
    Pozdrawiam !

    • Drodzy panowie! Noszenie niewygodnych szpilek to nie jest to samo co noszenie niewygodnego garnituru z krawatem… Od garnituru wam się kręgosłup ani nóżki nie wypaczają, a od szpilek – wręcz przeciwnie… A przeciwieństwem trampek wcale nie muszą być szpilki. Szczęśliwie dla nas ostatnio znów modne stały się balerinki i inne tego rodzaju płaskoobcasowe eleganckie obuwie 🙂
      Zatem poświęcanie wygody dla poczucia estetyki bliźniego – bardzo proszę, ale nie kosztem własnego zdrowia!

      A swoją drogą, Dżef, pozytywny poradnik napisać możesz sam, w końcu najlepiej wiesz, co na facetów działa 🙂

      • W mojej rodzinie i wśród znajomych jest mnóstwo kobiet, które lubiły i lubią od czasu do czasu nosić wysokie obcasy (bo przecież nie codziennie i nie na spacery do lasu, nikt tego tu nie imputuje, ani Geoffrey, ani ja!), i jakoś żyją, niektóre nawet po dziewięćdziesiąt parę lat.

        A swoją drogą czy faktycznie zdrowie jest najważniejsze? Przypominają mi się tu dwie rzeczy: po pierwsze hasło z jakiejś feministycznej manifestacji sprzed paru lat: „ZDROWIE DLA KOBIET, URODA DLA MĘŻCZYZN”, a po drugie, dialog między lekarzem a bohaterem przeczytanej wczoraj rewelacyjnej książki Michaela O’Briena „Dziennik zarazy”:

        „- Jako pana lekarz, Herr Redaktor, mój drogi, porywczy publicysto, zapewniam, że picie i palenie z pewnością skrócą panu życie. Ale są one o niebo lepsze niż obsesja na punkcie zdrowia (…) Jeśli będziesz pan usiłował zdystansować się wobec naszej grupy, to naprawdę pan oszalejesz!
        – Naszej grupy?
        – Śmiertelników. Wszyscy tak czy inaczej umrzemy, nieważne od czego. Po co miałbyś pan umierać na głowę, trzydzieści lub czterdzieści lat przed pańską biologiczną śmiercią?
        – Twierdzi pan, że te nałogi to prawdziwe życia?
        – Oczywiście, że nie. Twierdzę jedynie, iż w umiarkowanych dawkach to zacne rozkosze. One istnieją z określonego powodu”

        …podobnie jak i wysokie obcasy…

        Zdrowie też może stać się bożkiem – nie bez powodu o. Augustyn Pelanowski wymienił zdanie „ZDROWIE JEST NAJWAŻNIEJSZE” wśród „złych dekalogów”, ładowanych nam do głowy przez świat, a zwłaszcza przez rodziców, obok zdań takich jak „Na miłość musisz sobie zasłużyć”, czy „Nie wolno popełniać błędów”. Żyć trzeba przede wszystkim dobrze, oczywiście w miarę możliwości dbając o zdrowie, ale pamiętając i o tym, że są rzeczy ważniejsze.

        A co do piękna to jest ono czymś przekraczającym zdecydowanie czystą estetykę. Spójrzmy, jak uwodzą swoich ukochanych kobiety Starego Testamentu – Rut, Tamar czy Oblubienica z Pieśni nad Pieśniami…

  9. No proszę 🙂 wyłączyłem się z sieci na czas budowy, zerknąłem na chwilę, a tu takie kwiatki 🙂

    A jak się pozbyć takiego, któremu udało się przetrzymać wstępne ataki w postaci tych punktów i nadal upiera się przy tej właśnie osobie?

  10. Zwłaszcza warto pochylić się nad punktem w którym prawimy swojemu mężczyźnie złośliwostki i docinki. Wielu mężczyzn nie posiada kompletnie zdolności przyjmowania tego typu rzeczy lekko. Sami – potrafią zasypywać swoją oblubienicę celnymi przytykami, natomiast w odpowiedzi na takie samo zachowanie obrażają się i przyklejają ci etykietkę jędzy, dokładnie tak jak napisałaś 😉

  11. @ Jarema

    Nie zabijaj. Siebie również. To punkt piąty pewnego regulaminu, w którym cztery pierwsze punkty nie mówią niczego o urodzie. Czyżby jednak zdrowie było ważniejsze od urody? 😉

    Pozdrawiam płasko! 😀

    • No tak! Wysokie obcasy zabijają! Trzeba by napisać do Ministra Zdrowia, by na każdym pudełku z butami było napisane to, co na papierosach…
      Jak wyżej napisałem: owszem, są sytuacje, kiedy ktoś po prostu z powodów zdrowotnych nie może takich butów nosić. Ale w przypadku zdrowej osoby – co tu demonizować? Jak mówiłem, znam dziesiątki kobiet (w bardzo różnym wieku), które od czasu do czasu zakładają wysokie obcasy, i jakoś żyją, i są zdrowe.
      A poza tym: bo ja wiem, czy np. okazanie miłości ukochanej osobie, choćby przez to, że się dla niej chce pięknie wyglądać, nie jest czasem elementem szerszego programu, w który wpisany jest ów wymieniony przez Ciebie „regulamin”? Zresztą ów regulamin w ogóle nie reguluje w sposób pozytywny stosunków między mężczyzną a kobietą, i nigdzie tam w ogóle nie jest napisane, że mężczyzna i kobieta mają starać się być nawzajem dla siebie atrakcyjni. Ale czy to znaczy, że to nieważne? Nie myślmy prawniczo!

  12. Ja dla odmiany nie znoszę, kiedy idzie obok mnie kobieta w szpilkach… Mam to co najmniej od podstawówki. Równie alergicznie reagowałem na odgłos szpilek matki, co nauczycielki czy zupełnie obcej osoby. A odkąd jeden profesor na wykładzie dał nam teorie na uzasadnienie noszenia szpilek i czemu to niby ma służyć, również racjonalnie mogę z czystym sumieniem być przeciw (przynajmniej tak się łudzę, że racjonalnie)

    • No cóż, niestety skupiliśmy się na tych wysokich obcasach (nie utożsamiajmy ich nota bene ze szpilkami, bo rodzajów obcasów są setki). A tymczasem chodziło o coś zupełnie innego – o to, co odróżnia kobietę od mężczyzny, co ma charakter stricte kobiecy w ubiorze. Marcinie: Twoja żona sama mi mówiła, że od kiedy jest z Tobą, ubiera się bardziej kobieco. O to mi chodziło. Nigdy nie oczekiwałbym, żeby kobieta miała codziennie nosić wysokie obcasy (choć uważam, że w wielu zestawieniach wyglądają bardzo ładnie). Natomiast kiedy mam do czynienia z kobietą, która po prostu nie chce kobieco wyglądać (nieraz kropiąc to obficie wodą święconą), to czuję, że coś jest głęboko nie tak. Oczywiście nie zawsze jest to odrzucenie piękna wprost: może to być też zamiłowanie do tzw. „piękna wysublimowanego, artystycznego”, czyli kreowanego przez gejowskich projektantów (gdzie kobiety, cytując noblistkę, „na sterczących łopatkach próbują odlecieć”), albo po prostu stylu quasi-męskiego, który opisuję powyżej.
      Co do profesora i jego teorii: halo, halo, psycholoooogiaaaa… Ktoś tu jej nie lubił 😉 No chyba, że to co innego, czekam na teorię. Ale w racjonalność tego sprzeciwu szczerze wątpię 😉

      • Połudzę się dalej, że to racjonalne 🙂

        Masz rację co do tych kropiących wodą…

        Właśnie sobie uświadomiłem, że mnie od kilku lat nie otaczają dziewczyny w trampkach i glanach. Raczej odwrotne pomysły.

        Pewnie, że liczy się w moim życiu kobiecość i wszystkie wartości, które ze sobą niesie. Za to wszystko, co próbuje podważyć te wartości uważam za złe. Z obcasami mówił nam tak: porównując je z podkutymi butami oficerów, tak, aby kiedy taki ktoś przechodzi, każdy zauważył, że „oto idzie”. Co w przypadku oficera do mnie przemawia, w przypadku kobiety jest dla mnie zbyteczne – mężczyźni czy chcą, czy nie chcą, na kobiety zwracają uwagę.

        A drugi nurt to kiedy nam koleżanki w akademiku wykładały teorię lepszego wygladania łydki na ocasie… Też się trochę podśmiewałem, bo, owszem, łydka może wyglądać, jak ma na to ochotę jej właścicielka, ale żebym ja od widoku łydki miał przejść do chęci nawiązania relacji, tudzież jej pogłębienia… heh.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s