Pan Libera chrzani jak potłuczony

Tą błyskotliwą frazą podsumowałam cytat z książki Libery na blogu o. Janusza Pydy OP i czuję, że jednak wypada ten bluzg jakoś uzasadnić. Jak już komuś przywalam, to wypada powiedzie ofierze za co 🙂

Widzę rodzinne strony, zwane przedmurzem chrześcijaństwa, na podobieństwo ubogiej, nieszczęsnej starej panny, której się nie powiodło. Oto jej starsze rodzeństwo dobiło się majątku, założyło rodzinę i spłodziło potomka (USA, dod. mój EW), który okazał się nadto iście cudownym dzieckiem: kimś wyjątkowo zdolnym i zorganizowanym, kimś, kto w niezwykłym tempie przerósł swoich rodziców, dorobił się fortuny i współpanuje nad światem.

Tymczasem ona, smętna, sentymentalna krewna, nie tylko nie wyszła za mąż i nie zaznała dostatku, lecz coraz to przegrywała swoje szanse i los, aż stała się ofiarą żyjącą w ciągłej opresji. Nawet romansu nie miała. Została niedojrzałą, ograniczoną istotą, zdolną jedynie służyć u państwa z wyższej klasy (podkr. moje EW). Kiedy inni w pałacu, ona w „piwnicznej izbie”, gdy inni na akademii, ona w szkółce powszechnej, kiedy inni na balu w złoconych salach lustrzanych, ona na wiejskim weselu przy stole dla dalszych gości.

Owa „niedojrzała, ograniczona istota” wydała z siebie, i to w czasie pobytu niewoli, kilku noblistów (Sienkiewicz, Reymont, Curie-Skłodowska), była drugim z krajów na świcie, w których kobiety uzyskały prawa wyborcze, w ciągu 20 lat od odzyskania niepodległości po 120 latach braku państwowości nie tylko ja odbudowała, ale doprowadziła kraj do rozwoju technicznego i społecznego (pomijam tu fakt, że stało się to pomimo fatalnych rządów i specyficznego dla nas polskiego piekiełka zawiści i gierek personalnych 🙂 ). Uchroniliśmy a nawet więcej: rozwinęliśmy w niewoli naszą narodową kulturę, zachowaliśmy tożsamość odrobiliśmy pilnie lekcję pokory – po ciągu nieudanych powstań odkryliśmy potrzebę kształcenia i troski o uboższe części społeczeństwa. Wystarczyło nam rozwagi, aby po II wojnie światowej nie wykrwawiac się w kolejnym powstaniu, ale znów czekac, cierpliwie i twórczo, na szansę odzyskania pełnej autonomii. Bazując na kulturze owej „niedorozwiniętej istoty” Jan Paweł II stworzył teologię ciała i poprowadził Kościół a teraz jego teologia i filozofia jest rozwijana w owym zdolnym USA i nie tylko.

Mądrośc naszych przodków nie polegała na ślepym naśladownictwie, ale przekonaniu o własnej godności i bazującej na tym umiejętności dokonania wyboru. Wybierali z kultur, z którymi się stykali to, co było korzystne – dlatego udało im się stworzyc fenomen w postaci Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Kiedy w XVII wieku tej mądrości zabrakło i w Sejmie przepadła propozycja dołączenia trzeciego narodu a więc ruskiego (obecnie Ukraina), zapłaciliśmy za to boleśnie wiek później utratą niepodległości.

Ale do mądrego wyboru potrzebna jest, powtórzę, świadomość własnej godności. Poczucie wartości płynącej z bycia tym, kim się jest a więc także precyzyjnie określona tożsamość. A takie teksty, jak pana Libery, jedynie pogłębiają kompleksy a więc wpychają umysł w ślepe uliczki labiryntu dla szczurów, w którym biegniemy za znikającą wciąż za zakrętem zjawą Zachodniej Doskonałości, jednocześnie zapominając kim jesteśmy. Po co ją gonić? Nie lepiej po prostu znaleźć  wyjście?

Advertisements

20 thoughts on “Pan Libera chrzani jak potłuczony

  1. chociaż ta ciągła opresja to też jest jakaś racja. ciekawe, że my jako społeczeństwo koncentrujemy się na martyrologii i na czasach i dziejach minionych, na wspominaniu tego, co było, choć nie wiadomo jak byłoby to dla nas bolesne. wyczynem jest dla nas bohaterska śmierć, ale już nie dobre życie i służba na rzecz innych, czy zwykła ludzka uczciwość. prosty przykład: ostatnie dwa dni w mojej dzielnicy – przybyły dwa nowe miejsca pamięci.

  2. Mam nadzieję, że panu Pydziakowi w USA spodoba się tak dalece, że nie będzie się starał powrócić na sentymentalne łono ojczyzny. Czego nam wszystkim, a Krakowowi w szczególności, życzę 😀

  3. BTW, byłam teraz w Warszawce i na reklamie w metrze zobaczyłam, że Zachęta, która kiedyś była galerią sztuki polskiej budowaną ze składek społecznych, by przechować polskie dziedzictwo kulturalne, i miała poziom międzynarodowy, od kilkunastu lat znajdująca się pod zarządem pani Andy Rottenberg i innych tym podobnych osobistości, proponuje właśnie wystawę pod tytułem „Siusiu w torcik”. Z tego co wiem, pan L. i pani R. to dość zbliżone środowiska i nie ma co się dziwić ich poglądom – jakie środowisko, taka kultura i takie poglądy na Polskę i jej historię.

  4. ,,Każdy ma swoją opowieść”. I choć bliższa mi jest narracja, która zarysowujesz, Elu, niz Gombrowiczowska, do której Antoni Libera odwołuje się wprost (np. w ,,Błogosławienstwie Becketta”) i nie wprost – drążąca kwestie tzw. ,,polskich kompleksów”,,,niedojrzałosci polskiej kultury” itp. to jedna uwaga do notki i komentarzy. Każdy ma swoją opowieść, i nie skłoni go do pochylenia się nad inną zarzut, iż ,,chrzani jak potłuczony”, nawet jeśli potem wyłuszczone zostaną, już eleganckim językiem, argumenty na rzecz tejże. I przykrego wrażenia nie równoważy, niestety, humor we wstępie.
    Po drugie, Dom, bez urazy, ale myslę, że Twój wpis na temat ,,pana Libery” jest dość nieroztropny, żeby nie powiedzieć, że brzmi arogancko. W tym, co Libera pisze, przejawia sporą erudycję i … dużą kulturę, zbyt sporą i zbyt dużą, by go tak ważyć lekce.
    I szkoda, ze Gombro znów triumfuje, że ,,nie ten kala swoje gniazdo, co je kala,ale ten, co go kalać nie pozwala”. Chociaż przesadzam oczywiscie bardzo, przykładajac to powiedzenie do formatu blogowej sytuacji.
    A cóż,cudze sądy, insze niż nasze, okazują się zazwyczaj pożyteczne, pozwalają czasem uświadamiać sobie wyraźniej, czego sami chcemy bronić.
    Pozdrawiam

    • Fakt, pojechałam ostro w komentarzu u o. Janusza, może nawet za ostro. Nerwy mi puściły i wiem, że taki komentarz raczej zamyka osobę, do której jest skierowany, niż ja otwiera, jednak pisałam go raczej (zwąłszcza już te „elegancką” formę) raczej dla czytelników bloga niż samego pana Libery. Chciałam pokazać, że można spojrzeć inaczej. Uważam nawet, że należy patrzeć inaczej – cóż, tak jestesmy skonstruowani, że w jednym momencie jesteśmy w stanie spójnie mysleć tylko jedną z dwóch przeciwstwanych ścieżek myślenia. Zakopywanie się w kompleksach prowadzi jedynie do naużywania róznych zagłuszaczy typu alkohol lub kasa. Spojrzenie na to, co wartościowe w nas, w naszej historii czy tożsamości, daje siłę do konkretnej, mozolnej pracy. I to jest to, co ostatecznie zostaje.

      Jestem pod wrażeniem elegancji twojego komentarza (to już tak na marginesie) a „Madame” Libery i tak będę uważać za dobrą książkę 🙂

      Odpozdrawiam.

    • @ Wera
      🙂
      Podobne myśli, podobne – ja swój komentarz ostatecznie usunąłem 🙂
      Wsłuchując się w Twój Głos – ile razy czytam Twoje wypowiedzi – nabieram podejrzeń… 🙂
      Pozdrawiam wszystkich.

  5. Pani R. już się nie zajmuje Zachętą, ale osoby, które nią kierują, niewiele się od niej różnią. A w radzie naukowej, czy jak to się nazywa, nie ma chyba ani jednej osoby z branży ze znanym nazwiskiem. Raczej przypadkowe osoby, za to z tej samej formacji mentalnościowej, oraz dyrektor z jakiegoś nowoczesnego muzeum z Wiednia.
    Wera – nie czytałam pana L., a jego nazwisko wyleciało mi z głowy już parę lat temu. Ilość i rodzaj linków na jego nazwisko w Google’u jest dość znaczącą informacją. Ocena z zewnątrz, niezależna. Może pan L. ma erudycję i jest dobrze wychowany, ale znam wiele osób o dużej erudycji i świetnym wychowaniu, którym brak takich składników kultury ogólnej, jak np. szacunek dla ludzi o odmiennych poglądów, posiadanie wartości itd. Nawet nihilista czy zbrodniarz mogą mieć erudycję, kulturę osobistą i wspaniałe wychowanie, czego pierwszym przykładem jest komendant obozu Auschwitz. A jeśli mam się wypowiedzieć o moich osobistych wrażeniach, to przy założeniu, że cytat zamieszczony przez Elę jest prawdziwy, moim zdaniem nie świadczy on w żadnym wypadku o wysokiej kulturze autora.

  6. Wero, czy Ty naprawdę uważasz, że w tym cytacie z Libery można odnaleźć obraz Polski? To nie chodzi o „kalanie gniazda”, tylko o elementarną uczciwość wobec siebie. Być może pan Libera tak widzi Polskę, cóż… Mogę mu tylko współczuć i życzyć jak najdłuższego pobytu w amerykańskiej ziemi obiecanej, u tego „dziecka sukcesu”. Jak dla mnie chrzani jak potłuczony 😀

  7. Kilka spostrzeżeń a propos wypowiedzi Pana Libery:
    Przede wszystkim, wydaje się, że nikt z dyskutantów nie czytał książki „Godot i jego cień”, z której inkryminowany cytat pochodzi. Ja natomiast czytałem i zmienia to postać rzeczy o tyle, że znam kontekst owej wypowiedzi. Radzę zajrzeć do źródła, ale tym, którym się nie chce, spróbuję go jednak przedstawić, bo sprawa jest na tyle ważna: otóż wszystkim umknął podstawowy i najistotniejszy szczegół. Wspomnianą kwestię wypowiada autor w 1977 roku, po wylądowaniu w Nowym Jorku. Jest to jego pierwsza podróż do Ameryki, po wielu latach męki, którą było załatwianie jakiegokolwiek wyjazdu zagranicznego bez podpisania lojalki na SB, po latach borykania się z ustrojem, gdzie człowiek był bombardowany co chwila kłamstwem, przemocą i brzydotą, a owa wzniosła narracja sienkiewiczowsko-antygombrowiczowska, której, Elu, używasz, została wszystkim myślącym ludziom skrajnie obrzydzona poprzez wprzęgnięcie jej w retorykę partyjną.
    Libera wylatuje z Polski brzydkiej, socrealistycznej, totalitarnej, pełnej budów rozruszanych przez Gierka za pożyczki, na których jednakże połowa robotników jest pijana w sztok (polecam „Pamiętnik inżyniera budowy Ursusa”); z Polski, w której codziennie z prasy wylewa się służalczość wobec Związku Radzieckiego.
    Sam cytat może wręcz pochodzić z dziennika, prowadzonego przez Liberę w tamtych czasach. Powiem inaczej: dziwiłbym się, gdyby w zetknięciu z nowoczesną Ameryką z całą jej demokracją, modernizacją, wolnością słowa itp. Pan Libera powiedział o tamtej Polsce coś innego.

    W zasadzie mógłbym na tym zakończyć, jednak chciałbym odnieść się także do samej treści cytatu.
    Gdzie Libera „chrzani”? Opisując Europę i USA jako jej „zorganizowanego potomka”? Pisząc o Polsce jako o „smętnej i sentymentalnej”? Pisząc, że żyjemy w ciągłej opresji (w roku 1977 o tym, że mamy wolność i demokrację mówili najwięcej ci, którzy tę opresję tworzyli)? Pisząc, że Polska „nie zaznała dostatku”? Że jest „niedojrzała” (sądzę, że nie tyle w sensie ideowym, gombrowiczowskim, lecz w sensie najzwyczajnieszego rozwoju cywilizacyjnego)? Że zdolna jest „jedynie służyć u państwa z wyższej klasy” (co mieliśmy w 1977, i czy tak znów inaczej jest dzisiaj?)
    Nie ma co się zasłaniać Sienkiewiczem, Reymontem, Skłodowską, Miłoszem czy Szymborską, bo Libera zupełnie o tym nie pisze (już nie mówię tu o wątpliwej wiarygodności noblodawców). Uzyskanie przez kobiety praw wyborczych jest owszem pięknym gestem, ale jakoś nie przełożyło się na ogólny rozwój. Jesteśmy krajem biednym, krajem, w którym życie jest wyjątkowo uciążliwe, krajem, w którym postkomunistyczne systemy kolesiostwa i podwieszeń znaczą więcej niż to, co człowiek potrafi. Jesteśmy krajem, w którym podstawowe dobra płynące z rozwoju cywilizacyjnego są dla większości obywateli niedostępne, w którym codzienne życie z koniecznością uzyskiwania setek papierów i pozwoleń przypomina pływanie w kisielu ((C) by R.A.Ziemkiewicz), za „klasę średnią” uważani są ludzie typu Kulczyk i Gudzowaty, a uczciwy przedsiębiorca kończy jak Roman Kluska… Zresztą co tu dużo gadać, pisał o tym już wspomniany RAZ w „Polactwie”, „Michnikowszczyźnie” etc., pisze o tym Korwin, pisał o tym Kisielewski, pisał dużo wcześniej Tyrmand.

    Elu, chciałabyś, żeby Libera swoimi wypowiedziami budził w czytelnikach poczucie własnej narodowej wartości, godności. Otóż po pierwsze rok 1977 nie był dobrym czasem dla takiego podejścia – by wychwalać w ten sposób Polskę pod niebiosa trzeba było być ślepym na PRL, a więc i na ZSRR. Ale nawet i dziś na pewno nie osiągnie się tego mafijno-plemiennym przekonaniem, jakoby nie powinno się mówić o tym, co jest złe. Wręcz przeciwnie – patrioci tacy jak Dmowski, Kisielewski, Szpotański, Łysiak, Ziemkiewicz itp. potrafią jasno i wyraźnie mówić o tym, co jest złe, a co jest dobre. Tylko na tej prawdzie można opierać godność i poczucie własnej wartości, nie na głaskaniu po główce. A Zachodnią Doskonałość trzeba uczciwie dostrzec tam, gdzie ona jest, a nie wypinać się na nią tylko dlatego, że jest zachodnia, a nie nasza.

    • Dzięki za szersze tło i kontekst – rzeczywiście jest on tu istotny.

      Nie inspirowałam się w swoim wpisie Sienkiewiczem ani nie polemizowałam z Gombrowiczem – moją inspiracją były raczej pisma Wyszyńskiego i działalność Popiełuszki. Także to, co mówił i pisał Wojtyła, także już jako JPII. Oni nie kopali leżącego, jakim w czasach komuny było polskie społeczeństwo. Mówili o godności, o wartości polskości, o tym, że mamy coś do dania innym i jest to cenne. Nie mówię tu o zakłamywaniu rzeczywistości i głaskaniu po główce, ale o dostrzeżeniu własnej wartości. Owszem, wówczas Zachód był niedościgłym ideałem, ale tylko z wnetrza Polski. Poczytaj sobie „Rok myśliwego” Miłosza i jego wrażenia z Anglii a zwłaszcza Francji. Przyjrzyj się jak łatwo elity całego Zachodu, także USA, uległy fascynacji komunizmem (tu ciekawe obserwacje można odnaleźć w książkach Suworowa, polecam „Akwarium”). Tamta część świata tez miała i ma swoje wady, tam też jest rozbuchana biurokracja (Bruksela), łapówkarstwo i nepotyzm (Włochy). W USA też istnieją problemy społeczne, fakt, że nie ma tam tak szerokiej papierkologii, jak u nas, ale pod względem kulturowym to jednak stoimy na tym samym poziomie. I będę się przy tej konstatacji upierać.
      Zgadzam się z tezą RAZa o kisielu, ale uważam, że są też w Polsce siły, ktore mogą uzdrawiać powoli tę sytuację zaś wmawianie w ludzi, że całe wieki byli li i jedynie zaściankiem Europy oraz są z tego powodu juz na starcie przegrani, przypomina mi motywowanie uczniów do pracy stwierdzeniem: „I tak jesteście do niczego a jesli cos wam się uda rozwiązać to tylko przypadkiem”.

      Libera nie ma racji, że Polska była niedojrzała i sentymentalna, nie ma także racji pisząc, że jesteśmy jedynie zdolni służyć u bogatych państwa. Ty jęczysz, że u nas jest bieda i dramat – pojedź sobie na Ukrainę albo Białoruś. Co tam – jedź do Rosji. Tam łapówkarzom nawet stawiają pomniki. Polska a raczej my, Polacy, mamy w sobie duzy potencjał i to na niego trzeba wskazywać. Owszem, w wielu częściach zycia społecznego jest źle, ale to nie znaczy, że nie ma w nas potencjału do zmiany, że jestemy jedynie zdolni do służenia bogatszym i lepiej rozwiniętym (przynajmniej w ich mniemaniu).

      Umknęła ci tez jedna rzecz: napisałam wyraźnie o tym, że nasi przodkowie dokonywali wyboru a więc CZERPALI z innych kultur. Tyle, że nie byli w nie ślepo zapatrzeni – o to mi chodziło z labiryntem.

  8. I może jeszcze warto sięgnąć po inną lekturę: Teresa Hołówka „Delicje ciotki Dee”. Autorka opisuje swoje wrażenia z USA, tej ziemi obiecanej, do której dotarła właśnie pod koniec lat 70. ubiegłego wieku i następnie w latach 80. W jednym z ostatnich zdań stwierdza, że marzy już o powrocie do Polski, tak, do tej szarej, a właściwie już przerażającej, zniewolonej Polski. I nie dlatego, że tęskni za rodziną, bo w Stanach była z mężem i dwójką dzieci, żyła w całkiem niezłych materialnych warunkach, nikt jej nie prześladował… Dlaczego zatem chciała wracać? Cóż, polecam lekturę 🙂

  9. Elu,
    Co do ,,eleganckiego” tonu mojego komentarzu, cóż, tam, gdzie zaistniało coś ponad miarę, tam należy domyślac się słabości:). próbowałam zatrzeć stylem w wirtualu swoją irytację w realu. Terapeutyczne, rzekłabym :). choć pozbawia mnie złudzeń co do samej siebie:)
    Bohjan,
    nie czuję się osobą podejrzaną
    🙂
    Mishko,
    z cytatem się nie identyfikuję, niezależnie od czasu historycznego, twórczość zaś cenię
    🙂
    Rozmowa Jaremy z Elą uswiadamia komplikację rzeczy, wielość nakładajacych się dyskursów, która powinna przestrzegać przez postawą wyszukiwarka Google… i pozamiatane.
    A mnie przypomniała o tym, iż to, co potrafimy dostrzec gołym okiem, to sa najczęściej skutki procesów uswiadamianych i nieuswiadamianych. Rzeczony pisarz w PRL-u łykał wolność za pośrednictwem zachodniej literatury, sztuki, kultury. Nie dziwi mnie fakt, ze czuje się wobec niej tak ,,zadłużony”. Chociaż motyw ucieczki z kraju w ,,Madame”, (którą też lubię) tak silnie wyeksponowany, powracający w wielu wariantach, pamiętam, sprawił mi przykrość.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s