Było wietrznie

Moja luźna, fałdzista kiecka z uporem maniaka usiłowała stylizować mnie na Marlin Monroe, ale się nie dałam. Głowa też, pomimo uporczywych usiłowań przeciągu, pozostała na swoim miejscu. Walcząc dzielnie z wiatrem poodwiedzałam różne ciekawe miejsca a głównie to zajmowałam się szukaniem.

Najpierw szukaliśmy padre TA, bo jak (potem się okazało) słusznie założył padre TS, spóźni się. Upewniwszy się, że jedzie we właściwym kierunku, zaczęliśmy szukać wejścia do Archidiecezjalnego WSD. Okazało się być zmyślnie ukryte w rogu budynku i zamaskowane krzakami (to pewnie jedna prób prawdziwości powołania: chętny znajdzie wejście, czy podda się na starcie? 😉 ). Pozwiedzałam dzięki temu wnętrza tej szlachetnej instytucji, w tym zobaczyłam portret ks. Jerzego. Jakoś od tej książki z wywiadami stał mi się bliski, łapię się czasem na tym, że proszę go o wstawiennictwo. Niesamowity człowiek.

Zanim TA się pojawił już zaliczyliśmy spotkanie z jednym purpuratem („A na kogo czekacie? Może na mnie?” rzucam okiem pod uchylony kołnierz płaszcza i widząc połyskiwanie biskupiego łańcucha wypalam: „To zależy od tego, jak ksiądz biskup ma na nazwisko”. Na szczęście bp Pikus okazał się być człowiekiem o sporej pokorze i adekwatnym do niej poczuciu humoru – po prostu się przedstawił i chwilę zagadnął. Uffff…).

Kiedy padre TA dotarł (wg siebie na czas, wg zegarków z poślizgiem) zaczęliśmy szukać właściwego biskupa. Okazało się, że jest w Sekretariacie Episkopatu i musimy się udać na Skwer Wyszyńskiego. Więc zaczęliśmy szukać taksówki. Kiedy już przyjechała, okazało się, że kierowca nie zna Warszawy i musi szukać Skweru Wyszyńskiego. Znalazł. Sekretariat też znalazł. Na szczęście do pokoju bp. Polaka prowadziła tylko jedna winda, ale już na piętrze do wyboru były dwa korytarze. Tu okazała sie przydatna moja babska intuicja i skręciłam we właściwym kierunku.

Rozmowa okazał się bardzo owocna i sympatyczna. W każdym razie możemy liczyć na biskupie wsparcie. Na koniec jeszcze się okazało, że pokój, który odwiedziliśmy, zwykle jest zamieszkiwany przez kard. Dziwisza – cóż, cień Krakowa pada wszędzie… 😀

Potem jeszcze szukaliśmy taksówki, bo okazało się, że padre tak ją zamówił, że nie było wiadomo, gdzie przyjedzie (proszę się nie śmiać, dla mnie osobiście Warszawa to taki moloch, że wszystko w niej jest możliwe!) a potem już poruszałam się w przestrzeni, którą udało mi się już jako tako w Wawie oswoić czyli po Starym Mieście i Centrum. Przy okazji spotkałam starego znajomego, jeszcze ze studiów i zajrzałam posiedzieć w Bardzo Dobrym Towarzystwie czyli na adorację do jezuitów. A, i pogadałam z grafikami – zawsze to lepiej współpracuje się z kimś, czyją twarz się zna.

I wróciłam do Krk, do ulubionego klimatu tutejszych ulic. Uwielbiam być w domu.

Reklamy

5 thoughts on “Było wietrznie

  1. Bp Pikus jest ok. Przez wiele lat wykładał u nas na ATK i wcale nie zbiskupiał.
    Co do trudności ze skwerem Wyszyńskiego, to są one normalne. W okresie postkomuno-bogoojczyźniano-włazidupskim władze miasta nazwały placyk przez KEP ww. skwerem, a jedną z największych arterii W-wy – Aleją Prymasa Tysiąclecia. Taksówkarze – i wszyscy inni – mają z tym ciągle kłopoty. Nawiasem mówiąc, jeszcze za komuny nazwano jedną ulicę Idźkowskiego, a drugą Idzikowskiego. Są w zupełnie innych częściach miasta. Nawet poczta sobie z tym nie radzi, nie tylko taksówkarze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s