I jeszcze nieco o „robieniu” doktryny KK

Już wiem, co mnie tak dotknęło we wczorajszym tekście prof. Hartmana –  sformułowanie: doktryna powstaje w Watykanie. Brzmi to tak, jakby w watykańskim politbiurze siedziało kilku smutnych, starszych panów w czerni i wymyślało nowe przepisy. I w zależności od tego, czy wieje sirocco czy nie, tak bardzo uprzykrzające życie wierzącym.

Tymczasem prcedura jest mniej więcej taka: gdzies w Kościele rodzi się jakaś idea (teologiczna, natchnienie do tworzenia wspólnoty, rozwiązanie jakiegoś problemu etycznego, objawienia), zostaje przesłana do Rzymu, tam wyznaczana jest osoba odpowiedzialna za przyjrzenie sie temu „projektowi”. Jeśli jest on ewidentnie sprzeczny z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, zostanie odrzucony, jeśli sprawdza sie, zostaje zatwierdzony na określony czas. Czas jest tu potrzebny dla rozpoznania owoców, czyli bardziej po ludzku efektów danego podejścia czy wspólnoty. Jesli wszystko zgadza się doktrynalnie a owoce są dobre – zostaje dane rozwiązane przyjęte na stałe (co nie znaczy, ze co jakis czas nie moze byc rozpatrywane ponownie, bo czasy się zmieniają a niektóre rozstrzygnięcia maja charakter tzw. duszpasterski, tzn. zostają przyjęte ze względu na mentalność danej epoki).

Tak, młyny Kościoła mielą powoli, ale trzeba wziąc pod uwage jedną rzecz: to jest żywy organizm. I pieknie to wyszło przy okazji wprowadzania reform liturgicznych po II SW. Na Zachodzie wprowadzono je pospiesznie, nie pytając wiernych o zdanie wypruto ich koscioły z ozdób a liturgię z łaciny i dawnych gestów i znaczeń. Owocem tego była fala odejść z Koscioła katolickiego do konserwatywnych Kosciołów narodowych (bardzo dobrze widać to na przykładzie Kościoła w Niemczech). W Polsce zmiany te wprowadzano bardzo powoli, sukcesywnie i fali odejść nie było (wiem, dodatkowym czynnikiem była walka z komunizmem i miejsca Kościoła jako jedynej przestrzeni wolności w tamtych realiach), ludzie przyjeli te zmiany jako naturalne.  Czemu? Bo organizm potrzebuje czasu na dostosowanie się do zmiany.

Kościół korzysta z rad specjalistów, w tym także osób niewierzących, kongregacje konsultują swoje decyzje z ośrodkami naukowymi, nie jest to jedynie wzywanie Ducha Świętego (choć to też i przede wszystkim).

I kiedy Kościół mówi: „Aborcja to zabójstwo”, wyraża zdanie nie tylko swoje, ale także tych spośród niewierzacych lub wierzących inaczej, którzy dostrzegają człowieczeństwo nienarodzonego dziecka. I wcale nie jest ich tak mało.

Advertisements

One thought on “I jeszcze nieco o „robieniu” doktryny KK

  1. Profesor Hartman powtarza po setny raz to samo, co opowiada „Wyborcza” i okołowyborcze media od początku istnienia. Jest jednak dodatkowy ubaw, gdyż pisze to tak, jakby odkrywał Amerykę, albo, jak to pisał Kisiel o Karolu Małcużyńskim, „robi takie miny, jakby się namyślał i sam do tego dochodził”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s