Jeszcze jedna taka rozmowa

i zostanę tradsem. Moje nawrócenie przebiegnie pod hasłem: „Nie ma to jak zapach świeżego stosu o poranku”. Skąd moje plany?

Znajomy streszczał wynurzenia jednego z polskich księży-kurialistów, który radośnie stwierdził, że dogmatyczne orzeczenie, iż Jezus jest vere, realiter et corporaliter obecny w Eucharystii to przesada, bo jest to jedynie symboliczna obecność. Jak widać nie tylko Bartosiowi odbija się niemieckimi teologami.

I tu mi nasuwa się pytanie, czemu ów ksiądz nie wyciągnie życiowych wniosków z tego, co głosi. Bo skoro Jezus jest obecny jedynie symbolicznie, to po kiego grzyba nam księża? Symbolicznie to ja sobie mogę sama konsekrować. I co za oszczędność czasu oraz pieniędzy! Można zlikwidować wtedy kurie, proboszczowie i biskupi byliby obierani na kadencje, wreszcie świeccy przestaliby się czepiać kleru, że to darmozajdy…

O. I wtedy taki ksiądz-kurialista mógłby zrzucić okowy celibatu i poszukać jakiejś pracy, w której realizowałby się w pełni a nie jedynie symbolicznie. I wtedy za jego utrzymanie ja bym nie płaciła, pan by nie płacił, pani by nie płaciła, nikt by nie płacił.

Tak już bez jadu – smutne to. Bo ten człowiek jest już tak wysoko w hierarchii, że stołek stał się integralną częścią jego siedzenia a reprezentuje Kościół, którego członkiem nie jest, bo naucza w sposób niezgodny z nauczaniem Kościoła. Co z tego, że takie nauczanie jest modne i tak wysublimowane, że dostępne jedynie wybranym, jeśli kiedy spojrzymy w biografie największych świętych Kościoła, znajdziemy tam umiłowanie Eucharystii i przekonanie o prawdziwej, żywej i cielesnej obecności Jezusa w konsekrowanym Chlebie i Winie?

Jednak te stosiki za nieboszczki Inkwizycji to nie był taki zły patent…

Advertisements

19 thoughts on “Jeszcze jedna taka rozmowa

  1. Herezje a wiara. Są nierozłączne. Tak jak światło i ciemność. Prawda i kłamstwo. Do czasu.
    Eucharystia otwiera nasze oczy na widzenie prawdy,jest niewidzialną dla oślepionych pychą oczu delikatną świetlistą smugą, Drogą prowadząca nas przez ciemności tego świata.
    Największe ciemności spowijają umysły teologów. Mówią Panu Bogu jaki ma być, w jaki sposób być między nami. Może zostaną tez „symbolicznie” zbawieni?

  2. Nie będę bronił kurialisty, ani krytykował Redaktorki, ale mam dwie uwagi.
    1. Jeśli Ostatnia Wieczerza przebiegała tak, jak opisali ją Ewangeliści (w co, jako chrześcijanie, wierzymy), to mamy oto Jezusa, który daje swoim uczniom do jedzenia chleb i do picia wino, mówiąc im, że to Jego Ciało i Krew (nadto, że te tutaj Ciało i Krew zostaną w przyszłości wydane). OCZYWISTE jest przecież – i czemu ja to piszę w ogóle? – że nie wyrywa sobie mięsa ani nie upuszcza krwi, więc używa słów „Ciało” i „Krew” W INNYM ZNACZENIU niż zwykle się ich używa. Osobiście nie mam wiedzy, ale tym bardziej pewności, że w Tradycji Kościoła zostało to dobrze zrozumiane – o ile zrozumiane być może. Wyzwaniem jest owe inne rozumienie słów: ciało, krew, jest/będzie. Nieporozumieniem jest jednak zupełnym próba zacierania fenomenu gestu Jezusa przez proste utożsamianie „Hostii” z ludzkim, fizycznym ciałem człowieka w zwykłym rozumieniu tego słowa. A tak – może się mylę – bywa przecież. Aż po żart z „Kanibalami i Krwiopijcami” 🙂

    2. Słowo symbol jest w ścisłym sensie bardzo dobrym wyjaśnieniem tej sytuacji, ponieważ symbol oznacza REALNĄ OBECNOŚĆ czegoś w czymś, choć niepełną. Symbol to nie jest znak, ani metafora, ani alegoria, ale Część Całości, bez której Całości nie ma. Ale i w symbolu jest tylko jej część – ale JEJ (najprostszym, choć ordynarnym przykładem jest przedarty banknot, którego połówkę mamy a drugą ma kto inny i dopiero ich połączenie stanowi całość, a zarazem umożliwia rozpoznanie). Nie ma tu miejsca na pełną wykładnię pojęcia symbolu (mnie zainspirował do tego HG. Gadamer, który posługiwał się nawet przykładem Eucharystii), ale to wyjątkowo odkrywcze, choć bardzo stare i zwykle źle interpretowane, pojęcie, które może pomóc w przemyśleniu bardzo wielu zagadnień, np. w innym świetle ukazuje fenomen człowieka nienarodzonego.

    Przepraszam za wtręt, ale po sobotniej nocy w kurorcie, obudził się we mnie hermeneuta 🙂 Pozdrawiam.

    • Jezus w formule przeistoczenia używa słowa „soma”, które oznacza zarówno ciało fizyczne jak i cielesność w ogóle, w NT dodatkowo tak określane jest zawsze zmartwychwstałe ciało Pana podczas, gdy Jego ciało przed Paschą to „sarks”, czyli mięso („i Słowo stało się ciałem” w oryginale brzmi „Kai logos sarks egeneto”). Kościół w dogmacie wyrażnie określa: prawdziwie, realnie i cieleśnie a więc spożywając hostie spożywamy w istocie ciało Jezusa i pijemy Jego krew. On jest realnie obecny pod postaciami eucharystycznymi. To, że Jezus rozdziela swoje zmartwychwstałe ciało i krew wynika z tego, że dla Boga wszystko jest teraz – każda eucharystia to wejście w to Boże „teraz”, pozbawione następstwa czasowego w naszym rozumieniu.
      Tak, to rozumienie symbolu, na które ty się powołujesz jest pomocne w rozumieniu Eucharystii (zresztą tak ja interpretowali Ojcowie Kościoła), ale i Bartosiowi , i temu kurialiście chodziło o rozumienie obecne we współczesnej filozofii, gdzie znaczenie symbolu to nie współuczestnictwo a jedynie mówienie o sposobie przejawiania się, bez wnikania w istotę rzeczy. Jest to ujęcie fenomenologiczne, nie metafizyczne a tym samym wymowa stwierdzenia o realnej obecności Ciała w hostii i Krwi w winie zostaje osłabiona. Znajomy mówił, że kiedy próbował bronic wykładni Kościoła, ten ksiądz roześmiał mu się w twarz, że jest zacofany intelektualnie. Broń mnie Panie Boże przed taką sublimacją umysłową! Już wolę kopać rowy.

      Muszę dojść do tego jak częściej budzić w tobie tego hermeneutę, on jest bardzo inspirujący 🙂 Odpozdrawiam!

  3. wiadomo, co z takim robić. upomnieć w 4 oczy, upomnieć przy świadkach. Jak to nie pomoże, donieść Kościołowi. Nie zadziała – niech ci bedzie jak poganin i celnik.
    Jest druga droga, krótsza: rozgrzeszyć i rozstrzelać.
    Osobiście wolę pierwszą: póki życia jest szansa, że się nawróci.

      • przyzwyczaiłam się trochę. Moja szanowna katechetka (pardon, „pani od religii”)twierdzi, cytuję: „to, co przyjmujemy w komunii sw. to taki sam opłatek jak na wigilię, symbolicznie nazywamy to Ciałem Chrystusa”. Ponieważ żadne argumenty nie przekonają człowieka, który jest zamknięty na dyskusje i twierdzi, że dyplom emgieera z PATu przyznaje mu racje nawet wtedy, gdy tej racji nie ma, wychodzę z założenia że rada zawarta w Syr 22, 13 została stworzona specjalnie na takie okazje.
        Chociaż często mi się scyzoryk w kieszeni otwiera.

      • Tia, z PAT-u powiadasz owa pani-geniusz? Ciekawych mamy absolwentów 😦 Ciekawe, czy Wydział Katechetyczny wie, czego uczą ich katecheci… ;>

        A co do cytatów, to genialne podsumowanie podałaś 😀

      • Moje dziecko pięcioletnie ciągnie mnie za rękaw i szepcze „ja też chcę opłatek!”, a ja cierpliwie tłumaczę, że to Pan Jezus…
        Potem pójdzie do przedszkola i szkoły, i jakaś pani katechetka będzie jej w głowie przewracać :(.
        Kiedy człowiek zaczyna takie bzdury opowiadać, świadczy to, że gdzieś w jego życiu jest wielki nieporządek, coś co wyłącza antyherezyjny mechanizm elementarnej pokory.
        A w takim przypadku ryzyko, że nie posłucha upomnienia jest spore.

      • Wiesz, to ciekawy trop, ten z pokorą jako zabezpieczeniem przed herezjami. W końcu uznanie, że nie końca cos sie obejmuje umysłem, jest uznaniem własnej małości.

  4. 🙂
    Oczywiście, to jedna z ciekawszych (czyli też jakoś inspirujących do metanoi) dyskusji – o Eucharystii. Nie wchodząc dalej (tam, gdzie się zaraz zgubię), dodam na swe usprawiedliwienie, że kiedyś (11.8.1994 🙂 ) słyszałem od Zioło, że w NT jest właśnie sarks, nie soma; innym źródłem moich niepokojów są tzw. cuda eucharystyczne, w które mój tępy łeb nie chce wierzyć… Alem grzeszny, więc mam za swoje 😦

    BTW – skoro już o eucharystii (dziękczynieniu). Filozofowie współcześni bywają pozytywnie inspirujący. Taki np. Heidegger zauważył, że słowa think i denken mają swe wspólne źródło z thank i danken, czyli myśleć, znaczy dziękować – w ten sposób nawet nasze dialogi można traktować jako przyjmowanie i dziękowanie za wszystko, jedną wielką litanię dziękczynną, co zmienia nawet charakter sporów :)I uwalnia od pychy homo sapiens.

    Człowiek myślący to człowiek wdzięczny (żywiący się przy tym nie tylko Chlebem, ale i Słowem – w jego materialnej, somatycznej/symbolicznej postaci 🙂 ).
    Tak mi się nasunęło 🙂

  5. Problem polega na tym, ze niektórzy nie chcą zobaczyć tego , co jest (miedzy człowiekiem a Bogiem ukrytym w Hostii)a widza tylko to, co chcą zobaczyć, co mogą sobie racjonalnie wytłumaczyć. Może boja się zaufać, wypłynąć na głębię. Bo w Eucharystii jest głębia życia i źródło jedności wszystkich ludzi.Duc in altum!

  6. Za pokorą jestem za.
    Jednak oznacza to również unikanie sformułowań typu „transsubstancjacja”, czy też „dwie natury, bez zmieszania, bez zmiany, bez rozdzielania i rozłączania” – jeśli nie można tego wyklarować.

    Języka należy używać w celu zrozumiałej komunikacji – a jak coś zrozumiałe nie jest, albo nie da się tego wyrazić, to już lepiej milczeć. Herezje nie biorą się znikąd! Nadto trzeba by się wreszcie zdecydować (w Kościele), czy rozum jest z wiarą niesprzeczny (samo to pojęcie odwołuje się do rozumu…), czy jednak B. musi się jawić dla rozumu absurdalny. Nie można bowiem jednocześnie krytykować postawy racjonalnej i twierdzić, że B. stworzył harmonijny (czyli sensowny) świat. Itd.

    Ale pokornie odwołam wszystko, jeśli będę miał przed Kim 🙂 Pozdrawiam.

    • Ale to jest wyklarowane, do tego stopnia, do jakiego jest to mozliwe a więc do formuł, które przytaczasz. Chciałbys, żeby wszystko było tak pięknie i radykalnie: jak znam, to całkowicie, jak nie znam, to zupełnie. Ale w świecie osób tak sie nie da, zwłaszcza takich Osób. Jesteśmy niepoznawalni do końca. Znam człowieka o nicku: Bohjan, ale nigdy bym nie powiedziała, ze znam go calkowicie, bo to już byłaby przesada. Znam Boga, ale nie znam Go w pełni. Potrafię wskazać, gdzie Boga już nie ma, ale nie podam ci pełnej Jego charakterystyki.

      Rozum jest niesprzeczny z wiarą, ale jest ograniczony w swoim poznaniu. OGRANICZONY a nie bezradny. Te defincje musiały powstać, aby mozna było okreslić jaka treść bezpiecznie prowadzi ku Bogu a gdzie już sa manowce. W religii jest tak, ze treści, w które wierzysz, winieneś przekładac na życie a doświadczednie życiowe ma ci pomagać zrozumieć treści wiary. Jeśli przyjmiemy np., że w Jezusie Bóstwo wchłonęło człowieczeństwo, oznacza to, że aby upodobnic się do Jezusa musze zanegowac moje czlowieczeństwo, stracić swoją ludzką tożsamość. Nie wiem, jak Tobie, ale mi taka perspektywa czy wizja, wcale się nie podoba, za bardzo kocham moją wolność.

      • Ellu, nie chcę się spierać – a to wielki temat, który powraca nawet w naszych rozmowach.

        Pełna zgoda co do ograniczoności rozumu i co do poznawania osób. Tylko wnioski chyba inne.
        Otóż niektóre sformułowania nauczania Kościoła uznawane są za ostateczne i jedyne prawdziwe, choć nie są one zrozumiałe dla przeciętnego wierzącego Osobie, ale nawet dla tych, którzy zajmują się koncepcjami filozoficznymi (i wierzeniami, wyobrażeniami). Ja nie chcę niczego relatywizować, ale – doprawdy – nikt nie jest w stanie wyjaśnić sensownie i do końca pojęcia substancji, a tym bardziej transsubstancjacji; podobnie jest z naturą i wieloma innymi słowami. Ja zaś nie rozumiem, jak to się dzieje, że Kościół wydaje się niekiedy bardziej przywiązany do filozofii greckiej (choć już Paweł zauważył, że w oczach pogan głoszenie Chrystusa to głupota i nijak się ma Chrystus do światowej mądrości) niż do Biblii! Rozumiem, że trzeba wyznaczyć granice ludzkim fantazjom – ale, moim zdaniem, lepiej wyznaczyć je wcześniej, albo innym tonem.

        I kto to mówi? – mądrala 😦

        Bez-wiednie, ale wiernie pozdrawiam 🙂

      • Co rozumiesz przez „wcześniej”?
        A co filozofii – tak, coś w tej grecyzacji jest, tyle, że póki co lepszego języka brak.

        Pozdrawiam od-wietrznie 😀

  7. I tak za dużo piszę – a tu trzeba by jeszcze więcej. Powiem więc inaczej i krócej: osobliwe, że Jezus mówił o tych najtrudniejszych „rzeczach” w przypowieściach – co zarazem jest przecież przyzwoleniem na własną medytację, która może trwać dowolnie długo, dopóki nigdzie nie uprze się co do osiągniętych przekonań i będzie toczona w dialogu z Ojcem. Dogmat (nie chodzi o słowo, ale obwarowanie) jest przeciwieństwem tej postawy – choć piszę to z pokorą, bez przywiązywania się do tej postawy. Metanoia może być rozumiana jako nieustanny ruch myśli, by – ostatecznie – „całym swym umysłem” kochać B.

    Jedną z najpiękniejszych przypowieści/egzemplów o Eucharystii znalazłem w tekście Elżbiety Wiater „Twarz Boga” (W drodze 2007/3 i Mateusz.pl) 🙂

    Co do języka to po pierwsze był, a po drugie jest 🙂
    Nie jestem znawcą, ale myśli hebrajskiej nie da się ująć po prostu Greką – jeśli nie ma w niej np. pojęcia „rzeczy” w znanym nam znaczeniu (jest dabar, ale to co innego). Filozofia XX wieku na tyle przekroczyła tradycję myśli greckiej, że wolno w niej widzieć zupełnie odkrywcze inspiracje (już kiedyś polecałem: Heidegger, Levinas, Marion, by wymienić najważniejszych).
    Swoją drogą – język to niezwykle wielkie wyzwanie – niedawno czytałem w TP Majewskiego, który opisywał, jak katolicy Azjaci interpretują Sobór Chalcedoński (sic!): właśnie na podstawie dogmatu wyciągają słuszny logicznie wniosek, że Chrystus jest kim innym niż Jezus… – chwilowo (na jakieś 37 lat) złączeni. No – a prolog do Ewangelii Jana po chińsku zaczyna się od sformułowania: Na początku było Tao (to wiem od Popławskiego OP).

  8. Dyskusje filozoficzne o Eucharystii prowadza na manowce, gdyż obracają się w obszarze sporów i sens i znaczenie pojęć. Przesłanie Jezusa w moim rozumieniu miało zupełnie inny walor niźli to, co da się wyrazić w greczyznie. Spór o vere, realiter et corporaliter w istocie swej jest sporem o słowa, Jezus zaś przyszedł dać nadzieję i zbawiać prostaczków, anie dzielić włos na czworo. Współczesna teologia musiałaby mu się jawić jako spory faryzeuszy i uczonych w Piśmie.

    • Nie ukrywam – czuję się faryzeuszem i uczona w Piśmie, to zresztą wywołuje traumy jak są czytania skierowane do tych grup społecznych :))) Z teologią jest tak, że zrodziła się z potrzeby obrony wiary – chrześcijanie jakoś muszą do tej pory uzasadniać logicznie swoją wiarę. Problem zaczął się, kiedy teologia stała się możliwą ścieżką kariery a straciła swój charakter a) obronny, b) są ludzie, którzy do wiary dochodzą droga intelektu i dla nich teologia jest sposobem na nawrócenie.
      Trochę zamieszałam, ale zasadniczo widzę te dwie kwestie.
      Lubię teologię, kiedy się w nią człowiek wmyśli z wiarą, przynosi głęboki pokój, ukojenie i radość. Ale do tego trzeba wmyślenia się z wiarą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s