Bez odpowiedzi, póki co

Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie. (Mt 5,40-42)

Mam problem z tym nakazem Jezusa. Nie stawiaj oporu, rozdaj, co masz. Bądź potulnym cielęciem, które pójdzie, gdzie je zaprowadzą. Pożyczaj, nawet jeśli wiesz, że to na wódkę albo narkotyki… STOP Nie, to nie może być tak.

Ale jak? Jak rozumieć te słowa, tak jasne i bezpośrednie? Kiedy najczęściej ci, którzy naprawdę potrzebują pomocy, najczęściej są zbyt ambitni, by o nią prosić? Kiedy ten czas, który poświęcę idąc z kimś dwa tysiące kroków, jest czasem potrzebnym mojej rodzinie? Bohjan ostatnio zwrócił moją uwagę na fakt, że kiedy Piotr poszedł za Jezusem, zostawił swoją żonę i najprawdopodobniej dzieci (w tradycji Kościoła przetrwała opowieść o Petroneli, córce św. Piotra) a więc zaniedbał w pewien sposób swoje rodzinne obowiązki. Ale kiedy zajrzymy do 2 Tm 5,8 przeczytamy, że ten kto, nawet z pobożnych względów, zaniedbuje swoją rodzinę, grzeszy równie mocno jak apostata. Apostata! Jeden z najcięższych grzechów!

Więc jak to jest?

Piotra można wybronić tym, że podróże misyjne Jezusa zwykle miały miejsce jedynie w porze suchej a na zimę Mistrz z apostołami „dekował” się w Kafarnaum a więc rodzinnym mieście Piotra oraz tym, że firma rybacka Piotra zapewne działała dobrze także pod jego nieobecność (archeologowie odkopali dom Piotra i okazało się, że apostoł należał do ówczesnej klasy średniej, zatrudniał ludzi i nie narzekał na brak dochodów), więc jego rodzina miała z czego żyć.

Ale jak to jest z wezwaniem do bycia ofiarą? Ofiarą w tym najbardziej żałosnym sensie? Problem tu nie tkwi jednak jedynie w tym, że taka osoba jest odbierana w ten sposób, ale w tym, że jej zachowania często są najzwyczajniej w świecie szkodliwe społecznie: te wszystkie „za dobre” żony alkoholików, „za dobrzy” rodzice narkomanów, „za dobrzy” sąsiedzi nie umiejący odmówić pożyczki osobie, która nigdy nie zwraca długów,  „za dobrzy” ludzie pozwalający zagadać się na śmierć osobie, której to wysłuchanie i tak nie pomoże, bo ona powoli zamienia się w gderanie a przestaje być sobą (jakby to określił miszczu C.S.L.). Nie potrafię uwierzyć w to, że Jezus wzywa do utwierdzania innych na ich błędnej drodze postępowania. Nie potrafię.

Ale do czego w takim razie wzywa?

Reklamy

15 thoughts on “Bez odpowiedzi, póki co

  1. w kazaniu o. Tomasz tłumaczył to dzisiaj w ten sposób, że agresja (uderzenie w policzek) nie odbiera nam godności, stąd możemy nadstawić drugi, a zniewolenie fizyczne (jak cię ktoś przymusi, by iść z nim tysiąc kroków) i inne formy przymusu nie oznaczają niewoli naszego ducha. czyli, że w tym tekście nie chodzi o dawanie ponad siły – chociaż tak jest go najprościej odebrać.

  2. Ten fragment zawsze mi się kojarzy z innym J(18,22-24).Mam wrażenie, jakby Chrystus w swej spokojnej odpowiedzi na spoliczkowanie swą godnoscią i cierpliwością PRZEMAGAł zło (a przecież czuję,że nie uchyliłby się przed drugim ciosem).
    I ważna rzecz, która Go różni od tych zbyt dobrych żon i rodziców, o których wspomina Ela, ze w swoich słowach i swą postawą ustanawia też własciwą miarę tej sytuacji – ktoś czyni zło.
    I myslę, że są sytuacje, kiedy właśnie godnoscią cierpliwoscią (gotowoscią i pełnym otwarciem) można przemóc zło, nie stawiajac mu ,,czynnego” oporu, jednocześnie ustanawiając właściwą ramę wartosciowania dla tychze sytuacji. I ze ci, których na to stać, wyróżnia jakaś specyficzna wielkoduszność. (która może zło zaskoczyć?, skonfundować?) Nie wiem, jak to udatniej:)wyrazić.
    I mam wrazenie, ze to jest trochę inna sytuacja niż przyzwolenie na zło.

  3. @ andalo, wero

    Chyba to w tym kierunku. Ale z drugiej strony co przyjdzie z mojego mówienia, że np. „nie bierz narkotyków, to jest złe” kiedy ja jednocześnie dam dziecku kase na te narkowtyki. Tekst wpusci jednym uchem a wypusci drugim a potem pójdzie ćpać.
    Chyba, że złe przykłady wybrałam.
    Ech.

  4. Bardzo przepraszam, ale będzie bardzo długo 🙂

    1. Nie należy czytać tego fragmentu jednym tchem, bez zauważania różnic.

    2. W pierwszej części chodzi wyraźnie o sytuacje przemocy wobec nas (uderzenie, zmuszanie) – i do tego odnosi się miano zła, wobec którego nie należy stawiać oporu. W drugiej chodzi o prośby – to już rozszerzenie stosowania ducha braku oporu. Sytuacja prawowania jest niejasna – nie wiem, jak to brzmi w oryginale; znając dzisiejsze realia, chęć prawowania można jednak także uznać za swoistą agresję (wykorzystanie siły innych, sądów, przeciwko nam). Wobec takiego zła nie mamy stawiać oporu.

    3. Jezus mówi, byśmy oddali SWÓJ płaszcz i nadstawiali WŁASNY policzek, nie zaś to, byśmy oddawali płaszcze naszych żon i dzieci, albo ich narażali na ciosy. W sytuacji wyboru między agresorem a niewinnym, dbamy jednak o bezpieczeństwo niewinnego, więc skupiamy agresora na sobie – a jak inaczej się obronić słabszych nie da – to pewnie trzeba i przywalić… 🙂

    4. Jeśli nie ma przemocy, a jedynie prośba, choćby natarczywa – narzucająca się, toksyczna, itp. – możemy wejść w pertraktacje. Istotne jest wszak, że Jezus i tu mówi nam, byśmy dawali proszącym i pożyczali im – nie wydaje się, by miał tu ciągle na myśli jakieś zło (wspomniany alkohol lub narkotyki). O co chodzi w tej postawie?

    5. „Jeśli ktoś cię ciągnie, to go popchnij – jeśli ktoś cię popycha, to go pociągnij” – tak chyba jest w judo 🙂 Można uznać, że wzmacniając siłę, skierowaną przeciw nam, w istocie ją przemagamy, obracamy na własną korzyść a przeciwko napastnikowi. Tak to wygląda na prymarnym poziomie, ale chyba nie o to Jezusowi chodziło… 🙂

    6. Zgadzam się z Werą, że raczej chodzi o doprowadzenie do pewnej konfuzji naszego nieprzyjaciela – ale też „gra” idzie w tym wszystkim o coś więcej, mianowicie o Miłość (zob. dalej Mt 5, 43 nn). Rzecz w tym, że ani nasz płaszcz, ani nasz czas, nie są najważniejsze – choć trudno to przyznać, nie jest najważniejsze nasze ciało. Jeśli walczymy o swój płaszcz, to przyznajemy, że jest on ważny – ważniejszy niż drugi człowiek i relacja z nim. Otóż ważniejszy jest człowiek – choćby był to nasz wróg. Być może, oddając swój płaszcz, możemy – choć nie musimy – doprowadzić do sytuacji, w której ten ktoś zauważy, że został zauważony, że płaszcze nie są takie ważne. W każdym razie, zahamujemy rozwój przemocy – stracimy płaszcz, ale nasz gest okaże się, przynajmniej miejscowo, piorunochronem zła.

    7. Nie chodzi więc o potulność i naiwność. Chodzi o oddzielanie człowieka od jego czynów – o kochanie człowieka mimo jego zła. O kochanie każdego człowieka na równi z innym. Jak mówi dalej Jezus, ludzie oczywiście potrafią kochać swoich bliskich – rodzinę, przyjaciół – ale cóż w tym szczególnego? Można dodać, że miłość do własnej rodziny, albo do przyjaciół, bywa – nie zawsze tak jest – interesem. Może w niej chodzić właśnie o płaszcz – kocham męża, bo kupuje mi płaszcze i chodzi ze mną tu i tam 🙂 Ale płaszcze i czas nie są aż tak ważne – nie, że są złe, ale ważniejsi są ludzie jako tacy.

    8. Tak naprawdę to wielki problem. W naszych czasach ludzie chcą zdobywać – i znajdować w tym satysfakcję – i chcą być zdobywani. Chcą być jak towar, jak płaszcz. Miłość to często nazwa udanej transakcji – coś za coś – a rodzina bywa przykrywką dla egoizmu ( w końcu kocham innych – choć w gruncie rzeczy ze względu na siebie…). Prawdziwa Miłość zauważa człowieka (Simone Weil – kochać, to uwierzyć w czyjeś istnienie), zauważa, że nie tylko ja jestem ważny. Zauważa go mimo zła, ale też mimo dobra – nie czyni względu na sławę, piękno, bogactwo, a nawet na dobre czyny; dobro kwituje się w Ewangelii słowami „Słudzy nieużyteczni jesteśmy…”. Nie rzeczy bowiem, ani czyny są ważne, ale istnienie ludzkie.

    9. Myślę, że blisko tu do istoty orędzia Jezusa. Jezus nie jest po prostu dobroczyńcą – nie pomaga wszystkim. Wydaje się, że głosi Dobrą Nowinę o Królestwie B., o zbawieniu – o tym, że nikt z nas nie umrze na wieki, że jesteśmy ważniejsi niż wróble, itd. Przyjmuje tortury, nie stawia oporu złemu, żeby tylko nie odwołać orędzia Miłości – przebacza oprawcom, żeby się opamiętali (przekonał mnie Kwiecień, że i przestrzeganie Judasza mogło mieć ten sens). Opamiętali nie tyle po to, by czynić dobrze, ale przejść metanoię – zrozumieć, kim jest człowiek, kim B., zacząć kochać – a odtąd samo im może przychodzić, co jest dobre a co złe (por. Łk 12, 57).

    10. Z całą pewnością nie chodzi zatem o to, żeby być dobrym (por. Łk 18, 18) lub „za dobrym”. Miłość nie polega na tym, by wspierać czyjś egoizm – dawać innym to, co dla nich jest złe, niekiedy samemu popadając w zło „z miłości”…

    11. Na tym też, moim zdaniem, polega sens ostatnich przykazań Dekalogu. Nie wszystkie atrakcyjne kobiety są na świecie ze względu na mnie 🙂 podobnie nie wszystkie fajne rzeczy, miejsca, które „muszę” zwiedzić, książki… Wyrzekam się pożądania ze względu na istnienie innych ludzi. Oddaję swój płaszcz, bo właśnie zauważyłem drugiego….

    12. W tym miejscu można by powołać się na kilku współczesnych filozofów, którzy świetnie wchodzą w to zagadnienie. Na Heideggera, który zachęca do tego, żeby „sobie odpuścić”, Levinasa, który zwraca uwagę na bliźniego, który okazuje się ważniejszy od nas samych (w Miłości), Mariona i Bruaire’a, którzy tworzą ontologię daru…

    13. Myślę, że sytuacja Piotra nie bardzo da się zrozumieć w świetle tego fragmentu – gdyby tak było, powołanie należałoby traktować jako przemoc…

    Przepraszam za pisulstwo, ale takie są tropy mojego rozumienia tych słów. Inna rzecz, czy wreszcie się nawrócę i zamiast rzucać grosze do jakiejś puszki spytam jakiegoś żebraka o to, czego potrzebuje naprawdę, albo nawet więcej… Jest taka opowieść o Rilkem, który miast jałmużny kupił kiedyś żebraczce różę. Żebraczka na kilka dni zniknęła, a gdy ktoś spytał Rilkego, co się z nią stało, odrzekł „żyła różą”… Oto jest Miłość – zobaczyć w jakieś żebraczce kobietę, która nie tylko nie ma gdzie mieszkać i co jeść, ale JEST CZŁOWIEKIEM RÓWNIE WAŻNYM JAK JA, a w mojej perspektywie nawet ważniejszym…

    pozdrawiam

    • Bohjan, bez fałszywej kokieterii prosze, przecież wiesz, że uważam Twoje wpisy za inspirujące (chociaż długośc jest faktycznie, hm, duża 😀 ). Dzieki za świeże pomysły!

  5. Mam dwie zasadnicze uwagi do wpisu.

    1. „Nie potrafię uwierzyć w to, że Jezus wzywa do utwierdzania innych na ich błędnej drodze postępowania.”
    Pewnie że nie. Ewangelia nie jest pisana do innych, tylko do mnie. To JA mam dawać ubogim, nadstawiać policzek itd . z ufnością, że Bóg wie, co robi, z poczuciem, że jestem częścią wielkiego bożego planu, że jestem jego pracownikiem.
    A inni? niech sami przeczytaja ewangelię i też tak zrobią.
    Nie byłoby na świecie zła, gdyby KAŻDY SAM wypełniał słowa Chrystysa, nadstawiał drugi policzek.
    Bo nie byłoby komu bić.

    2. Jeśli uderzę tego, który mie spoliczkował – czym się będę od niego różnić? Sprawiedliwością? Potem on mi odda, ja jemu i tak dalej, przez pokolenia. Wendetta, nienawiść na tle narodowym, ludobójstwo.
    Każdy bijący ma jakąś swoją rację.
    Złem niczego nie naprawię, powiększam tylko sumę zła w świecie.
    Ilu mieliśmy w dziejach „Rycerzy Chrystusa”, którzy w dobrej wierze narobili masę zła?

    A kiedy czynię dobro, ilość procentowa zła na świecie zmniejsza się, zło ustępuje powiększającej się sferze dobra.

    Jeśli chodzi o dbanie o rodzinę – to oczywiste, każdy wie, że trzeba o nią dbać. Słowa Chrystusa odnosza się do sytuacji, kiedy nie wiesz, co zrobić, kiedy pytasz: „Panie, jak mam odpowiedzieć na to, co mnie nagle spotkało?”. I Chrystus odpowiada, jasno i wyraźnie, głównie o tym, czego mi zrobić nie wolno.
    Imperatyw.

    Pozdrawiam!

    • Drogi Anonimie,
      rzecz w tym, że chrześcijanin będąc w jedności z Chrystusem, wchodzi we wspólnotę wierzących w Chrystusa. To oznacza, że ewangelia jest skierowana do niego nie tylko, jako jednostki, ale także jako członka wspólnoty. A wspólnota oznacza współodpowiedzialność za siebie nawzajem. W tym także np. upominanie źle czyniących, czy powstrzymywanie się przed działaniami, które mi co prawda mogą dać plakietkę „świętego”, ale zaszkodzić drugiemu.
      Tak, uderzenie drugiego jest złem. Ale jeśli przyjąć radykalnie taką interpretację tego fragmentu, to nie wolno się bronić w razie wojny ani chronić własności.
      Szukam granicy, złotego środka między radykalnymi rozwiązaniami. A właściwie zasady, która pozwoli mi ten środek określać za każdym razem.

      Odpozdrawiam i dzięki za komentarz 😉

  6. „wspólnota oznacza współodpowiedzialność za siebie nawzajem. W tym także np. upominanie źle czyniących”
    Tylko w naturze ludzkiej leży tendencja do usprawiedliwiania się, do zauważania belki w oku bliźniego, do oglądania się za siebie, kiedy Bóg właśnie Ciebie wspazuje palcem. Jak łatwo Ewangelię stosowac do innych 😉

    „Tak, uderzenie drugiego jest złem. Ale jeśli przyjąć radykalnie taką interpretację tego fragmentu, to nie wolno się bronić w razie wojny ani chronić własności”
    Bardzo mi się ta radykalna postawa podoba.
    Nie wypowiedziałbym wojny krajowi, który (może) stoi krwawym za zamachem terrorystycznym, ani nie strzelił do włamywacza, który ucieka z moją własnością (płaszczem?) 🙂

    Cóż, Chrystys nie daje nam dużego pola manewru.
    Nie wiem, jak można znaleźć złoty środek wobec np. „nie zabijaj”.
    I to mi się bardzo podoba

    • Strzelanie do kogoś kto nam cos ukradł oczywiście było by przegięciem. Co jednak w chwili gdy ktoś na Twoich oczach zastrzelił Ci zonę i zaczyna mierzyć do Twojej córki. Strzelisz do niego Ty, czy pozwolisz żeby zabil dziewczynę?

  7. Nie mam teraz czasu, by dokładnie to sobie wszystko przeczytać i przyswoić , coście napisali. Ale na szybko dam znak zycia, dziekujac za refleksje wielkiej pięknosci:)), Ponadto na szybko dodam do problemów z Miłością, prócz wymienionych przez Bohjana, jeszcze i ten, w którym wydaje mi się również trudno nam naśladować Jezusa, to ten, ze my nie tylko nie potrafimy się oswoić z myślą, ze Miłość powinna być darmo dana ze wzgledu na człowieka, ale też z tym, że musimy się liczyć, ze ona moze być ,,nieskuteczna”, zupełnie daremna. A my na głupców wychodzić nie lubimy, idiotów, Myszkinów:). Wiec czasem zwracamy komuś uwagę tylko wtedy, gdy wiemy, ze nie zostanie ona zlekcewazona, wyznajemy, afekty, okazujemy życzliwość, ubezpieczeni wzajemnoscią (i to nie tylko ze wzgledu na korzyści,jakie mozemy osiagnąć, ale na nas samych, we własnych oczach -po prostu wizerunek).No i po prostu głupio jest nam z kimś przejść dwa tysiace kroków.Przepraszam, ze to chyba nie całkiem po polsku, ale czas mnie goni, a moze też czyjąś refleksję zdublowałam – jak pisałam, czytałam w lekkim pospiechu.Pozdrawiam, miłego dnia

    • Ech, Wera, lubię Cię za to wspomnienie Myszkina 🙂
      Jakkolwiek nie jest on może taki święty, jak go malują (tragiczne powiązanie lwa i myszy), to postać warta namysłu w tym kontekście. Pozdrawiam.

      • Tak. Może nie jest on święty, i nie Chrystus (i ukochane ,,ukrzywdził”), ale o ,,pijar”:)nie dbał. Pozdrawiam

  8. Beata: „Co jednak w chwili gdy ktoś na Twoich oczach zastrzelił Ci zonę i zaczyna mierzyć do Twojej córki.”

    Użyłaś najbardziej dramatycznego argumentu (którego zawsze używają zwolennicy posiadania broni).
    Oczywiście, nie mam prawa rozporządzać życiem mojej żony i córki – powinienem ich bronić.
    Ale jeśli chodzi o moje życie, sprawa już nie jest oczywista.
    Kiedy dochodzi do sytuacji „zabiję albo zginę” – myślę, ze chrześcijanin powinien wyżej cenić życie wieczne, niż doczesne.

    Dodam jeszcze, że w ogromnej większości przypadków napastnicy (nawet ci z bronią w ręku) pożądają naszego majątku, nie życia.
    A za majątek nikt nie powinien umierać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s