Strzał w stopę, czyli dywagacje nad definicją matki

Kilka dni temu wybuchła kolejna afera z tzw. surogatką, czyli kobietą, która odnajęła swój brzuch, aby donosić dziecko niepłodnej pary. Odmówiła ona oddania dziecka, uzasadniając to faktem, że skoro ona je donosiła i urodziła, to jest to jej dziecko. Sytuacja ta zmusiła polskich prawodawców do sprecyzowania, kto jest matką dziecka: dawczyni gamety czy surogatka? Rozstrzygnięcie brzmi: ta, która urodziła.

To rozwiązanie próbuje ominąć dyskusję o statusie ontologicznym zarodka, bo wysuwając tezę, że jednak to dawczyni gamety jest matką, musielibyśmy uznać, że zarodek jest już dzieckiem a więc człowiekiem, jak ujął to w swoim komentarzu adwokat Maciej Bednarkiewicz („Jeśli przyjmujemy, że zarodek to początek istoty ludzkiej, to surogatka niewiele ma z nim wspólnego, a rodzicami są dawcy zarodka”). I tak oto mamy piękny strzał w stopę w wykonaniu in vitro.

Jeśli zarodek nie jest dzieckiem, matką jest surogatka, bo to w jej łonie, karmione jej ciałem „coś” staje się człowiekiem. W świetle podejścia, że zarodek nie jest dzieckiem, sytuacja dawczyni gamety w niczym się nie zmienia od tej przed zabiegiem – nadal nie jest matką.

Natomiast jeśli dawczyni gamety jest matką, to już zarodek jest dzieckiem i wtedy rodzi się szereg pytań wielokrotnie przytaczanych w kontekście etyczności in vitro: czy mam prawo manipulować życiem drugiego człowieka? Czy wolno mi produkować go w laboratorium i zamrażać? Czy mam prawo ryzykować jego zgon podczas nieudanych zabiegów medycznych? O doświadczeniach na embrionach nie będę już wspominać.

I wreszcie pytanie zasadnicze: jaki sens ma zabieg tego typu, skoro dawczyni gamety (skoro stosuje metodę in vitro to zakładam, że przyjmuje definicję matki zaproponowaną w naszym prawie) i tak nie stanie się przez to matką?

Advertisements

2 thoughts on “Strzał w stopę, czyli dywagacje nad definicją matki

  1. Myślę, że sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Można nie tylko zwalać wszystko na status zarodka, ale i na kwestię wychowania. Nie zawsze ten, kto daje życie, jest rodzicem. Czasem jest nim ten, kto wychowuje. W tej sytuacji przez 9 niemal miesięcy „wychowywała” surogatka – nie dziwota, że nie chciała oddać maleństwa. Myślę więc, że sprawę można rozpatrywać i interpretować wielowątkowo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s