Archiwa tagu: WAK

Brak sieci to duży brak

Szczególnie, kiedy się  w niej człowiek tak mocno zaplątał, jak ja :) Cztery dni w Wadowicach bez stałego dostępu do netu to była tortura… Gdyby nie rewelacyjne towarzystwo, umarłabym, zwłaszcza, że przez dwa dni nie miałam też dostępu do kawopoju. Ja to jednak jestem uzależniona i to potężnie. Ledwo człowiek pomyśli, że już pozbył się mechanizmu popadania w uzależnienie a tu – łup! życie bezlitośnie pozbawi go złudzeń.

Aua…

Poprzedni asystent kwartalnika właśnie został jedną z pięciu najważniejszych osób w zakonie pijarów (kurcze, i ja dziś z taką szychą jechałam busem z Kalwarii :) ) i na sześć lat znika z polskich radarów. Może kiedyś w szalonym widzie polecę sobie do Rzymu sprawdzić, czy tam też będzie serwował równie smaczną lavazzę. W każdym razie gratulujemy i machamy chusteczkom na pożegnanie. W drugiej łapce ściskamy różaniec i obiecujemy otulić porządnym modlitewnym moherem.

A teraz powrót do pozostawionych w Kraku książek i problemów. Ale może wcześniej jednak jakiś mały odpoczyneczek. Spanko albo co – prowadzenie warsztatów to spory stres. Nie mówiąc o stresie wynikającym z gwałtownego odstawienia! Dobra, pomyślę o terapii.

Jutro.

Albo nie – pojutrze.

Będę miała trzy dni na tarzanie się w nałogach :D


I znów stolica

Jutro, IC o 6.55 i znów padnę w ramiona wielkiego miasta. Oraz radia. Muszę się z pewną nieśmiałością przyznać, że mam już za sobą pierwsze radiowe doświadczenia i to nie byle gdzie – brałam udział w programie “Rozmowy niedokończone” w Radiu Maryja. Znajomy rzucił wtedy, że to początek mojej kariery w Radiu M i koniec kariery w mediach. Na szczęście, jak widać, nie specjalizował się we wróżeniu :)

Wtedy Radio Maryja, teraz Radio Józef. Jak następna propozycja przyjdzie z Radia Jezus lub Betlejem przyjmę to jako objaw reżyserowania mojego życia przez Monty Pythonów. Już zresztą raz podobna akcja miała miejsce w mojej biografii: organizowałam dla duszpasterstwa wyjazd na rekolekcje ADWENTOWE (co istotne w tej kwestii). Listę chętnych rozpoczynała Maria Jakaśtam i Józef Iksiński. Nie, nie wybieraliśmy się do Betlejem w pokoleniu Judy :)

Tak więc jutro Warszawa, mam opowiadać o najnowszych dwóch numerach kwartalnika.  Pojutrze miało być jeszcze jedno spotkanie, ale kawa pełniąca funkcję obrzędu przekazania funkcji WAK-a (został zmieniony, ech) odwołana. Jest więc cień nadziei, że się wyśpię… marny, jak to cień, ale zawsze.


Starcie magazynowo-redakcyjne

Przyczyny konfliktu tkwią w zamierzchłej przeszłości, kiedy redaktorem naczelnym kwartalnika był WAK, znany też jako Człowiek-Orkiestra: redagował, pilnował składu, promował a także sprzedawał w Liceum, którego był duszpasterzem. Nadeszły jednak czasy, kiedy redaktorem naczelnym została kobieta, duszpasterzem Liceum nowy ojciec a WAK został WAK-iem (czyli szarą eminencją, krótko mówiąc tańczymy, jak nam zagra…).

Jedną z cech charakterystycznych WAK-a oraz nowego duszpasterza jest to, że obaj są mężczyznami, z czym wiąże się na ogół przypadłość określana jako małe umiejętności komunikacyjne. Na efekty nie trzeba było długo czekać: nowy duszpasterz miał wziąć z magazynu egzemplarze do sprzedaży w szkole. Wiedział ile, ale o to, jak to się odbywa proceduralnie, już nie zapytał. WAK zapewne uznał, że skoro go nie pytają, to wiedzą, więc się nie narzucał ze swoim doświadczeniem. I jak myślicie, kto oberwał?

Naczelna!

Najpierw odezwał się dział handlowy z pytaniem co to za ksiądz objawił się w magazynie radośnie oświadczając, że “ma sobie wziąć egzemplarze dla liceum”. Zwrot: “wziąć sobie” jest bardzo złym zwrotem w komunikacji z działem handlowym, bo tam można coś kupić a nie wziąć. Budzi od razu podejrzenia, oraz rodzi cichą acz podstępna niechęć do delikwenta. Trzeba się wyrażać precyzyjnie, tu chodzi o księgowość.

Wyjaśniłam, że chodzi o “kupić”. Za gotówkę.

Teraz z kolei magazyn spytał na jakiej podstawie ma sprzedać. Spytał za pośrednictwem objawionego w nim księdza, czyli duszpasterza. To było trudne pytanie, zadzwoniłam do WAK-a.

Wyjaśnił, że brał w komis a częściowo płacił. W międzyczasie pojawił się problem niedomówienia dotyczącego jeszcze innych egzemplarzy, gratisów dla seminarium, ale to szybko dało się wyjaśnić.

Wyjaśniłam działowi handlowemu, co i jak, ustaliliśmy modus vivendi na następne takie sytuacje i mogłam odetchnąć. A jak odetchnęłam to przypomniał mi się (w ramach narzekania na specyfikę męskiej części gatunku) dowcip.

Pan Bóg rozmawia z Adamem:

- I jak ci się Ewa podoba?

- Śliczna jest, Panie Boże, naprawdę piękna, napatrzeć się nie mogę… Czemu ona jest taka ładna?

- Żebyś mógł ja kochać, Adamie.

- Panie Boże, hm, jest też pewien problem – ona jakaś taka głupia jest momentami. Czemu ona jest taka głupia?

- Hm, widzisz Adamie, żeby mogła kochać ciebie…

Lubię mężczyzn pomimo problemów komunikacyjnych, ale widocznie jest to skutek tej właśnie “wady produkcyjnej” :D


Podobno

Podobno w “Nie” odwołano się do jednego z tekstów z eSPe, ale nie wiem w którym numerze i jakim artykule. Informację o tym podrzucił mi WAK. Miło odkryć, że nawet pisma – jakby to ująć - nadrabiające zawartym w tekstach dużym ładunkiem emocjonalnym ich niską wartość merytoryczną zauważają nasze istnienie.

Czuję się jak gwiazdka showbiznesu, której zdjęcie po raz pierwszy ukazało się w “Super Ekspresie”. Ale adrenalina!


Nie-bycie

Dziś miały być teksty z korekty, przynajmniej część. I nie ma.

Po południu ma przyjść jeszcze jeden z autorów. Też jeszcze go nie ma.

WAK przysłał mi kilka przejrzanych tekstów. Reszty wciąż nie ma.

Dzień na niebycie i niemanie. Dzień ziewańska przed ekranem kompa. A potem zwali się wszystko naraz – Murphy był świetnym obserwatorem, ciekawe, czemu jeszcze nie dostał nobla za swoje prawa…


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 425 other followers