Bo ja tu się wymądrzam, spod mych palców na klawiaturze wypływa przeczysta krynica mądrości, wypowiedź ma emanuje krystalicznym światłem wiedzy, a ci mnie ignorują.
Bezszczelność, normalnie bezszczelność.
Ale nie ma tak łatwo, ponieważ mam swojego bloga i nie zawaham się go użyć. Ha!
Tak więc przejdźmy do meritum. Chodzi o listę cech dobrego spowiednika, do której stworzenia zaprosił na swoim blogu Dominik Jurczak OP. Uwaga – będzie serio: pomysł zacny. Wracając do konwencji: rzecz jasna uznałam, że muszę też coś wtrącić od siebie. I wtrąciłam m.in., że spowiednik powinien mieć dużą wiedzę z zakresu duchowości, oraz dobrze, jeśli odróżnia w człowieku sferę duchową od czysto psychicznej. I to właśnie na liście zbiorczej cech się nie pojawiło.
Może pominę wszystkie teorie spiskowe, jakie mi się nasunęły w temacie poszukiwania przyczyn tego przeoczenia (za dużo Forum Frondy pada na wnioskowanie
), a przejdę od razu do uzasadnienia, czemu tę cechę uznałam za tak ważną (będą punkta):
1. Argument z Tradycji: już św. Teresa z Avila pisała, iż lepszy jest spowiednik mniej pobożny, za to dobrze wykształcony. Wniosek ten opierała na swoim bolesnym doświadczeniu wyniesionym z konfesjonału, kiedy to kierownik duchowy nakłaniał ją do zwiększania liczby praktyk duchowych, podczas gdy na tamtym etapie rozwoju życia duchowego Teresa potrzebowała właśnie ich ograniczenia. Trudności, jakie miała, wskazywały na to, że Bóg chce ją pociągnąć głębiej, poza słowa i gesty, ale żeby to odkryć trzeba było znać tradycję mistyczną duchowości chrześcijańskiej, a jej spowiednik najwyraźniej nie wpadł na to, że warto czytać starych mistrzów, a nie tylko bazować na swoim własnym doświadczeniu.
2. Argument z doświadczenia: prowadząc ćwiczenia z teologii biblijnej w seminarium duchownym zapytałam o etapy życia duchowego (podstawa duchowości, a było mi to potrzebne do wskazania pewnych treści u św. Jana). Zapadła taka krępująca cisza… Zaczęłam więc drążyć i co się okazało? Otóż na 20 chłopa w grupie, tylko trzech z pewną nieśmiałością zeznało, że czytali jakiekolwiek pisma mistyków (w tym dwóch, że “Dzienniczek” s. Faustyny). I to mają być przyszli DUCHOWI przewodnicy? Tia, będzie jak w Ewangelii – ślepy będzie wiódł kulawego i dla obu skończy się to w dole.
3. Że nie każdy, a w zasadzie mniejszość to Teresy z Avila, Janowie od Krzyża czy siostry Faustyny? A może ta mniejszość bierze się właśnie stąd, że brak kierowników, którzy by te mistyczne powołania rozbudzili i poprowadzili? Ale jak mają je prowadzić, kiedy oni nawet na teorii tego życia się nie znają? Opasłe tomiszcze Garrigou -Lagrange’a kurzy się na seminaryjnej/zakonnej półce bibliotecznej, bo przecież klerycy/bracia to mają wiedzę wlaną na ten temat i wcale się kształcić nie muszą. I potem penitenta z poważnym problemem duchowym ignorują lub odsyłają na terapię do psychologa, podczas gdy on potrzebuje rady duchowej, a nie kozetki (na marginesie: czasem jest ona potrzebna a nawet wskazana, ale jak rozpoznać która to sytuacja, kiedy spowiednik nigdy się nie zniżył do nauki rozeznawania?).
4. Brak wiedzy teologicznej potrafi się okrutnie mścić w przypadku egzorcystów. W ich posłudze bardzo ważna jest prostota serca, ale to nie znosi ważności posiadanej wiedzy. I często jest tak, że mają olbrzymie doświadczenie praktyczne, jeśli chodzi o duchowość, a brak im teologicznej podbudowy i interpretują to doświadczenie niekoniecznie w zgodzie z nauką Kościoła. Tyle, że z tego, co wiem, oni korzystają i to chętnie, z wszelkiego rodzaju możliwości uzupełnienia braków. Ten punkt dotyczy także osób posługujących modlitwą wstawienniczą.
5. Walka, jaką toczymy, toczy się w sferze duchowej. Pisał o tym już św. Paweł i do końca świata ta prawda będzie aktualna. Wielu przed nami toczyło te bitwy, rozpisało taktykę, wskazało broń. Nie ma sensu wyważać otwartych przez nich drzwi: trzeba usiąść i się dokształcić. I najlepiej włączyć w to kształcenie również gimnastykę śródlekcyjną w postaci klęczenia na adoracji i ze skupieniem przeżywanej liturgii.
Miałam szczęście: na początku mojej świadomej drogi duchowej Bóg za pośrednictwem Maryi wskazał mi wspaniałego spowiednika. Zwykły, czarny diecezjalny, ale mądry i wierzący. Ma wiedzę i mnóstwo zdrowego rozsądku. To on mnie wysłał na rekolekcje ignacjańskie, na których zaczęłam się uczyć sztuki rozeznawania. Byłoby wspaniale, gdyby przynajmniej większość spowiedników była do niego podobna pod względem oczytania i otwartości na duchową sferę życia.