Archiwa tagu: Poznań

Fatalny pociąg

Pola kwitnącego rzepaku są pięknym widokiem, bardzo żółtym i pachnącym. Ale oglądanie jednego przez ponad godzinę i to o 40 minut od celu podróży jest jednak nieco irytujące. Mieliśmy okazję do tego estetycznego doświadczenia, gdyż w ramach urozmaicania podróży pociągiem zepsuła się lokomotywa. Nerwowe snucie się po korytarzu, głos pani konduktor informującej ludzi w kolejnych przedziałach co się stało (swoją drogą współczuję) i wreszcie wieść: przyjedzie działająca lokomotywa – hura! Za dwie godziny. Najprędzej.

O-żesz-… [autocenzor]

No może da się przesiąść w jakiś przejeżdżający pociąg, ale nikt, łącznie z obsługą pociągu, nie wie kiedy i co będzie przejeżdżało. Powoli budzi się we mnie montypythonowskie poczucie humoru, zresztą nie tylko we mnie. Zaczynamy w przedziale snuć komiczno-zjadliwe wizje, ale zanim zaczęliśmy pisać scenariusz komedii katastroficznej, stały się rzeczy dwie: przyjechała ciuchcia i ledwo ją podczepiono, na sąsiednim torze zatrzymał się EIC do Berlina (jak się potem okazało).

Chodzenie w butach na obcasie po kamienistym nasypie i wsiadanie z niego do pociągu jest doświadczeniem jedynym w swoim rodzaju.

Zapewniam :)

Do Poznania dotarłam z półgodzinnym opóźnieniem, na szczęście jaqb [macham pozdrowieńczo] cierpliwie czekał a potem napoił pyszną kawą oraz pozwolił się wygadać.

I na koniec muszę wam się do czegoś przyznać. Czegoś wstydliwego.

Po tym wszystkim nadal kocham jeździć koleją…

:D


Początek Wielkiego Tygodnia

Wczorajszy Poznań był wspaniały: kwitło wszystko, ci miało kwitnąć, równolegle też pachniało, świeciło słońce i ogólnie wycieczka była udana. Niestety, drzwi do jednej z moich ulubionych kaplic adoracji zostałam opatrzone porządną, zalaminowaną kartką (nie ma jak poznańskie upodobanie do porządnej roboty, hehe), iż kaplica jest zamknięta. Sądząc po przemykających incognito braciach kooperatorach i odgłosach z wnętrza, przygotowywano tam pewnie Grób Pański lub ciemnicę. Musiał mi wystarczyć Jezus za drzwiczkami tabernaculum.

Seminarium było udane, choć pogoda była senna. Miałam przy sobie termos z kawą, którego nie zawahałam się użyć – studenci mieli gorzej, bo nie mieli. Termosu.  Niestety, nawet opowiadanie anegdot nie pomogło na senność. Rozumiem, samej zdarzało mi się sypiać na zajęciach :) Rozmawialiśmy o katolickim rozumieniu małżeństwa i współżycia w małżeństwie w teologii ciała. Mam nadzieję, że było inspirująco.

A potem były rekolekcje u OP (co przyjeżdżam, to albo msza roczna za zmarłych, albo rekolekcje – dwa tygodnie temu było dwa w jednym! – znak jaki czy cóś?). To tzw. rekolekcje ostatniej szansy i w Posen głosi je o. Prus. Jeśli czyta mnie ktoś z tego fajnego miasta z koziołkami, to polecam – sądząc po tym, co wczoraj usłyszałam, padre Wojciech nadal jest w dobrej kaznodziejskiej formie. Na przykład jakbyście nie wiedzieli, to Marta zrobiła Jezusowi awanturę o to, że Maria jej nie pomaga, bo jej (Marcie) przypaliło się spaghetti bolognese… Aż mi się Beczka z czasów panowania Pruskiego przypomniała :)

I z całego morza sympatycznych poznańskich doświadczeń wywiózł mnie nocny pociąg – nie lubię, zdecydowanie. W Zagłębiu wsiedli jacyś dziwni panowie, jeden próbował wywołać awanturę, ale wszyscy go olali, więc się przesiadł, ale i tak jakoś tak niemieło było.

Dziś jakoś spróbuję nie zasnąć w pracy, wieczorem jeszcze będe polować na Szymona Ho., który głosi rekolekcje u franciszkanów ewentualnych, a potem już tylko czekanie na próbę akustyczną w środe wieczorem i zaczyna się Triduum. Najpiękniejsze dni w roku…

*To tylko perełka-rozweselacz, zasadniczo konferencje są o miłosierdziu i ta, której wysłuchałam, udzieliła mi odpowiedzi na kilka istotnych dla mnei teraz pytań, ale moze na tym aspekt duchowo-ekshibicjonistyczny skończę :) W każdym razei polecam.


Pożytek z długich podróży pociągiem

Tym razem w Poznaniu było o czystości. A żeby zrozumieć czemu warto żyć w czystości, trzeba zrozumieć czym jest miłość, zwłaszcza ta, której wyrazem ma być współżycie.

Tak się nad tym zastanawialiśmy, rozmawialiśmy, ale oświeciło mnie dopiero dziś między Trzebinią a Krzeszowicami (dla niebywających na trasie PKP Poznań-Kraków: pod koniec prawie 8-godzinnej podróży :) ). Oświeciło mnie, że skoro miłość jest pragnieniem dobra, a miłość oblubieńcza jest stawaniem się darem dla drugiego, to w imię tej miłości mam dążyć do doskonałości. Nie po to, żeby stanowić perfekcyjny egzemplarz gatunku homo sapiens baptizathus, ale żeby drugi człowiek/Bóg otrzymał ode mnie największe dobro, na jakie mnie stać! Bo skoro miłość to pragnienie dobra, największego możliwego dobra dla drugiej osoby, a w miłości oblubieńczej tym dawanym dobrem jest się samemu, to w imię miłości do drugiego mam stawać się dobra. Żeby to dobro takie możliwie największe i piękne było. Żeby obdarowany się miał czym cieszyć.

Niby banał, a tyle radości mi ta ideja sprawiła :)


5.23 do Poznania

Spędziłam dziś upojny dzień w redakcji, pakując z asystentem naczelnego oferty dla potencjalnych prenumeratorów pisma. Robota nudna, ale zostawiająca wolny umysł, więc mogłam sobie poukładać pobyt w Poznaniu.

Bardzo poranne pociągi mają tę pozytywną cechę, że pierwsze godziny podróży nimi mijają na śnie. Do stanu świadomości poruszania się w kierunku Wielkopolski doszłam dopiero ok. 8.00. Ku mojej radości poruszanie to odbywało się punktualnie i w dodatku w dobrym towarzystwie Benedykta XVI i Petera Seewalda. Wreszcie nadrobiłam lekturę “Światłości świata” i muszę przyznać, że tylko utwierdziłam się w sympatii do tego drobnego człowieka w bieli. Łączy w sobie głębokie wyczucie eschatologii z mnóstwem optymizmu i radości. Tak wiele psów na nim powieszono od początku pontyfikatu, a on nadal zachowuje spokój. Wyczuwam w tym, co mówi o zawierzeniu Chrystusowi, głęboką prawdę i to osobiście przez Benedykta przeżywaną. Wciąż pozostaje też wykładowcą: “To złożony problem, należy tu wprowadzic kilka rozróżnień” – Akwinata byłby z niego dumny: primum discernere! :D

Poznań to najpierw wizyta w redakcji “Głosu dla życia”, dwumiesięcznika prolife. Bardzo mili ludzie, sympatyczne, godzinne spotkanie w szerszym gronie i kilka chwil rozmowy z Alicją, która mnie wciągnęła do współpracy z “Głosem…” Siedzibę mają na obrzeżach miasta, wracałam potem tramwajem przez słoneczne miasto, podziwiając zamarzniętą Wartę i secesyjne kamieniczki (oraz zapominając o tym, że Poznań ma bilety czasowe i po upływie kwadransa wypadałoby skasować drugi bilet – na szczęście Anioł Stróż trzymał ode mnie z daleka wszystkich kontrolerów :D ).

Po zalogowaniu się na nocleg zostało już tylko czekanie na studentkę, z którą pojechałyśmy na wydział. Ponieważ było jeszcze trochę czasu, pogawędziłyśmy sobie o studiowaniu, dominikańskim duszpasterstwie akademickim i teologii. Grupę seminaryjną tym razem tworzy piętnaście osób – tak w sam raz do dyskusji. I było dyskusyjnie, nie zdołaliśmy nawet dotrzeć do drugiego tematu spotkania. Miałam okazję odczuć jak to jest, kiedy ma się do czynienia ze studentem, który zamiast dokonywać analizy tekstu, pędzi od razu do wniosków, po drodze gubiąc istotne aspekty. Ciągle jeszcze też zbyt często ulegam pokusie udzielania odpowiedzi, zamiast czekania, aż odpowiedź sama wyłoni się z rozmowy. Nic, całe życie człowiek się uczy. Myślę, że tym, co najtrudniejsze w czytaniu Wojtyły/Jana Pawła II jest zakorzenienie tej teologii w ciele praktyki. Wskazanie, że to nie jest tylko wzniosłe myślenie, ale bardzo praktyczne podejście. Jak to powiedziała przed seminarium p. Natasza: “Czuję w tym tekście potencjał, ale jak go przekazać innym?”

Po wieczornej mszy padłam na nos. Na, swoją drogą, bardzo wygodnej wersalce :D Ambitne plany pisania wieczorem zamówionego tekstu na temat debaty o NPR zostały odłożone na czas powrotnej jazdy pociągiem.

Jeszcze tylko poranne dwa stoły: Eucharystia i refektarz. Padre Mariusz był tak miły (znajomości ze scholi OP nie rdzewieją), że nie tylko mnie odwiózł na dworzec, ale jeszcze, wykorzystując swoją firmową zniżkę, kupił dla mnie we “W drodze” najnowszego Evdokimowa. Jestem w trakcie, jak przeczytam, pewnie skrobnę na blogu, co sądzę. Bo zapowiada się smakowicie.

Wracało się długo, chociaż też bez dużego opóźnienia (PKP mnie zadziwiło tą punktualnością, albo może nie będę ich za głośno chwalić, bo znów się popsują…). Ostatkiem sił dotarłam na wieczorną próbę chorału, podniosłam sobie śpiewem poziom endorfin i życie wróciło na krakowskie koleiny.

A dziś początek Wielkiego Postu. Mam uczucie, jakby spadł mi na głowę nagle, bez ostrzeżenia. Nawet za bardzo nie wiem, jak mam go przeżyć. Liczę, że życie samo przyniesie wskazówki.


Wyjezdnie

Znów Poznań. Bardzo się cieszę na ten wyjazd, chociaż nie ukrywam, że boję się też, jak mi pójdzie prowadzenie seminarium. Teksty Jana Pawła II są trudne, trzeba zajrzeć nie tylko do nich, ale także w kontekst ich powstania, w tym do innych pism Wojtyły (np. “Osoby i czynu”) lub do… poezji Norwida.

Od zeszłego roku dręczy mnie jedna myśl. I u JPII, i w tym, co mówi dr Wanda Półtawska, jednym z kluczowych elementów jest godność. Pewnych działań się nie podejmuje, gdyż one przeczą ludzkiej godności. Czy my jeszcze rozumiemy co to jest? Czy potrafimy dostrzec jej wartość? Czy potrafimy odkopać jej źródło w nas?

Coś czuję, że znów więcej się nauczę od moich seminarzystów, niż oni ode mnie :)


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 425 other followers