[jednak publikuję i obiecuję, że juz nie bede zdejmować
]
Wywołał kontrowersje i to spore. Nie widziałam go inaczej, niż na zdjęciach, ponieważ zajmowałam się zbieraniem sił na Niedzielę Wielkanocną. Kontrowersje wywołał fakt, że Najświętszy Sakrament nie był wystawiony w monstrancji przykrytej welonem, a zawieszony na żyłkach na tle płótna, na którym była wydrukowana spekana ziemia, czy jak skojarzyło się o. Pawłowi Kozackiemu, ziemia zaorana.
Nie widziałam [bezpośrednio], ale się wypowiem
Najpierw będzie pozytywnie: pod względem estetycznym było to piękne. Rozpisana na kartkach obok interpretacja też koszer (zdjęcie miało być ilustracją do Iz 24.35), ale tylko pod względem intelektualno-artystycznym. Bo pod względem teologicznym, przykro mi to pisać, ale ten Grób był fatalny.
Twórcy Grobu oraz opisujący go później o. Paweł nie zauważyli jednej, bardzo istotnej kwestii: złożenie do Grobu oraz zstąpienie do Otchłani NIE SĄ szczytem ogołocenia Wcielonego Boga. Tym szczytem jest, zgodnie z danymi biblijnymi i Tradycją Kościoła, moment wcześniejszy a mianowicie śmierci na krzyżu.
Argumenty:
- Hymn o kenozie, Flp 2,8: “uniżył się do śmierci i to śmierci krzyżowej, za co Bóg wywyższył Go”, nic o złożeniu do grobu
- zgodnie z relacją św. Jana ostatnie słowa Jezusa na krzyżu brzmią: “Wykonało się” – śmierć Jezusa jest ostatnim akordem Jego uniżenia, dzieło się dokonało.
- Jezus zostaje pochowany po królewsku, nie jak skazaniec: 100 funtów mirry i aloesu, drogocenny całun, chusta z bardzo drogiego bisioru położona na twarz, grób wykuty w skale, przeznaczony do pochowania tylko jednej osoby.*
- zstąpienie do Otchłani jest marszem zwycięskiego króla, a nie kolejnym etapem upokorzenia Jezusa: tak o tym pisze zarówno św. Piotr ( 1P 3,19), anonimowy twórca homilii odczytywanej w Godzinie Czytań w Wielką Sobotę, jak i prawde tę wyraża wschodnia ikona Zstąpienia do Otchłani, na której Jezus łamie wrota Szeolu i wyprowadza Adama i Ewę.
Dlatego drogocenna monstrancja (symbol królewskiego majestatu – zgoda, że tu można było użyć innego symbolu) przesłonięta welonem (symbol tego, że nasze oczy pozostają niejako “na uwięzi” – widzimy tylko śmierć, a tymczasem tam juz dokonuje się zwycięstwo życia).
Tegoroczny Grób Pański u dominikanów był dla mnie osobiście apoteozą śmierci. Jej ostatecznego zwycięstwa, bo nawet po procesji rezurekcyjnej nie pojawiły sie w nim kwiaty czy jakikolwiek inny symbol zwycięstwa życia. Wbrew cytatowi, który miał ten Grób ilustrować (“rozleje zdroje po wyschniętej ziemi”) żadne zdroje sie tam nie pojawiły. Grób pozostał wyschnięty i martwy.
Co do nieszczęsnych żyłek, na których zawisł pojemnik z Ciałem Pańskim: jeśli chodzi o moją osobistą wrażliwość, to wolę, jeśli ofiarowany nam do adoracji fragment żywego, cierpiącego serca Jezusa umieszczony jest w czymś bardziej stabilnym. Nie mogę też pozbyć się poczucia, że w tym przypadku, pomijam tu intencje autorów, trudno było się opędzić od wrażenia, że Ciało Pańskie zostało uprzedmiotowione i sprowadzone do poziomu elementu instalacji artystycznej. Podobnie zreszta, jak we wszystkich Grobach polityczno-społecznych (nie lubię :/).
Wypowiedziałam się i mi ulżyło
Można mnie zglanować.
* Z samą sceną pochówku kojarzy mi się zresztą sytuacja podczas oblężenia Minas Tirith we “Władcy Pierścieni”, kiedy to Widfara stwierdza, że odwrócił się wiatr. I rzeczywiście, tego dnia do przystani przybijają statki z odsieczą prowadzoną przez Aragorna, przygnane tym odmienionym wiatrem. Ale to tylko takie tam pogańsko-literackie skojarzenia