Posty oznaczone jako ‘muzyka’

h1

Savall i Globisz z violą w tle

listopad 3, 2009

Wczoraj miałam przyjemność (prosze poczuć dogłębnie to słowo, rozsmakować się w jego zawartości – cudnej zbitce nosowych głosek po lekkim ziewnięciu na samogłosce) słuchania koncertu Jordi Savalla, kóremu towarzyszyły fragmenty “Wszystkich poranków świata” czytane przez Krzysztofa Globisza. Dwóch wspaniałych artystów w gotyckim wnętrzu kościoła św. Katarzyny, półmrok, cudowna akustyka stworzona przypadkiem dzięki kolejnym odbudowom budynku po kolejnych niszczących go katastrofach. I ta muzyka…

Kiedys napisałam, że dźwięk w ciszy się rodzi i ku ciszy podąża – i tak wczoraj grał Savall. Viola da gamba pod jego palcami zamieniała się w kameralny zespół muzyczny, wydobywał z niej dźwięki tak zróżnicowane i harmonijne, że zamknęłam oczy i świat zawęził mi się do kolejnych fraz płynących z podwyższenia w centrum kościoła. Instrument opowiadał, budził i usypiał emocje i chociaż wolałabym go słuchać w gronie kilku osób i siedząc przy kominku, to i tak nie wyobrażam sobie, że mogłabym lepiej spędzić wczorajszy wieczór.

A wszystko dzięki Autorce Muzeodajni, która to cudowna kobieta załawiła mi darmową wejściówkę na ten koncert. Miśki cudowne som :]

A tutaj mała próbka umiejętności Jordi Savalla, fragment ścieżki dźwiękowej z filmu bedącego ekranizacją czytanej wczoraj książki:

h1

Nowenna przedurlopowa

czerwiec 2, 2009

Co prawda ten czas upragniony jeszcze daleko, ale co szkodzi już zacząć?

Na przykład tak:

h1

Kolejna lekcja pokory

listopad 2, 2008

Na razie czuję się tak:

Mówię wam: uważajcie o co prosicie Boga – On ma zwyczaj wysłuchiwać naszych próśb… Na szczęście nigdy nie zostawia nas samych z ich efektami :)

h1

Wiem-lepiej-izm

październik 4, 2008

Najgorsza choroba duszy, dopada zwłaszcza ludzi długo siedzących w temacie lub “zawodowo” zajmujących się wiarą. “Nie nowego nie usłyszę, wszystko wiem lepiej i to mi daje mandat do pouczania”. Jej efekty można porównać do postępującej w powolnym tempie zaćmy: pacjent traci wzrok, jednak tak wolno, że nie dostrzega jego utraty.

Albo inny obraz, chyba lepszy: postępującego zmęczenia. Jest taka granica w przemęczeniu, po przekroczeniu której nie da się zasnąć ani odpocząć. Jedzie się traktując migające światełko rezerwy jako dyskotekowy akcent w wyposażeniu wozu do chwili, kiedy światełko gaśnie i delikwent staje się niezdolny do jakiegkolwiek działania. Koniec. Finito. Fin. The end, raczej nie happy.

Jak leczymy? W bardzo ciężkich przypadkach Pan Bóg najczęściej stosuje ostrą terapię upokorzeniem, im bardziej dolegliwym, tym lepiej. Rozlega się bolesny krzyk pacjenta po czym sa możliwe dwie wersje wydarzeń:

1. Pacjent uznaje swój stan i podejmuje długotrwała kurację odwykową, albo

2. Pacjent rezygnuje z “zabawy w religię” uznając to, z czego jeszcze przed chwilą był ekspertem, za opary opium ludu (wersja Marksa)/dla ludu (wersja Lenina).

W przypadkach mniej zaniedbanych dawka upokorzenia jest znacznie mniejsza, czasem nawet zamiast niego wystarczy suplementacja pochwałami i podziwem tych części psychiki, w których pacjent cierpi na poczucie niskiej wartości. Zatem warto zapobiegać: robić codzienny rachunek sumienia, regularnie (ale częściej niż raz w roku) spowiadać się, uczestniczyć w rekolekcjach. A nade wszystko w chwilach, kiedy łapiemy się na znudzeniu tym, co jest do nas mówione, przypomnieć sobie, że nawet tępi i nieświadomi “mają swoją opowieść” czyli spojrzenie na prawdę, które dla nas jest niedostępne w inny sposób niż tylko przez ich oczy.

Wszystkim wiem-lepiej-istom (w tym także sobie) dedykuję źródło powyższego cytatu:

 

Dobrej niedzieli!

h1

CS

wrzesień 14, 2008

Czyli cerkiewno-słowiański i głęboka harmonia śpiewu liturgii godzin u studytów (Morfeusz, serdeczne dzięki za linkę!). To tak z okazji świętowania tego, że krzyż jest przede wszystkim źródłem chwały, jak nam nieustannie przypominają wschodni bracia :)

Kliknąć należy tutaj i chwilę zaczekać, żeby się zładowało.